» Recenzje » Uczta dusz - C.S. Friedman

Uczta dusz - C.S. Friedman


wersja do druku
Uczta dusz - C.S. Friedman
Prawie każdy z pisarzy, który próbuje swych sił w gatunku fantasy, w swych książkach ukazuje rozmaite przejawy magicznych poczynań. Czyni to również Celia S. Friedman w Uczcie dusz, będącej otwarciem trzytomowego cyklu o Magistrach. Pisarka, która do tej pory specjalizowała się raczej w rozmaitych odmianach SF, umiejętnie łącząc w swych książkach elementy space opery z klasyczną fantastyką naukową (Obcy Brzeg), a motywy zaczerpnięte z fantasy traktowała jedynie jako rodzaj przyprawy (Trylogia Zimnego Ognia), po raz pierwszy próbuje swych sił w czystej, kanonicznej wręcz formie tego gatunku. Czyni to w sposób mistrzowski, lecz jednocześnie – dość przewrotny, ukazując w swej powieści oblicze magii, odmienne od wizji, do których przyzwyczaili nas inni autorzy.

Popularność fantasy jest swoistym fenomenem. Fakt, iż tak wielu czytelników sięga po gatunek zajmujący się głównie opisywaniem wyimaginowanych światów, w których rozgrywają się wydarzenia równie jak i sama sceneria fantastyczne, przygody bohaterów potrafiących za sprawą własnych przymiotów i z pomocą oddanej grupy towarzyszy dokonywać czynów chwalebnych, co rusz ratując uniwersum w jakim żyją od zagłady, po drodze pokonując wszelkie mniej lub bardziej złowrogie siły, był wielokrotnie analizowany przez znawców tematu. Jednakże jednoznacznej odpowiedzi, cóż jest w nim tak pociągającego wciąż nie udało się uzyskać. A raczej – owych odpowiedzi jest bardzo wiele. Jedną z najczęściej powtarzających się jest chęć ucieczki od ponurej rzeczywistości w realia, które fascynują swą różnorodnością, roztaczając przed tym, kto przekroczy wiodące ku nim wrota, zapierające dech w piersiach wizje. Światy, w których wszystko jest możliwe, a kluczem do osiągnięcia sukcesu, prócz determinacji bohaterów, jest coś, czego normalnie nie dane jest nam doświadczyć – czyli magia. Gdy jednym zaklęciem można zarówno kreować, jak i niszczyć, kiedy wystarczy wypowiedzieć magiczną inkantację, by, zaiste, słowo stało się ciałem.

Magia w Uczcie dusz jest wszystkim. Potężną siłą, która pozwala osiągnąć każdy cel. Bronią, lekarstwem, narzędziem władzy. Ten, kto ją posiądzie, zyska nieograniczoną wiedzę, a także moc, zdolną spełnić każdą zachciankę. Nic więc dziwnego, iż niemalże każdy pragnie zgłębić arkana konieczne do jej okiełznania. Nie jest to jednak takie proste, gdyż aby to uczynić należy wpierw odnaleźć mistrza, który zgodzi się potencjalnego kandydata na magistra przyjąć pod swoje skrzydła, następnie przejść trudne, mordercze wręcz (sic!) szkolenie i wreszcie dokonać Przejścia będącego ostateczną próbą. Lecz przede wszystkim – należy być mężczyzną. Gdyż tylko oni – wedle od wieków panującej reguły – godni i władni są przejąć panowanie nad athrą, ogniem duszy, w taki sposób, by czerpać ją od innych. Lecz nie każdy z tych, którzy wkroczyli na ciernistą ścieżkę magii zdolny będzie opanować ją w sposób całkowity do tego stopnia, by zyskać upragniony tytuł. Ci, którym zabrakło zdolności, egzystować będą tylko jako czarownicy potrafiący korzystać jedynie z własnego ognia duszy, zaś każde użycie magii zakończy się dla nich utratą sił życiowych. Taki też los czeka kobiety, dla których największym osiągnięciem jest otrzymanie miana czarownicy. Lecz ów do tej pory sprawnie i bezproblemowo funkcjonujący porządek nagle zostaje zakłócony za sprawą Kamali – młodej dziewczyny, która posiadła moce do tej pory u niewiasty niespotykane, a dzięki swej determinacji – zdolna była otrzymać tytuł Magistra.

