Trapped Dead
W życiu każdego recenzenta nastaje ten moment, kiedy zmuszony jest napisać swoją pierwszą, naprawdę kiepską opinię. Dla mnie ten moment właśnie nadszedł za sprawą "dzieła" studia Headup Games, czyli Trapped Dead. Gra, która wywołała u mnie dziwne zadowolenie, gdy w końcu mogłem ją wyłączyć. Skoro o tego rodzaju rozprawiczeniu już was poinformowałem, mogę przystąpić do rzeczy.
Stany Zjednoczone, lata 80., studenci – Gerald i Mike – pędzą w bliżej nieokreślonym kierunku w kabriolecie wypełnionym puszkami magicznego trunku, znanego jako piwo. Brak paliwa – zarówno dla samochodu, jak i dla obu panów – zmusza ich do zatrzymania się na stacji benzynowej, zlokalizowanej na przedmieściach miasta Hedge Hill. Na miejscu okazuje się, że nie ma ani jednego, ani drugiego – jest natomiast dziwnie blady osobnik konsumujący ludzkie ciało. Mike, który jest świadkiem całego zdarzenia, chwyta za znaleziony przed chwilą kij bejsbolowy i rozprawia się z dziwolągiem. Po oczyszczeniu budynku, wraca do kumpla. Ten jednak został w tym czasie ugryziony przez jednego z zombie, przez co zamiast brać nogi za pas, obydwaj pchają się w głąb miasta w poszukiwaniu szpitala. Jak się potem okaże, nie będzie to tylko kwestia wycieczki do lekarza. Fabuła nie zwala z nóg, ale w grach, w których stawia się na eksterminację żywych trupów i tak zwykle schodzi na dalszy plan. Liczy się przecież rozwałka, prawda?
Cóż, jak się okazuje, dla twórców Trapped Dead to również nie ma większego znaczenia. System walki jest męczący, nudny i brakuje w nim jakiegokolwiek polotu. Każde starcie jest powolne. Nawet wlokący się nieumarły jest w stanie wyprowadzić cios szybciej niż tętniące życiem postacie. Aż dziw bierze, że jest tutaj opcja biegu... Do tego potyczki są powtarzalne do bólu, przez co po kilku walkach zaczynają boleć zęby. I mózg. Ta gra zamiast sprawiać przyjemność, mnie samego zamieniała w zombie.
Gra reklamowana jest jako ociekająca klimatem, do tego pełna akcji. Cóż, jeżeli tak wyglądają te liczne elementy grozy i zaskoczenia oraz kinowa atmosfera, opisywane na odwrocie pudełka, to gatunek survival horrorów nie odniósłby chyba żadnego sukcesu. Chyba że wśród masochistów i fanów zasypiania przed monitorem.
Rozgrywka przedstawiona jest w rzucie izometrycznym i bliżej jej do serii Commandos niż do takiego – przykładowo – Left 4 Dead. Jednak tylko na pierwszy rzut oka, bo rzeczywistość okazuje się brutalna. Gra wymaga nie więcej myślenia od gracza niż od tych, których w grze mamy eksterminować. Strategia przed walką ogranicza się wyłącznie do doboru broni, ponieważ postać sama wyprowadza ataki i nie mamy na to większego wpływu. I choć mapy wydają się rozległe, to wcale swobody graczowi nie dają – a jeżeli już, to ograniczoną naprawdę do minimum.
Wspomniałem również coś o broni, ale nawet arsenał (a właściwie jego liczebność) woła o pomstę do nieba. W grze mamy do wyboru 10 broni. Dosłownie 10. Piła, bejsbol, siekiera, katana, pistolet, rewolwer, strzelba, snajperka, kusza i paralizator, przy czym ostatnia nie jest nawet nastawiona na zadawanie obrażeń. Więc jest tylko 9 narzędzi, które mogą zrobić krzywdę. Plus jeszcze granat, dla którego nie da się znaleźć praktycznego zastosowania. Naprawdę nie dało się więcej? No proszę.
Wspominałem, gdzie rozgrywa się akcja (chociaż ciężko tak to nazwać). Warto również wspomnieć, z kim będziemy współdzielić cierp... niewątpliwą przyjemność poznawania historii. Jest wspomniany na wstępie student Mike. Potem dołącza do niego lekarz poruszający się na wózku, czyli Profesor Harper. Przypałętają się jeszcze: weteran wojenny Bo, szeryf "Stary" John, reporterka Jo Ann oraz pracownik dworca towarowego – Claus. Każda postać ma swoją historię, przedstawioną w instrukcji, jednak fabuła uświadomiła mi, że naprawdę nie chcę tego czytać. Mimo wszystko zrobiłem to na rzecz recenzji i jedyna przydatna informacja, jaką możemy tam znaleźć, to specjalizacje wesołej szóstki. I tak – lekarz leczy, wysportowana reporterka biega, a wojak strzela. Nic nowatorskiego, ale na siłę można to zaliczyć na plus.
Różnorodność postaci została chyba wprowadzona, aby umożliwić grę w sieci. I faktycznie, jest zakładka trybu multiplayer. Szkoda jednak, że nikt nie gra – wtedy może byłoby chociaż trochę ciekawiej. Ale z drugiej strony jakoś wcale mnie to nie dziwi.
W tej grze nawet grafika leży i kwiczy, prosząc o dobicie. Modele postaci są brzydkie, modele zombie powtarzalne, a lokacje trudno nazwać ciekawymi. Do tego czcionka, którą zastosowano w grze wygląda wyjątkowo nieschludnie. Nie wiem, kto stworzył silnik gry, ale niech zginie i przepadnie – najlepiej ze swoim "dziełem". Mówiąc krótko – jest brzydko. I do listy rzeczy, które bolały mnie podczas rozgrywki, dodałbym również oczy.
Oprawa dźwiękowa nie jest aż tak zła, ale trudno byłoby powiedzieć, że jest dobrze. Dubbing zrealizowany został koszmarnie, brali w nim chyba udział aktorzy z filmu The Room. Do muzyki jednak już się nie przyczepię, bo po prostu jej nie słyszałem – gdzieś tam cicho przygrywała i w sumie nie byłoby różnicy, gdyby nie było jej wcale.
Nigdy gra nie odepchnęła mnie zaraz po uruchomieniu. Tej się udało. Naprawdę, nie polecam tego tytułu nikomu. 50 złotych, które należy wydać na to "cudo", można spożytkować w jakikolwiek inny sposób – porządne zamówienie w fastfoodzie przysporzy więcej emocji i frajdy niż Trapped Dead. I nawet baty, które zbiera w tej recenzji, nie są wystarczającą rekompensatą za koszmar, jaki przechodziłem, grając. Z ogromną ulgą kończę recenzję najniższą oceną w skali – właśnie zakończyła się moja przygoda z tym tytułem.
Plusy:
"Cieknący" akcją...


