string(15) ""
» Blog » To mnie rozłożyło.
11-11-2014 14:02

To mnie rozłożyło.

Odsłony: 869

Dzisiaj to znalazłem. Poza faktem, że piszą bzdury jak zwykle zresztą, to czy takie użycie grafiki nie jest nielegalne przypadkiem?

Dla niezorientowanych wyjaśniam, że ten pan na ilustracji, to Imperator Ludzkości z uniwersum warhammera 40k, a grafika jest własnością GW.

 

 

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Adeptus
   
Ocena:
+1

Adeptusie, nie bardzo się na tym znam. Czy egzorcyzmy są częstą praktyką po wyobrażeniu sobie ładnej, porządnej dziewczyny?

Egzorcyzm to nie jest tylko skomplikowany rytuał odprawiany nad opętanym (to jest tzw. wielki egzorcyzm). W zasadzie każda modlitwa mająca na celu uwolnienie osoby spod wpływu zła (zwłaszcza taka, która zawiera bezpośrednie zwrócenie się do złego ducha - np. "odejdź Szatanie") jest egzorcyzmem. Odmówienie małego egzorcyzmu w przypadku zwykłego kuszenia jest czymś kompletnie normalnym z punktu widzenia doktryny katolickiej (przynajmniej w przypadku kapłanów) i nie są do tego potrzebne latające w powietrzu przedmioty, bełkotanie w obcych językach, strach przed wodą święconą czy wykręcanie głowy o 180 stopni.

Z punktu widzenia kapłana, jeśli zwidują mu się ładne dziewczyny to może to zostać odebrane jako szatańskie kuszenie i odmówienie egzorcyzmu nie jest niczym niesamowitym. A to, czy jest to praktyką częstą, to inna rzecz. Nieczęstą praktyką jest rezygnacja przez księdza z zapłaty za pogrzeb, ale czy to znaczy, że jest to zła praktyka? :)

12-11-2014 11:40
Nuriel
   
Ocena:
+1

@Agrafka

Czy egzorcyzmy są częstą praktyką po wyobrażeniu sobie ładnej, porządnej dziewczyny?

To zależy. Zakładam, że wśród osób które mają generalny zakaz rozładowania napięcia seksualnego w inny sposób "egzorcyzmy" z użyciem ekhem, "kropidła" mogą być... dość częstą praktyką ;)

Przepraszam, już nie trolluję.  

@Adeptus

W zasadzie każda modlitwa mająca na celu uwolnienie osoby spod wpływu zła (zwłaszcza taka, która zawiera bezpośrednie zwrócenie się do złego ducha - np. "odejdź Szatanie") jest egzorcyzmem.

Tak na serio: dlaczego zatem nie nazywa się to po prostu modlitwą? Np. modlitwą o siłę aby nie ulegać pokusom itd. Czy w ten sposób w pewnym sensie człowiek nie przerzuca własnej słabości na szatana? To nie jest aby przerzucanie odpowiedzialności?

12-11-2014 11:42
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Nuriel

To zależy. Zakładam, że wśród osób które mają generalny zakaz rozładowania napięcia seksualnego w inny sposób "egzorcyzmy" z użyciem ekhem, "kropidła" mogą być... dość częstą praktyką ;)

Masz nieaktualne info, ten sposób też jest zakazany ;)

Tak na serio: dlaczego zatem nie nazywa się to po prostu modlitwą? Np. modlitwą o siłę aby nie ulegać pokusom itd.

Bo jest to szczególny typ modlitwy. Tak jak np. modlitwę o to, żeby Bóg kogoś obdarzył łaską nazywasz błogosławieństwem.

Poza tym, egzorcyzm z reguły zawiera element "antymodlitwy" - normalna modlitwa jest próbą nawiązania więzi z jakąś siłą duchową, którą uznajemy w jakiś sposób za pozytywną, egzorcyzm wręcz przeciwnie, ma służyć zerwaniu więzi z siłą negatywną (nawiązaniu więzi z siłą pozytywną też, bo się modlidmy do Boga albo prosimy o wstawiennictwo świętych, żeby dali nas wspomogli w odrzuceniu Szatana, ale i tak celem ostatecznie jest "odcięcie").

