string(15) ""
» Blog » Tydzień z Doktorem, dzień 6: The Beast Below
31-08-2012 23:01

Tydzień z Doktorem, dzień 6: The Beast Below

W działach: doctor who, seriale, tydzień z doktorem | Odsłony: 12

Tydzień z Doktorem, dzień 6: The Beast Below
[Notkę można przeczytać również tutaj, będzie mi bardzo miło.]


Zgodnie z zapowiedzią, pora na odcinek rozgrywający się w przyszłości (właściwie jest to już drugi, po Planet of the Ood). Nowy Doktor (Matt Smith) zabiera nową towarzyszkę, Amy (Karen Gillan) do XXIX wieku, kiedy ludzkość opuściła Ziemię z powodu szkodliwych rozbłysków słonecznych i każde państwo podróżuje w kosmosie własnym statkiem kosmicznym. Na Starship UK coś jest nie w porządku: dzieci, które nie odrabiają pracy domowej, są rzucane na pożarcie tajemniczej bestii, a ludzi obserwują dziwaczne manekiny. Doktor oczywiście natychmiast zaczyna śledztwo, które doprowadzi go do jednej z najtrudniejszych sytuacji, w jakich kiedykolwiek się znalazł.

Kiedy David Tennant ogłosił, że odchodzi z serialu, po reakcjach fanów widać było wyraźnie, że jego następca będzie miał przed sobą nie lada wyzwanie. Zwykle w takich przypadkach olbrzymia sympatia do poprzednika skutkuje olbrzymimi (wręcz niemożliwymi do spełnienia) wymaganiami. Do roli Jedenastego Doktora wybrano Matta Smitha, który w chwili wygrania castingu był najmłodszym aktorem (co jest o tyle ciekawe, że producenci chcieli początkowo kogoś starszego od poprzednich Doktorów) wcielającym się w tego bohatera. Po rozpoczęciu piątego sezonu podniosła się fala narzekań (której należało się spodziewać), która jednak bardzo szybko ucichła, okazało się bowiem, że Matt Smith świetnie pasuje do tej roli i potrafi jej nadać wyjątkowy charakter.

Jaki więc jest jego Doktor? Najtrafniejszym przymiotnikiem, jaki przychodzi mi do głowy jest… „stary”. Widać to już po ubiorze: tweedowa marynarka, szelki i muszka nadają mu wygląd ekscentryczny i staroświecki, co wyraźnie kontrastuje z Tennantem, którego Doktor był o wiele bardziej hip. Podobnie jest, jesli chodzi o osobowość: Jedenasty Doktor przypomina zrzędliwego profesora, który buja w obłokach i uparcie próbuje poczuć się znowu jak chłopiec, ale często wychodzi z niego zmęczenie. Widać to już na początku The Beast Below, kiedy próbuje wmówić Amy, że jest tylko obserwatorem i nie miesza się do spraw innych. Oczywiście szybko ponosi spektakularną porażkę. Jeszcze gorzej jest pod koniec odcinka – Doktor jest nie tylko zmęczony, ale też głęboko rozgoryczony tym, co robi, i resztą świata. Ponownie pojawia się tutaj motyw, o którym wspominałem w poprzedniej notce: Doktor potrzebuje swoich towarzyszek, tym razem nie tylko po to, żeby podejmować właściwe decyzje (choć ten odcinek nie skończyłby się dobrze, gdyby Amy nie zorientowała się, że istnieje jeszcze inne wyjście oprócz tych zaproponowanych przez Doktora), ale też dlatego, że dzięki nim potrafi ciągle doceniać pozytywne strony świata. Mroczna strona Doktora i pytanie, ile tak naprawdę czyni dobrego, będą się jeszcze przewijały w tym sezonie i następnym (a sądząc po zwiastunach, także w nadchodzącym siódmym) – niektórzy porównują tę odsłonę bohatera do Batmana w Mrocznym Wieku. Na szczęście Doktor nie staje się brutalnym socjopatą, a już na pewno nie przedstawia się jako the Goddamn Doctor.

