string(15) ""
» Blog » Terapia
18-04-2020 10:52

Terapia

W działach: opowiadania grozy | Odsłony: 150

Opowiadanie jako próba własnych sił w tworzeniu drobnej literatury fantastycznej;) Bądźcie wyrozumali:D

Mrok. Jedyna rzecz jaką zobaczyłem po otworzeniu oczu był mrok. Była godzina trzecia nad ranem. Minęło kilka chwil zanim przedmioty z pokoju zaczęły wychodzić z cienia. Paliło mnie w gardle. Łyk zimnej, świeżej wody to była jedyna rzecz jaką teraz chciałem zrobić. Łapczywie złapałem za butelkę. Jedna szklanka za drugą, dopiero po czwartek poczułem ulgę. Miałem jeszcze kilka godzin snu. Leniwie wyciągnąłem papierosa z paczki. Jeszcze otumaniony nagłą pobudką powoli człapałem się do drzwi korytarza. Uchyliłem nieco drzwi, zza nich wystawał mój ledwo rozpalony papieros. Zaciągając się leniwie raz za razem myślałem zupełnie o niczym. Mrok który pojawia się w głowie jest znacznie bardziej tajemniczy niż ten który można zastać zaraz po przebudzeniu. Mrok myśli jest dłuższy, mroczniejszy a bywają nawet dni że jesteśmy wobec niego bezradni. Zgasiłem papierosa i zacząłem kierować się w stronę łóżka. Leniwie mijałem ciemny korytarz. Obrazy na ścianach wydawały się na mnie patrzeć, szydzić ze mnie. Nieznosiłem tego uczucia ani niepokoju który towarzyszył przy tym. Noc to nietypowe zjawisko. Jeżeli czegoś nie potrafimy dostrzec, w naszej głowie rodzi się wyobraźnia rodem z horroru. Każdy szelest, niewinny zgrzyt może doprowadzić Cię do paranoi. W ciemności zaczniesz się rozglądać, słychać dziwne szepty, oglądać niewyraźne obrazy. Wszystko po to by szaleństwo wyciągnęło po Ciebie swoje szpony. W końcu doszedłem do łóżka. Położyłem się spać.

Obudził mnie telefon. Spojrzałem na wyświetlacz, dzwoniła moja żona.- Cześć kochanie, obudziłam cię?- W słuchawce usłyszałem jej przyjemny głos.- Tak ale nic nie szkodzi i tak miałem wstawać, dzisiaj pierwszy dzień w nowej klinice- - Już myślałam że zaśpisz- powiedziała żartobliwie- nie kochanie. Kiedy wracasz?-- Muszę załatwić jeszcze parę spraw związanych z firmą, zajmie mi to kilka dni. Chyba poradzisz sobie bez swojej seksownej żonki- uśmiechnąłem się do słuchawki – tak, myślę że nie załamię się twoją chwilową nieobecnością- Izy nie było dwa tygodnie, a ja wciąż myślałem że nie ma jej miesiącami. Tęskniłem za nią bardzo.- Jak spałeś? Znowu koszmary?—Tak, znowu wstałem o trzeciej z ogromnym pragnieniem.—Nie powinien Cię zbadać lekarz?—Dobrze wiesz, że byłem już u lekarza ale nie potrafił mi pomóc. Myślę że w nowej pracy wszystko się zmieni—Oby. Dobrze ja zadzwonię później, powodzenia w nowe pracy. Kocham Cię—I ja Ciebie- potem usłyszałem już tylko głuchy sygnał rozłączającej się rozmowy. Wstałem z łóżka. Chwilę jeszcze rozmyślałem nad moim sennym problemem. Powtarza się to za każdym razem, lecz zawsze wstaję wypoczęty. W końcu przyzwyczaiłem się do tego. Pamiętam jak Iza martwiła się za każdym razem, kiedy wstawałem po kolejną szklankę wody. Najgorsze były jednak te koszmary. Gdyby powtarzały się tak samo często, pewnie bym zwariował. – Dobra, pora na szybki prysznic- powiedziałem do siebie i zacząłem swoją dzienną toaletę. Kawa i syte śniadanie postawiły mnie na nogi. Przed domem czekał na mnie samochód. Przekręciłem stacyjkę, warkot silnika oznajmił gotowość do jazdy. Czas ruszać do kliniki.

