string(15) ""
» Blog » Tydzień z Doktorem, dzień 7: The God Complex
01-09-2012 12:14

Tydzień z Doktorem, dzień 7: The God Complex

W działach: doctor who, seriale, tydzień z doktorem | Odsłony: 3

Tydzień z Doktorem, dzień 7: The God Complex
[Notkę można przeczytać również tutaj, będzie mi bardzo miło.]

Od autora: tym wpisem kończymy Tydzień z Doktorem. Dziękuję wszystkim, którzy czytali moje notki i komentowali. Chociaż przegląd się skończył, to Doctor Who nie zniknie z tego bloga, zamierzam bowiem pisać o kolejnych odcinkach siódmego sezonu, prawdopodobnie w nieco innej formule. Premiera nowej serii już dzisiaj, więc pierwszy taki wpis pojawi się na dniach.

UWAGA: zawiera link do TV Tropes.


Trend wprowadzania do serialu silniejszego wątku przewodniego znalazł swój punkt kulminacyjny w sezonie szóstym, gdzie początek, środek i koniec, wiążą się w jedną historię, która stopniowo wyjaśnia tajemnicę zarysowaną na samym początku pierwszego odcinka. Dwuczęściowa premiera wprowadziła kolejną przerażającą rasę obcych autorstwa Stevena Moffata i była oceniana bardzo wysoko, podobnie dwa środkowe odcinki, łączące wiosenną i jesienną połówkę sezonu. Zakończenie okazało się niezbyt satysfakcjonujące (głównie dlatego, że złamało bardzo ważną zasadę opowiadania historii: można zatajać pewne informacje przed widzami, ale nie można ich okłamywać) i obniżyło ocenę całokształtu – co nie zmienia faktu, że projekt był niezwykle ambitny i wyraźnie pokazuje, że Moffat stara się cały czas zrobić z serialem coś nowego.

Ciekawe jest to, że odcinki silnie powiązane z głównym wątkiem fabularnym nie przyćmiewają pozostałych. Przeciwnie, wszystkie historie są co najmniej solidne, a wiele bardzo dobrych. Koniecznie wypada wspomnieć o The Doctor's Wife Neila Gaimana, który spełnił marzenia wielu osób (mało jest pisarzy, którzy wydają się tak dobrze pasować do specyfiki serialu jak Gaiman) i z miejsca stał się klasykiem. Aby go w pełni docenić potrzebna jest jednak pewna znajomość Doctora Who, dlatego postanowiłem napisać o innym odcinku. Wybór padł na konwencję, której nie realizowała (a przynajmniej nie tak wyraźnie) żadna z dotychczas przedstawionych historii, czyli horror.

The God Complex wykorzystuje klasyczne horrorowe miejsce akcji: upiorny hotel, silnie kojarzący się ze „Lśnieniem” (popatrzcie tylko na obrazek!), oraz inne znane i sprawdzone elementy gatunkowego sztafażu (jak klauny i lalki brzuchomówców). To nagromadzenie ma swoje fabularne uzasadnienie: w pokojach przypominającego labirynt bez wyjścia hotelu znajdują się rzeczy, których najbardziej boją się ściągnięte do niego ofiary. Wkrótce po tym, jak człowiek trafi już do takiego pokoju, zostaje pożarty przez zamieszkującą hotel bestię. Wspomniane „straszaki” nie straszą widza szczególnie mocno, ale doskonale budują poczucie, że coś tu jest bardzo nie w porządku. O wiele bardziej niepokojące jest to, co dzieje się z ludźmi, którzy odwiedzą już „swój” pokój – mamy dziwne, urywane przebitki ich śmiejących się twarzy i powtarzane co jakiś czas „praise Him”.

Te zabiegi nie byłyby jednak tak efektywne, gdyby dotyczyły postaci, o które widz nie dba. Po raz kolejny jednak spotykamy wzbudzających sympatię bohaterów drugoplanowych: nieśmiałego Howiego, tchórzliwego kosmitę Gibbisa oraz bystrą i zaradną Ritę. To w dużej mierze dzięki nim odcinek działa na widza i wzbudza grozę i niepokój. Jednocześnie jednak scenariusz nie zapomina o stałych towarzyszach Doktora, Amy i Rorym – również oni (i ich relacja z Doktorem) są istotni dla fabuły i dowiadujemy się o nich czegoś nowego.

Największą, jak sądzę, zaletą tego odcinka i wielką siłą serialu, o której już chyba kiedyś wspominałem, jest to, że nic nie jest tutaj takie, jak się wydaje. Kiedy już można odnieść wrażenie, że wiadomo, jak ta historia się skończy – nagle wszystko zostaje postawione w zupełnie nowym świetle. W swoim ostatecznym kształcie The God Complex prowokuje od przemyśleń na temat pokładania wiary w siłach wyższych, a przy okazji pokazuje, że wpływ Doktora na jego towarzyszy nie zawsze jest pozytywny. Dzięki skupieniu na postaciach, które widz poznał najlepiej, zakończenie jest naładowane sporą dawką emocji. Ostatecznym rezultatem jest trzymający w napięciu i niepokojący odcinek, który mimo pewnych dziur jest dobrym przykładem tego, jak Doctor Who potrafi straszyć.

