string(15) ""
» Blog » Tom 10 Czarnej Serii o Conanie z Cymerii: Conan Mściciel - recenzja
29-04-2012 19:31

Tom 10 Czarnej Serii o Conanie z Cymerii: Conan Mściciel - recenzja

W działach: Conan, książka, recenzja | Odsłony: 400

Tom 10 Czarnej Serii o Conanie z Cymerii: Conan Mściciel - recenzja

Oryginalny tytuł: Conan the Avenger

Autorzy: Robert E. Howard, Lin Carter, L. Spraque de Camp i Bjorn Ruberg

Rok pierwszego wydania: 1967

 

Trochę niepewnie się czuje oceniając ta książkę. Jest to spowodowane tym, że była to moja pierwsza książka w życiu. Tak, jako 11-sto latek zafascynowany oboma filmami z Arnoldem, które znałem już na pamięć, natrafiłem na wystawie księgarni na tą książeczkę i wywierciłem rodzicom dziurę w brzuchu aby mi ją kupili. A potem, tytanicznym wysiłkiem zebrałem się aby ją przeczytać. Sam, z nieprzymuszonej woli. To od niej zaczęła się moja przygoda z fantasy i literaturą w ogólności.

 

 No ale, nic, spróbujmy

 

Zacząć należy od tego, że jest to ostatnia książka do której rękę przyłożył sam Howard. Nie wiem który fragment jest jego pióra, czy przypadkiem nie był to tylko szkic wypełniony przez kontynuatorów pełną treścią. A może tylko notka w stylu „Conan na dalekim wschodzie”? Tak czy siak, zdaje się, że już na żadnym tomie czarnej serii nie ujrzymy napisu „Robert E. Howard” w kontekście autora.

 

Panowie i panie, minuta ciszy dla uczczenia wielkiego człowieka...

 

Fabuła toczy się w rok po wydarzeniach „Conana Zdobywcy”. Akwilonia, a przynajmniej jej stolica pozbierała sie już po wyniszczającej wojnie i okupacji, zapewne dzięki reperacjom wojennym. Król w końcu znalazł dla siebie odpowiednią królową - Zenobię, byłą nemedyjską niewolnice, która uratowała mu życie podczas wojny. Fakt, że Conan zdołał uczynić ją nie tylko swoją nałożnica, ale pełnoprawną królową świetnie obrazuje jak naprawdę silna była jego władza. Ha! Chciałbym zobaczyć te dziewczynki z „Gry o tron” próbujące zrobić coś takiego.

 

 Mówiąc krótko wszystko idzie ku lepszemu. Niestety, nie wszystkim się to podoba. I nie chodzi tu tylko o sąsiednie kraje, którym dobrobyt Akwilnoii jest solą w oku, czy licznych wrogów z przeszłości Cymerjanina, toczących piane na wieści o jego tolerancyjnych, sprawiedliwych rządach.

Chodzi o wpływ jaki Conan ma na cały otaczający go świat i to jak bardzo krzyżuje to plany pewnego diabelnie ambitnego osobnika. To on kleci prostą, ale zdawałoby się niezawodna intrygę, zaprzęgając do pracy mroczne moce. W jej efekcie Conan zrzeka się czasowo korony i wyrusza w swoją chyba najdłuższą podróż, wiodącą na bardzo daleki wschód.

 

Wyprawa ta staje się doskonałą okazją do odwiedzenia starych kątów z różnych etapów życia i kariery Cymerianina. Ponownego spotkania starych przyjaciół, czy zakończenia sporów ze starym wrogiem. Znów możemy przemierzać rozpaloną wschodnia pustynię u boku dzikich zuagirskich nomadów. Podziwiać splendor cesarskiego pałacu w Aghrapur. Poczuć chybotanie śliskiego od krwi pokładu pirackiej krypy na morzu Vilaiet. Czy wreszcie pełną orientalnych namiętności sypialnie Vendhijskiej władczyni.

Przy całym tym wspominaniu starych, dobrych czasów, autorzy sprawnie powplatali nowe postacie. Od głównego przeciwnika, od którego faktycznie bije aurą strasznego zła, przez lokalnych spiskowców, lub śnieżne demony, po Aesirskiego barbarzyńcy w służbie cesarza Turanu. Opisane zdawałoby się jednym czy dwoma określeniami, ich obrazy barwnie pojawiają się w naszej wyobraźni.

 

Po raz pierwszy poruszona również zostaje kwestia Kroma. Na pewno wielu zatwardziałych zwolenników nieskażonej twórczości Howarda sarka teraz pod nosami, mówiąc „Krom nie ingeruje w sprawy żywych, a jeśli już to robi, to współczuć należy temu kto go przyzwał.” Mi jednak ingerencje te za bardzo kojarzą się z walką Conana z siłami Thulsy Dooma z oryginalnego filmu, abym mógł narzekać. A wizja dworu tego boga odcisnęła na mojej wyobraźnie dożywotnie piętno. I teraz nie chce po śmierci trafić do żadnej kamiennej, na wpół zamarzniętej wariacji słowiańskiego grodu, gdzie zgraja zapitych wikingów wydziera się jeden przez drugiego, gwałcąc, rabując i paląc. Wolę ponure włości Kroma, wykonane z drewnianych bali grubych jak czterech wojów!