Szpital był położony niedaleko lasu. Wszędzie było czuć powiew świeżego powietrza. Zacząłem wdrapywać się na kamienne schody psychiatryka. Z leniwym piskiem otworzyły się drzwi holu. W środku przywitała mnie recepcjonistka- Słucham pana, w czym mogę pomóc—Dzien dobry, nazywam się Krystian Pałęcki mam pracować w tutejszym szpitalu.—aaaach nowy psychiatra, dr. Parzęcki czeka na pana.- Kobieta zaprowadziła mnie na piętro szpitala, dookoła kręcili się pacjenci. Korytarz był długi, mijaliśmy pokoje chorych. Na odcinku około trzydziestu metrów od schodów, korytarz dzielił się na kolejne. Lewy i prawy korytarz prowadziły na skrzydła powojennego budynku do kolejnych sal szpitalnych, zaś na wprost znajdował się pokój ordynatora.- to tutaj- powiedziała recepcjonistka. Podziękowałem i pewnie zapukałem do drzwi. Dojrzały, męski głos zaprosił mnie do środka. Pokój ordynatora nie odznaczał się czymś nadzwyczajnym. Na środku stało drewniane biórko, dwa fotele naprzeciwko. Po prawej stronie mieścił się regał z książkami. Pod butami czułem miękki dywan.- Dzień dobry, Krystian Pałęcki.- Zbigniew Parzęcki -- uścisnąłem dłoń ordynatora w geście przywitania- Rozmawiałem z panem przez telefon, miałem się stawić w sprawie pracy—Tak, tak, pamiętam. Proszę usiąść.- Parzęcki wskazał mi miejsce, w którym miałem spocząć- Cieszę się, że tak szybko pan do nas zawitał. Przeglądałem pańskie papiery, muszę przyznać że jestem pod wrażeniem. Jest pan całkiem młody jak na takie doświadczenie.- - No cóż, nie próżnuje. Bardzo lubię to co robię.—Nie wątpię, patrząc po wynikach. Pracował już pan z osobami chorymi psychicznie, a nawet z ludźmi o skłonnościach psychopatycznych. Czemu nie pracuje już pan w klinice w Gdańsku?- - Nastąpiła redukcja etatów, niestety szpitale w Polsce upadają.—Tak, to prawda. Nie chcę zapeszać ale nas póki co to nie dotyka. Zaznajomił się już pan ze szpitalem?—Nie, pani recepcjonistka zaprowadziła mnie wprost do pana. Szpital jest ogromny. Macie wielu pacjentów?—Nasz szpital powstał na opustoszałym budynku byłego szpitala Niemieckiego. Owszem jest duży ale mamy też i wielu pacjentów. Owszem kilka sal stoi pustych ale nie narzekamy na brak chorych. Może oprowadzę pana po szpitalu, przy okazji pokażę panu stanowisko pracy.—Bardzo chętnie.- Wyszliśmy spowrotem na korytarz. Szpital był znacznie większy niż myślałem. Dzielił się na trzy piętra. Na każdym znajdowały się sale dla chorych psychicznie. Ośrodek był bardzo zadbany. Parzęcki opowiadał mi historie budynku, zapoznał z presonelem górnych sal. Zostałem bardzo dobrze przyjęty przez obsługę szpitala.- czy będę pracował na tych oddziałach?- zapytałem.- Na górnych częściach mamy już sporą liczbę lekarzy, dla Pana chciałbym znaleźć inny punkt zaczepienia.- -A mianowicie?- - Zjedziemy teraz do piwnic, tam pan osobiście się przekona.- Weszliśmy do windy. Z lewniwym piskiem ruszyła na samo dno budynku. Tuż za drzwiami siedział ochroniarz i jeden z lekarzy- Dzień dobry dr. Parzęcki- psychiatra zwrócił się do ordynatora- Dzień dobry, to jest Krystian Pałęcki. Będzie z tobą pracował na tym skrzydle. Krystianie, oto Kazimierz Ostrowski, nasz najbardziej doświadczony lekarz.—Witam dr. Ostrowski, w czym się pan specjalizuje?- - cześć. Głównie skłonności psychopatyczne, krótko mówiąc najcięższe przypadki. Słyszałem o panu, jak na 30 latka ma pan naprawdę imponujące wyniki. Jest pan gotowy na pracę w „Hadesie”?- - „Hadesie”?- Spojrzałem na niego badawczo. Ten roześmiał się i powiedział- tak nazywamy piwniczne korytarze naszego szpitala.- ordynator złapał mnie za ramię- dobrze panie Krystianie, tutaj pana zostawiam. Dr. Kazimierz zadba o pana i pokaże stanowisko pracy. Pańskie biuro mieści się zaraz po prawej od windy. Miłego dnia życzę- podziękowałem. Ordynator zniknął za drzwiami windy. Ostrowski zaprowadził mnie do mojego gabinetu. W środku było bardzo schludnie, miałem sporo miejsca dla siebie. Fotele wygodne, biurko odpowiednio duże. – Podoba się?- - Tak, całkiem przytulnie— Przejdźmy na ty. Kazimierz- wyciągnął dłoń w geście przywitania- Krystian—Gotowy na spotkanie ze swoim pierwszym pacjentem?—Czemu nie?- odrzekłem z uśmiechem- chciałbym już go poznać.- Dobrze, zasady są podobne jak na każdym oddziale o zaostrzonym rygorze. Chodź za mną. – Wyszliśmy na piwniczne korytarze ośrodka. Mimo palących się świateł i skrawka słońca które wpadały przez szyby korytarza, odczuwało się dziwny niepokój. Dookoła było słychać jęki szaleńców zamieszkujących poszczególne cele, niektórzy krzyczeli, mówili do siebie. Nie są to miejsca dla zwykłych ludzi. Każdy z nich wpatrywał się we mnie, lecz ich oczy zdawały się wcale na mnie nie patrzeć. Same spojrzenia i klimat „Hadesu” wystarczyłyby by przerazić zwykłego zjadacza chleba.- Jest pan żonaty?- milczenie przerwał Kazimierz- Tak jestem. Od 5 lat.—Macie dzieci?—Nie, nie planujemy póki co. Żona jest zajęta prowadzeniem firmy, a ja pracą w szpitalach.—Można tu nabawić się stracha co?—No nie jest to przyjemne miejsce.—Pracuję tutaj 20 lat a zawsze ciarki mnie przechodzą jak tutaj schodzę. No to jesteśmy na miejscu.- podeszliśmy do ostatniej Sali na końcu korytarza. Jak reszta mieściła się za hartowanym szkłem, w środku było ciemno. Nie było widać nikogo lecz wyczuwałem czyjąś obecnośc. Był tam ktoś kto wnikliwie się we mnie wpatrywał. Czułem to spojrzenie, włos się jeżył.