string(15) ""
» Blog » Tylko nie w twarz!
04-07-2011 22:30

Tylko nie w twarz!

W działach: Dark Heresy, RPG | Odsłony: 12

Tylko nie w twarz!

Blizny, protezy, trwałe urazy. Wszystko to jest chlebem powszednim poszukiwaczy przygód, akolitów Inkwizycji czy żołnierzy. Ale czy aby na pewno?

 

 The Emperor will not judge you by your medals and diplomas but by your scars.

 

W ciągu swojej RPGowej praktyki grałem z wieloma graczami i u wielu mistrzów. Większość z mistrzów miała jedną cechę wspólną - bała się w jakikolwiek sposób permanentnie wpłynąć na wygląd PCa (a w wypadku graczy niemal panicznie bali się, że MG może zechcieć wpłynąć). Jedyną stosowaną ingerencją była "heroiczna" blizna przez oko tudzież policzek.

Skąd biorą się takie "problemy"?

Moim zdaniem jest kilka przyczyn.

Podstawową jest przeświadczenie, że bohater jest przede wszystkim własnością gracza i w związku z tym nie mamy prawa na niego zbyt wpływać. Choć generalnie zgadzam się z tym stwierdzeniem, to jednak moim zdaniem BG jest także częścią świata, który znajduje się pod kontrolą MG. A jeśli tak, to MG może ingerować w postać, choć w wypadku poważnych zmian należy uzgodnić je z graczem.
Czy blizny i utraty kończych, zwłaszcza w światach, gdzie w miarę łatwo o protezy i magię regenerującą to poważna ingerencja?

Uważam, że nie. Parę śladów dawnych urazów generalnie nie wpływa na to, jak gracz odgrywa postać, a zatem co najwyżej lekko uderza tylko w warstwę wizualną.

Co ciekawe niechęć graczy dotyczy zwłaszcza blizn na twarzy, jako najbardziej "wyjściowej" części postaci.

 

Zdarza się też, że pojawia się obawa o to, czy przez urazy postać nie stanie się mniej skuteczna od reszty drużyny. Problem ten jest mi, jako wrogowi sztucznego równania, generalnie obcy ideowo, ale zauważyłem, że pojawiał się u niektórych mistrzów. 

O ile strata obu rąk w systemie, gdzie nie da się tego "naprawić" jest rzeczywiście przykra, to warto by się zastanowić, czy postać jest tylko zbiorem cech fizycznych i bojowych, czy też może wciąż wnieść dużo nawet pomimo ran.
Jeśli tak, to czasem warto podjąć wyzwanie wykorzystując fakt, że taka postać z miejsca zostanie zapamiętana przez graczy z uwagi na swoje charakterystyczne braki na ciele.

 

Obawa, czy gracz zaakceptuje zmianę.
Tu sprawa staje się poważniejsza, bowiem nie wszyscy godzą się z ingerencją. Byłem świadkiem sytacji (choć to tylko moja interpretacja sygnałów, nigdy nie dane mi było wyjaśnić tego dokładniej) gdy gracz po prostu się obraził(?) za fakt, że jego postać straciła oko i doznała poparzeń (absolutnie nie były to obrażenia wykluczające sprawność postaci!) i przestał z nami grać w ten system. 
Stąd też z jednej strony rozumiem pewną dozę ostrożności, a z drugiej uważam, że jeżeli ktoś z takiego powodu przestaje grać to dobrze. Nie ma się co męczyć z ludzmi, którzy różnią się w podejściu do RPG tak mocno i nie chcą porozmawiać o tym, co ich zdaniem można by zmienić. 

 

 

 Better crippled in body than corrupt in mind.

 

Z moich obserwacji wynika, że jeszcze gorzej sytuacja ma się z wszelkiego rodzaju chorobami umysłowymi i fobiami. O ile część graczy potrafi przełknąć uszczerbki na ciele, to gdy sytuacja zaczyna dotyczyć umysłu robi się gorzej. Być może jest to efekt poczucia, że "krzywo pod sufitem" jest nieheroiczne. Wszak bohater może być weteranem bez ręki, ale facet, który ma klaustrofobię to jakiś mięczak, a nie gieroj którym warto grać.

