string(15) ""
» Blog » Top 10 anime lat 70-tych i 80-tych ważnych dla polskiego fandomu
09-09-2015 23:40

Top 10 anime lat 70-tych i 80-tych ważnych dla polskiego fandomu

W działach: anime | Odsłony: 1233

Poprzednia toplista anime, mimo, że generalnie napisana była na kolanie wywołała duże zainteresowanie, co zachęciło mnie do rozbudowania tematu i zajęcia się anime z lat 70-tych i 80-tych. Powiem uczciwie, że początkowo planowałem pominąć te dwie dekady, bowiem nie sądziłem, by interesowały kogokolwiek. Niemniej jednak widać, że popełniłem pomyłkę, poprawa której może przynieść mi jednak same korzyści.

Ogólnie rzecz biorąc zachowanie się ruchu w poprzednich dwóch toplistach dotyczących anime jest dziwne. Otóż: obydwa te teksty, mimo, że delikatnie mówiąc nie są najlepsze zdobyły bardzo dużą ilość wyświetleń. Owszem, toplisty zawsze należały do popularnych, a przy tym łatwych do tworzenia tekstów, zgarniających niezły ruch przy małym wysiłku. Niemniej jednak nie tłumaczy to liczby wyświetleń większej o rząd wielkości niż w wypadku innych wpisów.

Prawdę mówiąc trudno też racjonalnie uzasadnić dlaczego napisany na kolanie post wypływa przez następny miesiąc na kolejnych grupach Facebookowych budząc tam burzliwe dyskusje, skoro powinien utonąć w natłoku identycznych top-list pisanych przez 14-latki. Nie powiem, żeby mnie to smuciło, jednak zjawisko to jest dziwne i prawdopodobnie wynika z jakiś głębszych problemów strukturalnych polskiego środowiska mangi i anime. Po prostu Internet nie powinien tak działać.

A działa...

Przejdźmy jednak do tematu.

Duch czasu:

Ponownie, jak w wypadku poprzedniego cyklu rozpocznę cykl od omówienia ducha czasu tamtej epoki. Jak pisałem poprzednio: w latach 90-tych w Polsce mieliśmy do czynienia z nieco dziwną sytuacją, w efekcie czego mieliśmy fanów anime, którzy nie mieli jak oglądać anime. Ratowano się na różne sposoby: większość ludzi pościła, niektórzy, zaradni jakoś tam zdobywali anime, jeszcze jedni oglądali to, co telewizja dała.

Natura telewizji lat 90-tych:

Omawiane tu tytuły serii anime emitowane były w latach 1990-2000, przy czym większość z nich puszczono w pierwszej połowie dziesięciolecia. Obejrzeć można było je najczęściej w telewizji satelitarnej, zwykle na programie TV Polonia, choć pojedyncze wyświetlane były też na „dwójce” oraz w legendarnym paśmie anime na RTL-7, niektóre oglądane były na stacjach zagranicznych, głównie po niemiecku.

Telewizja w tamtych czasach znacząco różniła się modelem biznesowym od współczesnej. Zasadniczo pasma telewizyjne były nieliczne, a ilość stacji ograniczona. Na początku lat 90-tych działały zaledwie dwie stacje państwowe, a telewizje prywatne dopiero raczkowały. Pierwsza stacja satelitarna: TV Polonia powstała dopiero w roku 1992, kilka miesięcy później dołączył do niej Polsat, który dla wielu był symbolem luksusu i bogatej oferty. Przez chwilę nasz rynek starali się kolonizować Niemcy ze swym RTL-7. Dominujący obecnie na rynku TVN narodził się dopiero pod koniec dekady w roku 1997.

Narodziny TVN były zwiastunem poważnych zmian na rynku. Te zaszły jednak dopiero w kolejnym dziesięcioleciu, wraz z narodzeniem się filozofii Reality TV, która do Polski trafiła w roku 2001, sprawiając, że współcześnie nie ma powodów oglądać telewizji. Wbrew mitowi założycielskiemu Fandomu prawdopodobnie to właśnie ona (a nie niesławny, 10 minutowy spot w programie „Uwaga!”) była przyczyną zakończenia emisji nie tylko anime w Polsce, ale też rezygnacji z wielu innych, drugorzędnych elementów ramówki, jak stare seriale, programy edukacyjne czy bajki dla dzieci. W odróżnieniu od tychże programy „reality tv” (do których zalicza się nie tylko „Big Brothera” ale też takie twory jak „Mam talent” czy „Ważne sprawy”) są po prostu bardzo tanie w realizacji, a przyciągają najmniej taką samą widownie.