Wątek dotyczący inicjacji Kamali i jej późniejsze losy jest w powieści dominujący. Poznajemy trudną drogę, jaką dziewczyna przejść musiała, by osiągnąć sukces, zarówno czas nauki, jak i retrospekcje z dzieciństwa i młodości, które uświadamiają, jak wiele ją kosztowała magia. A następnie – bolesne konsekwencje bycia Magistrem, kiedy okazuje się, iż ów tytuł okupiony jest cierpieniem – zarówno własnym, jak i innych ludzi. Gdy dziewczyna pozna, jak gorzki smak ma ta potęga, jak często będzie musiała podejmować decyzje sprzeczne z jej sumieniem, kiedy będzie raz po raz łamała własne zasady, a gdy zachowa się tak, jak jej sumienie nakazuje – sprzeniewierzy się prawu rządzącemu kastą Magistrów, zrozumie, iż bycie jednym z nich bynajmniej nie jest zaszczytem, a moc, o której śniła, okaże się coraz to większym ciężarem.

Równolegle do losów Kamali poznajemy historię Andovana, syna króla Dantona Aurelliusa, który cierpi na śmiertelną chorobę zwaną Wyniszczeniem (efektem działania magii) i postanawia, miast czekać na własną śmierć, odszukać tego, kto przyczynił się do jego cierpienia. Opuszcza więc dwór i wyrusza w podróż, wspomagany przez, na poły dar, a na poły przekleństwo – czar rzucony przez jednego z Magistrów, który ma go w owych poszukiwaniach wspomóc. Losy tych dwojga, księcia i Kamali, początkowo biegnące odrębnymi torami, w pewnym momencie zaczynają się ze sobą splatać, by w finale powieści znaleźć zaskakujące rozwiązanie.

Te dwa dominujące wątki Friedman uzupełnia opowieściami mniej wyeksponowanymi, mającymi jednak dla całej fabuły kluczowe znaczenie. Pierwsza z nich toczy się na dworze Dantona i ukazuje perypetie królowej Gwynofar, która musi stawić czoła wpierw dworskim intrygom, a później grozie demonów, o których wiedzę przekazywano w jej rodzie z pokolenia na pokolenie, lecz które wydawały się być dawno pokonane. Druga dotyczy poczynań Magistra Colivara – mistrza intryg, który, wędrując z jednego królestwa ku drugiemu, zbiera informacje i snuje sieć spisków. Również te historie splotą się ze sobą.

Sposób, w jaki w Uczcie dusz ukazani są Magistrowie jednocześnie fascynuje i odpycha. To elitarna sekta ludzi pozbawionych wszelkich skrupułów i nie posiadających żadnych zasad moralnych. Nieśmiertelni i wszechwładni, zanudzeni własnym bytem, uciekają się do wszelkich możliwych sposobów, by go uczynić choć minimalnie bardziej interesującym. Nie wahają się w tym celu intrygować, manipulować każdym, kto wyda im się przydatny, a przede wszystkim wykorzystywać ludzi śmiertelnych, jak ich nazywają z pogardą – morati, do własnych celów w sposób wręcz odrażający. Traktują ich bowiem wyłącznie jako źródło energii, tudzież – chwilową rozrywkę. Uważani za nieomylnych i wszechwiedzących, często pełnią rolę doradców i wszyscy władcy za powód do dumy poczytują zatrudnienie w tej roli Magistra. Lecz, nie będąc tego świadomi, są jedynie pionkami w rozgrywce, jaką od wieków toczą pomiędzy sobą czarnoksiężnicy. Grze krwawej, pokrętnej i bezlitosnej. Gdyż, pomimo iż jedną z zasad kasty jest bezwzględny zakaz zabicia towarzysza, to wszelkie inne poczynania podkopujące zarówno autorytet, jak i władzę oraz wiedzę są wskazane. Magistrowie niczym sępy obserwują się wzajemnie, czyhając na każde potknięcie, każdą oznakę słabości, coś, co stanowiłoby odmianę nużącego losu. Ten motyw – mroczne aspekty bycia nieśmiertelnym – Friedman już w swej prozie ukazywała (choć nie w aż tak przerysowanej wersji) na przykładzie losów Gerarda Tarranta w Trylogii Zimnego Ognia. Tu zaś przedstawiciele kasty Magistrów to zgromadzenie ekscentryków o mentalności, w najlepszym przypadku, znudzonych swą długowiecznością egocentryków, a w najgorszym – maniakalnych morderców owładniętych żądzą władzy, kiedy żadnego z nich nie można zdefiniować słowem "normalny".