Crowning Moment of Awesome: A Good Man Goes to War/Let's Kill Hitler
Crowning Moment of Sadness: The Doctor's Wife
Crowning Moment of Scary: The Impossible Astronaut/Day of the Moon
Crowning Moment of Funny: Closing Time

Komentarze


~badwolf

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Bad wolf
01-09-2012 14:24
Munchhausen
   
Ocena:
0
Po Gaimanie spodziewałem się dużo, duuużo więcej, co oczywiście nie oznacza, że jego odcinek był kiepski (choć wtrącenie o tym, że Władcy Czasu mogą wraz z regeneracją zmieniać płeć, uważam za absolutnie bezsensowne). Osobiście najbardziej urzekła mnie sama końcówka - Doktor na huśtawce, piętrowe łóżko dla Amy i Rory'ego, a potem jego przemowa do konsoli, choć to pewnie dopisał Moffat :)
01-09-2012 15:20
Marigold
   
Ocena:
+1
Odcinek Gaimana jest super - wzruszający, a 'żona' fenomenalna ;) I to nie dlatego, że jestem bezkrytyczna wobec Gaimana...
01-09-2012 17:23
kbender
   
Ocena:
+2
Zrobiłem jak radziłeś.
Obejrzałem świetny Blink i postanowiłem wchłonąć doktory od początku. Od sezonu z Christopherem Ecclestonem. Chyba przeskoczę do następnego sezonu.
Ten aktor mnie irytuje.
Infantylność mnie irytuje.
Bajkowość i bombastyczność mnie irytuje.
Rose mnie irytuje.
Przy tym wszystkim są fajne odcinki, tylko główni wykonawcy grają mi na nerwach. Obejrzę sezon do końca (dla ciekawych pomysłów zawartych w odcinkach) i z przyjemnością wchłonę sezony z Davidem Tennantem.

Dzięki za poradę, jak podejść do serialu, jak bym znowu rozpoczął oglądanie "po kolei" ponownie poległbym na "The End of the World".
01-09-2012 18:34
~tomo

Użytkownik niezarejestrowany
    Podziękowanie
Ocena:
+2
Cześć.
Nie, nie znamy się :) Ale chciałem Ci podziękować za ten cykl. Naprawdę świetnie przygotowany. Dość powiedziec, że byłbym w stanie zapłacić za niego jakąś niewielką sumkę.

Na razie obejrzałem Blink i Eleventh Hour. Oba świetne, choć inne. Gdy znowu będę miał ochotę na Doctora (i czas, przede wszystkim czas!), to wrócę wybrać coś z Twojej listy.

P.S. Link w tym wpisie (tu i w Zielonych Oknach) jest trochę nie tego.
01-09-2012 20:25
Munchhausen
   
Ocena:
0
@kbender

Polecam także "Midnight" - drugi obok "Blink" odcinek, którym staram się przekonać ludzi do Doctora Who :)

@Marigold
Żona.. Cóż, pewnie nie starczyło im budżetu na prawdziwą Helenę Bohem Carter...
01-09-2012 23:43
mr_mond
   
Ocena:
0
@Munchhausen
Osobiście uważam, że wtrącenie o zmianie płci bardzo fajne, potwierdziło to, czego wielu ludzi się spodziewało. No i teraz naprawdę można czekać, aż Doktor zregeneruje się w kobietę :) (choć przypuszczam, że nie każdemu się to spodoba).

@Marigold
też byłem zachwycony odcinkiem Gaimana, jest doskonały :).

@kbender
Cieszę się, że "Blink" Cię wciągnął. No i w tym momencie regularne zmiany aktorów okazują się wielką zaletą: wystarczy, że przecierpisz jeden sezon z Ecclestonem i dwa z Rose, i potem już oglądanie powinno być lepsze. Ale na koniec bombastyczności to chyba będziesz musiał poczekać, aż Russella T. Daviesa zastąpi Moffat ;). Odwagi!

@~tomo
Bardzo dziękuję za miłe słowa, zachęcam do dalszej lektury bloga. Link zaraz będzie naprawiony. Edit: już działa.

02-09-2012 13:17
Marigold
   
Ocena:
0
Pierwszy odcinek bardzo fajny, a następny zapowiada się super ;)
02-09-2012 16:27
mr_mond
   
Ocena:
0
Fajny fajny, parę mindfucków zrobił :). Zaraz zrobię spis wrażeń, mam nadzieję, że mnie nikt nie zje za taki doktorowy spam...
02-09-2012 22:18
Marigold
   
Ocena:
0
Czekam, czekam :)
03-09-2012 19:11
mr_mond
   
Ocena:
+1
Na blogu notka wisi od wczoraj wieczora (nie wiem, jakim cudem udało mi się ją napisać), ale dopiero teraz mam czas, żeby ją przekleić tutaj ;)
03-09-2012 19:49

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.