string(15) ""
» Blog » Top 10 japońskich rzeczy, których w Polsce nie chcę
30-08-2014 23:48

Top 10 japońskich rzeczy, których w Polsce nie chcę

W działach: Offtopic | Odsłony: 676

Niedawno publikowałem tekst o 10 japońskich rzeczach, które fajnie byłoby mieć w Polsce. Tym razem pora odbić piłeczkę i napisać o 10 rzeczach, których wolałbym w naszym kraju nie uświadczyć.

Po drugie: poprzedni tekst, mimo, że nie wszystkim się podobał okazał się bardzo dużym sukcesem, w szczególności na Facebooku, choć dostał też sporo wejść z Wykop.pl. Jest to bez wątpienia mój najpopularniejszy tekst od momentu wskrzeszenia bloga. Wydaje mi się, że najlepsze, co mogę zrobić to pójść za ciosem. Postaram się więc minimum raz na miesiąc napisać coś dowcipnego, wrednego lub zwyczajnie ciekawego i jednocześnie zahaczającego o japońskie klimaty.

Nie mniej jednak wracając do tematu. Uważam, że w Polsce obejdziemy się bez japońskich:

10) Cen

Generalnie rzecz biorąc Tokio jest 6 najdroższym miastem świata. My w Polsce również nie mamy się czym chwalić, nasza stolica też znalazła się w tym rankingu, na miejscu 46.

Internet jest taką wspaniałą rzeczą, która umożliwia porównywanie cen rzeczy na całym świecie bez ruszania się z domu. Ceny w Japonii są więc różne, w zależności od towaru. Tak więc o ile za wódkę i papierosy zapłacimy mniej-więcej tyle, co w Polsce, tak już za słabsze alkohole czy żarcie już jakieś trzy do pięciu razy więcej. Podobnie niestety wyglądają ceny większości towarów konsumpcyjnych lub pierwszej potrzeby.

Swojsko można poczuć się natomiast na rynku nieruchomości, bowiem koszta mieszkań w zasadzie mamy już Japońskie. W zależności od wielkości mieszkania średni, miesięczny czynsz waha się od 50.000 jenów do 150.000 jenów. Jako, że jeden jen to jakieś 3 grosze łatwo policzyć, że wynosi on od 1500 do 4500 złotych, czyli podobny jest do tego w centrum Warszawy.

Na niekorzyść Japonii działa jednak fakt, że wynajmując mieszkanie powinniśmy zapłacić naszemu najemcy kaucję w wysokości rocznego czynszu. Oczywiście bezzwrotną. Oraz jeszcze kilka innych opłat zwyczajowych, których w Polsce nie ma.

9) Tajfunów

Zdjęcie satelitarne tajfunów. Źródło: Wiki Media.

Japonia znajduje się w strefie występowania pacyficznych wiatrów monsunowych i cyklonów. Cyklon w Azji nazywany jest „tajfunem”, siłą przypomina taki, dwa razy mocniejszy, zimny halny, który wieje nieprzerwanie przez tydzień lub dłużej. Nadejście tajfunu wiąże się jednak z dodatkowymi przyjemnościami i efektami specjalnymi, które halnemu nie towarzyszą jak nieustanna ulewa zacinająca poziomo, powodzie, wielometrowe fale i grad. Nadchodzi coś takiego zwykle co roku, a w lata gorsze po kilka razy.

 

8) Kuchni

Sashimi. Źródło: Wiki Media.

Japońska kuchnia bazuje na trzech elementach. Pierwszym z nich jest połączeniu ryżu z miso czyli pastą ze sfermentowanej soi stanowiącą główne źródło białka. Jest to odpowiednik naszych kartofli. Podaje się to trzy razy dziennie: na śniadanie i kolacje (bez dodatków) oraz do obiadu (z dodatkami). Dawniej stanowiło to podstawową strawę biedaków (ryż czasem zastępowano prosem lub nasionami lebiody jak u nas). To jeszcze dałoby się przeżyć, lecz co to za życie?