Sama magia w Uczcie dusz ukazana jest w sposób specyficzny. Wydaje się być bardziej nauką, niźli działaniem sił nadprzyrodzonych. Opisana została na zasadzie wnikliwej analizy, opatrzona szeregiem zasad, zakazów i nakazów, a wszystko to jest podane specjalistycznym żargonem. Magistrowie drenują swych konsortów w sposób bezlitosny, na zasadzie pasożytnictwa lub też obiektu doświadczeń naukowych. By sprawdzić, jak wiele energii potrafi się z jednego człowieka wyciągnąć i w jaki sposób ją najbardziej spektakularnie wykorzystać, bez szkody dla nich samych. Również sposób działania czarnoksiężników cechuje naukowe zacięcie. Wrogów pokonują nie tylko za sprawą magicznych emanacji (choć te odgrywają znaczącą rolę), lecz przede wszystkim – przez rozpracowanie sposobu ich działania, kiedy wiedza jest kluczem do sukcesu.

Mocną stroną powieści są sylwetki ukazanych w niej kobiet. Mamy tutaj trzy niezwykle wyraziście nakreślone ich portrety – dziewczynę z ludu, arystokratkę i królową-czarownicę. Pierwsza z nich – czyli Kamala, po traumatycznych przeżyciach dzieciństwa i młodości, które pozostawiły na jej psychice blizny, potrafi jednak znaleźć w sobie siłę, by walczyć i zwyciężać. Jest równoprawną uczestniczką rozgrywki Magistrów, a nawet – ze względu na wrażliwość, którą pozostali członkowie kasty dawno już zatracili (a może – nigdy jej nie posiadali) i ogromne pokłady empatii – nadzwyczaj groźnym przeciwnikiem. Królowa Gwynofar, w której żyłach płynie krew naznaczonego maga rodu Protektorów, jest jednocześnie mądrą władczynią, pełną wiedzy płynącej nie tylko z ilości przeczytanych ksiąg, lecz również z doświadczenia. Rozdartą pomiędzy poczuciem obowiązku, lojalnością wobec małżonka, który stopniowo stacza się w obłęd, a miłością do własnych dzieci i powinnościami płynącymi z jej dziedzictwa. I wreszcie – Królowa wiedźma, Siderea, która całą swa potęgę czerpie z magii ofiarowywanej jej przez magistrów, będąca dla nich źródłem informacji i przyjemności. Manipulatorka, która pod maską pozornie wiecznie młodej i oszałamiająco pięknej twarzy kryje żądze, jakich nie powstydziłby się nawet najbardziej wynaturzony Magister.

Na ich tle nieco bladziej rysują się męskie sylwetki – oprócz Magistrów oczywiście, gdyż ci stanowią niezwykle barwną i zapadającą głęboko w pamięć menażerię indywiduów. Książę Andovan postępuje dość przewidywalnie, zaś sylwetka króla Dantona Aureliusa, który walczy z demonami swej duszy (którą to batalię podsyca złowrogi wpływ jego doradcy), budzi skojarzenia z Eliasem z trylogii Pamięć, Smutek i Cierń Tada Williamsa.