Co więcej, znam osoby, które uważają, że generalnie jakiekolwiek problemy z głową, nawet takie, które polegają na tym, że postać przejawia normalne instynkty są absolutnie nieheroiczne i niewarte uwagi. 

 

Tutaj znowu częściowo mogę się zgodzić.


Jeśli zależy nam na tekturowej postaci (nie mówię, że to złe. Czasem fajnie jest zagrać taką postacią w odpowiednio dostosowanej konwencji), to rzeczywiście, takie wady jak np. lęk przed ciemnością, podobnie zresztą jak uczucie strachu generalnie, są niewskazane.


Jednak znowu, jeśli chcemy uzyskać przynajmniej pozorną głębię postaci, to zmaganie się jej ze swoimi problemami może być tym, czego potrzebujemy. Albo inaczej, może nie być tym, czego niepotrzebujemy. A w takiej sytuacji nie potrzebujemy chodzącego ideału, który niczego się nie boi, nie ma żadnych problemów, zmartwień i do tego jest silny, przystojny i błyskotliwy.

 

 

Only in death does duty end.

 

A jak ma się sytuacja w mojej drużynie? Z mojej perspektywy świetnie. Moi aktualni gracze, podobnie jak ja, lubią gdy doświadczenia postaci zostawiają ślady na twarzy. Dosłownie i w przenośni. Stąd też lista trwałych urazów i blizn pozostawionych po ranach jest długa i obejmuje takie rzeczy jak (wyliczenie tylko dla postaci z Dark Heresy)

- jedna postać ze sztuczną ręką.

- jedna postać bez ręki, śladami poparzeń na twarzy i uszkodzonym płucem.

- jedna postać z bliznami po kwasie na rękach i bardzo rozległymi bliznami klatki piersiowej.

- jedna postać z mechaniczną nogą.

- jedna postać z potężną ilością blizn na szczęce i prawej skroni.

 

Mniejszych, bądź mniej rzucających się w oczy śladów trudnego życia i ryzykownej pracy nie zliczę.

 

A najbardziej budujące są reakcje na wszelkie utraty, które generalnie wyglądają tak "Fajnie! Teraz wyglądam jak prawdziwy sługa Imperatora!

Komentarze


Malaggar
   
Ocena:
+4
Dla mnie to jest sprzeczne z jedną z podstaw egzystencji w Imperium wg. której

Robisz coś bo MUSISZ, bo to twój OBOWIĄZEK, a przywilejem jest możliwość służby.

Dlatego odrzucam teorie o ew. odrodzeniu jako sprzeczne z tym, co moim zdaniem jest duchem WH40k.
Teorie te oznaczają bowiem, że Imperator cierpi bez sensu, a jak się odrodzi to będzie jeszcze lepszy ;)

PS. Nie może odrodzić się jako murzyn lub kobieta skoro ma być Boski i Arcygenialny:P
05-07-2011 00:27
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Kobieta moze byc boska!
Nie no, nie cierpi bez sensu - wyobraz sobie 200k wiecej psykerow w zyciu przecietnego obywatela Imperium. I tak przez ostatnich 10tys lat.
On cierpi za miliardy. A one cierpia za niego. Sens jakis w tym jest ;)
05-07-2011 00:34
~tomakon

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
//Żyje (powiedzmy) w ciągłym bólu i ma świadomość (głęboko w to wierzę:P), że musi, bo inaczej chociażby okręty stracą możliwość nawigacji w Immaterium.//
Moja wersja: Imperator nie żyje, to tylko bardzo drogi symbol, utrzymywany by utrzymać jedność wszystkich światów Terry.
05-07-2011 00:35
Malaggar
   
Ocena:
0
A Astronomicon napędzają składani w ofierze psykerzy, a nie on?

Bo zdaje się, że oficjalnie oni napędzają tylko tron.