Niemniej jednak w czasach, o których mowa stacje tematyczne dopiero raczkowały, a każdy kanał, by pozyskać jak najwięcej telewidzów proponował programy przeznaczone dla każdego widza. Tak więc zwykle dysponowała jakimś pasmem teleturniejów, pasmem filmowym dla dorosłego widza, programem informatycznym, pasmem edukacyjnym oraz pasmem kreskówek dla widzów młodszych. W tym ostatnim niekiedy emitowano kreskówki japońskie.

Opercepcji słowa „Anime:

Piszę „kreskówki” gdyż w okresie o którym mowa słowo „anime” nie było jeszcze w Polsce znane. Percepcja japońskiej animacji jako odrębnego gatunku rozpoczyna się dopiero od drugiej połowy lat 90-tych, wcześniej traktowano je jako zwykłe „bajki”. Popularyzacja terminu związana jest początkowo głównie ze światkiem komputerowców. Prawdopodobnie pierwszymi osobami zdającymi sobie sprawę z odrębności japońskiej animacji jako gatunku byli działacze Demosceny, którzy mogli mieć świadomości rzeczy już w roku 1993. Z uwagi na efemeryczny charakter tej grupy, skupionej głównie na kanałach BBS, imprezach i wymianie pocztowej obecnie nie istnieją jakiekolwiek źródła, które mogłyby tą hipotezę potwierdzić lub zaprzeczyć.

Pierwszy dokument pisany, w jakim padają określenia Manga i Anime jest nierozerwalnie związany ze światem komputerowców. Jest to numer miesięcznika Gamblerz lutego 1995, zawierający pierwszy artykuł na temat japońskiej animacji, opublikowany w polskiej prasie. Artykuł ten, w czasach współczesnych żenujący zarówno pod względem wiedzy jak i warsztatu stanowi jednak bezcenną pamiątkę czasów przeszłych.

W listopadzie tego samego roku seria podobnych tekstów pojawia się także w miesięczniku SecretService, również traktującym o grach komputerowych. Sądząc po formule tekstów, które początkowo mają postać przeglądu, podobną jak w Gamblerze początkowo nie planowano zapewne ich cyklicznego publikowania.

Niemniej jednak fakt, że zbiegła się ona z premierą serii Czarodziejka z Księżyca, która podówczas miała już dość duże grono odbiorców, w połączeniu z atrakcyjną stronę wizualną tekstów sprawiły, że artykuły zyskały duża popularność towarzysząc czasopismu w zasadzie do końca jego istnienia.
Osobny cykl artykułów o japońskiej animacji wydawany był w czasopiśmie PC Shareware, jednak, z racji braku dostępu do tekstów źródłowych nie jestem w stanie powiedzieć, w jakim okresie miało to miejsce. Nie mogło to jednak nastąpić wcześniej, niż w roku 1997, gdyż to właśnie w nim ukazał się pierwszy numer czasopisma. Biorąc pod uwagę fakt, że ich autor kilka miesięcy później założył Kawaii musiało to jednak mieć charakter epizodyczny.

Duża popularność tego typu artykułów sprawiła, że w roku 1997 na ich bazie spróbowano utworzyć odrębne czasopisma z różnym niestety skutkiem. O ile Animegaido padło już po kilku numerach, tak Kawaii długo stanowiło główny fundament rynku.

