» Recenzje » Toy Story 3 [DVD]

Toy Story 3 [DVD]


wersja do druku

W życiu niezmiennie - wszystko się zmienia

Autor: Redakcja: Beata 'Cherrywave' Gosławska

Toy Story 3 [DVD]
Kiedy słyszę od branżowych znajomych, że są filmy, które trudno recenzować, zwykle robię nieco ironiczny grymas niedowierzania. Moim zdaniem nawet klasyki nie są bowiem "nietykalne" i zasługują na krytyczne spojrzenie po latach. Zadziwiła mnie więc własna reakcja, gdy jakiś czas temu obejrzałem przysłane przez dystrybutora do zrecenzowania DVD z Toy Story 3. Od tamtej pory widziałem tę animację już kilka razy, zarówno z wspomnianego nośnika, jak i w telewizji, a każdy kolejny ogląd utwierdza mnie w przekonaniu, że pierwsze wrażenie było trafione. I wciąż mam problem z odpowiednim ubraniem w słowa tego, jak bardzo mi się ona podoba.

Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o to, że mam jakiś kompleks związany ze zbyt skromnym zasobem słów. Rzecz raczej w tym, że pisząc o filmach takich jak Toy Story 3 obawiam się, że w krótkiej formie, jaką jest recenzja, nie zawrę wszystkiego, o czym chciałbym napisać. Nie przedłużając więc, przejdę do rzeczy.

Animowana seria o losach zabawek należących do Andy'ego, małego chłopca mieszkającego gdzieś w Ameryce, liczy sobie już piętnaście lat. Dwa pierwsze filmy stanowiły doskonałe źródło rozrywki, na którym wychowało się całe, będące wówczas w wieku dziecięcym, pokolenie (a może i pokolenia) wraz z rodzicami. Świat, w którym zabawki żyją (jednak nie dają tego po sobie poznać na oczach ludzi), mają uczucia i przeżywają mnóstwo niezapomnianych przygód, z niesamowitą siłą działał na wyobraźnię. Dotyczy to zwłaszcza najmłodszych widzów, którzy z powodzeniem mogli utożsamić się z Andym i snuć fantazje o ich własnych pluszakach, figurkach, resorakach i lalkach, które ożywają, gdy nikt nie patrzy.

Na trzeci film trzeba było jednak poczekać aż jedenaście lat. Dawny target w tym czasie dojrzał, wydoroślał, by nie powiedzieć – zestarzał się – a jego część zapewne doczekała się już własnego potomstwa. Kiedy w 2010 roku na ekrany kin trafiło wreszcie Toy Story 3, obraz miał praktycznie zapewnioną szeroką widownię, przede wszystkim wśród dzisiejszych dwudziestokilkolatków oraz dzieci. I zarówno jedni, jak i drudzy mogli w nim znaleźć coś dla siebie.

Na najmłodszych czekała plejada wspaniałych, zabawnych postaci – chciałoby się powiedzieć "z krwi i kości", ale lepiej pasowałoby w tym wypadku "z plastiku i innych sztucznych materiałów", przede wszystkim jednak: z duszą. Bohaterowie ci wrzuceni zostali we wciągającą historię, obfitującą w momenty wzruszenia, napięcia, niewymuszonego humoru, a momentami nawet grozy (w formie jak najbardziej dostosowanej do wrażliwości dzieci). Historia o przyjaźni, oddaniu, wierności, współpracy, poświęceniu i wielu innych ważnych aspektach życia osadzona została w schemacie filmu o ucieczce z więzienia, które w TS3 zastąpiono przedszkolem. Wszystko to doskonale trafiło do uczniów szkół podstawowych i dzieciaków w wieku przedszkolnym, będąc przy tym nienachalnie moralizatorskim. Jak sprawdziło się natomiast wobec starszej widowni?

Odbiór był i jest bardzo różny. Na mnie najnowsze Toy Story wywarło wręcz fenomenalne wrażenie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zdarzyło się, by jakakolwiek animacja mnie szczerze – i tak mocno – wzruszyła (a i wśród filmów aktorskich to rzadkość). Trzecia odsłona filmowych przygód Chudego, Buzza Astrala i reszty zabawkowej ferajny robi to za każdym razem, mimo że znam już przecież tę historię i jej zakończenie. Animacja postaci – w tym mimiki i gestów – sprawia, że ich emocje udzielają mi się praktycznie bezbłędnie. To jednak zasługa nie tylko warstwy wizualnej, która w całości stoi na bardzo wysokim poziomie; to także sprawka scenarzystów, którzy zaoferowali widzom istną burzę nastrojów, zgrabnie nakreślając niezwykle dramatyczne relacje między postaciami.

Szczególne znaczenie miało w tym wypadku wykonanie przez twórców pewnego ukłonu w stronę starszej widowni. Historię osadzono bowiem w kilka(naście) lat po wydarzeniach znanych z poprzednich filmów. Andy udaje się do college'u i zmuszony jest odciąć się grubą linią od swojego dzieciństwa, co oznacza pożegnanie z zabawkami. Trudno o bardziej dosłowne mrugnięcie okiem do pokolenia dzisiejszych studentów, którzy za młodu bawili się na Toy Story w kinach.