Czy w ten sposób w pewnym sensie człowiek nie przerzuca własnej słabości na szatana? To nie jest aby przerzucanie odpowiedzialności?

Człowiek nie tyle przerzuca swoją słabość na Szatana (piszemy z dużej, bo to nazwa własna, zarezerwowana dla władcy złych duchów, a nie gatunkowe określenie demonów w ogólności), ile stara się zapobiec, aby Szatan nie wykorzystał jego słabości. Jak np. nie chcesz zażywać narkotyków, to normalne, że unikasz towarzystwa dealera. KK uczy, że pokusy nie pochodzą wyłącznie od diabła - mogą tez wynikać z samej naszej natury albo z namówi innych osób - ale te diabelskie też istnieją. Co nie znaczy, że możemy przerzucać odpowiedzialność na diabła, bo mamy rozum i wolną wolę i to, że ktoś nas do czegoś namawia nie znaczy, że mamy to robić. Jeśli ktoś namawia inną osobę do grzechu i ta osoba grzeszy, to każda z nich grzeszy w swoim zakresie- jedną namową, druga czynem i każda ponosi odpowiedzialność za to, co sama zrobiła.

Idąc tym tokiem rozumowania - modlitwa o siłę, by nie ulegać pokusom jest przerzucaniem odpowiedzialności na Boga. Nie dałeś mi siły Boże - to twoja wina, że się wściekłem i kogoś pobiłem ;)

Ale generalnie egzorcyzmy prywatne, które mogą odmawiać osoby świeckie, ograniczają się do modlitwy do Boga o danie siły w celu odrzucania pokus - w tym zwłaszcza pokus diabelskich. Egzorcyzmy "właściwe", w których rozkazuje się bezpośrednio demonowi, są raczej zarezerwowane dla kapłanów (przy czym egzorcyzm wielki może odprawiać jedynie garstka kapłanów wyznaczonych do tej posługi).

12-11-2014 12:12
Agrafka
   
Ocena:
0

Dziękuję za odpowiedzi Adeptusie. Teraz wszystko jest jasne.

12-11-2014 18:22
Venomus
   
Ocena:
0

Czy w ten sposób w pewnym sensie człowiek nie przerzuca własnej słabości na szatana? To nie jest aby przerzucanie odpowiedzialności?

Pst, dziecino, o to właśnie chodzi w religii...

12-11-2014 18:36
Adeptus
   
Ocena:
+1

@ Agrafka

Ależ nie ma za co, choć w głębi duszy zastanawiam się, czy przez "teraz wszystko jest jasne" nie masz na myśli "aha, czyli to jest dokładnie tak głupie, jak przypuszczałam" ;)

@ Venomous

Nie, nie o to chodzi w religii - przynajmniej nie w każdej (o ile dopuszczasz do siebie myśl, że istnieją jakieś różnice pomiędzy religiami, do czego, jak wiem z doświadczenia, niektórzy ateiści są niezdolni). Tyle, że nie wiem, czy cię ta kwestia w ogóle interesuje, czy też twoja uwaga miała na celu jedynie polepszenie własnego samopoczucia, przez napawanie się przeświadczeniem, że religia jest gupia! i sam fakt bycia ateistą automatycznie czyni cię lepszym, mądrzejszym i bardziej oświeconym.

Notabene, z równą częstotliwością słyszę, że religia przytłacza człowieka poczuciem winy i stawia nadmierne wymagania przez co nadmiernie utrudnia ludziom życie, jak i to, że religia to sposób na ułatwienie sobie życia przez przerzucenie całej odpowiedzialności na bóstwo. Niekiedy obie te opinie słyszę z ust tej samej osoby - ale cóż, każde stwierdzenie krytykujące religię jest z definicji logiczne i racjonalne, a że się to wszystko kupy nie trzyma, to bez znaczenia.

