» Blog » Trylogia Czarnego Maga - recenzja
01-02-2017 14:03

Trylogia Czarnego Maga - recenzja

W działach: Książki | Odsłony: 488

[Miało pójść jako Polterpublikacja ale podobno się nie nadaje, żeby się nie zmarnowało idzie tu jako blogonotka :)]

Trylogia Czarnego Maga to debiut pisarski Trudi Canavan, niezwykle popularnej na świecie i w Polsce autorki. Opowiada ona historię tego, jak Sonea, młoda dziewczyna ze slumsów, zostaje uczennicą w Gildii Magów. Ostatnio mogliśmy się zapoznać z tytułami wchodzacymi w skład serii ponownie za sprawą Hitsaloniku.

Czytając komentarze pod artykułami informującymi o nowych wydaniach, zauważyłem jedną rzecz – ludzie bardzo często nie wiedzieli, czy taka forma wydania jest dobra. Jaka forma wydania, spytacie? Każda książka jest podzielona na dwa tomy, każdy w twardej oprawie. Jako osoba, która przeczytała całą trylogię muszę przyznać, że nie dostrzegłem, by jakoś szczególnie wpływało to na mój odbiór dzieła. Po prawdzie taka forma wydawnicza jest nawet lepsza, gdyż książki są mniejsze i lepiej leżą w ręce – obawiam się, że „pełne książki” byłyby zbyt wielkie i ciężkie. Uznałem, że to szczegół, który powinienem omówić na samym początku recenzji.

Zajmując się samym cyklem, zaczyna się od Czystki, to jest corocznego „czyszczenia” ulic Imaldrinu z biedoty, która zostaje zmuszona do życia w slumsach. Jedną z osób, którą spotyka taki los, jest niepozorna dziewczyna, Sonea. Jak wielu innych, postanawia rzucić kamieniem w barierę magów, którzy zajmują się Czystką na rozkaz królewski. Ku zaskoczeniu tak samej Sonei, jak i adeptów sztuki magicznej, jej kamień przeciska się przez barierę i uderza jednego z czarodziejów.

Książki wchodzące w skład trylogii można z grubsza podzielić ze względu na to, co aktualnie dzieje się z Soneą. Duża część pierwszego tomu – Gildia Magów – to uciekanie przed magami i chowanie się w slumsach oraz próby opanowania swojej niebezpiecznej, niekontrolowanej mocy. Druga powieść – Nowicjuszka – opowiada o początkach Sonei w Gildii, trzeci zaś – Wielki Mistrz – o jej osobistej relacji z Akkarinem, tytułowym mistrzem, który początkowo budzi jej lęk.

Jeśli mogę powiedzieć coś o strukturze książek to powinienem wspomnieć o czymś, co być może jest moim subiektywnym odczuciem, ale co uważam za ważne – drugi tom był stanowczo zbyt mroczny. Regin, jeden z nowicjuszy przyjęty na uniwersytet wraz z Soneą, okazuje się od samego początku okropnym bully – niszczy jej notatki, zamacza szaty itp. Z czasem owe „niewinne” (sic!) czyny stają się coraz groźniejsze i okrutniejsze – wliczając w to odebranie Sonei jedynego przyjaciela jakiego zdążyła zdobyć lub próbę nakarmienia ją bobkami zapakowanymi w papierki od cukierków... ah, i jeszcze parę razy napadł na nią z innymi magami i walczył z nią magią. Przyznam szczerze, czytając kolejne wymyślne opisy jego wredoty serce podchodziło mi do gardła. Uważam, że to nieco zbyt dużo i zbyt drastycznie.

Najważniejszy wątek Trylogii Czarnego Maga dotyczy Sonei i osób jej najbliższych, a także tego, jak się ona zmienia. Początkowo jest niechętna magom – co nie dziwi, gdyż do Gildii mogą wstąpić tylko osoby z Domów szlacheckich. Jak wspomniałem, Gildia to główne narzędzie Czystki, a co więcej, Sonea została świadkiem tego, jak skumulowane uderzenia ogłuszające – rodzaj zaklęcia – przetransformowały się w uderzenie ogniowe i dosłownie spaliły na popiół jednego z uczestników zamieszek. Jak powiedział jej potem jej mentor, „karą” za to było pisemne upomnienie organizacji przez króla.

