string(15) ""
» Blog » Torchlight 2
13-11-2012 09:17

Torchlight 2

Odsłony: 301

Torchlight było, co tu dużo pisać, hitem praktycznie znikąd. Ot, garść ludzi odpowiedzialnych za Diablo zebrała się z gościem odpowiedzialnym za FATE* i wydało niespodziewanie własnego hack'n'slasha. Gra ta wyróżniała się powrotem do korzeni gatunku - trzy postacie, jeden głęboki loch i setki niemilców do ubicia. Jakkolwiek by nie patrzeć, Torcz odniósł sukces, który miało przypieczętować wydane "wkrótce" Torchlight MMO - dla wszystkich, którym nie spodobał się brak jakiegkolwiek trybu multi. Tak więc wszyscy żądni sieczki drużynowej uchwycili kciuki (swoje) czekali... i czekali... i czekali... Aż tu nagle się okazało, że TMMO wcale tak szybko nie wyjdzie, na osłodę zaś żądni siekania otrzymają sequel w postaci Torchlight 2. Na pociechę - tym razem będzie załączony tryb cooperative.

I tak oto Torchlight nadeszło, w dobrym dla siebie czasie, bo choć wyszło już PO wielkim D, to mogło przyciągać graczy z tych czy innych względów znudzonych diabłem. Odstawiając jednak temat-rzekę "T2 vs D3" na bok, czym tak naprawdę jest Torchlight 2, sequel Torchlighta 1?
(na początek - grą single player z trybem offline :V)

Ano Torchlight 2 jest - niespodzianka - siekanką w ekstremalnie klasycznym stylu. Jest bardziej Diablo niż sam D- wróć. Miało nie być o tym... Niemniej porównania są nieuniknione, albowiem, jeśli Torch1 *można uznać* za remake Diablo 1, to parallele między Torch2 a D2 same cisną się na klawiaturę. Jedne podziemie T1 zamieniono na zróżnicowane otwarte przestrzenie (punkty bonusowe: jest nieformalny podział na akty, których jest trzy i pół), jest więcej klas, jest więcej umiejętności, jest więcej zwierzaków - słowem, więcej wszystkiego. A fabuła, wedle której heros poprzedniej części jest teraz opętanym wrażym i niemilcem, brzmi jakby znajomo. Warto zauważyć, iż zdarza się tak, że twórcy przesadzają i w sequelu jest więcej i tych rzeczy, które graczom niezbyt podpasowały... T2 unika tego błędu.

Jak się rzekło, klas jest więcej - o sztuk jeden. Zmiany są jednak nieco bardziej zasadnicze, niż dodanie jednej nowej postaci do starych; role i umiejętności uległy pewnemu przetasowaniu, a i z każdą klasą można zrobić więcej, niż w poprzedniej części. Domeną Outlandera są zarówno bronie strzeleckie, jak i szeroko pojęte buffy i debuffy, znajdzie się też parę umiejętności czysto ofensywnych (w tym potężne a pierwszopoziomowe Glaive) i specyficznych summonów. Engineer jest bardzo wytrzymyały i przyzywa sobie mechaniczną obstawę, w tym bota leczącego drużynę, ale gdy zajdzie potrzeba - a zachodzi cały czas - może krzywdzić wrogów zarówno brońmi jedno- i dwuręcznymi. Domeną Berserkera są obrażenia i więcej obrażeń, a także jeszcze więcej obrażeń, może jednak w razie potrzeby nałożyć buff lub debuff. Embermage wreszcie jest najbardziej klasyczną postacią, magiem specjalizującym się w DPS, osłabianiu wrogów, lub koszeniu sporych ilości wrogów jednocześnie. Między klasami nie ma specjalnej równowagi, ale można to wybaczyć: gra nie ma w ogóle PvP. Sam pierwszą grę ukończyłem podobno najsłabszym Outlanderem na Veteranie i nie czułem, aby postać miała w którymś momencie poważne problemy. Największą zaś nowością jest chyba"charge meter", to jest pasek zapełniający się w miarę ubijania wrogów, a dający różne premie w zależności od klasy postaci - taki Outlander dostaje m. in. zwiększone uniki, a Engineer zużywa pasek całymi porcjami dla wymiernego zwiększenia mocy umiejętności.

Lekkim przebudowaniom uległy i inne elementy gry. Zaklinanie przedmiotów nie niesie już ze sobą ryzyka, ale za to każdy przedmiot można zakląć tylko określoną ilość razy - na szczęście można za pewną opłatą usuwać enchanty. Ponadto w trakcie gry można spotkać wyspecjalizowanych zaklinaczy, dających wyłącznie bonusy do statystyk, większe obrażenia itp. W ciekawy sposób ulepszono wreszcie zwierzaki. Do walki, rzucania zaklęć i sprzedawania przedmiotów obecnych w poprzedniej części doszedł specjalny ekwipunek przeznaczony wyłącznie dla nich, a także możliwość dania pupilkowi listy zakupów do wykonania przy następnej wycieczce do miasta. Co prawda wśród możliwych zakupów są wyłącznie zwoje i napoje, ale czegóż więcej trzeba? Pożytecznym patentem jest skrót do wędkowania - jeśli komuś nie chce się mozolnie łowić rybek, może w sklepie kupić dynamit, który od razu wyrzuca całą zawartość miejscówki wędkarskiej, co prawda za kosztem ułamka potencjalnej zawartości miejsca. Niewątpliwie dobrym rozwiązaniem jest zmiana działania wymagań przedmiotów - o ile dotąd należało spełnić wymagania atrybutów ORAZ poziomu, tak teraz wystarczy spełnić tylko jedno z nich, co znacznie zwiększyło pulę przedmiotów dostępnych każdej postaci.