Kształtowanie się dualizmu fandomowego:

Fandom, jak wiadomo jest subkulturą fanów łączoną przez wspólne pole zainteresowań, tak więc fandom mangi i anime tworzą więc osoby oglądające duże ilości mangi i anime. W Polsce strukturę tą można podzielić na dwie grupy: Fandom Werbalny oraz Fandom Realny. Na Fandom Werbalny, składają się stali bywalcy konwentów oraz niektórych serwisów i społeczności traktujących o anime, dość mocno związani siecią wzajemnych znajomości oraz posiadający silną świadomość własnej odrębności. Swoją nieformalną grupę określają oni mocno konfundującym mianem „Fandom”*. Druga grupa to oglądacze anime, którzy często żaden sposób nie integrują się z poprzednią, a niekiedy nawet nieświadomi jej istnienia, nastawieni po prostu na oglądanie anime i czytanie o nim w necie.

*By uniknąć nieporozumień za każdym razem gdy mam na myśli ogólną zbiorowość fanów będę pisał Fandom, a gdy myśle o wiadomej grupie nieformalnej Fandom ™.

Dualizm ten wynika z szeregu zjawisk, które miały miejsce w momencie kształtowania się polskiego światka Mangi i Anime. Otóż: w momencie powstania czasopism Kawaii i Animegaido w roki 1997 w Polsce było już dość dużo osób wyrażających zainteresowanie tematem Mangi i Anime. Osoby te rekrutowały się z pośród:

  • Komputerowców będących czytelnikami Secret Service i PC Shareware
  • Komputerowców skupionych w Demoscenie
  • Komputerowców z wczesnej sceny Internetowej (o nich będzie pod koniec tekstu)
  • Komiksiarzy
  • Niektórych miłośników sztuki filmowej
  • Niektórych przedstawicieli fandomu fantastyki
  • Miłośników Czarodziejki Z Księżyca.

Jak ważną grupą byli komputerowcy ilustrują liczby. Otóż: nakład Kawaii o ile udało mi się ustalić oscylował w okolicy 35.000 egzemplarzy. Nakład Secret Service był natomiast około pięciokrotnie większy, nakład Gamblera wynosił 70-80.000 sztuk.

Obecny Fandom ™ kontynuuje tradycje odziedziczone po miesięczniku Kawaii i skupionych wokół nich miłośników wczesnych anime. Niemniej jednak jak łatwo zgadnąć nie wszyscy przedstawiciele wyżej wymienionych grup byli zainteresowaniem jego kupowaniem. W szczególności Komputerowcy i Fantaści mieli już w tym okresie własne struktury, nierzadko bardziej interesujące, niż to, co mógł zaoferować ów magazyn. Z drugiej strony, zwłaszcza wśród Moonies duża ilość osób nie miała podówczas jeszcze do czynienia z komputerami lub pod koniec lat 90-tych dopiero swoją przygodę z nimi rozpoczynała.

Mimo, że struktury nie związane z Kawaii nie stanowią części mitologii założycielskiej Fandomu ™ o ich znaczeniu może świadczyć choćby fakt, że z pośród czterech, największych, polskich serwisów o mandze i anime (Tanuki, Azunime, Nowa Gildia Mangi i Anime, Anime.com.pl) ery Web1.0 dwa (Tanuki i Azunime) zostały założone przez ściśle współpracujących ze sobą*, komputerowców i fantastów, kolejny (Nowa Gildia) stanowił emanację większego serwisu fantastycznego, a tylko ostatni odziedziczył spuściznę po Kawaii i Mangazynie.

*Dygresja: opowieść o tym, jakoby Tanuki i Azunime prowadziły wojnę, stanowiąca kolejny element mitu założycielskiego Fandomu jest nieprawdą. Było wręcz przeciwnie: szef Azunime robił layout Tanuki, szefowa Tanuki poprawiała błędy na Azunime, junior admin Tanuki łatał tam bugi w kodzie, wielu redaktorów pisało na obydwa serwisy, a około 20% ruchu na nich pochodziło w wzajemnego przekierowywania użytkowników. Współpraca zaszła tak daleko, że w roku 2011 Azunime miało nawet przenieść się na serwery Tanuki.pl. Z przeprowadzki owej nic nie wyszło, bowiem jego redakcji w pewnym momencie odechciało się prowadzić stronę. Jest to wielka szkoda, gdyż operacjawskrzeszeniedługo mogła by zostać zrealizowana niewielkim kosztem, bowiem redakcja Tanuki jeszcze w 2014 roku dysponowała 90% backupem Azunime, który do dziś pewnie się zgubił... Koniec dygresji.

