The Signal

Jak bardzo jesteś wytrzymały?

Autor: Balint 'balint' Lengyel

The Signal
Johan i Nic stanowią duet hakerów bez ustanku toczący cichą wojną z tajemniczym Nomadem, hakerem sabotującym uczelnianą sieć. W trakcie jednej z cyfrowych konfrontacji namierzają źródło sygnału, znajdujące się na pustyni w Nevadzie. Starając się poznać tożsamość przeciwnika podejmują wyprawę, która ostatecznie ma wyjaśnić cel cybernetycznych ataków oraz zdekonspirować Nomada. Jednakże to, co odkryją na miejscu przerośnie ich najśmielsze wyobrażenia na temat otaczającego świata.

We współczesnej kinematografii z gatunku sci-fi niezmiernie trudno jest o oryginalne koncepcje. Szereg przełomowych obrazów wyznaczył ścieżki, którymi podążają kolejni producenci, jednocześnie stanowiąc inspirację dla późniejszych reżyserów oraz scenarzystów. Wydawać się może, iż nieco łatwiejsze zadanie stoi przed osobami piszącymi scenariusze do adaptacji pozycji literackich. Otrzymują oni gotowy pomysł, który należy "tylko" przenieść na język filmu. W przypadku dzieł nie będących ekranizacjami książek, komiksów czy gier, sprawa wygląda zupełnie inaczej. Wówczas to zadanie stworzenia pełnej i spójnej wewnętrznie koncepcji w pełni spada na barki twórców filmu. Efekty ich pracy bywają przeróżne.

Dlaczego pokusiłem się o powyższą dygresję? Przede wszystkim dlatego, iż ta druga opcja jest znakiem rozpoznawczym filmów, które nie są głośnymi blockbusterami, tylko kameralnymi produkcjami, stanowiącymi pole do popisu dla początkujących reżyserów, scenarzystów, a niekiedy także i aktorów. Przykładem takiego właśnie dzieła jest właśnie The Signal.

Laurence Fishburne | Źródło: nerdrepository.com

Reżyserii dzieła podjął się William Eubank, twórca wielokrotnie realizujący zdjęcia do filmów, jednakże z minimalnym doświadczeniem w roli reżysera. Jest on także współautorem scenariusza napisanego we współpracy z Carlyle Eubank – debiutantki w tej materii – oraz z Davidem Frigerio, który także nie może poszczycić się dokonaniami ani zbyt licznymi, ani nadmiernie znanymi. Należy więc zauważyć, że za dzieło odpowiedzialna jest ekipa bardzo młoda zarówno wiekiem, jak i stażem, za to pełna pomysłów, co znalazło swoje odzwierciedlenie w obrazie.

Otóż The Signal ogląda się bardzo dziwnie, albowiem przez całą projekcję nie sposób odgadnąć, o czym tak naprawdę jest efekt twórczej pracy państwa Eubank. W rzeczy samej dzieło przypomina chaotyczną zbieraninę wielu przypadkowych rozwiązań i idei. Wygląda to tak, jakby z wygenerowanej puli pomysłów wylosowano kilkanaście, a następnie zmontowano scenariusz, który momentami w najmniejszym stopniu nie trzyma się kupy. 

Przygody, które spotykają bohaterów przypominają majaki osoby pogrążonej w wysokiej gorączce. Przykładem "dziwności" jest m.in. tajemniczy ośrodek badawczy, w którym Nic odzyskuje przytomność. Ponieważ chłopak porusza się o kulach, zyskuje "dar" w postaci sztucznych – wysoce zaawansowanych technologicznie – kończyn. Jego przyjaciel, nie mający problemów z dłońmi, otrzymuje analogiczne przeszczepy zamiast rąk. Po co? Nie wiadomo. Haley raz budzi się ze śpiączki, to znów w nią zapada. W międzyczasie pojawia się mnóstwo pytań, które nie doczekują się żadnej sensownej odpowiedzi, wątki prowadzące donikąd. Jakiś stwór grasujący po laboratorium, także bez większego znaczenia dla fabuły; personel pozwalający pacjentom zbiec bez żadnych przeszkód tylko po to, żeby ruszyć w pościg tuż po zamknięciu wejściowego włazu przez uciekinierów – to tylko próbka absurdalności pomysłów, które znalazły się w filmie. Nie lepiej prezentuje się finał, w którym pogoń przez pustynię kończy się… No właśnie, czym?