Gra reklamowana jest jako ociekająca klimatem, do tego pełna akcji. Cóż, jeżeli tak wyglądają te liczne elementy grozy i zaskoczenia oraz kinowa atmosfera, opisywane na odwrocie pudełka, to gatunek survival horrorów nie odniósłby chyba żadnego sukcesu. Chyba że wśród masochistów i fanów zasypiania przed monitorem.
...taktyczny survival RTS...


...w świecie zombie

Różnorodność postaci została chyba wprowadzona, aby umożliwić grę w sieci. I faktycznie, jest zakładka trybu multiplayer. Szkoda jednak, że nikt nie gra – wtedy może byłoby chociaż trochę ciekawiej. Ale z drugiej strony jakoś wcale mnie to nie dziwi.
Audio + wideo = fuj

Oprawa dźwiękowa nie jest aż tak zła, ale trudno byłoby powiedzieć, że jest dobrze. Dubbing zrealizowany został koszmarnie, brali w nim chyba udział aktorzy z filmu The Room. Do muzyki jednak już się nie przyczepię, bo po prostu jej nie słyszałem – gdzieś tam cicho przygrywała i w sumie nie byłoby różnicy, gdyby nie było jej wcale.
Busted

Plusy:
- zróżnicowanie postaci?
- fabuła
- akcja? jaka akcja?
- brak jakiegokolwiek klimatu
- arsenał (a raczej arsenalik)
- multiplayer, który jest, ale go nie ma
- oprawa wizualna boli...
- …a dźwiękowa nie jest lepsza
- żywi wolniejsi od nieżywych
Galeria
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0
Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0
Dodaj do swojej listy:
Tytuł: Trapped Dead
Producent: Headup Games
Wydawca: NBG EDV Handels & Verlags GmbH
Data premiery (świat): 16 grudnia 2010
Strona WWW: www.trappeddead.com
Platformy: PC
Producent: Headup Games
Wydawca: NBG EDV Handels & Verlags GmbH
Data premiery (świat): 16 grudnia 2010
Strona WWW: www.trappeddead.com
Platformy: PC
Tagi:
Trapped Dead