Wtórna adaptacja:

Jako, że percepcja słowa „anime” w Polsce jest stosunkowo późna, a ogół zaczął rozpoznawać je dopiero pod koniec dekady znaczna część omawianych tutaj tytułów w momencie ich emisji nie była rozpoznawana jako anime. Przeciwnie: uważano je za zwykłe kreskówki. Ich percepcja do gatunku miała więc często charakter wtórny: miłośnicy Czarodziejki Z Księżyca zauważali podobieństwo między nią, a bajkami, które kiedyś oglądali, kolega z klasy kupujący Secret Service tłumaczył im, że istnieje coś takiego, jak anime, a następnie uznawali, że oglądali już tyle serii.

Właściwa Top-Lista

Przejdźmy teraz do właściwej top-listy anime z lat 70-tych i osiemdziesiątych.

10) Doktor Slump

Adaptacja mangi o tym samym tytule stworzonej przez Akirę Toriyamę, bardziej znanego w naszym kraju z serii Dragon Ball. Doktor Slump jest w założeniu komedią, w rzeczywistości jednak nie do końca wywiązuje się w tego zadania, prezentowany w nim humor jest bowiem delikatnie mówiąc głupi i raczej niesmaczny (kupa na patyku to jeden z lokalnie lżejszych gagów).

Fabuła opowiada o tytułowym doktorze Slumpie, twórcy obdarzonego nadludzką mocą robota imieniem Aralka oraz ich wspólnych perypetiach.

9) Gigi la trottola

Komedia. Anime opowiada o tytułowym Gigim, który, mimo niewielkiego wzrostu postanawia dołączyć do drużyny koszykówki, której gwiazdą szybko się staje. Prócz tego walczy też o miłość jednej ze szkolnych koleżanek. Jednak tym, na czym naprawdę zależy naszemu bohaterowi są białe, damskie majteczki, bowiem jest on zboczeńcem i fetyszystą. Powiedzmy sobie szczerze: anime to było głupie.

8) Robin Hood

Rodzinna posiadłość Robina zostaje spalona przez złego Szeryfa z Nothingham, a on sam musi szukać schronienia w lesie Sherwood. Tam spotyka zbójecką bandę dowodzoną przez Małego Johna. Razem muszą stawić czoła wiadomemu niemilcowi.

Anime to cieszy się dość dużą estymą, ale prawdę mówiąc nie wiem dlaczego. Leciało bodajże na telewizyjnej dwójce i nawet próbowaliśmy je z bratem oglądać, jednak dość szybko uznaliśmy, że jest głupie. Prawdę mówiąc byliśmy nim okropnie rozczarowani, jako dzieci uwielbialiśmy bowiem postać Robin Hooda, jednak ta adaptacja wybitnie nie przypadła nam do gustu.

7) Kapitan Tsubasa

Zwane też pod tytułem „Kapitan Jastrząb”. Opowiada o utalentowanym piłkarzu imieniem Tsubasa Ōzora przeprowadza się do nowego miasta w celu rozwijania swojej kariery piłkarskiej.

Powiem uczciwie: już jako dziecko nie potrafiłem znaleźć niczego interesującego w piłce nożnej. Oglądanie bajek na jej podstawie było zupełnie nie w moim stylu, więc jak łatwo zgadnąć tego nie robiłem. Nie wiem o czym jest to anime, ani co więcej można o nim napisać.

6) Tajemnicze Złote Miasta oraz Ulisses31

Opisuje je w jednym punkcie bowiem obydwa tytuły są co najmniej kontrowersyjne: nie jestem pewien, czy należy traktować jako anime serii, które nakręcono za francuską kasę pod komendę francuskich reżyserów.

Obydwie serie emitowane były we wczesnych latach 90-tych w telewizyjnej dwójce, przy czym Tajemnicze Złote Miasta wyświetlano w wyjątkowo niekorzystnym momencie, bowiem w trakcie Teleekspresu, z tej przyczyny znane są więc głównie z późniejszej emisji na RTL 7. Ulisses 31 emitowany był w rozsądniejszych porach.