The Beast Below to także jeden z pierwszych odcinków napisanych przez Stevena Moffata po przejęciu rządów nad serialem. Widać tu wyraźnie baśniową stylistykę, charakterystyczną dla jego odcinków w tym sezonie (scenografie na Starship UK przypominają bardziej składowiska rupieci, często bardzo stylowe, niż futurystyczne statki kosmiczne, do jakich przyzwyczaiła nas konwencja sci-fi; pojawia się też baśniowo-legendarny motyw władcy, który w ukryciu odwiedza swoich poddanych), a także obfite nagromadzenie rozmaitych, często dość surrealistycznych pomysłów. Pojawiły się głosy, że wprowadza to pewien chaos i nieco rozmywa ogólną wymowę odcinka (dla mnie dosyć wyraźna jest tu krytyka sposobu, w jaki społeczeństwo podejmuje decyzje i pytanie o to, co ludzie są w stanie zrobić, by przeżyć; gdyby jednak faktycznie, jak to sugerują niektórzy, potraktować tę historię jako wypowiedź na temat wiwisekcji, to można by ten problem jeszcze nieco rozwinąć). Nawet, jeśli tutaj nie przeszkadza to jeszcze tak mocno, to w późniejszych historiach, szczególnie tych rozgrywających się na większą skalę, zaczyna być bardziej problematyczne.

Mimo zgorzknienia Doktora graniczącego z cynizmem – a może właśnie dzięki niemu – końcowy wydźwięk tej historii jest niezwykle pozytywny, co zawsze ogromnie sobie w Doctorze Who cenię. Jeśli chodzi o resztę sezonu, to jest to rewelacyjne otwarcie ery Moffata i Smitha i widać pewne zmiany w stosunku do poprzednich. Towarzysze odgrywają dużo większą rolę w fabule, a wątek przewodni całego sezonu jest zarysowany o wiele wyraźniej niż do tej pory. Ciekawe jest również to, że wraz z jego silniejszym rozwojem poboczne odcinki nie zostają wcale zepchnięte na dalszy plan, ale robią się coraz lepsze (o dwuczęściówce Moffata, w której powracają Płaczące Anioły, wspominać nie trzeba, wymienię za to rewelacyjny Vincent and the Doctor, no i oczywiście te, które znajdziecie poniżej).

Crowning Moment of Awesome: The Pandorica Opens/The Big Bang
Crowning Moment of Sadness: Amy's Choice
Crowning Moment of Scary: The Time of Angels/Flesh and Stone
Crowning Moment of Funny: The Lodger

Komentarze


Marigold
   
Ocena:
+1
Vincent and the Doctor jest genialny, to jeden z moich ulubionych odcinków, a scena w National Gallery rewelacja (plus epizodzik jednego z moich ulubieńców i mam gdzieś zarzuty, że gra już wszędzie). Bardzo lubię Matta Smitha, ale mój doktor to jednak Tennant...
31-08-2012 23:42
mr_mond
   
Ocena:
0
"Vincent and the Doctor" jest świetny, to prawda (chyba najlepszy z cyklu "Doktor spotyka sławnych ludzi) – Bill Nighy jest świetny i aż chciałoby się, że dostał większą rolę :). Moim najulubieńszym odcinkiem w tym sezonie jest chyba "Amy's Choice", Toby Jones jest tam świetny.

A co do Doktora to mnie jest strasznie trudno uszeregować tych trzech, których znam, bo wszyscy są rewelacyjni i każdy inny. Mam ogromny sentyment do Ecclestona, bo to mój pierwszy Doktor i uważam, że bardzo niedoceniany. Tennant też świetny, ale chyba Matt Smith bardziej odpowiada moim preferencjom.
31-08-2012 23:59
Marigold
   
Ocena:
0
Ja jakoś właśnie nie kocham Ecclestona, najciężej oglądało mi się pierwszy sezon, do Tennanta mam też sentyment przez Blackpool (swoją szosą polecam, bardzo fajny mini serial i ta muzyka!), Smith walczy, dobiega do zwycięzcy, ale ciągle mu trochę brakuje
01-09-2012 00:36

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.