string(15) ""
» Blog » Uncharted: Drake's Fortune
25-02-2014 12:32

Uncharted: Drake's Fortune

Odsłony: 141

Uncharted: Drake's Fortune

           Mam pewien problem z wszelakimi grami/filmami typu „action-adventure”, w których pierwsze skrzypce grają starożytne grobowce, odkrywanie pradawnych artefaktów oraz eksploracja wszelakich skamielin. Po prostu tego typu klimaty mnie jakoś nie przyciągają, dlatego takie kultowe postaci jak Indiana Jones oraz Lara Croft są mi tylko znane powierzchownie. Ostatnio jednak jeden z nowszych tytułów na rynku gier o podobnej tematyce zdołał mnie zainteresować na tyle, aby go nawet ukończyć, a mowa oczywiście o serii Uncharted, której stworzenia podjął się ojciec Crasha oraz Jaka/Daxtera: Naughty Dog! Gry Action/Adventure to przecież nie nowość dla Developera, bo ma już ich kilka na swoim koncie, jednak tutaj Naughty zupełnie obiera nowy kierunek tworząc nie lada zamieszanie na rynku przygodami Drake’a.

 

Moje obawy wobec zawiłości i niezrozumienia fabuły szybko odeszły w niepamięć, gdyż jest ona bardzo przystępna i ciekawa. Na wyprawę śladami swojego dawnego, XVII-wiecznego przodka: Francis’a Drake’a rusza jego domniemany potomek Nathan. Jest on bowiem poszukiwaczem przygód i ma zamiar odkryć wielką tajemnicę kryjącą się za świeżo wyłowioną z oceanu, pustą trumną swojego przodka. Nate’owi towarzyszy także młoda, ambitna reporterka Elena, która kameruje tu co popadnie. Szybko okaże się, że w grę wejdą tajemnicza książka przodka prowadząca do starożytnych miejscówek, a także pewna banda piratów/gangsterów, którzy także będą zainteresowani łupami. Nasi trzej bohaterowie (bo pojawi się tu jeszcze stary kumpel Nate’a: wąsaty Sullivan) muszą zatem odkryć pierwsi tajemnicę Sir Drake’a, a także po prostu nie dać się zabić żądnym majątku oprychom. No i w moim odczuciu dalsze losy bohaterów to po prostu znakomita, filmowa przygoda niczym właśnie z filmów o Indianie Jones’ie. Dużo się tu będzie działo i przedstawia się to bardzo widowiskowo i wciągająco. Jedną z głównych zasług jest tu oczywiście oprawa, która jak na rok 2007 jest czymś po prostu przełomowym w branży. Jest ślicznie! Drake i reszta gagatków wykonani są wspaniale i strasznie szczegółowo. Sam Nathan to po prostu prawie że żywy człowiek i jego poruszanie się jest bardzo naturalne (choć w tej kwestii w czasach PS3 nie da się już chyba nic ulepszyć;). Najbardziej za to bombardują gracza krajobrazy i miejsca rozgrywania akcji! Wszelakie dżungle, wyspy, wodospady (ta woda! Ładniejsza niż w rzeczywistości!;) no i oczywiście widowiskowe, znakomicie zaprojektowane budowle, po których bez przerwy będziemy się wspinać. ;) No po prostu jedno wielkie, graficzne cudo, gdzie twórcy Crasha napracowali się ogromnie! O scenkach między rozdziałami gry (ilość spora!) nawet nie będę wspominał, bo Motion Capture ponownie wywala oczy na wierzch! Strona dźwiękowa także nie ssie i dźwięki pasują do otaczającej nas krainy i są bardzo naturalne. Z muzyką w sumie również nieźle. Główny motyw i inne ścieżki są bardzo udane i budują fajny, tropikalny klimacik. Oczywiście to żaden majstersztyk, ale słucha się tego po prostu dobrze. I tego w sumie się spodziewałem.