 

Zboczyłem jednakże trochę z tematu, wracając więc do niego. Akcja poprowadzona jest bardzo dynamicznie, przemieszczając nas między lokacjami i związanymi z nimi przygodami. Przypomina to trochę niektóre gry cRPG i sprawdza się dość dobrze. Co prawda w pewnym momencie (u mnie jakoś tak 20-stym przeczytaniu) może dojść do lekkiego przesytu, gdy każdy przeciwnik Conana jest „jednym z najlepszych szermierzy”, może jednak po prostu się starzeje i na stare lata czepiam pierdół? Nie wiem.

 

Wiem natomiast, że niestety jest to pierwszy tom któremu muszę wypunktować wady. Boli mnie to prawie fizycznie, to w końcu moja pierwsza książka, kamień milowy dzieciństwa. No i inicjały REH na okładce. Niestety jednak muszę.

Po pierwsze odnoszę wrażenie, że brakuje kilku stron tekstu. Widać to szczególnie przyglądając się wyposażeniu Conana. Są momenty gdy traci wszystko i zostaje w swojej słynnej „przepasce na biodra”. Nie odzyskuje swojego ekwipunku, jednakże kilka rozdziałów później znów ma pierścień który dostał od zaprzyjaźnionego maga. Czy gdy ograbiali barbarzyńcę pierścień magicznie stał się niewidzialny? A może jakoś inaczej znalazł się ponownie w posiadaniu Conana? Nie wiemy.

Podobnie sprawa ma się z mieczem Conana. Traci go na zachodniej granicy Turanu, potem używa zdobycznej szabli, a potem za Vendhią znów ma w rękach „ostrze z akwilońskiej stali”. Co, jak, skąd, czy go kupił, znalazł, czy spadł mu z nieba - nie zostaje wyjaśnione i zaburza ciągłość fabuły.

Po drugie i o wiele gorsze „Conan Mściciel” ma raptem 145 stron. Przy czym akcja zaczyna się od 6. Poważnie? Mistrz, dwóch czeladników i jeden terminator nie potrafiło stworzyć więcej niż 139 stron fabuły? To już przygody do sesji fabularnych bywają dłuższe.

 

 

 

 

10-tka to pierwszy tom w mojej kolekcji wydany przez Amber. Różnice widać od razu gołym okiem. Jedyną na plus jest kolorowa okładka, tym razem autorstwa Steve Stewart. Nadal jest to też wysoka, prawie nie spotykana dziś jakość - twarda oprawa, szycie i temu podobnie. Rozmiar nadal pasuje do bocznej kieszeni bojówek.

Niestety w zapomnienie odeszły obrazki łamiące sterylność tekstu. Zmienił się również standard tłumaczenia na bardziej pro-oryginalny. Akwilonia stała się Aquilonią, Krom Cromem itd. Wiem, że wiele osób sie tu ze mną nie zgodzi, niemniej jednak uważam to za minus. Aha, skończyły się też fabularne wprowadzenia znane z wydawnictwa Pik, czy „słowem wstępu”.

Szkoda.

 

Podsumowując Conan Mściciel to przyjemna, można by rzec, nostalgiczna porcja dobrej akcji i przygody. Podróże, pojedynki, potwory i magia. Plugawe zło, nie zawsze lśniące wypolerowaną zbroją dobro, prosto sklecony ale nie tandetny klimat orientu. Zdecydowanie fajna lektura i dobre domknięcie oryginalnych losów Conana. Tylko ta marna długość...

Moja ocena to naciągnięta sentymentem i osobą Roberta E. Howarda ósemka.

 

Teraz drobna przerwa techniczna z inną książką, aby umysł odpoczął i potem jedziem dalej. Niestety nie posiadam tomu 11 - Conan i bóg pająk, dlatego na tapecie ląduje 12 - Conan buntownik.

 

Ponownie, jeśli uważacie, że w recenzji pominąłem jakiś istotny element, piszcie, a postaram się poprawić.

 

Komentarze


dzemeuksis
   
Ocena:
0
Czemu piszesz "Cymerianin" zamiast "Cymeryjczyk"? Taką tam przyjęli konwencję?
29-04-2012 20:28
Grom
   
Ocena:
0
@dzemeuksis w pierwszych Conanach które oglądałem i czytałem było "Cymerianin", przywykłem do tego, dlatego ciągle używam :)

No i bardziej brzmi jak Polanin czy Wiślanin, a więc po mojemu lepiej ;)
29-04-2012 21:10
leto_ii
   
Ocena:
0
bardzo słaba część - w porównaniu z poprzednimi. moja ocena to 5/10. Zamiast czytać ten tom, lepiej zabrać się za opowiadania, których bohaterem jest Solomon Kane.