Tak więc Sonea nie ma powodów, by ufać magom, z czasem się jednak do nich przekonuje. Początkowo zostaje to na niej wymuszone przez Ferguna (maga którego uderzyła kamieniem), by upokorzyć ją i udowodnić raz na zawsze, że ludzie spoza Domów nie powinni być dopuszczani do Gildii, później jednak jest to szczera chęć zostania magiem i uzdrawiania Bylców – to nazwa mieszkańców slumsów, którzy nie mają dość pieniędzy, by pozwolić sobie na usługi uzdrowicielskie.

Z czasem Sonea zostaje wplątana w intrygę. Pod koniec pierwszego tomu okazuje się, że scena z Wielkim Mistrzem – którego początkowo wzięła za maga-zabójcę ze względu na kolor szat i ich zakrwawienie – którą przypadkiem podejrzała dowodzi, iż praktykuje on czarną magię. W drugim tomie Akkarin wreszcie się o tym dowiaduje i przejmuje nad nią „opiekę” czyniąc ją swoją podopieczną. Tak naprawdę jego jedynym celem jest trzymanie ją jako zakładnika. Sytuację komplikuje fakt, że w Imaldrinie dochodzi do serii podejrzanych zabójstw, o które oskarża się osobę praktykującą czarną magię. Czyżby był to Wielki Mistrz, pragnący kosztem niewinnych żyć wzmocnić swoją moc magiczną? Może tak, może nie. Jak się potem okazuje, nawet on ma swoje sekrety i powody, dla których czyni co czyni.

Choć Sonea jest główną bohaterką opowieści, nie jest jedyną. Trudi Canavan naprawdę się wykazała i stworzyła wiele żywych i barwnych postaci. Część z nich jest nam lepiej znana, gdyż narracja jest prowadzona z ich perspektywy, część jest bardziej w tle, ale mimo wszystko ma duży wpływ na fabułę. Do pierwszej grupy należy niewątpliwie Rothen, mentor Sonei w średnim wieku, który troszczy się o nią jak o własną córkę, Dannyl, jego były uczeń, a potem drugi ambasador Gildii w Elyne (miasto graniczące z Kyralią, której stolicą jest Imaldrin, słynące ze swobodnego podejścia do życia i dworskich intryg), oraz Lorlen, administrator Gildii i bliski przyjaciel Akkarina.

Muszę w tym momencie pochwalić autorkę za stworzenie postaci Dannyla. Początkowo znamy go tylko jako alchemika, którego w przeszłości oskarżono o romans jednopłciowy – rzecz mogąca zniszczyć karierę i życie w konserwatywnej Kyralii. Na początku nie wiemy jednak, czy w tych wydarzeniach jest choć cień prawdy, a wręcz zasugerowane jest, iż to kolejny spisek Ferguna. Później Dannyl poznaje Tayenda, młodego uczonego z Elyne, w którym ewentualnie się zakochuje. To bardzo miło ze strony pisarki, iż jedna z głównych postaci w trylogii wchodzi w związek jednopłciowy. Większość dzieł kultury, z którymi mam do czynienia jest heteronormatywna i nie przyjmuje istnienia ludzi LGBT za fakt, spychając fanów należących do mniejszości seksualnych na bok. To naprawdę smutne, bo np.: czytając Harry'ego Pottera, zawsze w tyle mojej głowy cichy głosik szepce „w tym uniwersum nie istniejesz, autor ma Cię w d...”. Inkluzywność Trylogii Czarnego Maga oceniam więc jako jedną z jej zalet. Wreszcie geje także mają w książce coś dla siebie – nie wspominając o tym, że to po prostu realistyczne, nie każdy jest przecież taki sam.

Nie napisałem jeszcze o języku cyklu, a to błąd. Jest on niezwykle letki i strawny, kolejne strony przerzucają się same i czytelnik nie dostrzega, kiedy skończył jeden rozdział a zaczął następny. Na pewno pomaga w tym to, że rozdziały nie są przesadnie rozbudowane. Po prawdzie, jedynym cyklem, którego język był lżejszy od Trylogii Czarnego Maga jaki znam to cykl Długa Ziemia – i obydwa dały mi mniej-więcej tyle samo radości czytelniczej.

