string(15) ""
» Blog » Tomy 1-5, 7 i 8 z Czarnej Serii o Conanie z Cymerii - recenzja
09-02-2012 15:14

Tomy 1-5, 7 i 8 z Czarnej Serii o Conanie z Cymerii - recenzja

W działach: Conan, książka, recenzja | Odsłony: 262

Tomy 1-5, 7 i 8 z Czarnej Serii o Conanie z Cymerii - recenzja

Witam.

 

Na początek trochę zbiorczo:

 

Tomy:

1 "Conan" Roberta E. Howarda i L. Spraque de Campa

2 "Conan z Cymerii" Roberta E. Howarda, Lina Cartera i L. Spraque de Campa

3 "Conan Pirat" Roberta E. Howarda i L. Spraque de Campa

4 "Conan Obieżyświat" Roberta E. Howarda, Lina Cartera i L. Spraque de Campa

5 "Conan Ryzykant" Roberta E. Howarda

7 "Conan Wojwnik" Roberta E. Howarda

8 "Conan Uzurpator" Roberta E. Howarda i L. Spraque de Campa

 

W tych siedmiu książkach zebrano wszystkie opowiadania o barbarzyńcy z ponurej Cymerii, autorstwa twórcy postaci i jego dwóch najwierniejszych kontynuatorów. Na przestrzeni blisko półtoratysiąca stron kreślą oni losy Conana, od kiedy był on szesnastoletnim uciekinierem z hyperboryjskiej niewoli, do bitwy pod Shamar w której już jako król Akwilonii staje on przeciw połączonym siłom Ophiru i Koth. Oba te momenty dzieli ponad ćwierć wieku, podczas którego Conan przemierza świat wzdłuż i wszerz, będąc złodziejem, najemnikiem, wodzem, zwiadowcą, piratem i buntownikiem a na końcu zostając władcą najpotężniejszego królestwa zachodu.

 

Prawie wszędzie gdzie trafia, wyróżnia go wygląd. Znaczny wzrost, potężna, muskularna sylwetka, spalona słońcem i poznaczona bliznami skóra i dzika zwinność ruchów. Wszyscy widzą, że nie jest on cywilizowanym człowiekiem, że choć czasem długi kontakt z cywilizacją nakłada na niego swoje piętno to nie potrzeba wiele aby je zrzucił. Zawsze też pozostaje barbarzyńcą w swoim wnętrzu, w podejściu do świata i ludzi.

Pozwala to autorom spojrzeć na świat z innej perspektywy, obnażyć nieprawości przyjmowane przez nas za normę. A fakt, że napisano to blisko wiek temu i nadal jest aktualne dowodzi jak ponad czasowe są te normy. Czy dwanaście tysięcy lat temu, gdy żył Conan, czy osiemdziesiąt gdy tworzył Howard, czy współcześnie, nadal jest to samo.

Nadal obok siebie potrafi obok siebie umierać dwóch ludzi, jeden z przeżarcia a drugi z głodu (prawie cytat z jednego z opowiadań). Nadal wiele osób jest skłonnych sprzedać przyjaciół czy rodzinę za garść monet, czy banknotów. Optymiści powiedzą, że takich osób jest mniejszość, pesymiści, że większość. A ja, że i tak za dużo.

Nadal całe narody potrafią się kłócić o kolor brody Boga, zupełnie tak jakby oglądali ją na co dzień. A filozofowie prowadzić długie dysputy o rolę człowieka w istocie wszech rzeczy.

Do takiego świta cywilizacji trafia właśnie Conan i szczerze stwierdza, że oni wszyscy są chyba szaleni.

Nie raz przeglądając wiadomości z kraju i ze świata muszę przyznać mu rację. I pewnie nie tylko ja, zgadza się?

 

Sam Conan jest postacią pełną sprzeczności. Równie skłonnym do posępnej zadumy jak i gromkiego śmiechu. Jest oportunistą, który jednak nigdy nie łamie własnych prostych zasad. Barbarzyńcą i dzikusem, który wie więcej o honorze niż niejeden zakuty w stal rycerz i szlachcić. Brutalem potrafiącym wykazać więcej troski o towarzyszy i podwładnych niż niejeden łagodny opiekun.

Te wszystkie sprzeczności nie są jednak dysonansem, lecz idealnie do siebie pasują. Jak przeciwne wartości tej samej skali. A zebrane razem tworzą nietuzinkową postać, której postawy i zachowania są tchnieniem świeżości i witalności.