Zigzak: Kobieta może być boska, ale nie może być bogiem-imperatorem:P KONIEC KROPKA:P
05-07-2011 01:13
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Kurde, nie wiem jak to jest z tymi lotam w warpie. Eldarowie jakos daja rade, orkowie tez, necroni daja, tyrki daja.
Wiec sie chyba da bez Impa :)
ale psykerzy napedzaja tron, ktory utrzymuje imperatora. I zdaje sie gina przy tym dziennie 200k. Wiec to dobry sposob na pozbywanie sie nadmiaru dziwakow :)
05-07-2011 01:44
Malaggar
   
Ocena:
+1
The Hive Fleets of the Tyranids do not travel through the warp but instead rely on small Narvhal bio-ships which are capable of harnessing a planetary system's gravity from immense distances away to create a corridor of compressed-space through which Tyranid vessels can travel towards the system at a swift rate. Whilst slower than proper warp travel, this method is infinitely more reliable. On final approach to a system the Narvhal's delicate senses face interference from multiple gravity sources, and so the fleet must resort to slower conventional propulsion whilst within the borders of a system
Codex 5 edycji Tyranidów.

Jak rozumiem ludzie sami nie są w stanie utrzymać Webway bez Imperatora (czy tam oddzielić koszmarów immaterium od materium bez niego, nieważne).

The Necron forces come from uncharted tomb-worlds. Their phase technology allows them to deploy anywhere in the galaxy, almost instantaneously through unknown means, since the Necrons are incapable of entering the Warp
Czyli nieznana ludziom technologia.

A orki robią to jakoś dziwniej.

I nie wydaje mi się, żeby było to dziennie 200k psykerów. Zrobiłem szybkie przeszukiwanie zasobów moich i internetu i pojawiają się określenia "hundreds die every day".
A mi kojarzy się albo 1000 albo 10 000.
Ale na pewno NIE 200k.
05-07-2011 02:14
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Rzecz nie w liczbach lezy, czy wogole w problemie potrzebnosci Imperatora - w sumie doszedlem do wniosku ze klocenie sie o fluff jest glupie, a jedynym rozwiazaniem jest zalatwienie sprawy silowo - w koncu historie pisza zwyciezcy :)
wiec jak bedziesz Malaggarze we Wroclawiu prypadkiem, wez walizke pelną 'Malaggar's finest" i zalatwimy to jak mezczyzni :)
a stawką bedzie przyznanie przeciwnikowi racji.
1500 p, czy mozee 3000?

Co mi przypomina, ze na Wyspach wogole nie mielismy problemow z kloceniem sie - zalatwialo sie to szybkim stwierdzeniem:
"put your soldiers where ur mouth is"
i w konsekwencji - bitwą.
Wiec Mal, jesli chcesz udowodnic jak mocno kochasz Truporatora - dam ci szanse za niego umrzec - lub przyznac ci racje :)
wiec ustawka? Kiedy? Gdzie?
Wrocmy zas do tematu szram na ryju. ;)
idac twoim tvtropem, znalazlem tez to:
http://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki. php/Main/HandicappedBadass
tu nawet sugeruja, ze to zabieg ktory podnosi badassowosc postaci :)
05-07-2011 07:04
Szczur
    Fajny wpis
Ocena:
+2
Też miałem parę razy graczy, którzy mają niesamowitą awersję do jakichkolwiek blizn u swoich postaci, z czego na twarzy to już w ogóle - i to nawet jak grają wojownikiem.
Cóż, jeśli gracz się przy tym tak upiera, to nie znaczę mordy jego postaci bliznami (albo daje możliwość ich usunięcia - czasem kosztownego), tak samo jak bliznami/ranami bez zgody gracza nie odbieram atutów typu uroda, zwinność, itp. wyróżniających postać.

Z drugiej strony w imię realizmu i uczciwości wobec pozostałych, taki wojownik bez blizn jest traktowany przez osoby które go nie znają jako tchórz i ciota - drużynowy szlachcic w WFRP przez 5 lat miewał kwestionowaną odwagę, w końcu jak chciał się dochrapać wyższego tytułu to z wyprzedzeniem sam poprosił o bliznę na mordę w bitwie, żeby stosownie na bohatera Imperium wyglądać ;-)