W Uczcie dusz Friedman skupia się na emocjach swych bohaterów, zgłębiając gęstwinę ich dusz. Ukazuje ich rozterki, analizuje motywy postępowania, próbuje znaleźć odpowiedź na egzystencjalne pytania dotyczące dobra i zła, a także przeprowadza niemalże wiwisekcję spaczonych charakterów Magistrów, na ich przykładzie rozważając, jak daleko w imię własnej próżności i egoizmu ludzie mogę się posunąć. Jej proza pulsuje miarowym rytmem, który zmienia się w zależności od tego, czyimi oczyma obserwujemy toczące się wydarzenia. Pisarka nie stroni od humoru, który przejawia się zazwyczaj w postaci ironicznych komentarzy Magistrów – czy to wypowiadanych na głos, czy też w myślach – w których to przoduje Colivar.

Ukazany w powieści świat rysuje się w bardzo ponurych barwach. To quasi-średniowieczne, mizoginiczne społeczeństwo, w którym aby się przebić nie wystarczają własne zdolności, lecz przede wszystkim ważna jest płeć. Seksistowskie są zarówno poglądy wszystkich męskich bohaterów, nawet tych uznających się za światłych i postępowych, jednakże również kobiety poddają się owemu schematowi. Walka Kamali jest wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Uczta dusz nosi tytuł bardzo adekwatny do odczuć, jakie miałam po przeczytaniu tej książki. To prawdziwy smakołyk dla miłośników dobrego, klasycznego fantasy, niesie jednak w sobie wiele zaskakujących elementów, które nawet doświadczonych czytelników, uważających, iż w tym gatunku już nic ich nie zdziwi, może wprawić w zdumienie. Mądra, głęboko poruszająca i skłaniająca do refleksji książka, posiadająca jednocześnie cechy wyśmienitego czytadła, gdyż zasiadając do lektury należy mieć świadomość, iż nie sposób się od niej oderwać – aż do samego końca. A gdy dotrze się do ostatniej strony, wstrząśniętym i oszołomionym – gdyż Friedman nie lubi łatwych happy endów – pozostanie niecierpliwe oczekiwanie na kolejne tomy. I snucie domysłów, jak potoczą się dalsze losy bohaterów.
9.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Uczta dusz (Feast of Souls)
Cykl: Magister
Tom: 1
Autor: C.S. Friedman
Tłumaczenie: Grażyna Grygiel, Piotr Staniewski
Wydawca: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 19 kwietnia 2012
Liczba stron: 608
Oprawa: miękka
Format: 125x195 mm
ISBN-13: 978-83-7839-116-6
Cena: 42 zł



Czytaj również

Uczta dusz
Prolog
Feast of Souls - C.S. Friedman
Friedman strikes back
- recenzja
Dziedzictwo królów – C.S. Friedman
Mroczne ścieżki dusz
- recenzja

Komentarze


baczko
   
Ocena:
0
Zaczynam zastanawiać się nad nałożeniem jakiegoś limitu słów na recenzje :D
05-06-2012 19:53
Salantor
   
Ocena:
0
To co, następną mam ci wyjechać na 10k znaków? :P
05-06-2012 22:11
baczko
   
Ocena:
0
Ta ma 12,5 k, więc szału nie robisz :)
05-06-2012 22:26
Salantor
   
Ocena:
0
Zatem mówisz 20k? No skoro ładnie prosisz...
05-06-2012 22:54
baczko
   
Ocena:
+1
To trzebaby jeszcze z jakims sensem napisać, żebym Ci od razu do kosza 3/4 nie wyrzucił.
05-06-2012 23:01
Salantor
   
Ocena:
0
Da się zrobić, tawariszcz. Da się zrobić...
05-06-2012 23:12
earl
   
Ocena:
0
Ważne, żeby recenzja była dobra, a Vanth pisze sensownie. A że długo? Cóż, przynajmniej analizuje szczegółowo różne aspekty książki, tak jak powinno to być w recenzjach.
06-06-2012 09:11

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.