Gdy świat pogrążony był w rasizmie, Conan miał czarnoskórych przyjaciół a nawet dowódców. Choć nienawidził Indian (tu zwanych Piktami) to jednak cenił ich umiejętności i zawziętość (a autor wyraźnie pisał, że też są oni białymi ludźmi, choć żaden z mieszkańców Akwiloni nigdy tego nie przyzna).

Podobnie miała się sprawa emancypacji. W czasach, gdy każda kobieta mogła być tylko damą w opałach, albo „prawą matroną zachodu” (że pozwolę sobie powtórzyć za serialem „Hell on wheels”) u boku Conana pojawiają się wojowniczki a nawet dowódczynię. I nie słychać od niego żadnego sarkania ani narzekań. Nie, dla tego barbarzyńcy jest to coś najnormalniejszego w świecie.

Z drugiej zaś strony, patrząc przez pryzmat współczesnej poprawności politycznej, wszechwładnej i sztywnej jak sztuczny cycek, świeżość Conana nie przemija, zmienia tylko kierunek. Nazywa się tu murzyna Murzynem a nie żadnym afro-amerykaninemm, czy innym słowotwórczym potworkiem. A piękno kobiet jest po to, aby cieszyć nim oko.

Osobiście za najświeższe uważam jednak podejście Conana do moralności. Ono dystansuje go od zgrai świętoszkowatych lalusiów tak samo, jak goniących za czerwieńcami sukinsynów.

Nie widzi on nic złego w ukradzeniu skarbu który i tak tylko porasta kurzem, czy zabiciu kogoś z zimną krwią, jeśli tylko ten na to zasłużył, a z drugiej strony bez wahania jest gotów poświęcić nawet najbardziej niebotyczne skarby dla uratowania towarzysza czy towarzyszki.

Jest też, mojej ocenie jednym z najbardziej mściwych bohaterów jacy kiedykolwiek przemierzali światy fantasy. Czy obiektem jego zemsty jest człowiek czy potwór, czy powodem jest członek rodziny, czy ktoś nowo poznany, dla Conana nie ma to różnicy. Paradoksalnie osobiste urazy jest skłonny najprędzej odpuścić. Ale te wyrządzone jego bliskim...

Zresztą tą kwestie Jason Momoa w nowym filmowym Conanie wyraził po prostu perfekcyjnie:

http://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=iPQ99y8KaTU#t=69s (dla nie znających angielskiego - Ucieknij...a rozerwę góry aby cię znaleźć. Podążę za tobą do samego piekła!)

I choć ten rdzeń postaci pozostaje niezmienny, to sam Conan ulega wpływowi swoich przygód. Staje się bardziej wyrozumiał dla głupoty cywilizowanych ludzi i dla ich chamstwa, jak i rozważniejszy. Tak w kontaktach z kobietami jak i w pakowaniu się w kłopoty. Choć te i tak zawsze wiedzą jak go znaleźć. Ale dzięki temu przy żadnym z opowiadań nie można się nudzić.

 

Które uważam za najlepsze? Nie wiem. Nie ma chyba takiego, są one bowiem dość zbliżone jakościowo. Mogę natomiast pochwalić się, które jest moim ulubionym.

Przez długi czas było nim „Królowa Czarnego Wybrzeża” z tomu „Conan z Cymerii”. Historia związku Conana z Belit jak i dramatyzm pod koniec są świetnie napisane, wciągające i klimatyczne. Majstersztykiem jest natomiast postawa i nastawienie Cymerianina przed ostatnią bitwą. Szczególnie powinno się to spodobać fanom twórczości H.P. Lovecraft jako piękna przeciwwaga do opisywanych przez tego autora zachowań ludzi cywilizowanych. Zresztą ten wątek pojawia się częściej, choćby w pierwszym napisanym przez Howarda w 1932 roku (tak, tak, na pół dekady przez Hobbitem Tolkiena - to tak w gestii który z panów jest ojcem współczesnej fantastyki) „Feniksie na mieczu”.