Uncharted to gra z gatunku TPP i widząc dokładnie naszego bohatera będziemy w ten sposób pokonywać wszelakie obszary. Sterowanie Nate’m nie sprawia żadnych problemów i jest tu bardzo standardowo. Jedna gałka poruszanie, druga kamera, X podskok itd. Nasz bohater ma tak naprawdę bardzo uproszczony system umiejętności, bo możemy tu bić pod kwadrat i strzelać pod R1 wraz z celowaniem (lub nie) pod L1…i to dosłownie wszystko. Tylko tyle starczy nam, aby grę ukończyć i sprawdza się to bardzo grywalnie nie frustrując zbytnimi zawiłościami. Sam gameplay opiera się tutaj na kilku płaszczyznach, a są nimi eksploracja obszarów wraz ze wszelakimi wspinaczkami, rozwiązywanie zagadek logicznych oraz oczywiście walki z piratami! Ten pierwszy element nie jest co prawda za bardzo odkrywczy, gdyż widzieliśmy tego typu motywy już za czasów PS2 i chociażby serii GoW (tak wiem, często wracam do tej serii jako „książkowy przykład”;), ale prezencją nie odbiega dużo od tytułów z najwyższej półki. A propo półek, to trzeby tu nadmienić, że elementy wspinaczkowe są tu w sumie elementem najmniej realistycznym w grze, bowiem nasz Nate ma tu do przesady rozwiniętą przyczepność, której pozazdrościłyby mu nawet małpy w zoo. Ale to szczegół na który można przymknąć oko, gdyż dzięki temu nie wkurzamy się że „znów spadł”, tylko swobodnie pomykamy poprzez różne półki i kondygnacje. Czasem także przyjdzie nam „huśtać” się po lianach przeskakując dalej, co nieco urozmaica ten element. Zagadki logiczne niestety nieco tu kuleją, gdyż spodziewałem się ich większego zagęszczenia. Są co prawda fajne, lecz także zbyt banalne (odgadywanie kolejności prostych symboli z książki) no i nie ma ich za dużo. Too bad.

Strzelanka, na którą trochę narzekałem na początku (a że trudno i za dużo…;) okazała się w ostatecznym rozrachunku najbardziej miodnym elementem gry. Przeciwników jest bardzo dużo i przerywają nam skutecznie wędrówki wręcz co chwila. Cały bajer opiera się tu o znany już w grach „cover system”, gdzie mamy możliwość krycia się za…wszystkim co tylko wystaje z ziemi, w celu ostrzeliwania tak piratów (no dobra, teraz to już na serio Nate nic więcej nie umie, hehe;). Patent ten działa znakomicie i wszelakie skrzynie, elementy budowli i inne skały chronią nas należycie (no ale „ich” także) i tylko konieczność wychylania się Nathana potrafi zdziałać cuda. A zatem liczy się tutaj taktyka i zręczność, a i czasem jakiś element się rozpadnie i trzeba uciekać gdzie indziej. Bo jednak ostrzał tu straszny i bez wyćwiczonego „cover’owania” gry po prostu nie ukończysz. ;) A jakie to rajcowne, gdy dodamy system samego strzelania (idzie się nieźle wyżyć i potrenować celność;) jak i pozyskiwania amunicji na HUDzie kończąc. Gra została bowiem tak skonstruowana, że możemy posiadać tylko 3 bronie naraz z każdego rodzaju. Pistolety, karabiny/Shot-Guny oraz granaty to właśnie te rodzaje. Nate bowiem nie posiada żadej typowej ”kieszeni”, lecz swobodnie wymieniające się miejsca na bronie. W każdej chwili zatem możemy zastępować jedną giwerkę drugą, pozostawiając ilość amunicji do niej przy ciele zabitego bandziora. To bardzo fajny pomysł, gdyż nie musimy martwić się o amunicję, bo zawsze coś da się podnieść, a tym bardziej zastąpić. Jest wygodnie. Sam HUD to żadne tam paski energii, lecz stopniowy zanik kolorów na ekranie aż do czarno-białego odcienia, podczas którego trzeba koniecznie gdzieś się skryć i…chwilę odczekać, aż nam się energia zregeneruje! Nate bowiem nie korzysta z apteczek, lecz opiera się to bardziej na zasadzie właśnie „odczekiwania”, co również jest bardzo nowoczesne (ja poza Mirror’s Edge spotykam się z tym raczej pierwszy raz;) i wydaje się banalne.