Pierwsza z nich opowiada o wyprawie hiszpańskiego chłopca Estebana do Ameryki Południowej, gdzie wraz z inkaską księżniczką imieniem Zia oraz pochodzący z tajemniczego królestwa Heva chłopca Tao poszukują tytułowych Złotych Miast.

Ulisses 31 był natomiast luźną adaptacją Odysei osadzoną w szafarzu science fiction uzupełnionym o czary, bogów i potwory.

Obydwie serie posiadały niesamowitą, unikatową atmosferę, która nadawała im bardzo ciekawego kolorytu. Z tej przyczyny po dziś dzień ogląda się je całkiem nieźle.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

 

3
Notka polecana przez: earl, PK_AZ, yukiyuki
Poleć innym tę notkę

Komentarze


AdamWaskiewicz
   
Ocena:
0

A gdzie  Pszczółka Maja? A gdzie Załoga G?

09-09-2015 23:58
earl
   
Ocena:
+1

Z tego pamiętam to Gigi realizował się również w innych dyscyplinach, np. w futbolu amerykańskim. Natomiast mi najbardziej podobał się "Pojedynek Aniołów" o ślicznych japońskich siatkarkach (pamiętacie serw ponaddźwiękowyt?) a także "Kapitan Cubasa", zwłaszcza pojedynki Cubasa - Kojiro, Cubasa - Schneider, Cubasa - Wakashimazu i Kojiro - Wakabayashi (pamiętacie te słynne strzały ogniste, które paliły rękawice bramkarskie?). 

10-09-2015 10:26
Adeptus
   
Ocena:
0

Z wymienionych oglądałem:

1) Gigi - wtedy traktowałem fascynację bohatera majtkami jako śmieszne, absurdalne dziwactwo. Dopiero potem uświadomiłem sobie, że protagonista jednej z "bajek mojego dzieciństwa" był dewiantem seksualnym.

2) Robin Hood - kojarzę, że niektóre odcinki były dosyć mroczne, pamiętam taki odcinek, gdzie bohaterowie byli w nawiedzonym zamku, który kiedyś należał do jakiego zwyrodniałego arystokraty w typie Vlada Draculi i było dosyć upiornie,

3) Kapitan Tsubasa - to chyba oglądałem jako pierwsze, byłem na tyle mały, że w zasadzie nic nie pamiętam, prócz tego, że było o piłce nożnej i bramkarz był ubrany na żółto,

4) Yattaman.

Pamiętam, że jakoś tak "wspólnie" (w jednym paśmie) z Yattamanem było nadawane "W królestwie kalendarza" (co to miało wspólnego z kalendarzem, prócz tego, że bohaterowie nosili imiona od nazw miesięcy i dni tygodnia, to ja nie wiem). Formuła była bardzo podobna - tutaj też były dwie drużyny poszukujące ważnego obiektu, gang złych składał się z babki, chudego faceta i grubego faceta, źli w każdym odcinku budowali nową maszynę, która na końcu była rozpieprzana itd. Podobno te dwie serie były jakoś powiązane (tzn. oprócz tego, że były podobne).

 

 

10-09-2015 10:51
   
Ocena:
0

Walki odbywają się na supermoce oraz wzajemne opowiadanie sobie traum psychologicznych. Rycerz, który liczbą i głębokością traum przelicytuje przeciwnika oczywiście wygrywa.

Ciekawe, czy dałoby się to przedstawić na mechanice D&D.

10-09-2015 16:12
yukiyuki
   
Ocena:
0
Ach te czasy :-) W Tsubasie najbardziej pamiętam fakt, że jedną / dwie zagrywki potrafili ciągnąć cały odcinek... I jak nie przepadam za piłką nożną tak Tsubasie kibicowałam wiernie... Zresztą - Jean Hazuki i 'Pojedynek aniołów' też oglądałam, tylko chyba skończyli emitować tą serię jakoś w połowie??
13-09-2015 09:56
zegarmistrz
   
Ocena:
0

PA_KZ: na Exalted 2ed chyba łatwiej.

13-09-2015 18:51

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.