- czemu ta sala nie jest oświetlona?-spytałem- Mateusz, bo tak nazywa się pacjent zamieszkujący tą salę, nie życzył sobie żadnych świateł. Nie sprawiał problemów więc zgodziliśmy się na tą przysługę.—co mu dolega?—w całej swojej karierze ani ja, ani ordynator nie spotkaliśmy się z takim przypadkiem. Chory ma przywidzenia, twierdzi że wizje. Czasem zachowuje się jakby miał schizofrenię. Dziwny przypadek. W każdym razie pacjent jest twój. Zdiagnozujesz przypadek, to czeka cię szybki awans w naszym gronie. Zostawię was samych. Wiesz jak trafić do wyjścia?—Tak, poradzę sobie. Dziękuję.- usiadłem na krześle naprzeciw celi. Za sobą słyszałem stukot twardych podeszw Ostrowskiego. Wpatrywałem się w ciemność tajemniczej Sali. Czułem że Mateusz odpowiada na moje spojrzenie.- witam, jestem Krystian i będę twoim nowym lekarzem- cisza. Głucha cisza, to wszystko co usłyszałem w odpowiedzi. Wpatrywałem się w tą ciemność, starałem się zobaczyć czy aby na pewno ktoś tam jest. – Anioły, demony. Każdy z nich czegoś od nas chce. Chcą nas ratować, dusić, wyzwalać, męczyć. Szeptają kiedy jesteś sam w otaczającym cię cieniu. Mówią do ciebie kiedy śpisz. Wierzysz w nie?- ciszę przerwał spokojny głos- hmm, wierzę w ludzi. Wiara w siły nadprzyrodzone jest zbyt zagadkowa, a nauka nie daje zbyt wielu trafnych i jasnych odpowiedzi by i w nią uwierzyć.—Ludzie… prości, dobrzy, źli, zaślepieni… zwierzęta. Fascynujący z nas gatunek. W chwili największego zagrożenia uwierzymy we wszystko, by sobie pomóc.—taką mamy naturę. Każdy ma potrzebę czuć się bezpiecznym—a czy ty czujesz się bezpieczny? Czujesz się komfortowo w zacisznych ścianach tego korytarza? Czujesz bezpieczeństwo kiedy obserwuje cię zza szyby?-- tak, czuję się bezpiecznie- skłamałem. Cała ta sytuacja była dla mnie czymś nowym. Odczuwałem lęk i niepokój. – czemu chowasz się w cieniu?- - to co widzimy to tylko obraz, jak zdjęcia wrzucone w kamerę, wprawiające je w ruch. Ludzie boją się ciemności ponieważ nie widzą co się w niej czai.—Ty się nie boisz?—mam otwarty umysł, czuje się bezpieczniejszy. Trzeba patrzeć każdą sferą , zmysły to tylko jedna z nich—Jak długo tutaj jesteś?—całe 3 lata—jak wyglądało twoje życie zanim tu trafiłeś?—to co było, nie jest ważne. Najważniejsze jest to co robimy teraz, to że siedzisz tutaj, rozmawiasz ze mną. To że boisz się wpatrując się w pustkę którą masz przed sobą. Czyż nie doktorze Pałęcki?- zamurowało mnie- skąd wiesz jak mam na nazwisko?- spytałem go, lecz odpowiedziała mi cisza. Siedzieliśmy jeszcze tak w milczeniu około piętnastu minut. Wciąż czułem że się na mnie patrzy, lecz nie zamierzał otworzyć ust. Na dziś skończyłem. Poszedłem do biura pozbierać myśli. Korytarz „Hadesu” dla samotnego zwiedzającego był przerażający. Coś kazało mi przyśpieszyć kroku ale umysł kazał zachować zdrowy rozsądek. Cały czas czułem się obserwowany. Każdy wzrok z osobna leżał na moim ciele, wpatrywał się we mnie z szaleńczym spokojem. Dopiero w biurze odetchnąłem z ulgą. Postać Mateusza zaintrygowała mnie, nigdy nie spotkałem wcześniej kogoś tak przenikliwego. Jasne światło wpadające przez niewielkie okiennice odbijające się od bladych jak trup białych ścian dodawały uczucia ulgi. Wziąłem papiery leżące na stole i zacząłem gryzdolić raport z dzisiejszych obserwacji. Starałem się nie myśleć o koszmarnej wizycie u tajemniczego pacjenta. Doszedłem do wniosku że najlepiej będzie odwiedzać pacjenta co 3 dni i sprawdzać postępy, czułem że czeka mnie dużo pracy. Niezwłocznie pobiegłem poinformować o tym ordynatora- Tak, myślę że to dobry pomysł. Mateusz to bardzo wnikliwy i inteligentny człowiek- Ordynator odpowiedział spokojnie, wiedział że potrzebujemy czasu by dokładnie zdiagnozować i wyleczyć jego przypadek- będziecie pracować na zmianę z dr. Ostrowskim, jego doświadczenie i pański talent powinny szybko zdiagnozować ten przypadek- - Dziękuję panie ordynatorze, będę wdzięczny za każdą pomoc.- porozmawialiśmy jeszcze o trudach pracy lekarzy w moim nowym miejscu pracy. Doszliśmy do wniosku, że w międzyczasie obejmę leczenie pozostałych pacjentów na czas trzy dniowej absencji od Mateusza. Poczułem ulgę. Jedna wizyta z nim doprowadzała mnie do stanów lękowych, przerwa była konieczna. Koło godziny osiemnastej skończyłem zmianę, w domu byłem kwadrans później. Wieczorna toaleta i kolejna samotna kolacja. Tęskniłem za żoną. Zawsze kiedy wracałem po trudach pracy, znajdywałem w jej ramionach pocieszenie. Nie mieliśmy jeszcze dzieci, może to i dobrze. W dzień wiecznie byłem zajęty, ona w delegacji potrafiła wyjeżdżać na kilka dni. Z drugiej jednak strony, nie miał kto rozjaśniać mroków samotności które otaczały mnie kiedy Izy nie było w pobliżu. Kiedy zbyt długo człowiek wpatruje się w mrok, musi mieć świadomość że mrok w końcu zacznie się wpatrywać w niego. W każdym razie tak pisał Nietze. Coś jednak w tym było. Zadzwoniłem jeszcze do Izy, by upewnić się że nie jest tylko wymyśloną przeze mnie fikcją. Jej głos dodał mi otuchy i nadziei. To jest właśnie to uczucie kiedy myślisz że spadasz w dół, ale to drugie ciągnie cię ku górze. Kochałem ją za jej optymizm i poczucie humoru. Kończąc rozmowę życzyłem jej dobrej nocy. Chwilę poźniej sam położyłem się spać.

