Pamięć zwana imperium
» Recenzje » True Faith

True Faith


wersja do druku

Zdarzyło się w Londynie

Autor: Redakcja: Maciej 'Repek' Reputakowski

True Faith
Garth Ennis sam przyznaje, że ma trzy obsesje. Jedna to mania religijna, druga wiąże się z nadużywaniem mocy, ostatnią jest broń maszynowa. Obsesja dotycząca religii to znak rozpoznawczy tego scenarzysty i nawet, jeśli nie jest przewodnim tematem jego komiksu, zwykle daje o sobie w którymś momencie znać. A wszystko zaczęło się jeszcze na długo przed Pielgrzymem i Kaznodzieją.

True Faith startowało w 1989 roku jako dziesięcioczęściowa miniseria w brytyjskim czasopiśmie komiksowym Crisis. Sukces, jaki odniósł ten tytuł, zadecydował o opublikowaniu go rok później w formie zbiorczej, ale trade, wydany nakładem Fleetway Publications utrzymał się na rynku tylko dwa miesiące. I nie był to efekt kiepskiego przyjęcia. True Faith wzbudziło w Anglii religijne protesty, zostało ocenzurowane i wycofane ze sprzedaży. Minęło siedem lat, nim komiks ponownie znalazł się w drukarni. Tym razem, w roku 1997, wydano go już za oceanem, pod szyldem imprintu DC Comics - Vertigo. I, jak dotąd, nikt nie spalił go na stosie.

Neal Gibson to żałosny, cyniczny słabeusz. Typ wyalienowanego, zbuntowanego nastolatka, nie radzącego sobie z własnymi problemami, z którego drwią wszyscy uczniowie. To, że zakochał się w szkolnej golden girl staje się tylko dodatkowym powodem do kpin z jego osoby. Angela jest jedną z głównych działaczek "Scripture Union", stowarzyszenia skupionego wokół Pisma Świętego. Choć Gibson wiele rzeczy ma głęboko "gdzieś", a religię najgłębiej, rozmowy na temat
Boga i całego chrześcijaństwa są jedynym pretekstem, by przez chwilę przebywać w towarzystwie idealnej dziewczyny.

True Faith to wynik młodzieńczych rozterek Ennisa. "O, Jezu" - to jego reakcja na komiksy, które zrobił w tamtym okresie. Coś jednak w tych bzdurach musi być, skoro oprotestowano je na taką skalę i ostatecznie wycofano z dystrybucji. I owszem, jest - szczenięcy, buntowniczy duch.

Kiedy jego żona rodzi w szpitalu, Terry Adair, sprzedawca środków czyszczących do toalet, modli się na klęczkach w kościele. Musiał dawno tego nie robić, bo zupełnie brakuje mu wprawy i śmiałości. Nieskładne zdania łączy w szczerą modlitwę o udane rozwiązanie i zdrowie dla matki i dziecka. Kilka godzin później żona Terry'ego umiera przy porodzie, synek zaraz po narodzinach. Adair przysięga, że zabije Boga. A potem spotyka Neala.

Tym, co cenzorom z pewnością się nie spodobało, był sposób, w jaki Garth Ennis przedstawił krytykę ("satyrę", jak przekonuje tylna strona okładki) chrześcijaństwa. Scenariusz ukazuje religię chrześcijańską w świetle bez wątpienia ciemnym, wyśmiewa hipokryzję i fanatyzm, a temat walki z Bogiem traktuje wyjątkowo dosłownie. Ennis nigdy nie próbował być subtelny i na dobre mu to wyszło.

W komiksie pojawia się wątek wiary i jej utraty w brutalnych okolicznościach, a rozważania o wszystkich tych problemach zagłuszane są co chwila wystrzałami i odgłosami wybuchów. Fabuła jest prosta, ale ma kilka zaskakujących zwrotów - opowieść czyta się lekko, z
zaciekawieniem, jaki będzie jej finał. Można też zwrócić uwagę na dialogi, w których - choć bywają drętwe - padają czasami intrygujące sformułowania (jak teoria o "udrażnianiu rur ludzkości" Adaira). Wulgaryzmy są - i w dymkach, i w ramkach - ale to przecież Ennis. "Bloodysonofabitchdickbrainshitheadlooney" pojawia się tylko raz.

Poszukiwacze podobieństw do Kaznodziei mogą być zaskoczeni faktem, że True Faith całkowicie pozbawione jest wątków nadprzyrodzonych. Odnajdą w nim jednak ślady humoru, który dobrze znają.

Współwinowajcą popełnienia True Faith jest Warren Pleece, który razem z bratem tworzył niegdyś serię Velocity, a później zaciągnął się do DC Comics, gdzie narysował kilka epizodów, między innymi do serii Hellblazer i The Invisibles. Jego prosta i niedokładna kreska może się podobać albo nie, ciemne akwarele robią jednak swoje i oddają atmosferę opowieści.

Ten komiks nie jest tytułem z wyższej półki, nie jest to Kaznodzieja, ani nawet Pielgrzym, ale bije na głowę "badziew" spod znaku Fury'ego. Ennis miewa lepsze i gorsze momenty, w tym wypadku ciężko jednak pisać o jakimkolwiek "momencie". True Faith to pierwszy jego komiks o tematyce religijnej i drugi, zaraz po Troubled Souls, wydany komiks Ennisa w ogóle. Warto się nim zainteresować, znają go przecież nawet angielskie dewotki.

Dla fanów twórczości tego scenarzysty jest to z pewnością must-have, który zaspokaja wszystkie obsesje swojego twórcy. Pierwsze kroki własnego guru zawsze śledzi się z zainteresowaniem. A i wielbiciele Kaznodziei powinni zwrócić na niego uwagę. Bo jest wiele sposobów, na dobranie się Bogu do skóry.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.5
Ocena recenzenta



Czytaj również

Lucyfer – Wyd. zbiorcze #1
Lucyfer powraca!
- recenzja
Hitman #3
Oni nie pytają, oni zabijają
- recenzja
Hellblazer (Wyd. zbiorcze) #5
Constantine odwiedza Amerykę
- recenzja
Hellblazer (Wyd. zbiorcze) #4
Czterdziestolatek
- recenzja
DC Black Label. Hitman #2
Kiedy gorzej być nie może
- recenzja
DC Black Label. Hitman (wyd. zbiorcze) #1
Hitman powraca!
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

   
Ocena:
0
Spalić na stosie? szkoda zapałek
24-04-2007 09:28
Singer
   
Ocena:
0
Nie słyszałem o tym tytule, ale też (by być fair) nie zaczytywałem się w spis pozycji autorstwa Ennisa. Miło wiedzieć, że człowiek od początku był zwichrowany, a nie ewoluował na potrzeby sukcesu.

Tekst spełnił swoją rolę i zaciekawił mnie True Faith, mimo że w świetle podobieństwa do Kaznodziei jest to raczej zaciekawienie wtórne. Ennis pisze w moim odczuciu nierówno, raz wychodzą gnioty, innym razem wręcz przeciwnie.
25-04-2007 09:52

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.