Dobrze rozpisanej fabule i ładnej oprawie graficznej towarzyszy równie atrakcyjna warstwa akustyczna, na którą składają się zarówno świetna ścieżka dźwiękowa (genialne kompozycje Randy'ego Newmana – nie powinien dziwić Oscar za najlepszą piosenkę), jak i niezły dubbing. Ten ostatni sprawdza się równie dobrze w wersji oryginalnej (m.in. Tom Hanks, Tim Allen, Joan Cusack), jak i polskiej (Robert Czebotar, Łukasz Nowicki, Izabella Bukowska-Chądzyńska, Emilian Kamiński, Andrzej Grabowski, Bartek Kasprzykowski i cała masa innych znanych z polskiego show-biznesu nazwisk).

Na koniec wypada napisać parę słów o wydaniu DVD, za które odpowiada CD-Projekt. A jest o czym pisać, bo prezentuje się ono świetnie. Animowane menu, tak z poziomu ekranu głównego, jak i poszczególnych zakładek, osadzone jest praktycznie w świecie przedstawionym filmu. Oprócz standardowych ustawień, wyboru scen czy zwiastunów, na płycie znalazły się również materiały dodatkowe.

Wśród nich odnajdziemy m.in. możliwość włączenia komentarzy filmowców, niezwykle pomysłową, interesującą formalnie krótkometrażówkę Dzień i noc (zresztą, również z morałem), współtworzony z NASA, edukacyjny filmik Dziennik pokładowy Buzza: Międzynarodowa Stacja Kosmiczna oraz animowane Historie ze studia: Gdzie jest Gordon?, Płatki śniadaniowe i Łyso nam. Poza tym, na krążku znalazły się też materiały z planu i nie tylko, związane z Toy Story: Zabawki, Jest cała banda, Nowy świat zabawek i zdradzający tajniki pracy montażystów dokument Ścieżki do Pixar: Montażyści.

Ktoś może zadać pytanie: "Po co inwestować w DVD z filmem, który oglądać można na HBO, a niebawem zawita zapewne do stacji dostępnych szerszej widowni?". Odpowiedź jest bardzo prosta: dla wspomnianych wyżej dodatków oraz aby móc w każdej chwili wrócić do tego hitu. Ja wracam co jakiś czas, czy to z sentymentu, czy też dla poprawienia sobie humoru po ciężkim dniu. Przede wszystkim, z bardziej osobistych pobudek wracam jednak do Reksa, ale wierzę, że każdy znajdzie w Toy Story 3 coś równie bliskiego własnemu sercu. I choćby za to jestem gotów podpisać się własnym imieniem i nazwiskiem pod bezwzględnie jednoznaczną aprobatą dla tego filmu.
10.0
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 7 głosów
-
Twoja ocena



Czytaj również

Birdman
Kim byłem, kim jestem?
- recenzja
Robocop
Cybernetyczny glina w nowej odsłonie
- recenzja
2013: Top 5 filmów
Podsumowanie najlepszych filmów minionego roku
Gdzie jest Nemo? [Blu-ray]
Błękitny evergreen, czyli daj się porwać
- recenzja
Nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej
Oscarze, Oscarze, któż by cię nie chciał...
Limuzyna [DVD]
(Nienajmilszy) sen o mojej Warszawie
- recenzja

Komentarze


angel21
   
Ocena:
0
Buuuu, nie wiem czemu ta bajka jest tak wysoko oceniana. Oglądając ją strasznie się wynudziłem, brakowało mi zabawnych scen. Zresztą nie tylko ja jestem tego zdania:P moi znajomi także wydawali się rozczarowani xD.
14-08-2011 12:46
New_One
   
Ocena:
0
Wiesz, to nie jest tak, że wysoka ocena recenzenta świadczy jednoznacznie o tym, że dany film musi się podobać wszystkim. Wśród moich znajomych też znalazła się jedna (!) osoba, której nowe Toy Story nie przypadło do gustu... zupełnie. Tym niemniej, zarówno mnie, jak i zdecydowaną większość moich znajomków ten film wręcz oczarował. Dotąd myślałem, że Happy Feet i Wall-E są nie do przebicia. Tymczasem nagle TS3 i Zaplątani trafiają na ekrany. Rango też trzyma poziom, choć to akurat nieco inny target, niż większość animacji. Z nowszych rzeczy polecałbym też Rio, choć szału nie ma. W każdym razie, ostatni rok naprawdę obfitował w dobre filmy animowane, a TS3 w moim prywatnym rankingu tkwi na pozycji lidera. Ale każdy ma własne kryteria oceny i własne rankingi. ;)
14-08-2011 17:41
angel21
   
Ocena:
0
Wall-E owszem, super bajka, Zaplątani też - uśmiałem się jak nigdy...Rango faktycznie przyjemny lecz reprezentuje coś innego ...Rio był słaby...Happy Feet to ciągłe śpiewanie, a tego nie lubie w animacjach. Za to wiele dobrego moge powiedziec o serii Ice Age!!

Sid rządzi !!
15-08-2011 21:08
New_One
   
Ocena:
0
Rex rządzi (i wykrzykniki, zamiast kropki) !!! ;p
16-08-2011 13:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.