Mrok. Długi korytarz w mroku. Niewayraźny obraz tunelu zapadającego się w cień. Czułem się przerażony, jednak ruszyłem w głąb bezdennej ciemnej czeluści. Obraz delikatnie falował to w lewo to w prawo. Czułem że nie jestem sam, zacząłem słychać szepty. Głosy coraz wyraźniejsze zaczęły układać się w jakieś słowo, lecz wciąż zbyt słabo zrozumiałe. Ktoś chwycił mnie za ramię, odwróciłem się i… obudziłem się z ogromnym pragnieniem. Spojrzałem na zegarek, była trzecia w nocy.- świetnie- powiedziałem do siebie, po czym poszedłem po szklankę wody. Zimna woda spływająca po mojej krtani. Nie do opisania ulga. Położyłem się spać.

Następne trzy dni minęły na rutynowych obchodach i badaniu chorych. Pacjenci z górnych skrzydeł nie sprawiali większych problemów. Czułem się znacznie lepiej. Miałem więcej czasu na zapoznanie się z personelem szpitala. Byli to mili i bardzo pomocni ludzie, czułem się znacznie lepiej niż w Gdańskiej klinice. Z Ordynatorem omówiliśmy moje nocne dyżury. Chciałem z tą ekipą pracować pełen etat, dopóki moja żona nie wróci z delegacji. Nie chciałem czuć się samotny w czterech ścianach. Następnego jednak dnia miałem spotkać się z Mateuszem. Musiałem dobrze się zmobilizować, by tym razem nie zaskoczył mnie. Rano byłem już w swoim biurze w „Hadesie”. Strażnik powitał mnie uśmiechnięty i pełen energii. Zupełnie tutaj nie pasował. Usłyszałem stukanie do drzwi. Drzwi otworzyły się z leniwym piskiem. Za nimi stał blady jak ściana Ostrowski. Zaprosiłem go do środka. Bez słowa podszedł do mnie, położył raport z badań na biurko. Wychodząc rzucił za sobą tylko suche „powodzenia” po czym zamknął drzwi. Nie wiedziałem co powiedzieć. Domyśliłem się jednak że chodziło o Mateusza. Dopaliłem papierosa i poszedłem w głąb mrocznych głębi piwnic szpitala. Na samym końcu „Hadesu” czekał na mnie w mroku pacjent, niczym Haron żeby przeprawić mnie przez stygs na drugi koniec ciemnej jak noc sfery. – Dzień dobry- usłyszałem zza ciemnej szyby poczciwy męski głos pacjenta- Witaj. Jak minął dzień?—Tak samo jak poprzednie, a panu doktorze?—Całkiem przyzwoicie, nie licząc mojego zmiennika który wyszedł stąd blady jak ściana. O czym rozmawialiście?—Z dr. Ostrowskim? Tak po prostu zamieniliśmy parę rutynowych zdań. Nic więcej.—Po zwykłej rozmowie człowiek nie wchodzi w takim stanie do czyjegoś biura Mateuszu. Opowiesz mi o czym rozmawialiście?- Zapadła cisza. Czułem na sobie tylko jego wzrok. Czułem że nic więcej nie powie mi w tej sprawie.- Polubiłem pana, dr. Pałęcki.Jest pan bardziej otwarty od dr. Ostrowskiego.—Co masz na myśli?—Nie boisz się mówić o tym co myślisz, Ostrowski jest nudny. Interesuje go tylko mój przypadek i jego praca.—Tym się zajmuje. Jego doświadczenie pozwala mu pracować tak jak uważa najlepiej.—Doświadczenie… Czym jest ludzkie doświadczenie w bezkresie czasu który miał miejsce i mieć będzie? To tylko znikomy pierwiastek wiedzy i umiejętności jaki jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.—To prawda, w obiektywie czasu jesteśmy tylko kolejnym etapem ewolucji—Skoro o tym mowa… Mówiłeś że wierzysz w Boga prawda?—Tak, mówiłem tak.—Powiedziałeś też że trzeba mieć otwarty umysł na wszystko prawda?—Tak, to prawda—Co jeżeli faktycznie Bóg istnieje, trafimy po śmierci do nieba lub piekła. Spędzimy bezkres wieczności w jednym z tych dwóch równoległych światów, nie znając strachu przeciwko czasowi i siłach natury. Co jeżeli jednak po śmierci wcielimy się w kolejne ciało? Lub materię zwierzęcą bądź roślinną? Co jeżeli okaże się, że gdy umrzemy, zakopią nas pod ziemią i już nigdy więcej nie ujrzymy tego świata? Będziemy utuleni w wiecznym śnie dopóki materia tego świata nie rozpadnie się w proch? Co pan o tym myśli doktorze?—Jak już mówiłem Mateuszu, trzeba mieć otwarty umysł. Co się by stało gdyby się okazało, że cały nasz świat, życie na ziemi i nasza rozmowa była tylko akcją książki? Bylibyśmy skazani na łaskę autora.- po chwili usłyszałem donośny śmiech zza szyby Sali- właśnie za to pana lubię dr. Pałęcki. Za otwartość umysłu. Proszę już iść, niech pan odpocznie czeka pana męcząca noc.- znów nie wiedziałem co powiedzieć. Czyżby Mateusz wiedział o moich problemach z koszmarami? Starałem się nie okazywać żadnych uczuć. Nie chciałem zdradzić swojego strachu za każdym razem, kiedy wyjawia te aspekty życia o których zupełnię nie mówię. Był albo świetnym psychologiem albo prorokiem. W każdym razie zabrałem się wprost do biura. Odłożyłem papiery z dzisiejszych badań na stół i czym prędzej poszedłem do Ostrowskiego. Zapukałem, nikt mi jednak nie odpowiedział. Drzwi były otwarte. Wszedłem do środka. W kącie siedział Kazimiesz blady jak trup.- Kazik, co się stało?- przez chwilę nic nie opdowiedział, tylko patrzył się w ścianę- Nigdy więcej- wyszeptał, poczym wstał i wyszedł. Nie mogłem go zatrzymać. Pobiegł do windy. Na piętrze pytałem się jeszcze czy nikt nie zastał Ostrowskiego, lecz wszyscy byli zbyt zajęci. Nie wiedziałem co w tej chwili zrobić. Dałem znać Parzęckiemu. Cała ta sprawa i zachowanie doświadczonego dr. Ostrowskiego nie miało sensu. Po skończonej zmianie zabrałem się samochodem do domu. Byłem wykończony po rozmowie z Mateuszem i całą tą sytuacją w szpitalu. Bez namysłu położyłem się spać.