Z samym nadawaniem blizn nie mam problemów, większość graczy nie ma też problemu dużego z ich otrzymywaniem (chociaż niektórzy patrzą w momencie ich otrzymania na nie krzywo, zanim się przyzwyczają jakie fajne fabularnie są) - chociaż im kampania jest mniej gritty i o żołnierzach, tym łagodniejsze blizny staram się przyznać.
W aktualnej nmagowej 'zwykłymi ludźmi' przykładowo obecnie jest:
- postać z palcem odgryzionym przez wilkołaka
- postać który dopiero magicznie zaleczył zmasakrowany czerep
- postać z wieloma drobnymi bliznami po samookaleczeniu
- postać która jeszcze niedawno wyglądała jak śmiertelna ofiara choroby popromiennej
- postać która ma tyle blizn po różnych wypadkach, że mogłaby przenieść się do 40k i wzbudzać respekt ;)
- jedyna postać bez żadnego uszczerbku na zdrowiu (ale w sumie nie wiem, czy chociaż raz oberwała w trakcie 30 sesji)


We wcześniejszych kampaniach zdarzały się postaci okaleczone na wszelkie sposoby - jedną z mocniej przeze mnie zapamiętanych był rycerz Bractwa Wojennego, który jako najprostszą metodę uniknięcia skażenia nieznaną mocą urów wybrał ucięcie ręki i nie zdecydował się na zastąpienie utraty cyberkończyną. Oraz 'wojownik', który wyglądał najgroźniej z całej drużyny zakapiorów, dlatego że jego gracz bardzo chętnie kolekcjonował urazy - wesoło bywało, gdy się okazywało że jednoręki, jednooki, poszramiony zbir z wielkim mieczem na plecach okazywał się nie hersztem bandy, a szanowanym czarodziejem ;)


Jeśli chodzi o choroby psychiczne mam wprost przeciwne doświadczenie - duża część graczy z którymi grałem przyjmowała je chętniej niż klasyczne blizny. Nie do końca wiem w czym leży przyczyna.
05-07-2011 08:13
Aesandill
   
Ocena:
0
Ja tam nigdy nie miałem problemu z pobliźnianiem BG. Do czasu gdy okazało się że część graczy ma z tym problem. Wynikały z tego fajne wątki (oddamy Ci ręke, ale będziesz naszym sługą :D) ale gracze bywali unieszczęśliwiani. Wiec teraz zalezy z kim gram, ten dostaje blizny, albo niet.
Pzdr.
Aes
05-07-2011 09:59
bohomaz
   
Ocena:
0
Komentarz usunięty na prośbę autora.
05-07-2011 10:18
Albiorix
   
Ocena:
+1
Nie mam takich problenow bo wampiry w WoDzie i ludzie w dedekach regeneruja sie jak trolle i po kilku dniach nie maja juz zadnych ubytkow ciala. A technokraci z WoDa hoduja sobie nowe organy i prseszczepiaja twarze albo wrecz cali sie klonuja. A Wilkolaki nosza blizny zamiast bizuterii nie liczac tego ze w aumie tez regeneruja sie jak trolle.

W Warhammerze, gdzie ludzie regeneruja sie slabiej niz trolle, po prostu gramy troche bardziej bitewniakowo i walczymy regimentami wojsk.
05-07-2011 11:23
Salantor
   
Ocena:
+1
Jak tak patrzę na moje doświadczenia, to wychodzę z założenia, że tu wiele zależy od erpegowego stażu, a częściowo także przygotowania samego gracza. Byłem na przykład świadkiem sytuacji, gdy szaman barbarzyńców pokłócił się z krasnoludem o to, że jeden drugiego nie wspomógł leczniczą magią. Krasnolud się wkurzył, barba obalił i bodaj złamał mu nadgarstek. Gracz zareagował m.in. rzuceniem kostką o ziemię. Ładna cisza zapanowała wtedy w pokoju. Nie przypominam sobie, by do dziś gracz ten dorzucał swoim postaciom zbyt wiele blizn czy uszkodzeń.

Z drugiej strony jest kilka innych osób w grupie, które potrafią, a często i chętnie psują postacie. Wiem, że jeśli urwę któremuś rękę czy nogę, to nie zrobi mi rabanu, a nawet przekuje wadę w zaletę. Ja sam grałem postacią niemą (fizyczna blizna to to nie jest, ale poważny problem już tak), w planach miałem na wpół albo całkiem ślepą, zdarzyła się też jedna z niedowładem ręki. Blizn psychicznych, od prostych uzależnień po podszepty demonów też się znalazło parę. Dla mnie to jest po prostu fajne, dodaje postaciom smaczku.

