string(15) ""
» Blog » Venomowy Origin Part 1 - Pyrkon 2008/ Constar 2008
05-08-2013 23:11

Venomowy Origin Part 1 - Pyrkon 2008/ Constar 2008

W działach: konwenty | Odsłony: 150

Venomowy Origin Part 1 - Pyrkon 2008/ Constar 2008

 Każda Saga ma swój początek... To był  początek mojego konwentowego życia które ciągnie się po dziś dzień. Jakoś ostatnio zebrało mi się na wspominki i nostalgię, a blog od dawna pokrywał się kurzem, więc drogie dzieci zbliżcie się i usiądźcie wygodnie. Wujek Vennie opowie wam bajeczkę jak to drzewiej bywało oraz o tym jak się bawiono w grodach Przemysła i Kraka...

PYRKON 2008

 2008. Ach, cóż to był za rok! Wasz uniżony sługa mógł w końcu ponosić za siebie odpowiedzialność karną a więc jak lepiej to wykorzystać niż pojechać na swój pierwszy w życiu konwent? Wszystko zaczęło się od świętej pamięci Draconiusa (o którego śmierci z głębokim smutkiem dowiedziałem się kilka lat temu) który to przy wspólnej sesji pbf-a namówił aby zjawić się na Pyrkonie. Niżej podpisany nic wtedy nie wiedział o "największym spędzie nerdów i fanów fantastyki" jak później zwykło się mawiać o tej imprezie. Zali to będąc podówczas "podłączony" do poltera od prawie 3 lat nie kojarzył nigdy, że prawie pod jego nosem czaił się taki sabat... no ale nie należał chłopina do najbystrzejszych (co mniej życzliwi twierdzą, że to nie zmieniło się do dzisiaj ale kto by ich tam słuchał ;)

 Pamiętam jak po zajechaniu na miejsce akcji poczułem się lekko zagubiony. Dębiec nie należał do miejsc które chce się zwiedzać a na dodatek na dobrą sprawę nikogo się nie znało. Ale jak mawiał Draconius "Od tego jest konwent". Pierwsze kilkadziesiąt minut upłynęło na błąkaniu się po budynku szkoły która tak wryła się w pamięć w następnych latach. Nasz młody i pięk...młody heros będąc ignorantem i nie wyznając się na konwentowych prawach zignorował na ten czas szukanie miejsca aby rozłożyć śpiwór myśląc "e, tam poszuka się w nocy pewno coś się znajdzie". O tym jak się mylił dowiemy się później ;]

 Jak w każdej dobrej powieści, protagonista poznaje doborowych kompanów. Nie inaczej było w tym przypadku. Na prelekcji Komudy dotyczącej promocji wydanych niewiele wcześniej "Galeonów Wojny" nieświadomie spotkał swoich przyszłych konwentowych (i jak się okazało, nie tylko) druhów. Oczywiście będąc idiotą nie wiedział, że oni to oni i dopiero po telefonie od Draco po konkursie Transformersowym, Venomus poznał ekipę. Wtedy to poza Draconiusem pierwszy raz spotkał braci Wein ( w składzie Ezjusz, Radgers i...Bartosz) oraz iron mastera z którymi to rok w rok dawali sromotnie dupska na konkursie wiedzy o crpg. Pokrótce przez cały konwent otarł się o większość znaczących postaci poltera. Czy to:

  • kaduceusza który niczym Dorian Grey wyglądał młodziej niż miał w papierach (a nawet zaskoczył posiadaniem żony rok później)
  • Rincewinda BPM który wyjaśniał dlaczego do cholery to bpm ( Dziś już nie pamiętam. Jak to było stary?)
  • beacon'a (zapytany jak wymawiać, skwitował krótko "bekon, tylko nie bejkon bo to gejowskie")
  • Jade Elenne która już wtedy robiła często-gęsto foty. Od tamtego czasu po dziś dzień, zawsze gdy ją widzę pytam się " Czy to Jade?" znając odpowiedź. Nie, nie wiem dlaczego.
  • Furiatha za którym podążało stadko adoratorów do małego barku na Dębcu
  • Repka z żoną, bardzo krótko i mgliście
  • Diabellusa vel Diabła który pomimo częstego znietrzeźwienia zawsze raźno odpowiadał na przywitania wszystkich wokół i roztaczał atmosferę...ekhm, biesiadną ;]
  • Człowieka- zagadkę który przespał wszystko vel kolesia który za każdym razem gdy ktoś go widział leżał skulony pochrapując
  • Jakąś parkę która przez cały konwent prowadziła własnego larpa we wspólnym śpiworze

