» Blog » Transformers, czyli współczesne kino akcji
24-09-2011 15:16

Transformers, czyli współczesne kino akcji

W działach: film | Odsłony: 19

Transformers, czyli współczesne kino akcji
Wczoraj z uwagi na pewne skomplikowane okoliczności, którymi jednak nie będę tutaj zanudzał, miałem okazję zobaczyć w telewizorni fragment jakiegoś filmu, który wyglądał mi na ekranizację Transformerów. Do teraz zadaję sobie pytanie: co to, kufa, było?!

Zacząłem oglądać w momencie, kiedy grupa młodych ludzi, buszująca po bazie wojskowej gdzieś na pustyni, napotkała wielkiego robota. Znaczy to chyba miał być robot. Bo wyglądał jak nieodrodne dziecko stracha na wróble i Wielkiego Przedwiecznego (załóżmy, że rolę rodzicielki wziął na siebie ten drugi). Potem było już tylko gorzej.

Jak na dzisiejsze holiłódzkie (czy "o" się wymienia na "ó" również w wyrazach obcego pochodzenia?) standardy przystało w jednej z głównych ról występowało dziewczę hoże. Dziewczę hoże biegało w cienkiej bluzeczce na ramiączka, które to ramiączka najwyraźniej zrobiono z wykorzystaniem najnowocześniejszych technologii, bowiem pomimo szalejącego wokół piekła na ziemi, żadne z nich nie zerwało się ani nawet nie zsunęło trochę, żeby odsłonić więcej powabów.

Jak już przy powabach jesteśmy, to warto nadmienić, że w filmie nadużywano ujęć skłaniających do refleksji: "wyskoczą, czy nie wyskoczą?" (chodzi o te dwa najważniejsze spośród licznych powabów hożego dziewczęcia). Zawsze wtedy ujęcie było spowalniane, żeby myśl owa mogła kołatać się w głowie, jak najdłużej. Uwaga spoiler: nie wyskoczyły. Ani razu.

Nie chce mi się sprawdzać dokładnych liczb, ale film wyglądał na taki, co miał budżet co najmniej dziesięciokrotnie przekraczający polską superprodukcję "Ogniem i mieczem" Hoffmana, który buńczucznie stwierdził, że jego nie należy pouczać, jak kręcić Sienkiewicza. Zdaje się jednak, że nie odnosił się do pouczania, jak należy kręcić sceny batalistyczne. Zatem: panie Hoffman, zrobiłeś to Pan żałośnie: ujęcia na których nic nie widać, bo przed kamerą raz po raz śmigają nogi, głowy, flaki, pociski i inna broń w kolejności dowolnej nie dają satysfakcjonującego obrazu potyczki. Ale panie Hoffman, okazuje się, że to samo robią w Hollywood za grube miliony dolców. Pan robi to samo dziesięć razy taniej. Winszować.

Coś jednak tam się ciekawego dziać podczas walk musiało, powiecie. W końcu milionów dolców nie da się tak łatwo przejeść, jak już się ma na koncie miliony innych dolców. No faktycznie, u Hoffmana nie mieliśmy scen z wyrywaniem kręgosłupa. A tu owszem. Okazuje się, że roboty mają kręgosłupy i można je wyrwać. Jakby mało było zawieszania niewiary przy akceptacji faktu, że z małych samochodów robią się monstrualne robociska i vice versa. Poezja.

Ponadto roboty potrafią czarować. Przykładowo jeden taki robot-czarodziej wpadł między trzy miażdżące wszystko zębate koła znajdujące się w paszczy innego robota, najwyraźniej mugola. Wówczas tuż przed zmiażdżeniem zdołał najwyraźniej rzucić jakiś czar teleportacyjny, albo umożliwiający zmianę stanu skupienia ze stałego w inny, bowiem minęło czasu mało-wiele, kiedy robot-czarodziej wylazł nagle cały i zdrowy z wewnątrz robota-mugola, inną stroną niż paszcza z wirującymi tarczami. Magia.

Ogólnie działo się. Jeden koleżka, chyba główny bohater, biegał wte i nazad, wymachując napotkanym osobom (i robotom) przed nosem jakąś śmierdzącą skarpetą, w którą coś sobie włożył i nazywał to "matrycą". (Co do tego, że była śmierdząca, to po prawdzie nie mam pewności, ale dodaje kolorytu relacji.) Dynamiczne dialogi pisane były niewątpliwie przez holiłódzki generator rozmówek, oto przykładowe, znane dobrze z setek innych filmów frazy: "stąd musi być jakieś wyjście", "muszę to zrobić", "nie idź tam", "zabierz ich stąd", itd., itp., eciepecie.

Naprawdę nie jest tak, że nie lubię takich filmów. Zasadniczo na starcie pozytywnie jestem nastawiony do filmów fantastycznych. Czasem lubię też obejrzeć film akcji. Połączenie tych dwóch elementów zawsze jest dla mnie interesujące. Ale ten niegodny miana filmu gniot, którego fragmenty wczoraj widziałem, powinien mieć ograniczenie wiekowe. Górne.