Drugi element to produkty morskie: ryby, owoce morza i glony. Osobiście lubię ryby, a raczej: lubiłbym je, gdyby często udawało mi się je kupić tanio i dobrej jakości. Niestety wszystko, co pływa w wodzie należy do produktów bardzo łatwo psujących się i przez to trudnych w transporcie. W zasadzie to, jeśli chcemy zjeść dobrą rybę to powinniśmy udać się nad Bałtyk albo jeszcze lepiej: na jakąś wyspę. Japończycy mają o tyle dobrze, że w ich kraju w zasadzie wszędzie jest blisko do oceanu. W Polsce: nie bardzo, a i też Bałtyk nie jest najzasobniejszym łowiskiem świata. Głównie jemy więc mrożonki, a mrożenie ryb niestety je psuje.

Po trzecie: japończycy bazują na naturalnych smakach i świeżości produktów. Typowe dla ich kuchni są więc potrawy albo gotowane bardzo krótko, albo surowe. Nie sushi (które jest poprostu ryżem z dodatkami), ale raczej sashimi (czyli plastry surowej ryby skropione octem ryżowym i sosem sojowym). Poprostu paskudztwo. Co więcej: cenią minimalizm i elegancję, w efekcie czego, podobnie jak w wypadku kuchni francuskiej ich dania są niezwykle pracochłonne, a efekt nie zawsze dorównuje ilości włożonej w produkcję pracy.

Po czwarte i dla mnie najważniejsze: nie używają przypraw. A raczej: używają ich bardzo niewiele. W szczególności zaś pieprzu i papryki chili. Jeśli już coś jest ostre to dzięki wasabi. Jak tak można? Przecież każdy wie (kto nie wie, ten się nie zna), że dobry obiad piecze dwa razy!

Innymi słowy: nic, co trafiałoby w moje chamskie, chłopskie gusta!

Pozostałe elementy na moim Zewnętrznym Blogu

Ps. Źródłem ilustracji jest Wikipedia.

Ps2. Chyba udało mi się rozwiązać problem polskich znaków. Niestety wynikało to ze złej trzcionki wbudowanej w skórkę bloga. Teraz skórka jest zmieniona na inną. Proszę o raportowanie ewentualnych, nowych problemów. Te będą rozwiązywane możliwie szybko, co nie znaczy, że na bierząco.

Komentarze


Venomus
   
Ocena:
0

8) Kuchni

LOL no to dałeś. Wiadomo, mocarne danie powinno dać o sobie znać następnego dnia, lecz tutaj muszę stanąć w obronię miękczaków, stawonogów i mackowatych. Zabierzcie schabowego, dajcie kalmary i krewetki! Ale każdemu co go jara ;)

Natomiast jak można nie lubić dżapańskiej porytej telewizji i ich cudownie dziwnej pornografii... i cannot fathom.

Z resztą muszę się zgodzić, zwłaszcza jeśli chodzi o ceny i kulturę pracy, jako zawołany leń i underachiver na samo wspomnienie o tej sferze życia w Kraju Kwitnącej Wiśni aż dostaje drgawek.

31-08-2014 01:26
Gawk
   
Ocena:
+2

Natomiast jak można nie lubić dżapańskiej porytej telewizji i ich cudownie dziwnej pornografii...

Yaoi i Loli rulez!

 

Bardzo lubię ryż. Wolę go nawet od ziemniaków. Jest lżejszy, a tak samo kaloryczny. Łatwiej się trawi i nie powoduje tego nieprzyjemnego uczucia ciężkości po posiłku. Wyśmienicie smakuje z różnymi rodzajami mięsa, tak z rybami jak i ze schabowymi. 

Oczywiście lubię od czasu do czasu wtrząchnąć sobie jakieś pieczone czy gotowane młode ziemniaczki z masełkiem, ale na co dzień ryż uważam za produkt od pyr lepszy.

Jednak od kuchni japońskiej chińska jest zdecydowanie lepsza.

Jednak szeroko rozumiana kultura pracy japończyków (czyt. feudalizm) przyprawiłaby kadego o palpitacje. Nawet polaka, który musi zapieprzać po dziesięć godzin dziennie, albo i na dwa etaty, na śmieciowej umowie, za 1.600zł, z czego tysiąc pójdzie na opłaty. W Polsce da się jeszcze kombinować, w Japonii - nie. Żadnych zasiłków, ani jakiejś tam zapomogi. Albo tyrasz i coś masz, albo nie masz. A jak nie masz, to nikogo to nie interesuje. Kiedyś popularnym żartem odnośnie japońskiej kultury było przedstawienie ojca rodziny, któremu bardziej opłaca się powiesić, aniżeli próbować spłacić jakieś długi...