Mrok. Znów czerń spowijała mnie dookoła. Nagle stanąłem w korytarzu szpitala. Słyszałem głos Ostrowskiego. Wzywał pomocy. Droga przez zamglony, mroczny korytarz kołysał się to w lewo to w prawo. Głos przerażonego Kazimierza zdawał się co raz wyraźniejszy. W końcu widziałem sylwetkę unoszącą się w powietrzu. Dr. Ostrowski wisiał na stryczku na środku ciemnego korytarza. Jego twarz była tak samo blada jak ostatnim razem kiedy go widziałem. Wymawiał do mnie słowa których nie byłem w stanie usłyszeć, nagle z jego gardła wydobył się potworny krzyk cierpienia i bólu.

Godzina trzecia nad ranem, palenie w gardle. Otworzyłem oczy. Po chwili usłyszałem dźwięk dzwoniącego telefonu. Dzwonił ordynator- Krystian?- - Tak doktorze, czemu dzwoni pan tak wcześnie?- - Zdarzył się wypadek, chodzi o dr. Ostrowskiego. Jest tu już policja, zdołasz przyjechać jak najszybciej?—Tak, zaraz tam będę.- Domyślałem się, że moja nocna mara nie była zwykłym snem. Przerażony ubrałem się czym prędzej i pojechałem do kliniki. Nie wiedziałem o czym mam myśleć, ogarniało mnie przerażenie z każdym kilometrem jakie pokonywałem w drodze do szpitala. Dotarłem na miejsce. Nie wiem ile to trwało. Piętnaście minut? Pół godziny? Zupełnie straciłem rachubę. Duże kamienne schody i drzwi szpitala wydawały się witać mnie z jakimś tajemniczym, szyderczym uśmiechem. Przystanąłem chwilę wpatrując się w ten przerażający obiekt. Samo wpatrywanie się w szpital psychiatryczny w Jantarze doprowadzał do obłędu. Leniwie postawiłem stopę na pierwszym stopniu, nogi w końcu same doprowadziły moje roztrzęsione z przerażenia ciało pod same wrota złowrogiego budynku szpitalnego. Dookoła świeciły błyski policyjnych kogutów. Leniwie otworzyłem drzwi. Powitała mnie posępna mina dr. Parzęckiego- Kazik powiesił się w swoim biurze w Hadesie- ogarnął mnie blady strach. Miałem wrażenie że wciąż śpię, a to jest jeden z tych chorych snów. Jednak nie śniłem. Ostrowski wisiał w swoim biurze. Jego oczy pozbawione blasku i wyrazu wpatrywały się we mnie, jakby chciał mi coś przekazać. Po chwili policja zdjęła trupa ze stryczka zawieszonego na rurze. Parzęcki patrzył na mnie przez chwilę. Nie wiedzieliśmy co powiedzieć. Po chwili jednak przerwał grobowe milczenie- masz może jakiś pomysł co się mogło stać?- - Nie mam pojęcia doktorze. Wczoraj wydawał się bardzo dziwny ale nie sądziłem że…- - Ze się powiesi? Ja też nie. Znałem go od lat. Jeżeli miałby jakiś problem to na pewno by się z niego zwierzył. Rozmawialiście może?- - Nie. Wszedł do mojego biura po spotkaniu z Mateuszem blady jak ściana, nie zamieniliśmy nawet słowa. Nie zchowywał się, jakby to rzec, naturalnie.- - Co masz na myśli Krystian?- - Wydawał się być przerażony, a co gorsza obłąkany- - Obłąkany? Nie wierzę. Z resztą Policja przesłuchiwała Mateusza w mojej obecności. Ponoć rozmawiali tylko o jego stanie zdrowia.- - Może…- rzuciłem. Mateusz potrafił być wnikliwy ale co mogło doprowadzić Kazika do takiego stanu? Nie wiedziałem co mam o tym myśleć. Zadzwonił telefon. Przeprosiłem ordynatora i poszedłem do swojego biura. Odebrałem, to była moja żona.- Cześć kochanie, wstałeś już?- - Tak kochanie, wstałem- odpowiedziałem zupełnie bez emocji. Po chwili usłyszałem znów jej kojący głos- Co się stało? Czyżby kolejne koszmary?-- Też. Jestem teraz w szpitalu, jeden z naszych lekarzy się dziś powiesił- opowiedziałem jej całą sytuację, lecz pominąłem fakt że wisielec śnił mi się. Nie chciałem jej przerażać. Dodała mi otuchy kiedy powiedziała, że dziś po południu będzie już w domu. Postanowiliśmy odłożyć rozmowę na później, chciałem spotkać się z Mateuszem. Usiadłem w wygodnym fotelu. Odpaliłem papierosa, próbowałem się odprężyć. Z Mateuszem nie wolno było rozmawiać pod presją, był zbyt inteligentny i wydawał się wyczuwać intencje. Musiałem zachować spokój. Czułem się jakbym mierzył się z potworem, niewidzialną siłą która spowija swoje długie szpony na mojej szyi czychając na moje życie i duszę. Po chwili otrząsnąłem się, trzeba było zachować jasność umysłu. Przecież to tylko jeden z pacjentów, choć niezwykły, to wciąż nim był. Mógł powiedzieć mi co wydarzyło się, że Kazik zrobił jak zrobił, lub faktycznie nie wiedział nic. Zebrałem się i wyszedłem w głąb paszczy potwora jakim był ciemny korytarz „Hadesu”. Pacjenci zdawali się być zębami tej przeklętej paszczy a sam Mateusz jego oczami i uszami. Szedłem w ciemności szukając odpowiedzi, jak ślepiec który szuka iskierki światła w mroku swojego kalectwa. W końcu stanąłem przed oszkloną celą Mateusza- Jakie to smutne, kiedy jednego dnia człowiek przechadza się uśmiechnięty w bezkresie i beztrosce tego świata a drugiego wiesza się na sznurze w przez zapomnianej przez Boga i ludzi placówce na końcu świata. Istotnie świat jest pełen niespodzianek- zachichotał- Dzień dobr dr. Pałęcki. Oczekiwałem pana, choć jest pan znacznie wcześniej niż zwykle- - Mateuszu, musimy porozmawiać. Wczoraj dr. Ostrowski rozmawiał z Tobą, dziś nie żyje. Coś mi mówi, że wiesz co się mogło stać—Wszystko wyjaśniłem policji doktorze- - Ja wiem, że coś ukrywasz. Czuję to. Nic nikomu nie powiem, tylko oświeć mnie. O czym rozmawialiście?