12-11-2014 21:50
Venomus
   
Ocena:
+1

Owszem są religie cięższe i lżejsze. Taki Buddyzm na przykład jest na tyle lajtowy i nieingerujący w życie pobocznych obywateli, że nawet jako ateista czuję spory szacunek do tego stylu życia. Oczywiście teraz, bo dawniej jak buddyzm np. w Nipponie był wyładowany wojującymi mnichami biorącymi udział w walkach rodów i poszczególnych daimyo to huhu, zupełnie insza inszość. Nie przeszkadzały mi tez politeistyczne kulty (zwłaszcza gdzie były bóstwa i bożki hedonistycznej zabawy i wiedzy). Jakoś po prostu religie oparte na umęczaniu się i monoteizmy uruchamiają moją żyłkę pierdzącą. Zwłaszcza wielka trójca (Islam, Judaizm and yours trully, Chrześcijaństwo z jego pierdyliardem schizm i odłamów). W politeizmach też pełno było rozlewu krwi ale statystycznie czciciele wspomnianej 3 są wybitnie na prowadzeniu ;)

12-11-2014 22:45
Vukodlak
   
Ocena:
+2

Bo statystycznie ich okres dominacji przypada na statystyczny wzrost liczby ludności? Ale co tam.

13-11-2014 00:08
Agrafka
   
Ocena:
0
Hmm...Chodziło mi tylko o to, że wyjaśniłeś mi jak kapłan podchodzi do kwestii egzorcyzmu. To, co ja o tym myślę jest tu kompletnie bez znaczenia-religia nie istnieje dla mnie, tylko dla wiernych, ja nie jestem jej użytkownikiem. Mogę chcieć ją zrozumieć, podroczyć się, nie zgodzić się - ale zasadniczo nie widzę powodów żeby miało to mieć jakimkolwiek znaczenie dla kogokolwiek poza mną.
13-11-2014 00:46
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Venomous

Jakoś po prostu religie oparte na umęczaniu się i monoteizmy uruchamiają moją żyłkę pierdzącą. Zwłaszcza wielka trójca (Islam, Judaizm and yours trully, Chrześcijaństwo z jego pierdyliardem schizm i odłamów).

Ok, to są przykłady monoteizmów, a jakie znasz religie oparte na umęczaniu się?

W politeizmach też pełno było rozlewu krwi ale statystycznie czciciele wspomnianej 3 są wybitnie na prowadzeniu ;)

A i tak nasza trójka razem wzięta przez wieki przelała mniej krwi niż ateistyczni komuniści w ciągu kilkudziesięciu lat ;)

Tak przy okazji - w języku polskim nazwy religii nie piszemy z dużej. Nie to, żebym ci jakoś szczególnie wytykał, bo sam robię dużo/więcej błędów, ale po co kalkować z angielskiego.

Poza tym, mam wrażenie, że dla ciebie dobra (ewentualnie "znośna") religia to taka, która niczego nie wymaga. Tylko po co taka religia?

 

 

13-11-2014 10:53
Venomus
   
Ocena:
0

a jakie znasz religie oparte na umęczaniu się?

Chrześcijaństwo zawsze stawało mi przed oczami w takim przypadku. To całe smutne celebrowanie, klęczenie w betonowych świątyniach, słuchanie kazań. Samo to, że mają te wszystkie nakazy moralne mnie "umęcza". I powiedzmy sobie śmiało, nasze Święto Zmarłych nie umywa się do Dia de los Muertos. Tam potrafią się bawić (mimo, że w kraju pełno chrześcijaństwa, to zwyczaje im się zachowały).

 

Mnie podobają sie religie które wiedzą, że zostały stworzone by wypełnić

emocjonalną pustkę człowieka ale nie wtryniają sie z kim chce spać/co spożywać, jak żyć. Jak u wikingów ^_^

13-11-2014 14:14
Adeptus
   
Ocena:
+2

@ Venomous

Co dla kogo jest umęczeniem, to rzecz względna - ja np. nie lubię imprez i alkoholu, więc dla mnie religia gdzie celebracje polegają na festynach jest dużo bardziej męcząca niż modlitwa nad grobem.

To całe smutne celebrowanie

Podaj przykład jednej z założenia smutnej uroczystości w obrządku katolickim. Ewentualnie można wskazać obrządki wielkoczwartkowe i wielkopiątkowe, ale one też są jedynie wstępem do radości z powodu Zmartwychwstania Pańskiego.