Feudalizm jest w japończykach bardzo głęboko zakorzeniony, co łączy się także z szowinizmem. O ile w pracy japończycy są po prostu pionkami, i muszą się na każdym korku kajać, o tyle kobiety mają nawet gorzej. Podobnie jak w kulturze cygańskiej, według japończyków kobieta powinna być mężczyźnie podporządkowana, i japończycy starają się tą swoją kulturę forsować na każdym kroku.

Inną sprawą jest też wspomniany wstyd. W Japonii nawet nasze kalectwo jest powodem do wstydu. To - według japońskiej kultury - hańba, za którą to my jesteśmy odowiedzialni. Powinniśmy przeto jak najszybciej ze sobą skończyć, by nie zajmować za dużo miejsca.

 

Japonia niestety przyjazna człowiekowi nie jest wcale. Ja więc chętnie pozostanę przy zachywaniu się jej wyideliazowanym obrazem w mandze czy anime, które czytam i oglądam od czasu do czasu.

31-08-2014 08:03
KFC
   
Ocena:
+2

Jeśli z tymi sądami i służbą zdrowia to faktycznie prawda, to ten naród jest chyba najbardziej popierd^@$% nacją na ziemi...

31-08-2014 08:31
Gawk
   
Ocena:
0

Niestety prawda. Feudalizm, jak mówiłem, feudalizm... W Chinach przecież uskutecznia się podobny proceder. Wszyscy są winni.

31-08-2014 08:32
Krakonman
   
Ocena:
0

Ja wiem, czy ceny jedzenia są takie wysokie? Obiad można zjeść prawie wszędzie za 1000 jenów i się nim najeść, na śniadanie/drugie śniadanie kupowaliśmy przeważnie onigiri w cenie 100-150 jenów, o ile pamiętam, kolacja to było przeważnie sushi (ceny nie pamiętam) lub po raz kolejny coś, co można zjeść dość tanio. Napoje to głównie zielona ice tea po 100 jenów za pół litra. Dało się przeżyć w miarę bez bólu. Drogie mają owoce (winogrona jakieś 10 razy droższe niż u nas). No i wiadomo, że jak się idzie zjeść nieco porządniej, to i kwota, jaką się zostawia może o ból głowy przyprawić. Nam się udawało mieścić ze wszystkimi wydatkami (o ile nie wpadaliśmy w souvenir shopping frenzy typu "bardzo mi się podoba ten wazon, weźmy go") w 10000 jenów dziennie (jedzenie, bilety wstępu, komunikacja miejska, jakieś drobniejsze pamiątki).

31-08-2014 09:14
Noobirus
   
Ocena:
+5

3) Pornografia

Określenie „wieku przyzwolenia” w Kraju Songo stanowi rzecz skomplikowaną, bowiem istnieją podziały wywołane lokalnym prawem, okolicznościami, przyzwoleniem rodziców etc. Jednakże generalnie powiedzieć można, że wynosi on 13 lat. Jako, że japońska kultura ceni świeżość, nie trudno więc zgadnąć, że właśnie takie panienki są najbardziej cenione.

Oprócz dzieci japończycy lubią jeszcze zabawy za pomocą sznurka i różne krwawe perwersje, dziwne zabawki, pary obojga płci i ośmiornice, częstokroć grane przez węże ogrodowe.

A i uwielbiają brudną bieliznę.

https://www.youtube.com/watch?v=MMe_i8PcObI

31-08-2014 11:10
Adeptus
   
Ocena:
0

Zastanawia mnie pewna rzecz, a skoro temat został niejako poruszony, to zapytam. Jak Japończycy godzą ze sobą z jednej strony tą "kulturę wstydu", kult pracoholizmu itd., a z drugiej strony te wszystkie dziwactwa, których tutaj symbolem jest odbytniczy teleturniej? Czy jest tak, że w telewizji takie rzeczy lecą, ale żaden Japończyk się nie przyznaje, że to ogląda? A co z osobami, które występują w takich programach, czy są traktowani jak pariasi?