 No i bonusowo Jakuba Ćwieka którego razem z ironem i Weinami spotykaliśmy zawsze w soboty w tej samej pizzerii za torami rok w rok (przez spotykaliśmy mam na myśli "Patrz, to je Ćwiek. No ba, myślisz, że podpisze mi się na serwetce?")

 Dalej potoczyło się już szybko. Konwersacje na tematy wszelakie, prelekcje o wszystkim i o niczym (zwłaszcza w pamięci zapadła mi "O źródle wszelkiego Zła"- mająca charyzmatycznego prowadzącego.)

 Po zaciągnięciu na nocny pokaz trailerów organizowany przez Zakazaną Planetę pierwszy raz zobaczyło się taką perełkę jak "Baron against the demons". Młody Venomus myślał, że więcej filmowego absurdu już nie zobaczy (w końcu panowie zarzekali się, ze choćby "skały srały" więcej pokazu nie zrobią). Tę niemądrą myśl musiał odszczekać , przy okazji projekcji "Stacy: Attack of the schoolgirl zombies" oraz "Black Sheep" rok później. Nie wspominając już o hicie "Wił" w 2010r. Ale o tym innym razem ;]

 Pierwszy dzień konwentu zakończył się zaanektowaniem czyjegoś miejsca do spania. No właściwie nie zaanektowania bo właściciel zjawił się dopiero wpół do piątej rano, więc wszystko było na legalu ;]  Nie potrafiąc za przykładem Draconiusa spać na krześle dla przedszkolaków czy parapecie rad, nierad oczom mym ukazał się rankiem obraz pobojowiska na korytarzu gdzie dwóch jegomości kończyło obalać kilka puszek wyciągu z winogron( i nie tylko). Były to czasy gdy na konwentach jeszcze nie przestrzegano "100% bez" co zaowocowało pod koniec konwentu zarzyganiem jednego ze zlewu w męskim wychodku plus dewastacją jednego z klozetów w tymże (a może to było w roku następnym? Who knows...)

 Ogółem mówiąc 3 dni zleciały w sielskiej atmosferze błogiego nerdzenia jak biczem strzelił i w niedzielę trzeba było się rozstać...na niecały miesiąc bo w powietrzu wisiał krakowski Constar którego motywem przewodnim byli superbohaterowie. Był to pierwszy i jak na razie ostatni konwent poza Pyrlandią który uświetniłem swoja obecnością.

CONSTAR 2008

 Nasza (moja, Draconiusa, ajrona i Radgersa) inwazja rozpoczęła się od nieprzyzwoicie wczesnej podróży pociągiem. Wtedy to Venom miał okazję zapoznać się po raz pierwszy z dziełami Ćwieka. Pożyczonego od Radgersa "Kłamcę" pochłonąłem bez popitki w jakieś 4 godziny podróży. Jak się później okaże ta samą metodą rozprawiłem się z "Kłamcą 2" w drodze powrotnej. Obie książki zasiliły moja biblioteczkę przy okazji premiery 3 części...

 Od razu dało się poznać, że Constar to inna liga niż ówczesny Pyrkon jeśli chodzi o rozmach. Budynek szkoły niemal obok dworca PKP był sporawy a i ludzi dopisało. Dość powiedzieć, że mimo wczesnej pory dotarcia na miejsce trzeba było zakwaterować się w sali gimnastycznej. Z racji kruchości pamięci resztę wydarzeń najlepiej podsumować w punktach...