Uroczystość Wszystkich Świętych jest uroczystością radosną, gdyż podczas niej cieszymy się z tego, że zmarli zostali zbawieni i radują się szczęściem w niebie. To, że dla ciebie radość musi oznaczać skoczne śpiewy i tańce, przebieranie się czy też libacje, nie znaczy, że jeśli ktoś przeżywa swoją radość w inny sposób "umęcza się".

Zresztą, przeżywanie smutku również nie jest "umęczaniem się". Smutek i cierpienie są częścią naszego życia i światopogląd i obrzędowość, które to ignorują są dosyć płaskie. Pociecha duchowa dawana przez religię, która nie dostrzega istnienia zła, jest jak pociecha dawana przez używki - na pewien czas daje zapomnienie, ale nie pomaga radzić sobie z problemami.

Samo to, że mają te wszystkie nakazy moralne mnie "umęcza".

Ciebie umęcza. To nie znaczy, że jest to religia polegająca na umęczaniu się dla jej wyznawców, bo szczery wyznawca religii nie traktuje jej zaleceń jako "umęczeń" (a jeśli tak do tego podchodzi, to powinien zastanowić się, czy jego wiara ma sens i czy nie lepiej dać sobie spokój), tylko czuje radość z tego powodu, że poznał dobrą ścieżkę i może się stawać coraz lepszym. A to, że nie jest to łatwe, nie oznacza, że jest "męką".

Mnie podobają sie religie które wiedzą, że zostały stworzone by wypełnić

emocjonalną pustkę człowieka ale nie wtryniają sie z kim chce spać/co spożywać, jak żyć. Jak u wikingów ^_^

Akurat religia wikingów nie została stworzona, aby wypełnić emocjonalną pustkę, tylko żeby uzyskać pomoc (a przynajmniej brak przeszkód) ze strony nadnaturalnej siły. W większości tego typu religii politeistycznych nie ma miejsca na emocjonalną więź z siłą wyższą, to jest pragmatyczny handel "daję, abyś dał". I jak najbardziej jest tu spory materiał dla "umęczenia" - "Nie złożyłem ofiary bóstwu, kurde, co teraz będzie?".

A buddyzm, dzięki Buddzie ;), nie jest taki płytki jak piszesz i zawiera bogate nauczanie moralne, a także uczy, że nasze złe uczynki przynoszą nam negatywne konsekwencje. Zresztą, buddyzm to nie jest też monolit, są różne szkoły i nurty i nie można osądzać całego buddyzmu na podstawie tej rozmamłanej wersji praktykowanej na Zachodzie, gdzie całe to bogactwo zredukowano do relaksacyjnych praktyk medytacyjnych i wygłaszania banalnych, ale mądrze brzmiących formułek.

Co nie znaczy, że jestem taki zachwycony wschodnią moralnością, jest w niej wiele rzeczy, które mi się nie podoba - np. wiara w reinkarnację prowadzi niekiedy do obojętności wobec biednych/chorych "Bo skoro on się zreinkarnował jako biedny/chory, to widać taka karma, nie powinienem poprawiać jego losu, bo odbiorę mu okazję do "zgubienia" złej karmy". Ale nawet taka nauka moralna, z którą się nie do końca zgadzam, jest lepsza niż sprowadzanie religii do palenia kadzidełek.

Zresztą, w ogóle religie wschodu są strasznie spłycane przez ludzi Zachodu - fascynują się oni medytacją, jogą i tym podobnymi ozdobnikami, a nie dostrzegają sedna ich nauczania i potem się zachwycają, jakie te religie są wolne od nakazów i zakazów. To tak jakby jakiś Azjata mówił, że "Wolę chrześcijaństwo od buddyzmu! W buddyzmie coś tak gadają o karmie, reinkarnacji, zasadzie niekrzywdzenia, szlachetnych prawdach, że życie jest cierpieniem i tylko nirwana daje wyzwolenie... A w chrześcijaństwie są tylko piękne rytuały, choinka w grudniu, ślub w białej sukni, czysta radość życia bez tych wszystkich mistycznych bredni!".

13-11-2014 15:13
Venomus
   
Ocena:
0

ja np. nie lubię imprez i alkoholu,

Jako abstynent w pełni się z tobą zgadzam. Dlatego dodałem też bóstwa nerdów (znaczy sie wiedzy).