Może coś ze mną nie tak, ale mnie, jako lenia patentowanego, najbardziej przeraża z tego wszystkiego japońska kultura pracy, zwłaszcza, że i u nas pracodawcy forsują podobne postawy.

31-08-2014 15:58
Krakonman
   
Ocena:
0

Z tymi teleturniejami to jest tak, że one nie mogą być zbyt ambitne, bo jakiś widz mógłby się poczuć głupi. A tak, lecą w tv same kretynizmy i Japończyk czuje się dowartościowany, że on wcale taki głupi nie jest.

31-08-2014 16:03
Adeptus
   
Ocena:
0

No tak, ale z jednej strony pogarda, bo ktoś  bezproduktywnie hoduje rybki, a z drugiej strony oglądanie festiwalu pierdów?

31-08-2014 16:05
Krakonman
   
Ocena:
0

Taki sposób odstresowania się.

31-08-2014 16:29
Adeptus
   
Ocena:
0

Domyślam się, ale przecież odstresowujące rozrywki to coś godnego pogardy, zgadza się? Z jednej strony każda bezproduktywna pasja to dziwactwo, z drugiej strony lansowanie naprawdę dziwacznych rozrywek - nie wiem, czy to zwykła hipokryzja, czy może w japońskiej filozofii istnieje dla takiej sprzeczności jakieś uzasadnienie.

31-08-2014 16:34
Gawk
   
Ocena:
0

To, co oni mają w reżyserowanych teletrniejach, my mamy na co dzień w urzędach, sklepach, blokach, sejmie... 

To jest jednak ta subtelna różnica.

31-08-2014 16:41
zegarmistrz
   
Ocena:
+2

Adeptus: bardzo prosto. Nie przyznają się do oglądania.

Venomus: ja ryby i owoce morza też generalnie lubię. Np. za pstrąga bym zabił, podobnie za krewetki tygrysie. Jednak kuchni japońskiej jako takiej nie za bardzo. I rację tu ma Gawk w Azji są ciekawsze kulinarnie kraje. My w mieście mieliśmy kiedyś bar tajlandzki, w którym gotowała prawdziwa rodzina Tajlandczyków. I choroba: lepszego żarcia nie ma.

31-08-2014 18:09
Venomus
   
Ocena:
+1

Zeg: Fakt, w Azji są miejsca gdzie da się zjeść lepiej niż w Nipponie. Z czego mnie zawsze kuchnia wietnamska najbardziej się podobała (i o ile się nie mylę to jest najbardziej podobna do tego co u nas się nazywa chińszczyzną. Choć dla wygody my, Polacy używa się tego terminu do kuchni wszystkich krajów dalekiego wschodu).

 

A japońską rybę lubię bo skośnoocy bracia sprawiają, że ryba nie smakuje jak ryba. Dzięki tej magii kupili me serce bo z ryby to najbardziej lubię wołowinę (nie pogardzę też tuńczykiem i łososiem czy wędzoną makrelą ale that's about it)

31-08-2014 19:05
ment
   
Ocena:
+1

@zegarmistrz

Pozwolę sobie spytać o to samo, co komentujący na Twoim blogu: skąd Ty bierzesz to wszystko? Wygląda jak zbiór wyssanych z palca lub szemranych rejonów internetu bzdur i ewentualnie opinii. 

"Postaram się więc minimum raz na miesiąc napisać coś dowcipnego, wrednego lub zwyczajnie ciekawego i jednocześnie zahaczającego o japońskie klimaty."
Patrz, a Polacy się plują, jak podobne dowcipkowanie sobie komentator sportowy w Rajchu urządza. Albo ktoś w ignorancji napisze o polskich obozach śmierci. 

02-09-2014 14:15
   
Ocena:
0

Polacy ogólnie o wiele rzeczy się plują. Dowcip komentatora był przynajmniej zabawny, czego o jakże polskich żartach odnośnie urody Niemek i prowadzenia się muzułmańskich kóz powiedzieć nie można.

Ale w temacie. Co konkretnie jest źle?

02-09-2014 20:58

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.