Prowadząc przez neta napotkałem różnych graczy i różne sytuacje. Jeden gracz udowodnił mi, że przy płytowym pancerzu nie mógł dostać strzałą w jajca, ale na postrzał w szyję i utratę głosu się zgodził. Inny smucił się, że mu cienista istota zmroziła rodowe klejnoty i teraz się inni śmieją, że bard już nie pochędoży. Rana nie była permanentna, ale wiem, że taką gracz również by zaakceptował. W czasie jednej dużej bitwy doszło do wielu pojedynków oraz moralnie dwuznacznych sytuacji, z których postacie wychodziły w ten czy inny sposób okaleczone. Większość to akceptowała, kilku się cieszyło, paru zaś udało się do medyków czy innych uzdrowicieli i postanowiło odzyskać to, co utracili. Ale pretensji nie miałem. Co prawda po fakcie zaczęto mi robić wyrzuty za ubicie jednej z postaci, ale do dziś nie dostałem stosownych argumentów, więc kij malkontentom w oko :]

Więc jeśli już tworzyć regułę, to na bazie tego, ile i w co ktoś grał. Bym się jeszcze zastanawiał, czy blizny i wszelkie inne rany nie są też traktowane jako swoisty dowód porażki. A niektórzy nie lubią przegrywać, niezależnie od tego co pod to pojęcie wstawimy.
05-07-2011 13:09
Albiorix
   
Ocena:
+1
Myślę, że bardziej chodzi o ograniczenie możliwości. Porażki w RPGach nie bolą jakoś bardzo - nie ma jednoznacznego wskazania na błędy graczy więc nie ma powodu do wstydu. Bo "wina" zawsze może stać po stronie niemożebnie trudnego scenariusza, kostek lub poświęcenia strategii w imię odgrywania.

Postać społeczna wraz z wyglądem traci skuteczność a bycie inwalidą wojennym wiąże się z poważnymi ograniczeniami fizycznymi. W kampanii polegającej na podróżach i walkach może stanowić bardziej balast niż pomoc. I gracz boi się, że będzie mógł mniej na sesji a więcej czasu spędzi nudząc się podczas gdy postać siedzi bezradna w kącie. To całkiem uzasadniona obawa.

To jedna z zalet grania postaciami które mają jakichś podwładnych i wpływy - można grać gadając, choćby i bez rączek :)
05-07-2011 14:16
Malaggar
   
Ocena:
+4
Postać społeczna wraz z wyglądem traci skuteczność
Zależy w co gramy. W wielu systemach dziejących się współcześnie owszem, ale np. w takich Dzikich Polach pobliźniony na gębie i pozbawiony ucha warchoł może być przez Panów Braci postrzegany jako ktoś, kto nie daje sobie w kaszę dmuchać, posiadający doświadczenie życiowe i godny szacunku i zaufania.
Tak samo w rpgach w WH40k ;)

jak bedziesz Malaggarze we Wroclawiu prypadkiem, wez walizke pelną 'Malaggar's finest" i zalatwimy to jak mezczyzni
Ona zawsze i wszędzie jest ze mną:P
05-07-2011 14:44
~ShadowOfDeath

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Co do okaleczania:

Jeśli w systemie są z góry uchwalone, jasne, ścisłe precyzyjne zasady, które decydują o tym w jaki sposób postać zostanie zmasakrowana - czyli dwa najczęściej spotykane przypadki w postaci Wad wybieranych/losowanych na starcie w zamian tam za coś (albo tak po prostu - w KCtach tak było że można było urodzić się postacią ułomną i nie mieć z tego żadnych bonusów - co jest podejsciem odmiennym do większości nowszych rpgów, w których wybranie ułomności daje zwykle jakieś dodatkowe punkty postaci do rozdysponowania); oraz drugi - w postaci tabeli trafień krytycznych w walce (lub odpowiedników tegoż - jeśli krytyki nie występują) - no więc w takich systemach wszystko jest okej - nie rozumiem dlaczego gracze mieliby się obrażać za to - zasady mówią jasno - uczestniczysz np. w walce - możesz stracić oko, nogę, lewe jajco ;)

Jak się graczom niepodoba okaleczanie niech zadeklarują na początku gry: chcemy pominąć zasady ułomności/krytyków bo nie chemy grać kalekami. Pozbawione to trochę jest klimatu, napięcia, ryzyka i trochę kłóci się z przyczynowością - ale takie prawo graczy tak im grać jak im się podoba. RPG nie ma męczyć egzystencjonalnymi rozterkami i meandrami połamanstwa - tylko bawić.