Tryb multiplayer (LAN lub Internet) to klasyczne PvE: gracze po prostu wrzucani są do jednej gry i normalnie przechodzą kampanię. Należy jednak w tym miejscu powiedzieć, że gra niczego nie narzuca odnośnie postępów w grze czy poziomu postaci; bohaterowie pierwszpoziomowi mogą dołączyć do trzydziestopoziomowych (skończy się co prawda na tym, że jedni drugich nie zobaczą). Przypadkowi gracze mają też tendencję do biegania za swoimi celami, dlatego najlepiej uprzednio umówić się z kimś na wspólne starcia w świecie gry. Chwali się przy tym jedna rzecz - w multi każdy gracz znajduje swój osobisty loot, niewidoczny dla pozostałych graczy, dzięki czemu można śmiało brać wszystko jak leci.

Co po ukończeniu gry? Są dwie opcje - New Game+ (a potem ++, +++ itd.), czyli ponowne przechodzenie gry, ale z wymiernie cięższymi przeciwnikami i lepszymi przedmiotami do znalezienia, albo mapki, które są odpowiednikiem... mapek z Torchlight 1, czyli poboczne, krótkie, ale trudne misje.

Nie ma jednak róży bez kolców. W przypadku T2 największą bolączką jest hitbox przeciwników - nierzadko zdarza się klikać na pusty teren obok wroga, a gra rejestruje to jako atak, co w krytycznych sytuacjach może i doprowadzi do zgonu bohatera. Mniej szkodliwe, ale nadal irytujące jest "atakowanie" wrogów skrytych za klifem. Przy wszystkich usprawnieniach obecnych w grze nieco kłuje w oczy również konieczność ponownego przyzywania całej obstawy po każdej zmianie mapy.

Oprawa graficzna uległa pewnym zmianom od pierwszej części. Nie jest już taka monotonnie mroczna, jest bardziej pastelowa i wystylizowana. Myślę, że wyszło to grze na dobre, a wymagania sprzętowe nadal stoją na względnie niskim poziomie (procesor 2GHz + 512 MB RAM). Oprawa dźwiękowa natomiast... Za muzykę odpowiadał człowiek, który pracował przy Diablo 2. I to słychać, to naprawdę słychać, czasem wrażenie deja vu jest bardzo mocne.

W ostatecznym rozrachunku Torchlight 2 jest bezdyskusyjnie jednym z najlepszych hack'n'slashy ostatnich lat. Czy jest lepszy od Diabła trzeciego? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Plusy:
+ wydestylowana esencja gatunku

Minusy:
- drobne niedogodności

Ocena: 5/5

Garść zrzutów ekranu:
http://i168.photobucket.com/albums/u189/khajiitrankin/t1.jpeg
http://i168.photobucket.com/albums/u189/khajiitrankin/t2.jpeg
http://i168.photobucket.com/albums/u189/khajiitrankin/t3.jpg
http://i168.photobucket.com/albums/u189/khajiitrankin/t4.jpg
http://i168.photobucket.com/albums/u189/khajiitrankin/t5.jpg
http://i168.photobucket.com/albums/u189/khajiitrankin/t6.jpg

*Prywatnie nie mogę ścierpieć monotonii FATE :S

Tekst napisany dla JRK's RPGs

Komentarze


Albiorix
   
Ocena:
0
Polecam bo w sumie lubie Torchlighta. Jednakoż w jedynce mialem problem z poiomem trudnosci. Kazdy poziom trudnosci ponizej najwyzszego byl po prostu monotonnym auto-win przez pierwsze 5 krain (po okolo 3 duze mapy kazda). Na najtrudniejszym bylo nadal dosc latwo a potem robilo sie nie tyle trudno co nudno - kazdego stwora trzeba naladowac dziesiatkami pociskow.
13-11-2012 10:36
dzemeuksis
   
Ocena:
0
Jakoś nigdy nie lubiłem diablowatych gier. No, może poza "Golden Axe". ;)
13-11-2012 11:03
Specu
   
Ocena:
0
T2 zafascynował mnie tym, że jest to tytuł dobry zarówno na 15-20 minut w oczekiwaniu na przejście reklam w tv, jak i na solidne przycięcie pod godzinę czy dwie. Bardzo fajny klimat, już na początku widać, że konstrukcja przypomina D2 i mnogość różnorakiego sprzętu do udźwignięcia. Ponadto lekka oprawa oraz łatwość gry sprawia, że jest świetnym tytułem dla casualowców. Na wyższych poziomach weterani gatunku znajdą odpowiednio dobrany szczebel wyzwań, co sprawia, że gra może przyciągnąć na naprawdę długi czas. I nie mozna zapominać o smiesznych wręcz wymaganiach sprzetowych. Giera pójdzie na dobrym kompie sprzed 10 lat.
13-11-2012 11:27

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.