I faktycznie gra do najcięższych nie należy, bo checkpointy mamy tu dosłownie co około minutę akcji, bo potrafimy tu ginąć jednak nawet co moment. Wszystko zawdzięcza się w/w ostrzałowi ze wszystkich stron (poukrywane snajperki, granaty i mocarne Shot-Guny użyte przeciwko nam chociażby) oraz nieraz karkołomnym skokom (Nate przyczepność ma, co innego gdzieś doskoczyć;) i innym niespodziankom w grze (np. nagłe QTE;). Na początku gry mamy oczywiście wybór poziomu trudności, który możemy sobie zamieniać i tak podczas gry. Ja grałem oczywiście na Normal, bawiąc się zależycie. Nie grajcie na Easy. ;) Wspomniałem wyżej, że nie posiądziemy tu kieszeni na przedmioty, lecz będziemy mogli tu znajdywać wszelakie cenne przemioty poukrywane po lokacjach (ja zdobyłem ich tylko „jedną/trzecią”). Po co one są? Chyba tylko głównie dla samej kolekcji i trofeów. Mamy tu także system medali, lecz jest to podobny motyw, co zwykłe trofea do zdobycia w grze. Dodatkowe dodatki (?) to oczywiście trailery, making off’y i spora galeria szkiców i obrazków. Jest świetnie. Wiedzieliście, że Naughty Dog ma pupilka z postaci psa w swoim studio? ;)

 

Uncharted: Drake’s Fortune to gra przełomowa na pewno ze względu na fantastyczną oprawę, dzięki której „filmowość” przygodówek osiąga coraz to wyższy poziom. Po za wspaniałą przygodą dostajemy znakomity gameplay z wieloma niespodziankami i świetnie rozwiązanymi sekcjami wspinaczkowymi i strzelankowymi. Jestem bardzo zadowolony, więc nie mogę się powstrzymać przed przyznaniem grze mocnej 9! Tak się właśnie „dziś” robi nowoczesną szkołę gamingu, która zachwyca niemalże każdym elementem i lśni zupełnie nową marką, której kontynuacji na pewno można było się szybko spodziewać. Naughty, oby tak dalej!

 

 

PIERWSZY KONTAKT:

Luty 2014

 

ULUBIONE POSTACIE:

Drake - Całkiem dowcipny, błyskotliwy główny bohater. A tak się bałem, że go jednak nie polubię. ;) No i ta jego małpia zręczność. Fajny gość!

Elena - Zdeterminowana dziennikarka która raczej także żądna jest przygód. Inaczej nie towarzyszyła by Drake’owi przez całą grę. ;)

Sullivan - Typowy wąsaty, wygadany „kumpel głównego bohatera” z cygarem. Lata ‘80-’90 się kłaniają. ;)

 

 

WERDYKT:

 

PLUSY:

+ Niesamowita przygoda w filmowej narracji ze sporym realizmem postaci. To jest właśnie gext-gen! (a właściwie to „był” ;)

+ Oprawa! Grafika jest tu fenomenalna i aż trudno uwierzyć, że gra jest z 2007 roku! Rewelacyjne krajobrazy, woda, zieleń…cudo! No i cut-scenki pozostawiające w tyle konkurencje.

+ Sporo elementów wspinaczkowych, zręcznościowych, strzelankowych jak i logicznych. Niezła mieszanka ;)

+ Nowoczesny HUD i „co minutowe” checkpointy.

 

MINUSY:

- W niektórych lokacjach zbyt duża ciemność. Nic nie widać czasami

- Możliwość posiadania tylko dwóch broni na raz…to troszkę minus, bo bo wybór bywa spory ;)

- Może troszkę za mało zagadek logicznych. No i te co są trącą banałem ;)

 

OCENY:

Muzyka : 6/10

Grafika : 9/10

Długość gry : 8/10

Grywalność (miód) : 9/10

Klimat : 8/10

Fabuła : 8/10

Filmiki/wstawki (ilość/jakość) : 9/9/10

Bajery (sekrety,mini gierki itp.) : 8/10

Rozbudowanie : 8/10

Poziom trudności : 7/10

WERDYKT KOŃCOWY: 9/10

2
Notka polecana przez: Anioł Gniewu
Poleć innym tę notkę

Komentarze


74054

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1

Niezła gierka, w zasadzie prawie ideał:)

Sprawię sobie jakoś na czasie.

28-02-2014 09:07
Anioł Gniewu
   
Ocena:
0

Widzę, ze gust Lukrecjusza przynajmniej w kwestii gier video pokrywa sie z moim. Trylogia Uncharted to kawał fantastycznej przygody. 

28-02-2014 20:19
Sznurek44
   
Ocena:
0

Wszystko byłoby ok, gdyby nie walka. Brakowało jej "tego czegoś", tego co sprawiłoby, że łapy same rwałyby się do przyciskania spustu na padzie. Pod koniec gry jej częstotliwość była wręcz irytująca. Do tego dochodzi powszechnie spotykany paradoks - pistolety silniejsze niż broń maszynowa.

28-02-2014 21:59

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.