Natomiast poparłbym graczy strzelających focha na okaleczanie jeśli system jest uznaniowy, machanika nie bierze pod uwagę okaleczania/obłedu psychicznego - a MG hula sobie wesoło jak jakiś sadysta z taniego horroru pt. Hostel. GTFO, Mistrzu Gry - nie ma zasad to nie znaczy że możesz stosować swoje. Jasne, proste. Jak MG chce eksploatować te elementy głębi fabularnej postaci graczy - powinien im pierwej jasno i przejrzyście określić co i w jakich sytuacjach może się zdarzyć. Jak się gracze zgodzą na taki masochizm - to niech sobie hulają potem do woli jak w tanim "gore movie". Nie można się dziwić graczom że np. obrażą się za to że MG zrobi coś co ingeruje w ich postać na co oni się nie umawiali od początku rozgrywki - albo czego świadomi nie byli.

Natomiast co do zjawiska połamania psychicznego - z własnego doświadczenia zaobserwowałem coś odwrotnego - w moich drużynach gracze na porządku dziennym przechodzili nad kolejnymi Punktami Obłedu, Fobiami, Psychozami itd. - graliśmy prawie zawsze w systemy, w których istniały jakiś zasady pogłebiającego się szaleństwa - graczy to nie ruszało, podręczniki mieli obcykane, wiedzieli co ich czeka - przynajmniej paru graczy świetnie bawiło się w odgrywanie wariatów. Jeden przypadek: szaman barbarzyńskiego plemienia, który słyszał głosy - gracz odgrywał go tak, że te głosy (które w mechanice gry po prostu były pogłębiająca się psychozą) dla niego były głosem bogów, przemawiających do niego w wizjach. Wszystko to fajnie tak było ułożone, zazębione na siebie. Ja często też wykorzystywałem te głosy w jego głowie do zawiązywania fabuły na starcie scenariuszy pt. Masz misję od boga.
Inny gracz - w WFRP - prowadził elfiego żołnierza, weterana wojennego, który "wyjechał już dawno z Wietnamu, ale zabrał swój Sajgon ze sobą". Też sprawiało mu to frajdę - odgrywania takiej głebokiej psychologicznie postaci z bagażem doświadczeń. Miało to nawet swoje plusy - gdy pozostałe postacie obrywały PO za widok zmasakrowanych zwłok, bluźnierczych kultów itd. - jego postać nawet nie mrugnęła brwią :)

Natomiast jeden z kompanów szamana "Mam misję od boga" z przykładu nr. 1 w trakcie mini-kampanii okulawiał. I choć na początku było to nawet zabawne - i dla niego i dla drużyny (to był rycerz ciemności, drużynowy tank, którego zadaniem była walka - on był pancerną pięścią, szaman był głową która tej pięści mówiła gdzie ma uderzyć) to pod koniec epopei gracz stracił zainteresowanie tą postacią. Była ona dla niego atrakcyjna na początku, przynajmniej dopóki miał na horyzoncie wizję uleczenia swej przypadłości (zasady systemu i konwencja świata to dopuszczały - nawet po 1k10 latach od wypadku). Niestety "operacja", bardzo droga, na którą odkładał przez kilka przygód (i dla której team napadł nawet na poborcę podatkowego ;-) ), się niepowiodła - element losowy przewidziany zasadami mechaniki, a gracz miał po prostu pecha przy rzutach - zdawał sobie świadomość z mechaniki zasad, na początku nawet mu to nie przeszkadzało - ale po pierwszej nieudanej próbie po prostu mu się postać znudziła, pomimo faktu że zarówno gracze jak i MG w jego bohaterze widzieli kapitalne źródło pomysłów na kolejne scenariusze ("Może teraz napadnijmy kolektora podatkowego w sąsiednim księstwie?" XD ). Widocznie granie kaleką, która ma za duże minusy do walki - a nie była szkolona do niczego innego - może się znudzić. Podobnie pewnie by było z np. telepatą (albo magie w systemach fantasy), który inwestował w rozwój swoich talentów całe życie, a potem nagle podczas walki mu coś ten talent "wypaliło" - i koleś budzi się następnego ranka i zdaje sobie sprawę że nic innego w życiu nie umie robić...
06-07-2011 01:51
Malaggar
   
