string(15) ""
» Blog » Top 10 najgorszych gniotów fantasy
20-07-2014 23:29

Top 10 najgorszych gniotów fantasy

W działach: Książki | Odsłony: 2017

Top 10 najgorszych gniotów fantasy

Kilka wpisów temu publikowałem moją top listę najlepszych utworów fantasy. Dziś pora na wycieczkę na drugą stronę piekielnych wrót i zapoznanie się z moim top 10 najgorszych książek. Klikacie na własną odpowiedzialność. I na litość boską: CHROŃCIE OCZY!

Krótki wykład o naturze gniota:

Zacznijmy od tego, że gnioty nie są zwykłymi, złymi książkami. Po pierwsze: coś takiego, jak zła książka zdarza się bardzo rzadko. Większość książek trafiających na nasz rynek jest w najgorszym razie bardzo przeciętna. Wynika to z faktu, że pozycje trafiające do druku najczęściej zostają poddane jakiegoś rodzaju selekcji, w efekcie której wybierane są jedynie te rokujące przynajmniej zwrot kosztów wydania, jeśli nie zyski. Książek złych lub bardzo złych się prawie nie wydaje, bo to się nie opłaca.

Niemniej jednak od czasu do czasu na rynek trafia pozycja, która nie jest zwyczajnie niedobra w sensie dosłownym (czyli jest nie tyle zła, a raczej nie jest dobra), pozycja, która nie jest nawet zła. Pozycja której wartość literacka przekroczyła zero i powoli zmierza w stronę ujemnej nieskończoności. Właśnie taką pozycję nazywamy gniotem.

Skąd one się biorą?

To bardzo trudne pytanie. Wydaje mi się jednak, że główne ich źródła to:

- Znani pisarze: pierwszym, paradoksalnie źródłem gniotów są pisarze o ustalonej już renomie i dużej ilości fanów, często żyjący głównie ze swojej twórczości. Autorzy tacy czasem zdają się grzeszyć dwoma grzechami kardynalnymi: pychą oraz nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu. W pierwszym wypadku Znany Pisarz dochodzi do wniosku, że w końcu to on jest Wielkim Artystą, w sprawach książek nieomylnym i nie musi słuchać redaktora. Może za to pisać dowolne bzdury. Wydawca i redaktor wiedzą oczywiście, że człowiek taki pisze gniota za gniotem, jednak puszczają te jego wypociny w obieg, zdają sobie bowiem sprawę, że samo nazwisko Autora wystarczy, by sprzedać książkę.

W drugim przypadku mamy do czynienia z człowiekiem, który zwyczajnie przepił swój talent literacki i wszystkie pieniądze z tantiem, jednak zdaje sobie sprawę z tego, że samo jego nazwisko na okładce wystarczy, by sprzedać książkę. Tworzy więc bo bez wódki żyć nie może.

Trzecim, w ostatnich latach mnożącym się przypadkiem są pisarze, którzy umarli, a następnie zmartwychwstali.

- Wydawnictwa No-name: drugim, niewyczerpanym źródłem gniotów są małe wydawnictwa wydające książki napisane, poddane redakcji, korekcie i zilustrowane przez swoich założycieli.

- Rozwijające się universa: ostatnie źródło gniotów stanowią natomiast tzw. „rosnące uniwersa” i menagerowie myślący na zasadzie „wyliczyłem, że możemy sprzedać 20.000 sztuk książki o Samurajach Klanu Małża, obojętnie od tego jak złej będzie jakości!”

Przyjrzyjmy się teraz mojej liście gniotów.

Komentarze


earl
   
Ocena:
0

Wydawca i redaktor wiedzą oczywiście, że człowiek taki pisze gniota za gniotem, jednak puszczają te jego wypociny w obieg, zdają sobie bowiem sprawę, że samo nazwisko Autora wystarczy, by sprzedać książkę.

Do czasu. Czytelnicy też zazwyczaj debilami nie są i jeśli im się spodoba się jedna czy druga książka danego pisarza, to przestaną je kupować.

23-07-2014 13:47
Fenris

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1

earl, jakoś Pilipiuk nadal ma rzeszę fanów nazywających go najlepszym polskim fantastą. ;)

23-07-2014 14:12
earl
   
Ocena:
+2

Otóż to - jakby im się nie podobały jego opowiadania czy powieści to rzuciliby je w diabły, a najwidoczniej uznają go za znakomitego pisarza.

23-07-2014 15:31
ram
   
Ocena:
+1

FS wydaje też Grzędowicza, Kołodziejczaka, coś Huberatha.

jakoś Pilipiuk nadal ma rzeszę fanów nazywających go najlepszym polskim fantastą. ;)

I? Głosują portfelami.

Co do "Sezonu burz" serio pasuje do listy z Baldur's Gate? Aż takie złe? (mam na półce, ale czytać mi się nie chce).

Co do gniotów fantasy - polecam "Wodzowie Nina Niszczyciela" Lawheada.

Zakończenie wprost genialne - o ile dobrze pamiętam:

bohater z pomocą sojuszników szuka miecza, którym można pokonać tytułowego złego. Bitwa, siły złego Nina wygrywają, pojawia się bohater z mieczem, podrzuca go do góry, mieczyk się wznosi wyżej, a potem niczym sterowany pocisk wyszukuje cel i przebija wroga. Armia ucieka, dobro triumfuje ;)

24-07-2014 21:33
Kamulec
   
Ocena:
+1

To nie jest specjalnie istotne, ale Karpyshyn jest anglistą, a nie programistą.

25-07-2014 14:59
Malaggar
   
Ocena:
0

Co do "Sezonu burz" serio pasuje do listy z Baldur's Gate? Aż takie złe?

Jak na powieść fantasy jako taką to przeciętne. Jak na to, co dał nam do tej pory Sapkowski w temacie wiedźmina - gniot nieziemski.

25-07-2014 15:37
Senthe
   
Ocena:
0

@ram

Jeśli chodzi o Sezon Burz, bardzo polecam przeczytać darmowy fragment, opublikowany w okolicach premiery. Przy pierwszej lekturze śmiałam się histerycznie (no kurde, "ŻYŁ TYLKO PO TO, BY ZABIJAĆ." xDDD) i ciągle jeszcze czasem do niego wracam, by doznać tego niezwykłego uczucia czytania totalnego gówna wydanego pod nazwiskiem całkiem swego czasu sensownego pisarza. Mam nadzieję, że to dzieło jakiegoś ghostwritera, bo w innym przypadku mamy chyba do czynienia ze smutnym przykładem tego, co robi alkohol z ludzkim mózgiem...

(Btw: "Obrażeń mu nie zadał, ale odzyskał inicjatywę" PRZYPADEG???)

25-07-2014 20:46
Malaggar
   
Ocena:
0

Do tego dodaj słabe dialogi - tam nie ma rozmów. Są za to przemówienia i deklamacje, w których postaci po trzy razy mówią to samo, tylko zmieniają słowa.

25-07-2014 22:16
Qbuś
   
Ocena:
0

To piękne... Nie czytałem żadnego :D

01-08-2014 16:35

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.