Po zakończeniu seansu można przyjąć założenie, iż The Signal zawiera w sobie wiele ambitnych pomysłów, mnóstwo zakręconych koncepcji oraz otwarte na interpretację zakończenie. Osobiście uważam, że bliższe prawdy wydaje się wyjaśnienie, iż twórcy tak naprawdę nie wiedzieli, w którym kierunku chcą podążyć i o czym tak naprawdę ma być ich dzieło. W rezultacie widzowie otrzymali jeden wielki bełkot. Chapeau bas dla tych widzów, którzy są tutaj w stanie odnaleźć wzór jakiegoś misternego planu, nadrzędnej idei uspójniającej wykorzystane pomysły, tudzież głębsze przemyślenia, do których może prowokować film Eubanków.

Brenton Thwaites | Źródło: nerdrepository.com

O dziwo, do udziału w produkcji udało się twórcom namówić Laurence'a Fishburne’a, występującego w roli Damona, czyli szefa ośrodka badawczego, a zarazem tajemniczego Nomada – o czym od razu wiedzą widzowie, lecz nie bohaterowie. To drugi film, po Kolonii, który wskazuje, iż ten uznany aktor znalazł się na zakręcie swojej kariery, angażując się w projekty raczej słabe i nie dające mu możliwości wykazania się warsztatem. Zupełnie przyzwoicie wypadli natomiast młodzi aktorzy, zwłaszcza Brenton Thwaites (Nic) oraz Beau Knapp (Johan). Tego pierwszego polscy widzowie mogą zobaczyć w obrazie Dawca pamięci, którego premiera także miała miejsce w roku 2014. Natomiast Knapp ma za sobą występ w sympatycznym filmie Super 8. Ogólnie rzecz ujmując, warto śledzić rozwój kariery obu młodych aktorów. Na ich tle Olivia Cooke (Haley) wypada bardzo bezbarwnie. Należy także zwrócić uwagę na obecność bardzo charakterystycznej Lin Shaye (Mirabelle), mającej bardzo bogaty dorobek aktorski.

Od strony wizualnej film balansuje pomiędzy kilkoma odmiennymi konwencjami, co tylko potęguje wrażenie chaosu, do którego przyczynił się przede wszystkim scenariusz. Początkowe "klasyczne" zdjęcia przechodzą w coś w rodzaju found footage przy scenach mających miejsce w Nevadzie, po czym twórcy powracają do standardowej pracy kamery, finalnie kończąc na ujęciach, których nie powstydziliby się twórcy słynnego Matriksa. Końcówka filmu jest bardzo widowiskowa, a ostatnie kadry zapadają w pamięć. Poplątanie różnych stylów nie przeszkadza wprawdzie tak bardzo, jak pełen dziur i słabości scenariusz, pokazuje natomiast, jak wiele pracy jest jeszcze przed Williamem i Carlyle Eubank oraz Davidem Frigerio, jeśli chcą w przyszłości odegrać jakąkolwiek znaczącą rolę w branży filmowej.

Życzyłbym sobie – oraz oczywiście każdemu innemu widzowi – jak najmniej dzieł podobnych do The Signal. Mając na uwadze, iż młodym reżyserom i scenarzystom należy się szansa na zaistnienie oraz to, że pierwsze kroki nie zawsze bywają udane, we wszystkich filmach staram się znaleźć elementy uzasadniające czas spędzony przed ekranem. Poszukuję aspektów, na które warto zwrócić uwagę i które dają nadzieję na to, iż kolejne przedsięwzięcia twórców będą lepsze. Tym razem niestety nie potrafię wskazać żadnych jaśniejszych elementów, nie licząc dwójki młodych aktorów. Jaki pomysł przyświecał twórcom filmu – nie wiadomo. Dlaczego przepuszczono tak fatalny i pełen luk scenariusz – podobnie. Czy warto było poświęcić czas temu dziełu – nie. Koniec sygnału.