Ocena:
+1
albo tak po prostu - w KCtach tak było że można było urodzić się postacią ułomną i nie mieć z tego żadnych bonusów - co jest podejsciem odmiennym do większości nowszych rpgów, w których wybranie ułomności daje zwykle jakieś dodatkowe punkty postaci do rozdysponowania
Przypomina mi się jeden z moich graczy narzekający na tabelkę Divination w Dark Heresy, ponieważ nie ma w niej nawet cienia podejścia "co prawda dostajesz pomniejszą mutację, ale w zamian..."

Jak się graczom niepodoba okaleczanie niech zadeklarują na początku gry: chcemy pominąć zasady ułomności/krytyków bo nie chemy grać kalekami
Owszem, niech zadeklarują. Jeśli zrobią to w mojej drużynie (przy okazji systemu, w którym takie rzeczy są integralną jego częścią), to po prostu podziękuję i powiem "tę sesję/kampanię grajcie beze mnie".

06-07-2011 07:07
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@ShadowOfDeath
ostatni punkt, dotyczacy zabierania postaci tego, czym postac jest.
"Neuromancer" jest fajnym przykladem tego zabiegu, gdy bohater, hacker, budzi sie poewnego dnia po operacji zafundowanej przez niezadowolonego pracodawce i odkrywa ze nie moze juz tak skutecznie dzialac w cyberprzestrzeni jak niegdys.
Mysle ze dobrym pomyslem jest przedstawienie w takiej sytuacji graczowi tego typu "inspiracyjnych przykladow", ktore zacheca fo do eksplorowania dalej takiej postaci. Lekkie dostosowanie otoczenia do potrzeb niepelnosprawnych, czyli np w przypadku kulawego rycerza tworzenie takich przygod, w ktorych duzo dzieje sie z grzbietu konskiego, stworzenie legendy wokol postaci w stylu "chlopi po wioskach opowiadaja dzieciom historie o Czarnym Kuternodze, ktory porywa te niegrzeczne" - wszystko to moze pomoc graczowi zniesc traume okaleczenia postaci.
Same questy, jakie sie tworza, jak sam wspomniales, sa niezasatapione i czesto inwencyjne.
Jesli do tego jest dobrze zgrana druzyna, oddana sobie jak rodzina, to z pewnoscia pomoga kalece.
Mowimy tu o urazach fizycznych, psychiczne traumy moga byc rownie ciekawe, choc zwykle az tak nie wplywaja na fizyczne, cyferkowe aspekty postaci, jak kalectwo fizyczne.
06-07-2011 08:58
Indoctrine
   
Ocena:
0
Przez lata prowadzenia, nie stworzyłem przytułku pełnego kalek. Trochę mnie to zdziwiło teraz jak podsumowałem historię. Myślałem, że więcej razy gracze oberwali w sposób trwały.
Może to wina konwencji w jakich prowadziłem, heroic fantasy nie przewiduje za bardzo jednorękiego paladyna. Zaawansowany system SF pozwala na pełną regenerację, tak samo jak mocno magiczny inny setting.
Już prędzej okaleczenia miały miejsce w sferze umysłu (ZC).

Zdarzały się też czasem inne wypadki. Nie są to okaleczenia, ale wydarzenia z którymi postać musi długo, czasem na stałe, żyć.
Że wspomnę o bohaterze uwięzionym w ciele zwierzęcia na wiele lat, albo innym który permanentnie zmieniony został w kobietę. Obaj grali dzielnie i bardzo dobrze się ich prowadziło.

06-07-2011 10:44
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Tyldy apelują do zigzaka, aby odblokował niezalogowanym możliwość komentowania na blogu. Prosimy!
07-07-2011 22:01
Bleddyn
   
Ocena:
0
Neuromancer to kiepski przykład, bo to początek Trylogii. Case ma zawadę "Paskudne Choróbsko", którą gracz wziął sobie przy robieniu postaci.:P

Natomiast Guts z Berserka to już coś w stylu jatek u Malaggara.:D
08-07-2011 17:21

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.