  • Zwiedzanie miasta i zakupienie swojego pierwszego pentagramiku coby bardziej zestroić się z konwentem
  • Zajęcie 2 miejsca w konkursie " Co ty [email protected]#a wiesz o superbohaterach" po ciężkiej batalii z niejakim Stalinem i porażce z nieznanym nerdem. Potem ktoś stwierdził, że to może być Zsu. Moja nie wiedzieć.
  • Prelka Ćwieka o golemach na której dane było popisać się wiedzą oraz pierwsza krótka wymiana zdań z autorem
  • Odebranie spóźnionego Ezjusza z dworca  w piątek oraz świętowanie z tymże. Późniejsze komentarze na temat ludzi ze "strefy mroku" w otchłaniach śmierdzących moczem peronów
  • "Saważ? Wol-co? Na co to, przecież jest DeDek".
  • Widok Diabellusa w majtkach na spodniach z okazji jakiegoś larpa. Wypalony po dziś dzień na siatkówce...
  • Orient Express - czyli sesja w Shab-al-Hiri Roach. Wykrzykiwanie sumeryjskich słów i udawanie, że siedzący w twoim mózgu superkaraluch każe ci mordować innych nigdy nie było zabawniejsze...
  • Impreza pożegnalna w pewnym lokalu gdzie było chyba połowa konwentu i biedny Ezjusz który wierzył, że każdy dostanie darmowego kega jak okaże identyfikator ;]

 Impreza była znakomita. W pamięci wryła mi się tez droga powrotna, gdzie przez pierwszą połowę ścisk był tak duży, że można było czytać na stojąco a w drugiej, siedzieliśmy wygodnie a Draconius jak niemowlę spał i  ślinił się lekko opierając o jakieś bogu ducha winne dziewczę, które musieliśmy zapewniać, że nasz kompanion jest niegroźny, choc posturę miał iście dionizowską;].

 Wysiadłem strasznie zmęczony i wiedziony "konwentowym kacem końca przygody" patrzyłem jak pociąg sunie dalej a reszta ekipy zmierza do Leszna gdzie Draconius miał przekimać u Ezjusza a przy okazji zjeść mu roczny zapas cebuli i czosnku. Byłoby to zabawne gdyby nie fakt, że to byl ostatni raz gdy widziałem Draconiusa. Nie dane nam było się więcej spotkać a potem po latach dowiedziałem się o jego zgonie. Na zawsze zapamiętam go takim jaki był na Constarze-  jowialnym, życzliwym oraz w dziwnym swetrze.

 

 To była długa a zarazem dziwna notka którą zapewne mało kto zrozumie (może poza wymienionymi którzy pamiętają co i jak). Jeśli dotarłeś go końca, drogi czytelniku, gratulację. W kolejnej części Wujek Vennie opowie co się działo na Pyrkonach 2009-2010. Najpierw wszelako wyjazd do Paryża a więc kontynuacja nie ukaże się wcześniej niż za tydzień.

Jak mawiał Nick Diamond: So until next time, Good fight, good night

 

 

 

Komentarze


Zsu-Et-Am
    Dementi
Ocena:
0
ktoś stwierdził, że to może być Zsu

Alas! To nie byłem ja. Ze mną można się było spotkać na Pyrkonach 2009-2010 (na tym ostatnim organizowałem na korytarzu spontaniczny pokaz Dr. Horrible's Sing-Along Blog), a wcześniej np. na Leśnickich Dniach Fantastyki (i Lubińskich DF też), na Polconie 2008 w Zielonej Górze albo na Coolkonie III (Wrocław 2007).

PS: Tracisz punkty, Venom. Patrząc na tytuł notki liczyłem na solidną prezentację alternatywnych origin stories marvelowskiego Venoma, z rantem pt. "Dlaczego wersja X jest jedyną słuszną".
06-08-2013 11:41
Venomus
   
Ocena:
+1
Zsu, mogę kiedyś zrobić rant na temat tego jak spieprzono origin Eddiego Brocka ale najpierw muszę zaopatrzyć się w espumisan bo po przeczytaniu tego ścierwa miałem zgagę przez tydzień...;]
06-08-2013 11:45
Z Enterprise
   
Ocena:
0
Venom Origin - V-rigin? ;)
07-08-2013 08:54
Repek
   
Ocena:
0
@Venomus
Ciekawa sprawa... CS 2008 to był ostatni kon, jaki koordynowałem. A teraz zobaczymy się znowu na Zlocie... :)

Pozdro
07-08-2013 11:27

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.