- znów nastała cisza. Ta piekielna cisza. Nie powiedział mi ani słowa, tylko wpatrywał się na mnie zza czeluści mrocznej celi.- Nie chcesz rozmawiać to nie, do widzenia- - Ostrowski był słaby- powiedział kiedy zerwałem się z krzesła- Żył w świecie materialnym. Czcił wszystko co go otacza, co widział i słyszał. Popadł w obłęd poprzez swoją arogancję i jednowymiarowy wgląd w rzeczywistość. - - Zabiłeś go?- - Zza tej celi? Niemożliwe doktorze. Sam się powiesił. To był jego wybór.- Nie mogłem się z nim nie zgodzić. Ostrowski sam dokonał tego makabrycznego wyboru targnąc się na własne życie. Usiadłem na krześle, wpatrywałem się w szkło.- Patrzysz się teraz w szkło mojej celi. Patrzysz się w to co pokazują Ci oczy. Mimo wszystko wiesz, że tu jestem. Wyczuwasz moje spojrzenie. To odróżnia cię od niego, nie jesteś płytki. Oczy często nas oszukują, pokazują to co chcemy zobaczyć lub to co ktoś chce nam pokazać żeby zasłonić prawdziwy obraz rzeczywistości lub własnych zamiarów. Jako doświadczony doktor powinien to wiedzieć, zwłaszcza że był psychiatrą.- Nie mogłem zaprzeczyć. Mateusz to bardzo inteligentna i wnikliwa bestia. Jednak musiałem podjąć walkę, chciałem jej. Konfrontacja dwuch sił nieznanego pochodzenia. Walka dobra ze złem? Wnikliwości umysłów? Szlag by to. Nie chciałem dać mu za wygraną, nie po tym wszystkim.- Destrukcyjny charakter ludzi to nie tylko fizyka ale również psychika, czy o to ci chodzi?- Mateusz znów się zaśmiał.- Taaak. Wszyscy jesteśmy skłonni do destrukcji, a nawet autodestrukcji. Chce mi pan pomóc doktorze, czy może pomóc sobie?- - Co masz na myśli?- - Zanim dostał pan tutaj pracę, miał pan pacjenta. Ciężki przypadek prawda? Nie udało się zdiagnozować problemu i ze swej niedoli i udręki uciekł zabijając samego siebie prawda? Od tamtej pory dręczą doktora nocne koszmary, wizje przyszłych wydarzeń oraz demony histerycznie śmiejące się z pana- nagle zbladłem, ciarki przeszły po moich plecach niczym lodowa fala. Chciałem uciec, zostawić cały ten pieprzony szpital w diabły. Z daleka od Mateusza i tych chorych sal „Hadesu”. Nie byłem gotowy na pranie mózgu, a tym bardziej mroczne odgadywanie myśli. Czyżbym rozmawiał z samym diabłem?- Skąd to wszystko wiesz?- - Wiem wiele rzeczy. Niech pan idzie, będzie miał pan dziś gościa.- Zaczekaj, odpowiedz mi na moje pytania!- Zamiast odpowiedzi słyszałem histeryczny śmiech obłąkanego. Miałem tego dość. Poszedłem do ordynatora, potrzebowałem kilku dni wolnego z żoną. Chciałem odpocząć od tego szaleńca. Parzęcki nie był przekonany ale dał mi kilka dni na pozbieranie myśli. Wróciłem do domu.

Było kilka minut po godzinie dwunastej. Moja żona miała być lada chwila. Wciąż w głowie brzmiały mi słowa Mateusza. Wyjąłem z teczki dane moich pacjentów. Mimo wszystkich sukcesów, faktycznie miałem jeden dziwny przypadek. Cezary, 23 letni pacjent szpitala psychiatrycznego na Srebrzysku w Gdańsku. Miał omamy. Wydawało mu się że słyszy i widzi demony. Ogólnie spokojny facet, intelgentny i przenikliwy. Pewnej nocy odgryzł sobie żyły tętniczne w swojej celi. Nagle coś mnie olśniło, jego przypadek był bardzo podobny do przypadku Mateusza. Również potrafił odczytywać ludzkie intencje i myśli, wydawało mu się nawet że czyta w myślach. Nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Od jego śmierci nawiedzają mnie moje koszmary. Chryste, co ja mogłem zrobić? Byłem zbyt młody i niedoświadczony. To wszystko moja wina?

Nagle w progu mieszkania stanęła uśmiechnięta Iza. Nagle wszystkie moje wątpliwości i udręki umyslowe zeszły na drugi plan. Iza, moja piękna Iza. Anioł stróż w najgorszych chwilach, przyjaciel w chwilach słabości. Pełna ciepła i miłości twierdza i ostoja spokoju dla mojej umęczonej przez pracę duszy. Bez słów poddaliśmy się miłosnemu uniesieniu. Tak bardzo mi jej brakowało.