Jak dla mnie, to fabuła jest nierówna, pod koniec wszystko jest jakoś tak po łebkach, byle szybciej. Sam pomysł, że Conan idzie przez cały świat powinien zająć im więcej miejsca, mieli na prawdę spore pole do popisu, nieograniczoną liczbę możliwości, wtrącenia przerywników, rozbudowania wątków. A tu lipa. Same przygody też są jakieś takie... słabe. Walki z potworami nudne i szybkie. Finałowa, jak Crom pomaga... No pliiizzzz, co to ma być...

Z takim pomysłem, mogli na prawdę wiele, ale niestety, wyszło kiepsko.

Na tomie 10 kończy się moja kolekcja, więc nie wiem jak następne, czy są tak samo słabe, czy trafiają się między nimi perełki godne tomów 1-9.
30-04-2012 08:11
   
Ocena:
+1
Brak interwencji Croma u Howarda mógł być motywowany religijnie
Howard był wierzącym i religijnym człowiekiem, choć ostrym antyklerkałem, i w uniwersum Conana istnieje bóg Chrześcijan (Mitra). Inni bogowie to demony i przedwieczni, może za wyjątkiem Ymira, Ale "Córa..." jest specyficzna.
30-04-2012 12:05
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+1
Jest to spowodowane tym, że była to moja pierwsza książka w życiu.

Jedenastolatek, który nie przeczytał żadnej książki w życiu? Aż chciałoby się zapytać, jak taki z klasy do klasy przechodził...
30-04-2012 22:29
Grom
   
Ocena:
0
@leto_ii no właśnie mi odpowiada to w jaki sposób Krom pomaga - nie rozwiązuje problemu za Conana, daje mu tylko możliwość. I taki mini-cud moim zdaniem pasuje jako nagroda dla Conana za wszelkie jego trudy z całego życia. Zwłaszcza że powód też przemawia do surowości tego bóstwa (ceni ono siłę i upór, a nie podstępy i magię).
Natomiast w pełni się z Tobą zgadzam jeśli idzie o długość. Z 70 stron mogli jeszcze dopisać.
Kolejne tomy są różne. Większość powiedziałbym, że prezentuje podobny poziom do "Mściciela", niektóre są gorsze, ale parę perełek jest o wiele lepszych.
Zaglądaj dalej na mojego bloga, bo zrecenzuje wszystkie które mam:)

@slann bardzo możliwe, że masz rację, ale wydaje mi się, że jacyś tam inni, pomniejsi, przyjaźni ludziom bogowie też mają miejsce w tym panteonie.

@AdamWaskiewicz a moja to wina, że książki dla dzieci i lektóry szkolne są nudne?
01-05-2012 08:14
   
Ocena:
0
Imho powieść za krótka, ale pewnie i tak przyspieszona końcówka najgorsza jest w drugim cyklu świata czarownic.
01-05-2012 11:26
Grom
   
Ocena:
0
Tu się nie wypowiadam, ten świat nie wzbudził w ogóle mojego zainteresowania.
01-05-2012 14:03
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
0
a moja to wina, że książki dla dzieci i lektóry szkolne są nudne?

No tak, wszystkie bez wyjątku. Dobrze, że chociaż pod koniec podstawówki odkryłeś Conana.
01-05-2012 14:45
Grom
   
Ocena:
0
Za moich czasów 11 lat to mniej więcej jej środek, nie koniec.
01-05-2012 14:59
dansty
   
Ocena:
0

Tak naprawdę jest to pierwsza powieść napisane zupełnie bez wykorzystania materiałów Howarda. W 1955 roku L. Sprague de Camp wydał zbiór "Tales of Conan", zawierający cztery opowiadania ("The Blood-Stained God", "Hawks over Shem", "The Road of the Eagles" i "The Flame Knife"), które bazowały na utworach Howarda niezwiązanych z Epoką Hyboryjską. Dwa lata później razem z Björn Nyberg opublikował "The Return of Conan" (w naszym tłumaczeniu "Conan mściciel"), a w następnych latach zaczął edytować i kończyć opowiadania o Conanie Howarda.

Polskie wydanie jest nieco mylące z dwóch powodów. Po pierwsze, niektóre z późniejszych opowiadań L. Sprague de Campa i Lina Cartera znalazły się we wcześniejszych tomach "czarnej serii". Po drugie, książka jest tłumaczeniem amerykańskiego "Conan the Avenger", które oprócz części fabularnej zawierało również fragment eseju "The Hyborian Age". Polskie wydanie (o ile wiem) go nie ma, więc nazwisko Howarda nie powinno się znaleźć na okładce.

07-09-2017 17:06

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.