Obecnie natomiast moim ulubionym opowiadaniem jest „Za czarną rzeką”, kończące „Conan Wojownik”. Historia ta w równym stopniu opowiada nam losy Balthusa, młodego pogranicznika przemierzającego śmiertelnie niebezpieczne granice między Akwilonią a ziemiami Piktów. Z wielu powodów, spośród wszystkich postaci wykreowanych przez Howarda to właśnie z Balthusem najłatwiej mi się utożsamić, najprościej w niego wczuć. Ale i poza tym powodem jest to świetne opowiadanie w klimacie starych westernów czy opowieści znad kresowych stanic.

 

Teraz pozwolę sobie powiedzieć kilka słów o stronie technicznej tych książek.

Są one wydane starannie i widać, że nie szczędzono wysiłków. Wszystkie tomy są w twardej oprawie i szyte a nie klejone. Dzięki temu powinny wytrzymać długie dekady w niezłym stanie. Rozmiar jest wygodny, bez trudu zmieści się w każdej torebce, aktówce czy plecaku. Ba, nie powinno być większego problemu z przeniesieniem książki w bocznej kieszeni bojówek. Minusem jest za to dość niewielka grubość (średnio po 200 stron).

W pierwszym tomie, zatytułowanym po prostu „Conan” mamy dodatkowo załączony przedruk jednego z listów Roberta E. Howarda, w którym pisze on o stworzonej przez siebie postaci i jej świecie, jak i obszerne wprowadzenie opisujący Erę Hyboryjską, jej pochodzenie i następstwa. Sama złożoność i różnorodność dowodzi tu ogromnej wiedzy i kunsztu autora.

Poszczególne opowiadania poprzedzone są krótkimi tekstami wprowadzeń, opisujących dzieje bohatera pomiędzy nimi.

Oraz, w przypadku wydawnictwa Pik, każde opowiadanie zaopatrzone jest w ilustrację. Tak jest, na dekadę przed tym jak Fabryka Słów uczyniła z tego normę, w pierwszych Conanach już były łamacze sterylności tekstu.

 

 

 

 

 

W samych linijkach czasem zdarzają się jakieś niedoróbki, literówki i temu podobne. Są jednak dość rzadkie, a należy pamiętać, że w 1991 roku w naszym kraju Word nie był jeszcze zbyt popularny. Zresztą, wtedy chyba jeszcze nie miał opcji autokorekty.

Jedyne co mogę zarzucić oprawie na minut to czarnobiała okładka. Reszta nie zostaje w tyle do współczesnych standardów, a dzięki twardej oprawie wręcz je przewyższa. O tym, że jest szyta a nie klejona już nie wspomnę.

 

Tłumaczenie wykonane jest dość solidnie, wręcz za miejscami bardzo. Mamy więc Kroma a nie Croma, Akwilonię a nie Aquilonię, ale dość szybko można do tego przywyknąć. Nie licząc nazwy pana góry Ben Morgh, nawet takie tłumaczenie wolę.

 

Podsumowując tomy te są solidnym kawałkiem przyjemnej literatury. Jest to pełne tajemniczości i grozy fantasy z duża dawką awanturniczych przygód. Mimo upływu blisko wieku od ich pierwszego powstania opowiadania te nadal potrafią zachwycać i nie straciły nic ze swego blasku. Podobnie jak ich bohater, który dzięki brakowi politycznej poprawności okazuje się o wiele żywszy niż wielu młodszych kolegów po fachu.

Tym samym oceniam wszystkie tomy sygnowane napisem „Pik” na pełną dziewiątkę - 9. Natomiast Conana Wojownika, za brak obrazków, na 8,5.

 

Opowiadanie z poszczególnych tomów:

Tom 1 - Conan:

Era Hyboryjska - Robert E. Howard

Spotkanie w krypcie - Lin Carter i L. Spraque de Camp

Wieża słonia - Robert E. Howard

Komnata śmierci - Robert E. Howard i L. Spraque de Camp

Bóg w pucharze - Robert E. Howard

Dom pełen łotrów - Robert E. Howard

Ręka Nergala - Robert E. Howard i Lin Carter

Miasto czaszek - Lin Carter i L. Spraque de Camp

 

Tom 2 - Conan z Cymerii

Przekleństwo monolitu - Lin Carter i L. Spraque de Camp

Okrwawiony bóg - Robert E. Howard i L. Spraque de Camp

Córka lodowego olbrzyma - Robert E. Howard

Gniazdo lodowego robaka - Lin Carter i L. Spraque de Camp

Królowa Czarnego Wybrzeża - Robert E. Howard

Dolina zaginionych kobiet - Robert E. Howard

Zamek grozy - Lin Carter i L. Spraque de Camp

Pysk w ciemności - Robert E. Howard, Lin Carter i L. Spraque de Camp

 