Powyższy tekst, okraszony dodatkowo przaśnym dowcipem, znajduje się również na osobnym blogu quodmeturbat

Komentarze


Kamulec
   
Ocena:
+5
Jeżeli ogląda się fabularną wersję wyjątkowo durnej kreskówki dla dzieci (tak, widziałem parę kawałków nim do podstawówki poszedłem), oczekiwanie sensownego kina wydaje się być nie na miejscu.
24-09-2011 17:43
Vindreal
   
Ocena:
+3
A co durnego jest w robotach z innej planety, które potrafią zamieniać się w pojazdy? Oh, wait... ;P


P.S: Wersja z lat 84-86 jest jedyną znośną wersją tej kreskówki, przynajmniej dla mnie.
24-09-2011 21:17
earl
   
Ocena:
+1
Dobry tekst, można się przy nim rozerwać. Polecajka.
24-09-2011 22:08
~ma~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+3
Polecajke powinien dostać Vindreal -> mialem podobną refleksję za każdym razem kiedy ktoś spodziewał się conajmniej dramatu egzystencjonalnego po hollywood'zkim blockbusterze.
24-09-2011 23:40
Zsu-Et-Am
   
Ocena:
+3
Wychowałem się m.in. na kreskówce z lat 80. - włącznie z filmem o Unicronie. Wspomnienia dobre, ale... nie da się tego oglądać. Jakiś czas temu próbowałem. Nostalgia to za mało. Za to porządny, uczciwy blockbuster... Szkoda tylko, że występują jacyś ludzie nie będący komandosami. Zwłaszcza nieszczęsny Witwicky.

Jeśli o kreskówki chodzi, zaskakująco przyjemnie oglądało się remake z 2007/2008 roku (Transformers Animated). Konieczna jest poprawka na docelowego odbiorcę i standardy obecnego Cartoon Network/Jetix, ale zabawne było wyłapywanie odwołań do oryginalnych odcinków, filmu i w ogóle: popkultury.
25-09-2011 01:31
Krzyś
   
Ocena:
0
Miałem podobnie jak Zsu-Et-Am- z nostalgii za kreskówką z dawnych lat próbowałem ją ponownie oglądać... nie zdzierżyłem. Ale za to filmy przyjąłem ciepło (może dlatego, że dostałem to, czego oczekiwałem)
25-09-2011 02:10
baczko
   
Ocena:
0
A ja za to dzielnie obejrzałem pierwszy sezon tej dawnej kreskówki i nawet znośnie. Oczywiście, do B:TAS się nie umywa no ale ;)
25-09-2011 13:40
   
Ocena:
0
Ee tam, roboty były fajne.
Ale z budżetem to racja, choć lepiej widać tobyło przy grze o tron
25-09-2011 17:35
whitlow
   
Ocena:
+4
@dzemeuksis Ta miałem podobny ból, też żadnego sobotniego chlania. Z tym, że co do Hoffmana za tę 1/10 budżetu z ogniem i mieczem wyszło całkiem fajne pop-szkolna-klassica movie. W sam raz na osiem piw. Transformersów oglądałem, bo... nie wiem, chyba jakimś masochistą jestem.

Co mnie denerwowało:
- Dobrzy (poza optimusem) musieli być typowymi błaznami rzucającymi żałosnymi kwasami.

-Twardogłowy gienerał, który oczywiście jest
a) głuchy na argumenty
b) Uznaje dobrych za złych

-Bzdury typu stary transformers, który poszedł na emeryturę do muzeum, jako bombowiec z 2w.ś., a potem ze starości pierdział spadochronem.

-Transformers, który będąc kilkusetmilionową istotą chciał robić za furę chłopaczkowi z liceum.

-Transformer pierdziuszek wielkości samochodzika posuwający nogę laski niczym jamniczek (tej, której bluzeczka nie opadła)

I na tym zakończę. Wiem, bajka nie za mądra, ale pamiętam z gówniarskich czasów komiksy tm-semic, tam latali po kosmosie poszukując iskry (tam to się nazywało bodajże matryca), by zwalczyć takiego gigantycznego złego boga-transformera, który chciał zeżreć cybertron, który też był transformerem w formie ,,przetransformowanej,, takim co się poświęcił by ich urodzić. Na koniec był epic fight przeciw gościowi, gdzie autoboty i decepticony się zjednoczyły i ramię w ramię ginęli. Na koniec optimus dzierżąc matrycę poświęcił się wlatując mu z nią do ryja, by go rozwalić. Za gówniarskich czasów zrobiło to na mnie wrażenie i było nie tak głupie jak sądzę.

A przy tym budżecie, naprawdę można było inaczej.
25-09-2011 23:38
Kotylion
   
Ocena:
+4
Pierwsza część filmowych Transformersów była świetna. Ponad 2 godziny bezmózgiej nawalanki między gigantycznymi robotami. Fantastyczne efekty specjalne, wybuchy, wystrzały na okrągło - w sam raz na kubek coli i paczkę popcornu. Dla mnie Transformers powinny być pokazywane jako materiał szkoleniowy pod tytułem "Jak zrobić dobry, wysokobudżetowy film akcji". Owszem, nie ma fabuły. Ale jej wcale nie potrzebuje.

Za to już druga część była koszmarnie słaba. Z fajnej nawalanki z wielkimi robotami zamieniającymi się w pojazdy zrobili kiepską komedię romantyczną. Dlatego kolejną odsłonę już sobie odpuściłem.
26-09-2011 14:35
de99ial
   
Ocena:
0
Trzymajcie się z dala od trzeciej. Gniot przebijający gniotowatością drugą odsłonę.
27-09-2011 11:40

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.