 

a jeśli tak do tego podchodzi, to powinien zastanowić się, czy jego wiara ma sens i czy nie lepiej dać sobie spokój

Mówisz tak jakby wyznawca traktował swoja wiarę racjonalnie. Zazwyczaj ludzie naginają to pod siebie, no bo jak to tak, ja mam nie mieć racji?

 

Podaj przykład jednej z założenia smutnej uroczystości w obrządku katolickim

Nie obchodzi mnie, że Wielki Piątek jest wstępem do czegoś innego. Jest samo w sobie smętnym świętem. Nie dałoby od razy wyznawać samej Niedzieli porzucając dwa poprzednie, zbędne dni? A Święto Zmarłych to już w ogóle syf, kiła i mogiła. Posępne twarze kontemplujące nad marmurowymi miejscami spoczynku rodziny. Gdzie część smutku idzie na stratę ukochanych a część na ten perfidny głosik z tyłu głowy, że kiedyś (może już niedługo?) samemu tak skończysz...

 

 

A w chrześcijaństwie są tylko piękne rytuały, choinka w grudniu, ślub w białej sukni, czysta radość życia bez tych wszystkich mistycznych bredni!".

Bo na dobrą sprawę tak właśnie powinno wyglądać chrześcijaństwo :D

 

Co do reszty powiedzmy, że jako-tako się rozumiemy.

BTW czy to nie miała być notka z której naśmiewamy się z głupoty ludzi z Frondy za wrzucenie postaci Empa? Tak jak z notkami "kobiety w grach" od razu musimy przechodzić do dyskusji na poziomie i wymian poglądów które nie sprawią, że któraś ze stron się czegoś nauczy i za 2 dni zapomnisz, że w ogóle ją toczyłeś? Eh, quo vadis Polter?

 

13-11-2014 15:35
Adeptus
   
Ocena:
+1

Mówisz tak jakby wyznawca traktował swoja wiarę racjonalnie. Zazwyczaj ludzie naginają to pod siebie, no bo jak to tak, ja mam nie mieć racji?

To akurat nie dotyczy tylko wiary, tylko wszelakich poglądów. Poza tym - ja stwierdziłem, że jeśli dla kogoś jego wiara jest "umęczeniem" to nie ma sensu, żeby ją wyznawał, ale przecież nikogo nie zmuszę, żeby postąpił sensownie.

Jako abstynent w pełni się z tobą zgadzam.

No i teraz wyobraź sobie, że ktoś ci mówi, że absytencja to umęczanie się.

 

Nie obchodzi mnie, że Wielki Piątek jest wstępem do czegoś innego. Jest samo w sobie smętnym świętem. Nie dałoby od razy wyznawać samej Niedzieli porzucając dwa poprzednie, zbędne dni?

Ciebie nie obchodzi. Nas obchodzi. Dlatego możesz mówić, że ciebie katolicyzm męczy, ale nie mów, że "polega na umęczeniu". To jest tak, jakbym ja twierdził, że dyskoteki polegają na masochizmie, bo ja nie lubię tańczyć.

Poza tym, wyrzucenie Wielkiego Piątku umniejszałoby naszą radość ze Niedzieli. Ba, bez Wielkiego Piątku nie byłoby Niedzieli. Radujemy się z tego, że Bóg tak nas ukochał, że cierpiał za nas i radujemy się z tego, że nasz Bóg pokonał śmierć i radujemy się z tego, że odkupił nasze grzechy - jeśli wcześniej nie przeżyjemy jego cierpienia i śmierci, jeśli wcześniej nie uświadomi sobie, czym jest grzech, to z czego się tu cieszyć? Jaką wartość ma zwycięstwo, jeśli nie ma czego zwyciężać?

To tak, jakbyś powiedział sportowcom "Po co oni biegają, po co się męczą? Zawody powinny polegać na tym, że od razu przystępujemy do rozdania nagród i każdy dostaje złoty medal".