Tom 3 - Conan Pirat

Jastrzębie nad Shemem - Robert E. Howard i L. Spraque de Camp

Czarny kolos - Robert E. Howard

Cienie w blasku księżyca - Robert E. Howard

Droga Orłów - Robert E. Howard i L. Spraque de Camp

Narodzi się czarownica - Robert E. Howard

 

Tom 4 - Conan Obieżyświat

Czarne łzy - Lin Carter i L. Spraque de Camp

Cienie w Zambouli - Robert E. Howard

Stalowy demon - Robert E. Howard

Płomienny nóż - Robert E. Howard i L. Spraque de Camp

 

Tom 5 - Conan Ryzykant

Ludzie czarnego kręgu - Robert E. Howard

Pełzający cień - Robert E. Howard

Bębny tombalku - Robert E. Howard

Szmaragdowa toń - Robert E. Howard

 

Tom 7 - Conan Wojownik

Czerwone ćwieki - Robert E. Howard

Skarby Gwalhura - Robert E. Howard

Za Czarną Rzeką - Robert E. Howard

 

Tom 8 - Conan Uzurpator

Skarb Tranikosa - L. Spraque de Camp

Wilki na granicy - Robert E. Howard i L. Spraque de Camp

Feniks na mieczu - Robert E. Howard

Szkarłatna cytadela - Robert E. Howard

 

 

 

Teraz na tapetę ląduje tom 6 - Conan Pirat.

 

P.S. Jeśli uważacie, że w recenzji pominąłem jakiś istotny fragment - piszcie a postaram się poprawić :)

 

Komentarze


ram
   
Ocena:
+2
"Za Czarną Rzeką" jest rzeczywiście świetne.

I tak prośba - czy mógłbyś uzupełnić recenzję listą opowiadań z podaniem autorstwa?
Wiem, że można to sobie znaleźć w sieci, ale skoro już mamy mieć całość w jednym miejscu...
09-02-2012 16:43
earl
   
Ocena:
0
Prawie wszędzie gdzie trafia, wyróżnia go wygląd. Znaczny wzrost, potężna, muskularna sylwetka, spalona słońcem i poznaczona bliznami skóra i dzika zwinność ruchów.

Gdyby tak wczytać się w opisy różnych postaci, to okazuje się, że bohaterów, zbliżonych wzrostem i budową ciała oraz zwinnością ruchów do Conana jest sporo. Aby nie być gołosłownym wystarczy przytoczyć Yumę, Mazdaka, Imbalayo, Olgierda czy Constantiusa.

Gdy świat pogrążony był w rasizmie, Conan miał czarnoskórych przyjaciół a nawet dowódców.

A także i żółtoskórych - jedna z opowieści (nie wiem, czy w tych tomach, wymienionych przez Ciebie) opowiada o tym, jak zawarł przyjaźń z którymś z khitajskich czarodziejów.
09-02-2012 16:50
Gruszczy
   
Ocena:
0
To zabawne, że Howard i Lovecraft w swoich utworach mieli zupełnie różny światopogląd na ludzi innego koloru skóry, bo Lovecraft portretował ich jako prymitywnych, bluźnierczych i po prostu strasznych.
09-02-2012 20:45
earl
   
Ocena:
0
Dlaczego zabawne? W końcu niejeden pisarz był i jest rasistą.
09-02-2012 20:49
   
Ocena:
0
Jutro napiszę więcej, teraz tylko pytanie.
Czy znasz opowieści o Kane.
09-02-2012 21:25
Bleddyn
   
Ocena:
+4
Przekład jest dobry i spolszczenia mnie nie przeszkadzały, a wręcz obstaję przy nich, więc nowe wydanie razi mnie ich brakiem.

