» Blog » Upadek, objawienie proroctwa - recenzja.
24-01-2016 21:34

Upadek, objawienie proroctwa - recenzja.

Odsłony: 940

Upadek, objawienie proroctwa - recenzja.

Niedawno ukazała się niezwykła książka "Upadek objawienie proroctwa". Niezwykła przede wszystkim dla mnie, ponieważ została napisana przez twórcę mojej ulubionej gry RPG: "Aphalon świat Księżycowego Ostrza", Arkadiusza Mielczarka. Wspomnę też nieskromnie, że dołożyłem swoją malutką cegiełkę do wydania tej książki, inspirując autora do zorganizowania zbiórki na wspieram.to, wydaniem Najemników II za pomocą tej samej platformy. Niniejszym wpisem spróbuję Was jednak przekonać, że Upadek jest książką niezwykłą nie tylko dla mnie i jeśli tylko jesteście fanami fantasy, powinniście po nią sięgnąć.


Na samym początku książki czytelnik dowiaduje się, że świat, który przyjdzie mu zgłębiać przez najbliższe sześćset stron z okładem, wkrótce zostanie unicestwiony za sprawą Sarhana – znanego już z Aphalonu boga wszelkiego zła i zniszczenia. Spełniają się kolejne słowa przepowiedni – nie ma już żadnej wątpliwości i żadnej nadziei (chociaż cień tej ostatniej pojawia się w trakcie lektury). Wkrótce czytelnik zostaje wrzucony w sam środek kotła, w którym hedoniści, anarchiści, rebelianci, namawiający do zbiorowych samobójstw oświeceni i oczywiście sarhaniści (najgorsi z nich wszystkich) będą walczyli o „resztki ze stołu” kończącego się uniwersum.


Losy tej walki zostały sprawnie opowiedziane techniką narracji przypominającej tę znaną z serialu Gra o tron. Trudno będzie nam zatem zidentyfikować głównego bohatera – do czynienia mieć będziemy z całym wachlarzem znaczących postaci, których losy będą się przeplatać. Moim ulubieńcem stał się chaotyczny i zły do szpiku kości pułkownik sarhanistów Anaktha – tajemnica, która się za nim kryje, sprawiła, że polubiłem pułkownika bez reszty. Technika opowiadania historii z wielu perspektyw sprawia, że fabuła jest nieprzewidywalna i zyskuje na dramatyczności. Wyobraźmy sobie na przykład dwóch bohaterów – z których obu polubiliśmy i obaj wydają się równie istotni dla całej opowieści – i oto nagle splot różnych okoliczności stawia ich przeciwko sobie w pojedynku… Który z nich zwycięży? Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć. W trakcie czytania sceny opisującej jeden z takich pojedynków stanęły mi łzy w oczach, kiedy pewien rycerz zdecydował się przebić samego siebie mieczem, aby rozstrzygnąć starcie. A kiedy tekst wzbudza we mnie tak silne uczucia, chylę głowę przed pisarzem – tak właśnie powinna wyglądać dobra literatura. Wielkie emocje pojawiły się u mnie przynajmniej w kilku fragmentach tej książki.

Drugim takim fragmentem, o którym po prostu nie mogę nie wspomnieć był niesamowicie sugestywnym opis Wahadła. Stałem tam obok Ostrza, Wichra i Słowik. Usiłowaliśmy znaleźć schronienie i trochę żywności. Kiedy wjechaliśmy na centralny plac, naszym oczom ukazało się monumentalne perpetuum mobile – tajemnicza budowla pozostawiona przez dawno wymarłą i zapomnianą rasę, od którego wzięła się nazwa całego miasta - Wahadło. Wokół zebrała się cała horda obszarpańców, która niczym zahipnotyzowana wpatrywała się w uwalaną krwią i flakami maszynę, stoicko odmierzającą czas… tik-tak, tik-tak… Naraz rozległ się krzyk. Zebrani wokół Wahadła momentalnie obejrzeli się w naszą stronę, aby po chwili rzucić się do wściekłego ataku…