Poza tym, religia, która ignoruje istnienie cierpienia nie tylko nie przynosiłaby pozytywnych efektów - ona byłaby wręcz szkodliwa, bo uczyłaby ludzi egoizmu i nieczułości. Sama idea współczucia zakłada odczuwanie dyskomfortu z tego powodu, że na świecie istnieje cierpienie. Taka religia uczyłaby też stagnacji - bo jeśli jest dobrze, jak jest, to po co się rozwijać, po cokolwiek zmieniać? Każde działanie rodzi się z negatywnej oceny status quo. Piszesz o religiach ceniących wiedzę - ale to też jest "umęczenie", bo zakłada, że głupota jest czymś niefajnym i zachęca do wysiłku w celu pomnożenia wiedzy.

Bezstresowe chowanie nie jest dobrym pomysłem i dotyczy to też religii.

A Święto Zmarłych to już w ogóle syf, kiła i mogiła. Posępne twarze kontemplujące nad marmurowymi miejscami spoczynku rodziny. Gdzie część smutku idzie na stratę ukochanych a część na ten perfidny głosik z tyłu głowy, że kiedyś (może już niedługo?) samemu tak skończysz...

To, że ludzie przeżywają jakieś święto wbrew jego istocie i założeniom, nie znaczy, że ono "polega na umęczeniu". Istotą chrześcijaństwa jest danie nadziei na życie wieczne i radość z tego faktu. Jeśli ktoś tę nadzieję i radość odrzuca, to w gruncie rzeczy nie jest chrześcijaninem (co nie jest z mojej strony obelgą, tylko prostym stwierdzeniem faktu, bo wiem, że trudno niekiedy trudno wzbudzić w sobie taką wiarę). Ci ludzie nie męczą się w imię chrześcijaństwa - oni męczą się WBREW chrześcijaństwu. Zamiast chrześcijańskiego Wszystkich Świętych, świętują ateistyczne Święto Zmarłych. Niezrozumiałe jest wysnuwanie wniosków, że chrześcijaństwo to udręka, na podstawie zachowania osób, które zachowują się wbrew chrześcijańskiej nauce.

Bo na dobrą sprawę tak właśnie powinno wyglądać chrześcijaństwo :D

Czyli powinno być pozbawione jakiegokolwiek sensu i wartości? W imię zaprzestania "umęczania się", mamy zrezygnować z tego, co daje nam radość i nadzieję?

13-11-2014 16:12
Venomus
   
Ocena:
0

No i teraz wyobraź sobie, że ktoś ci mówi, że absytencja to umęczanie się.

Jeśli ktoś chce pić a nie może to zapewne jest. Jeśli kogoś to nie kręci/nie smakuje/nie lubi efektów to pozbawienie się czegoś czego się nie lubi nie jest chyba wyrzeczeniem?

 

To jest tak, jakbym ja twierdził, że dyskoteki polegają na masochizmie, bo ja nie lubię tańczyć.

Nie wiem jak inni ale ja nie zamierzam przed każdą opinią oddawać "uważam, że" ponieważ uważam to za zbędną. Nie ma jednego constans dla każdego i jeśli ktoś mówi, że "to czy tamto jest do pupy" to z miejsca uważam, że wysuwa tu swoją opinię. kiedy mówię, że chrześcijaństwo jest słabe to przekazuję swoje stanowisko. I owszem co do dyskotek się zgadzam ^_^

 

Co do reszty, raczej się nie dogadamy.

 

13-11-2014 16:25
Adeptus
   
Ocena:
+2

Jeśli ktoś chce pić a nie może to zapewne jest. Jeśli kogoś to nie kręci/nie smakuje/nie lubi efektów to pozbawienie się czegoś czego się nie lubi nie jest chyba wyrzeczeniem?

A jeśli ktoś lubi, ale uważa, że alkohol szkodzi i z tego powodu nie pije, co daje mu satysfakcję z powodu posiadania silnej woli i nieszkodzenia własnemu zdrowiu? Jest to umęczenie, czy nie?

Problem nie tkwi w tym, że negatywnie oceniasz chrześcijaństwo, bo masz do tego prawo, tylko na tym, że swoją opinię opierasz na błędnym rozumieniu tego, na czym polega chrześcijaństwo. Jeśli mówisz "Nie lubię cukru" to spoko, ale jeśli mówisz "Nie lubię cukru, bo jest słony" to już coś jest nie tak. Albo jeśli mówisz "Ja nie lubię cukru, więc ludzie, którzy jedzą cukier, męczą się".

13-11-2014 16:37

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.