Conan jest dzieckiem lat 30-tych, więc jest także rasistą. To w pastiszach ma czarnoskórych dowódców i przyjaciół. U Howarda Conan jest wodzem murzynów, uważa Piktów za gorszych i jest na dokładkę męskim szowinistą, który czasami ustępuje ukochanej kobiecie, ale zwykle sam trzyma ster i nie waha się wlepić jej kilku klapsów. Ktoś kiedyś porównał karierę Conan do wspinania się po szczeblach w mafijnej hierarchii i uważam, że się nie pomylił, bo to wzorowy anty-bohater. W końcu to Conan Podrzynacz gardeł.
09-02-2012 22:07
Grom
   
Ocena:
+1
@ram postaram się je jutro dodać, jeśli nie od razu wszystkie to przynajmniej część

@earl Masz rację w obu przypadkach, ale wydaje mi się, że nawet przy tych wszystkich postaciach które wymieniłeś, Conan nadal wyróżnia się z tłumu. Oglądałem kiedyś u nas w Polsce zawody Siłaczy, te w których Pudzian dawniej występował. Było ich dziesięciu a i tak każdy wyróżniał się z tłumu

Natomiast khitajskiego czarodzieja nie kojarzę. Chyba, że chodzi Ci o tego co łamał karki muśnięciem dłoni, chyba w "Ludziach czarnego kręgu". Jeśli tak to nie nazwał bym tego przyjaźnią

@Gruszczy przyznam szczerze, że prozę Lovecrafta znam z gier fabularnych i ogólnego klimatu. Nigdy nie przepadałem za horrorami.

@slann pytasz o Solomona, czy tego rudzielca wykreowanego przez Wagnera?
09-02-2012 22:10
earl
   
Ocena:
0
@ Grom
Jeśli już się wyróżniał, to przede wszystkim widziało się to w oczach, które, jak pisali autorzy, pałały niezwykłym blaskiem.

A co do czarodzieja - nie pamiętam, czy tak się ten utwór nazywał. Pamiętam, że na początku ten czarodziej siedział Conanowi na karku, bo był mały, potem Conan spotkał grupę rudowłosych Vanirów, zniewolonych przez jakąś tajemną moc a potem sam został zniewolony wzrokiem jednej bestii i trafił do jednego miasta jako niewolnik.
10-02-2012 12:02
   
Ocena:
0
O rudzielcu.
10-02-2012 13:52
Grom
   
Ocena:
0
@ram zacząłem już wypisywać te opowiadania

@Bleddyn Jest wysoce możliwe, że masz rację, nie przeczę. Osobiście jednak uznaję pracę Cartera i de Campa za tak samo istotne jak Howarda.
Nikt nie musi się w tej sprawie ze mną zgadzać, ale uważam, że ludzie którzy żyli o wiele bliżej czasów pana Roberta, uczynili swoim fachem ocalenie i kontynuację jego dziedzictwa i zjedli na tym zęby mogą trochę lepiej rozumieć Conana niż my.
Ale jak mówię, to tylko moje zdanie, żadną miarą nie próbuję Cię do niego przekonać:)

@earl hmm...w ogóle nie kojarzę takiej historii. Musiało to być w jakiejś kontynuacji, może w tomie 11 Conan i bóg pająk, którego nie dane mi było jeszcze przeczytać (pamiętam jak pisałeś, że przeczytałeś tomy 1-12, a tylko tego mi z nich brakuje)

@slann czytałem, chyba "Pajęczynę utkaną z ciemności" czy jakoś tak, to co pomaga takiej obleśnej starej wiedźmie w wojnie, ma przyjaciela płatnego zabójcę i pojawiają się magiczne okręty podwodne.
Oraz początek Krwawnika, z którego przyznam się nieskromnie zerżnę motyw z demonicą-kochanką do jednej z książek fantasy, które piszę:)
Ale ogólnie klimat Kanea był dla mnie za ciężki, zbyt mroczny.
10-02-2012 19:24
Bleddyn
   
Ocena:
0
De Camp/Carter zrobili to po swojemu, a to, że żyli bliżej Howarda nie oznacza, że się nie pomylili w swoich interpretacjach utworów o Conanie. Dlatego prawdziwy Conan wychodzi tylko w czystych utworach Howarda. Polecam poczytać parę eseji i dyskusji na forum conan.com.;)
10-02-2012 22:34
earl
   
Ocena:
0
@ Grom

Całkiem możliwe, że masz rację. W domu mam tylko tom 1 i 3 a inne części pożyczałem od mojego kolegi, więc tytułów mogę nie pamiętać.
11-02-2012 01:30
Gol
   
Ocena:
0
Świetny tekst, pójdę teraz na stryszek poszukać Conana ;]
11-02-2012 13:37
Grom
   
Ocena:
0
No, spis wszystkich opowiadań dodany
19-02-2012 08:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.