Twarze szatana - Kazimierz Kyrcz Jr, Robert Cichowlas

Coś więcej niż zbiór straszaków

Autor: Bartosz 'Zicocu' Szczyżański

Twarze szatana - Kazimierz Kyrcz Jr, Robert Cichowlas
Wydane niedawno Sępy przeleciały mi koło nosa – zagapiłem się trochę w dniu premiery, a po niezbyt zachęcającej recenzji Jędrzeja ’bukinsa’ Bukowskiego stwierdziłem, że nie warto. Kiedy jednak wśród zapowiedzi zauważyłem Twarze szatana, zbiór oparty na bardzo podobnych założeniach, postanowiłem dać krótkim horrorom szansę. Robert Cichowlas i Kazimierz Kyrcz Jr. udowodnili, że było warto.

Tym, co może z początku dziwić czytelnika jest ilość tekstów zamieszczonych w zbiorze – ponad dwadzieścia opowiadań to liczba imponująca. Zaskoczenie jednak szybko mija, gdyż okazuje się, że w antologii znajduje się mrowie kilkustronicowych miniatur. Odniosłem wrażenie, że celuje w nich szczególnie Kyrcz. Większość jego tekstów to pozbawione fabularnego tła rozwinięcie określonej idei. Pisarz atakuje czytelnika mrocznym pomysłem, zaskakuje szybką kulminacją, w końcu wywołuje szalone zaniepokojenie celną puentą. Kiedy bierze się za większą fabułę, efekty także są spektakularne – niech za przykład posłuży Zabłocie, zdecydowanie najlepszy tekst zbioru. Kyrcz, poprzez narratora, babrząc się w zdegenerowanej psychice, ukazuje szaleńcze emocje targające patologicznym umysłem. Dawno nie czytałem tak przejmującego opowiadania z – co warto dodać – doskonałym zakończeniem.

Dłuższe teksty w większości stanowią jednak dzieło Roberta Cichowlasa. Od opowiadań Kyrcza różni je przede wszystkim jednak nie długość, a styl. Autor Zabłocia to typowy naturalista, który uwielbia bawić się zgłębianiem mechanizmów rządzących spaczonymi umysłami; współautor Sępów popisuje się natomiast tekstami bardziej uduchowionymi, charakteryzuje go większa delikatność, mniejszy pociąg do makabreski, poświęcenie większej uwagi smutkowi i cierpieniu niż szaleństwu. Krzyk malarza jest wzorcowym przykładem ogromnej różnicy między pisarzami – Cichowlas stworzył krótką impresję, niekoniecznie straszną, raczej przejmującą; przy analizowaniu tekstów Kyrcza takich dylematów nie ma, jego zadaniem jest niepokoić czytelnika. Warto wspomnieć również o tym, że współautor Sępów demonstruje większą różnorodność konwencji (czego świetnym przykładem jest Postrach pewnej szosy - doskonały pastisz, w którym pojawia się także najpoważniejszy edytorski błąd – jako Wielkopolanin byłem trochę zażenowany tym, że koło Poznania stworzono jakiś Kurnik zamiast Kórnika).

W zbiorze znalazło się również miejsce dla kilku tekstów napisanych przez obu autorów. I tutaj ukłon w stroną redaktorki, która nie próbowała na siłę ujednolicać stylu, dzięki czemu otrzymujemy opowiadania pełniejsze, przedstawiane z dwóch, zupełnie różnych, perspektyw. Zdecydowanie najlepszym jest Brzydula. Znajdziemy w nim i potężne cierpienie, i spaczony umysł, i krwawe sceny, czyli wszystko co najlepsze u obu autorów. Warto również zaznaczyć doskonałą pointę, która nie jest jednoznacznie negatywna, co było dla mnie największym szokiem, gdyż autorzy raczej za szczęśliwymi zakończeniami nie przepadają. Jednak i najsłabszy tekst jest dziełem obu panów. W opowiadaniu tytułowym brak spójności, fabuła jest mało ciekawa, zaś surrealistyczne wstawki nużą, zamiast zaciekawić.

Twarze szatana to bardzo dobra antologia, w której każdy (prócz antyfanów horroru) znajdzie coś dla siebie. Zderzenie bardzo różnych stylów dwóch pisarzy dało świetne efekty – dzięki rozmijającym się zainteresowaniom autorów zadowolony będzie zarówno fan miejskich horrorów w stylu Orbitowskiego czy Kaina, jak i zwolennik bardziej klasycznych opowiadań. Zbiór, pomimo kilku wpadek, to przykład idealnej syntezy dwóch odmiennych pomysłów na teksty grozy – polecam.