Mrok. Znów czerń oplatająca mnie niczym wąż, dusząc mnie z każdą próbą oswobodzenia się. Nad swoim łóżkiem stał Cezary z odrgyzionymi tętnicami. Patrzył się na mnie, a ja… ja nie mogłem się ruszyć. Czułem się jakby ktoś przyspawał mnie do mojego własnego łóżka. Po chwili usłyszałem krzyk Izy gwałconej przez mojego byłego pacjenta na moich oczach. Nie mogłem nic zrobić, nie mogłem się ruszyć. Obraz kołysał się to w prawo to w lewo, wszędzie słyszałem jej krzyk bólu i przerażenia. Krzyczała moje imię, chciała bym jej pomógł. Ja… nie mogłem nic zrobić tylko się patrzeć. Głuche szepty, co raz wyraźniejsze mówiły mi że to wszystko moja wina. Popadałem w obłęd… Godzina trzecia nad ranem. Zerwałem się z łóżka. Iza spokojnie spała obok mnie. To był tylko chory sen. Moja przedziwna i tragiczna wyobraźnia. Gardło paliło mnie, jakbym do środka wrzucił ognisty żar. Na raz wypiłem butelkę wody. Uspokojony świadomością że to był tylko koszmar położyłem się spać.

Te kilka wolnych dni spędziłem z moją piękną Izą. Biegaliśmy po sklepach, odwiedzaliśmy okoliczne festyny i imprezy. Przy niej zupełnie zapomniałem o koszmarach minionych dni i nocy. Była moją ostoją… ucieczką. Nie wiem co by się stało gdybym stracił tego swojego osobistego anioła. Kobieta dla mężczyzny zawsze jest ucieczką. Jeżeli zbyt wysoko się wznosimy, ściąga nas na ziemie. Jeżeli zbyt nisko upadamy, ciągnie nas ku górze. Cudowny skarb, często nie doceniany, a przecież w zasięgu ręki. Któregoś dnia, odwiedzając Gdański Park Oliwski rozmawialiśmy o mojej pracy. Unikałem rozmowy o tragediach minionych dni. Tym bardziej nie mówiłem nic o Mateuszu. Zręcznie zmieniałem tematy. Nie zasługiwała na to by ją przerażać. Zatrzymaliśmy się pod dworkiem by podziwiać luksusowy apartament szlachecki- Wiesz Krystian? Moja firma prosperuje świetnie, mam godnych zaufania i bardzo utalentowanych pełnomocników. Miałabym teraz dużo czasu dla siebie, dla nas i… dla dziecka. Może powinniśmy o tym pomyśleć?- Nie wierzyłem w to co mówi. Byłem w niebowzięty. Do pełni szczęścia brakowało już tylko dziecka w naszej skromnej, kochającej się rodzinie.- Kotku, myślałem że już nigdy się nie zdecydujesz. Dziecko to fajna sprawa, pod warunkiem że to będzie chłopiec. Nie jestem jeszcze gotowy na dobór spódniczek- wybuchnęliśmy śmiechem. Żona złapała mnie pod ramię i przespacerowaliśmy resztę ogrodu w słodkim milczeniu. Przed wieczorem byliśmy już w domu. Jutro miałem wrócić do mrocznych piwnic „Hadesu”. Przerażała mnie ta myśl. Pójdę tam, porozmawiam z Ordynatorem i z Mateuszem. Potem kończę pracę w klinice. Chce się zająć żoną, przyszłym dzieckiem. Zostanę lekarzem w zwykłym miejscu.

Mrok. Krzyki dobiegające z sąsiedniego korytarza. Rozejrzałem się dookoła. Stałem sam na rozdrożach przerażającego korytarza „Hadesu”. Iza wołała moje imię. Krzyczała…. Cierpiała… Biegłem za jej głosem, modląc się że nic jej nie jest. Nagle stanąłem przed oszkloną, znajomą mi celą. Szkło posypało się w drobny mak, za nimi leżała Iza na stole operacyjnym. Wydawało się że rodzi. Chodziłem między lekarzami przyjmującymi poród. Po chwili z przerażeniem zorientowałem się, że to nie byli lekarze lecz pacjenci szpitala. Nad głową Izy stała czarna postać, histerycznie śmiejąca się z nas. Obłąkańce rozcięli brzuch mojej żony, wyjęli dziecko które okazało się martwe.

Zerwałem się z łóżka.- Nic ci nie jest kochanie? Czyżby znowu koszmary?- spojrzałem na nią. Byłą cała i zdrowa. Nie mogłem tego tak zostawić, zacząłem się ubierać.- Dokąd idziesz?- - Do kliniki- - Przecież jest trzecia nad ranem!- - To nic, muszę załatwić parę spraw. Im szybciej tym lepiej.- - Przerażasz mnie Krystian- - Załatwię to szybko i wracam do ciebie- Pocałowałem ją na odchodne i wybiegłem z domu. Mateusz musiał odpowiedzieć mi na wiele pytań. Nawet jeżeli pozostawiłby mi wątpliwości, rzuciłbym to w diabły. „Hades”. Mroczny korytarz tego przeklętego miejsca. Serce waliło mi jak młotem, miałem wrażenie że zaraz spotkam się znów z nieznaną, złowrogą siłą panującą niepodzielnie w tym miejscu. Musiałem uzbroić się w wiarę we własne siły, dar przekonywania i co najważniejsze- stoicki spokój. Po chwili znów stanąłem twarzą twarz z mrokiem celi na końcu korytarza. Usiadłem- Witaj Mateuszu.- - Witam doktorze, nareszcie doczekałem się pańskiej wizyty. Jak minął wolny czas z piękną żoną?- - Przestań się ze mną bawić. W jakiś sposób wiesz co się dzieje w mojej głowie, co się wydarzy. Kim ty jesteś?- - Czyżbyś się bał doktorze?- nie odpowiedziałem mu. Ciągnął dalej- Owszem tak, boisz się. Wyczuwam to z każdym twoim oddechem.- - Powiedz mi, skąd biorą się te koszmary? Potem dam ci spokój, wyjadę.- - O nie. Nie możesz wyjechać, nie po tym co zrobiłeś.- - Cezary sam był sobie winien. Popełnił samobójstwo, nie zabiłem go jeżeli ci o to chodzi.- - Nie zabiłem się doktorze z własnej woli, to oni mi kazali. Nie potrafiłeś mi pomóc. Nie chciałeś słuchać, byłeś zajęty tylko tym co działo się w mojej głowie, nie w duszy.- zamarłem. Serce waliło mi jak młotem.- Czarek?- powiedziałem niepewnym głosem. Z mroku szyby wyłoniła się postać zmasakrowanego, przecież nie żyjącego już Cezarego. – Ale jak…? Przecież ty nie żyjesz!