Żeby spróbować być choć trochę obiektywnym (a przyznaję, że w przypadku tej książki przychodzi mi to niezwykle trudno) wymienię kilka drobiazgów, które mi się nie podobały. Odrobinę rozczarowało mnie zakończenie. Odrobinę. Dynamizm akcji, który trwał nieprzerwanie niemal przez całą książkę wytracił trochę na impecie pod sam koniec. Należy jednak zaznaczyć, że to pierwszy tom planowanej trylogii, więc prawdziwy finał jeszcze przed nami. Być może zakończenie byłoby lepsze, gdyby książka była nieco krótsza. I znowu – nieco. Około pięćdziesiąt stron mniej i byłoby idealnie. Trzeba też przyznać, że wiele elementów i postaci w książce jest cokolwiek sztampowa – źli do bólu okultyści, skorumpowani magowie, cyniczni, ale honorowi najemnicy, nadludzko sprawni mordercy poddani rytuałom, które zabrały im część duszy, wreszcie rycerze i władcy, próbujący pomimo szalejącego naokoło pandemonium ratować resztki świata i swojego człowieczeństwa… A jednak fantasy rządzi się swoimi prawami, a autor na tyle sprawnie połączył standardowe elementy konwencji, że powstała naprawdę intrygująca i wciągająca mozaika.


Pomimo wymienionych powyżej drobiazgów przyznaję Upadkowi 9,5/10 punków i z niecierpliwością czekam na kolejne tomy. Arku, napisałeś kawał naprawdę dobrej literatury fantasy. Czapki z głów!

Komentarze


Enc
   
Ocena:
+2

Torgradczyku, jesteś skrajnie niewiarygodny dając 9,5/10 książce kolegi. Co więcej, reklamujesz ją (bo bądźmy szczerzy, recenzja to nie jest) w identyczny sposób, w jaki Artur Szyndler & S-ka reklamowali swoje Kryształy Czasu. Mnie maksymalnie ubawił ten fragment, zwłaszcza te łzy w oczach:

Wyobraźmy sobie na przykład dwóch bohaterów – z których obu polubiliśmy i obaj wydają się równie istotni dla całej opowieści – i oto nagle splot różnych okoliczności stawia ich przeciwko sobie w pojedynku… Który z nich zwycięży? Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć. W trakcie czytania sceny opisującej jeden z takich pojedynków stanęły mi łzy w oczach, kiedy pewien rycerz zdecydował się przebić samego siebie mieczem, aby rozstrzygnąć starcie.

W ogóle ta notka jest napisana innym stylem, niż styl, którym wypowiadasz się zwykle. Zawsze twardo stąpasz po ziemi, a tutaj... Jakby tekst pisał napalony na fantasy nastolatek, który zaczyna właśnie lekturę drugiego tomu Drizzta.

24-01-2016 21:59
earl
   
Ocena:
+1

Przecież Torgradczyk wyraźnie napisał, że trudno być mu obiektywnym w stosunku do tej książki. Jest to więc jego subiektywna ocena. A czy wiarygodna? To już każdy sam powinien ocenić.

24-01-2016 22:05
Enc
    @Earl
Ocena:
+2
"Niniejszą recenzją spróbuję was przekonać..." ale gdzie ta recenzja?
24-01-2016 22:10
earl
   
Ocena:
0

Fakt, przeoczyłem ten fragment :)

24-01-2016 22:12
Enc
   
Ocena:
+2
W ogóle bym się nie czepił gdyby to był tekst pt. "Kumpel napisał fajną książkę fantasy, akcja ma miejsce w świecie Aphalonu, gorąco polecam". Taki "marketing" jest moim zdaniem bardzo pozytywny. Szkoda, że Torgardczyk pojechał łzami, GoTem i 9,5/10.
24-01-2016 22:15
Torgradczyk
   
Ocena:
0

@ Enc - tak, przyznaję, książka jest napisana przez znajomego - i co z tego? Uwierz, gdyby znajomy napisał ponad 600 stron książki, która by mi się nie podobała, nie piałbym peanów na jej cześć. Może nawet nie znalazłbym tyle lojalności względem kolegi, żeby tyle stron przeczytać.