Podsumowując, uważam Trylogię Czarnego Maga za lekturę wartą polecenia. Język cyklu jest naprawdę przystępny, fabuła jest wielowątkowa, postaci są żywe i wielowarstwowe, świat przemyślany i realistyczny. To bardzo dobry debiut literacki i takież dzieło. Z niecierpliwością myślę o przeczytaniu Trylogii Zdrajcy, następnej pozycji Hitsaloniku, myśląc o starych postaciach i tym, jaką historię Trudi Canavan opowie nimi tym razem.

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Fenris
   
Ocena:
+4

Jeśli ktoś ci powiedział, że to jest za słabe, to posłuchałbyś dobrej rady. Bo na razie to chwyciłeś kawałek kupy (wybacz, inaczej tego tekstu się nie da nazwać) i dumnie prezentujesz go przechodzącym obok użytkownikom.

01-02-2017 15:08
Kaworu92
   
Ocena:
0

A jakaś konstruktywna krytyka, czy tylko słowo "kupa"? ;-)

01-02-2017 15:51
Kilik Lodowa Zamieć
   
Ocena:
+4

To nie jest recenzja, tylko chaotyczny i nieskładny zbiór Twoich wrażeń związanych z książką. Jak na osobę, która przy każdej okazji przypieprza się np. do zegarmistrza o ortografię popracowałbyś nad swoim warsztatem. I na przykład przypomniał sobie z lekcji j. polskiego, na czym recenzja ma polegać i jakie ma zawierać elementy. 

Wolę teksty zegarmistrza, który czasem faktycznie zrobi błąd językowy, ale przynajmniej jego teksty są składne i ciekawe. To, co napisałeś wyżej, to jakiś strumień świadomości, a nie artykuł do publikacji. 

01-02-2017 20:38
dyskordianin
   
Ocena:
+5

To naprawdę smutne, bo np.: czytając Harry'ego Pottera, zawsze w tyle mojej głowy cichy głosik szepce „w tym uniwersum nie istniejesz, autor ma Cię w d...”.

W "Harrym Potterze" w ogóle było za mało seksu! Ktoś mógłby wręcz pomyśleć, że odbiorcami mają być dzieci!

01-02-2017 21:08
Johny
   
Ocena:
+3

Może mi się wydaje, ale czy w tym tekście nie ma, ten tego, spoilerów?

01-02-2017 21:38
ivilboy
   
Ocena:
+3

Tekst jest tragiczny, nadaje się tylko do tego żeby go skasować.

01-02-2017 21:58
Bakcyl
   
Ocena:
+2

Wraz z użytkownikiem. Przybijam certyfikat "XD"

01-02-2017 22:17
TO~
   
Ocena:
+3

Tak se myślę, że

01-02-2017 23:29
Vukodlak
   
Ocena:
+4

Oj, panowie. Nie namawiajcie mi tu do eksterminacji Kawiora, bo to niezgodne z prawem i bardzo nieładne. Polteru straciłby tęczowy poblask i zostałaby sama szarość.

Kaworu, ale skumaj czaczę, że ciągłe wciskanie osób lgbt w każdy tekst kultury jest "nierealistyczne" i mocno słabe, bo proporcje są niekorzystne dla społeczności lgbt właśnie. To jest takie darcie dupki "Tu jesteśmy! Tu jesteśmy!" przez grupkę osób, która robi wokół siebie więcej szumu i sprawia wrażenie, że jest ich x razy więcej. Gdzie się nie obejrzysz, to tęczowe flagi i parady dumy, niektórzy boją się już otworzyć lodówkę. Efektem jest to, że gdy Gallup w 2002 robił ankietę telefoniczną na losowej próbce, to ludzie oszacowali ilość homoseksualistów na niemal 25% społeczeństwa. A jak w JuEsEj robili spis powszechny dwa lata wcześniej to im wyszło, że domów prowadzonych przez związki homoseksualne jest ledwie 1%. No z czym do ludzi?

01-02-2017 23:49
earl
   
Ocena:
+1

kolejne strony przerzucają się same

To faktycznie fantasy, i to w realu. :)

02-02-2017 00:22
TO~
   
Ocena:
+2

Łolosie, monsieur earl! Dawno Waści tu nie było.

02-02-2017 00:22
earl
   
Ocena:
+2

Co parę tygodni zaglądałem ale nie miałem jakiejś weny na pisanie. Ale miło, że się cieszysz, szacowny TO~

02-02-2017 00:25
Bakcyl
   
Ocena:
+3
Kanibal77
   
Ocena:
0

Korwinek zawsze na propsie.

07-02-2017 12:08

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.