Mrok. Wszędzie mrok. Dookoła słyszałem szepty. Moje oczy nie widziały nic. Nagle rozbłysła nademną lampa. Siedziałem na krześle przymocowany pasami do poręczy i podłogi. Przede mną stał przerażający wizerunek Cezarego.- Tak. Nie pomogłeś Cezaremu. Nie słuchałeś kiedy wołał o pomoc. Kiedy wsysałem jego świadomość, wydzierałem duszę z jego mizernego ciała. Kiedy pożerał własną skórę wdzierając się w tętnice myślał o tym jak go traktowałeś. To otworzyło mi drogę do ciebie doktorze. Nie ma winy bez kary, a Cezary całą swoją świadomością która mu została obarczył cię nią. Teraz jesteś mój.- Diabeł śmiał się ze mnie, patrzył mi głęboko w twarz. Nie mogłem uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. To musiał być kolejny z tych cholernych koszmarów. Próbowałem się wyrwać z okowów krzesła… Próbowałem się obudzić… Diabeł złapał się moich poręczy, zbliżył swoją twarz- To nie sen Krystian. To rzeczywistość innego świata, materii. Masz przecież otwarty umysł prawda?- Jego głos brzmiał jak tysiące igieł wbijających się w moją duszę. Wiedziałem że nic nie mogę zrobić. To był już koniec. Pomyślałem jeszcze o Izie, mojej kochanej żonie. Jej twarz była tak wyraźna… Dlaczego przyjechałem do tej przeklętej kliniki?!- Dotkorze. Już czas. Czas rozpocząć… Terapię!!

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Johny
   
Ocena:
+4

Witamy na Polterze. Gratuluję odwagi. To zawsze ryzyko gdy publikujesz swój tekst i wystawiasz się na krytykę innych osób. Opowiadanie jest długie i na pewno poświęciłeś mu sporo pracy i czasu.

Co mógłbyś zrobić by było lepsze? Na początku zadbałbym o formatowanie tekstu. Dialogi tak ściśnięte w jednym akapicie bardzo ciężko się czyta. Koniecznie popraw pisownię Nietzschego i Styksu, bo wyglądają, jakbyś chciał sprawić wrażenie, że jesteś oczytany, ale ortografia zdradziła, że to nieprawda. Popraw przecinki, jak ja widzę, że ich brakuje, to znaczy, żę rzucają się w oczy. Generalnie postaraj się, by tekst był jak najbardziej czytelny - wtedy możesz przyciągnąć ludzi, których błędy odstraszają, ale dzięki temu, że są tak wrażliwi na słowo pisane, ich informacja zwrotna jest nieoceniona.

Co do samej treści:

Na plus: Podoba mi się, że to opowiadanie jest pisane dla czytelnika. Czasami można się spotkać z opowiadaniami bez fabuły, które są chaotycznym wynurzeniem autora o wszystkim i o niczym. Twój tekst ma jakiś temat i cel - wystraszyć i dzięki temu dać rozrywkę czytelnikowi. Jest w nim jakaś opowieść.

Dla ulepszania: fajnie jest znać zasadę show don't tell. Spokojnie, ja też mam z nią problem. Polega ona na tym, że czytelnik łatwiej sobie wyobraża daną scenę, jeśli mu ją pokażesz zamiast opowiedzieć. Czyli na przykład zamiast pisać "był przerażony", napisz "dłonie zaczęły, mu się pocić, na rękach poczuł gęsią skórkę, serce biło coraz szybciej, chciał uciekać, lecz nogi miał jak z waty".

U ciebie to się rozjeżdża. Piszesz na przykład, że pacjent był przenikliwy, ale słyszymy go tylko jak mówi nieskładne zdania.

Spokojnie, myślę że strasznie trudno jest opisywać rzeczy, tak by odpowiednio je zobrazować drugiej osobie. To bardziej cel na ciągłą naukę. 

18-04-2020 14:34
gower
   
Ocena:
0

@Johny +1

Edytor polterowy potrafi naprawdę sporo w kwestii formatowania tekstu, trzeba tylko wykorzystać jego możliwości. Tych dialogów niestety nie da się bezboleśnie czytać...

18-04-2020 15:22
Adeptus
   
Ocena:
0

Też podpisuję się pod uwagami Johny'ego. Ja sam niespecjalnie formatuję tekst, ale mógłbyś przynajmniej zaczynać akapity i wypowiedzi od nowej linijki, to lepiej by się czytało. I jeszcze w dłuższych dialogach częściej wskazywałbym, kto wypowiada daną kwestię, bo miejscami się trochę gubiłem.

A treściowo, jak na debiut, jest chyba nie najgorzej.

18-04-2020 15:26
Gerwant
   
Ocena:
0
Dzięki, wezmę to sobie do serducha
18-04-2020 20:08
Henryk Tur
   
Ocena:
0

Popracuj nad interpunkcją

19-04-2020 15:55

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.