Podczas czytania ww. fragmentu naprawdę stanęły mi łzy w oczach - więc co, mam o tym nie napisać, bo chodzi o mojego znajomego i to zabrzmi niewiarygodnie?

Tak jak zauważył Earl - nie ukrywam, że autorem jest mój znajomy, więc ocena jest bardzo subiektywna, co nie znaczy, że nie jest szczera. Myślę też, że przytoczyłem sporo innych argumentów niż te łzy, co do których tak nieszczęśnie się przyczepiłeś. Jeśli Cię nie przekonałem, cóż, jakoś będę musiał to przeżyć, niemniej nadal uważam, że książka jest godna polecenia. 

A różnica między "Upadkiem" a "Kryształami czasu" jest taka, że zbiórka na to pierwsze się powiodła i książka się ukazała.

24-01-2016 23:15
jakkubus
   
Ocena:
0

Hmm, czy mi się wydaje, czy nie rzucasz nieco za bardzo spoilerami w tej recenzji?

A tak swoją drogą, to przypomniałeś mi swoją notką o tym, że gdzieś pomiędzy marcem a kwietniem wsparłem zbiórkę Najemników, a do tej pory dotarł do mnie tylko e-mail z podziękowaniami i wizytówką.

25-01-2016 00:02
Enc
   
Ocena:
0
@Torgardczyk:

Przekonałeś by po tę książkę na ten moment nie sięgać. Jak pisałem wyżej - reklama powieści znajomego jest w porządku, ubieranie jej w "recenzję", "Grę o tron", "łzy" i "9.5/10" moim zdaniem nie.

Kryształki przecież wyszły, mimo nieudanej zbiórki.
25-01-2016 07:15
Torgradczyk
   
Ocena:
+1

@ Jakkubus - w sprawie tego co napisałeś, wysłałem Ci wiadomość.

25-01-2016 08:43
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+1

Ja też jestem wrażliwcem. Kiedy umierał E.T płakałem jak bóbr! 

25-01-2016 11:43
Z Enterprise
   
Ocena:
+1

Nie spojleruj! To on umarł?

25-01-2016 12:09
Anioł Gniewu
   
Ocena:
0

Ale go wskrzesili! 220 voltów czyni cuda... 

25-01-2016 12:12
Z Enterprise
   
Ocena:
0

Jezus z kosmosu? I tak zaczęła się scjentologia :)

25-01-2016 13:05
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Z Enterprise

Akurat u scjentologów to z kosmosu jest raczej ichni Szatan (galaktyczny imperator Lord Xenu jest postacią negatywną, nie obiektem kultu).

25-01-2016 13:11
Z Enterprise
   
Ocena:
0

Nie wiem, nie śledzę, dzięki za wyjaśnienia.

25-01-2016 14:32
TO~
   
Ocena:
+2

Płakałem na Predatorze i się tego nie wstydzę :)

25-01-2016 15:56
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+1

Jedynce? Ty mięczaku! 

25-01-2016 19:27
TO~
   
Ocena:
+1

Tak Aniele, na jedynce. Jak on tak smutno patrzył zanim się nie wyp... wysadził w powietrze.

Niby się śmiał, ale te oczy takie...

 

25-01-2016 19:38
Torgradczyk
   
Ocena:
0

Uznałem, że ktoś może dzięki temu poczuje się lepiej, więc zmieniłem słowa "recenzja" na "wpis". "Grę o tron" zostawiam, bo dokładnie to miałem na myśli - narrację opowieści z perspektywy wielu różnych bohaterów. Łzy w oczach stanęły mi naprawdę i tego też nie zamierzam zmieniać (aczkolwiek niewykluczone, że w trakcie lektury byłem emocjonalnie rozchwiany ;)

25-01-2016 20:44
Anioł Gniewu
   
Ocena:
+1

Nie próbuj usprawiedliwiac łez swym rozchwianiem! Z dumą obnoś sie z zapłakanym obliczem! Łkaj jak prawdziwy mężczyzna na finale Eurowizji! 

25-01-2016 20:56

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.