string(15) ""
» Blog » Sztuka adaptacji, czyli co czyni Mistrza Gry
19-05-2012 01:53

Sztuka adaptacji, czyli co czyni Mistrza Gry

Odsłony: 4

Ponieważ czuję do siebie lekkie obrzydzenie kiedy piszę wodolejskie, nic nie znaczące notki wokół tematu notki na Mojszej, dzisiaj robię duplikat. Jeśli chcecie poczytać na blogasku, który kocham bardziej, to klikajcie.

 

Dawno, dawno temu, kiedy byłam małą, szesnastoletnią wodziarką, wizja poprowadzenia scenariusza, którego nie wymyśliłam sama jawiło mi się najgorszą z możliwych zbrodni. Upokorzeniem i ohydą. Świadectwem braku wyobraźni i kreatywności. Ba, nawet prowadzenie dwa razy tego samego było niejaką kompromitacją.


Świat zdawał się mnie popierać. Był pełen opowieści o tym, jak gracze zniszczyli piękny scenariusz (wszyscy to znamy) i wyrazów uznania dla rewelacyjnych fabuł i intryg autorstwa MG. Mój guru od prowadzenia spędzał godziny, rozpisując w zeszycie swoje epickie kampanie (BYŁY epickie, wspominałam o tym niejednokrotnie i jeszcze nie raz wspomnę, ale Mistrza, który doprowadza Graczy do stanu, w którym wyją ze szczęścia spotyka się – myślę – raz w życiu). Na konkursie Mistrza Mistrzów prowadziło się – o ile wiem – własne przygody. Był też Quentin. Był ogólny szacunek, jakim się Mistrza otaczało ze względu na to, że on musi się, w przeciwieństwie do Graczy przygotować do sesji. Wreszcie ja zostałam etatowym Mistrzem głównie ze względu na to iż cieszyłam się opinią człowieka, któremu łatwo przychodzi wymyślanie historii (podejrzewam, że gwoździem do trumny stał się później fakt iż prawie zawsze wygrywam w Munchausena).

Jak teraz o tym myślę, to wtedy miało to sens. Kupowanie dodatków do systemów jawiło się w większości wypadków głupotą – mam podstawkę, mogę wymyślić wszystko, czego potrzebuję, A DO TEGO KOSZTOWAŁA OSIEMDZIESIĄT ZŁOTYCH, JESZCZE NIGDY NIE WYDAŁAM TYLE PIENIĘDZY NARAZ I NIE BĘDĘ KUPOWAĆ ŻADNYCH DODATKÓW (kochane GSy <3). Internet bywał w domach, ale nie wszystkich, raczej podłączony pod telefon i na godziny, ogólnie – bida. Nawet gdyby się chciało gotowców to nie miałoby się ich skąd brać, w każdym razie nie na tyle często, żeby zaspokoić potrzeby spotykającej się minimum raz na tydzień ekipy (mówimy o liceum, przypominam).

Po jakimś czasie zagadnienie gotowców przestało istnieć. Quentin ciągle był, ale przecież nie po to żeby prowadzić te scenariusze, nie? Można popatrzeć co inni wymyślają, ale... Prowadzić? Nah.

Minęło parę lat. Teraz sam jestem dziad...

Khem. Teraz sama napisałam dwa scenariusze i puściłam je do sieci w nadziei, że ktoś w nie zagra. Nagromadziło mi się wokół tego trochę rozkminek, no i właśnie im poświęcony jest ten wpis, którego połowa jest już właściwie za nami, choć to zdanie wygląda jakbym ledwie skończyła wstęp.

Jak już mówiłam, minęło parę lat, parę sesji, paru graczy i parę konwentów. Dokonały się epokowe odkrycia („sesja jest dla graczy”, „to BG są głównymi bohaterami” i im podobne) i wreszcie nadszedł pierwszy scenariusz, który poprowadziłam dwa razy. Wtedy nadeszło kolejne epokowe odkrycie – o którym już na polterblogu gdzieś pisałam – że scenariusz poprowadzony dwa razy to nie „ta sama sesja poprowadzona dwa razy”.

Niedługo później – o tym też pisałam – miałam okazję prowadzić z moim ulubionym człowiekiem na świecie, dziewczyną, która po latach zachwyciła mnie swoją narracją.

Rozmawiałyśmy potem trochę o erpegach, o tym, jak prowadziłyśmy i jak wyszło – padło wtedy zdanie o tym, że jak wyłączyć narrację to każdy/większość scenariuszy to zasadniczo zagadka do rozwiązania. No, plus turlanie w czasie walki, ale tego nie dodałyśmy, bo jakby nie o tym mowa była (walka to w sumie też zagadka taktyczna jak na to odpowiednio spojrzeć).

To wszystko trochę się we mnie kotłowało, by w końcu zwarzyć się w kolejne epokowe odkrycie, które sprowadza się właściwie do „wszystko jedno co zrobisz przed sesją, ważne jak ją poprowadzisz”. Ktoś tu na polterze (Ninetounges?) napisał kiedyś, że prawdziwa historia postaci zaczyna się na sesji – podobnie jest w sumie z sesją. Super, że NPCe się mordowali i pletli intrygi, w których pogubiłby się Dumas, ale to się tak naprawdę nie liczy – liczy się to, co się stanie na sesji i jak o tym opowiesz. Tudzież, jeśli chcemy być poprawni polityczno-erpegowo: opowiecie.

U Agathy Christie była taka bohaterka, której imienia nie pomnę Ariadna Oliver (dzięki, Theta-), autorka kryminałów, która zawsze zżymała się na ludzi, którzy są zdania, że pisarze świetnie opowiadają. Podejrzewam, że było w tym sporo racji, podobnie jak pewnie w odwrotnym twierdzeniu – że gawędziarze wymyślają świetne historie. Jasne, świetnie mówią, ubarwiają, dodają coś od siebie, zmieniają, za każdym razem mogą lecieć trochę inaczej, ale zwykle tworzą na jakiejś podstawie, której wcale nie wymyślili.

Od Mistrza Gry wymagało się chyba zawsze żeby był świetny w jednym i drugim, wymyślaniu i opowiadaniu – co jest (jak wszystko w losie MG ;) ) strasznie niesprawiedliwe w gruncie rzeczy. No i trochę nie pozwala się zorientować co jest w tym całym biznesie najważniejsze, chociaż mamy to napisane czarno na białym: to są gry fabularne. Mówione. Znaczy, liczy się to, jak opowiadasz historyjkę, nie jaką historyjkę wymyślisz. Albo skąd ją wziąłeś.

 

Komentarze


Malaggar
   
Ocena:
0
To potwierdza, że grałaś z sensownymi ludzmi. Znam mądrą dziewczynę, która wyje ze szczęścia po dobrej dyskusji, więc czemu i w RPGach tak nie miałoby być?

PS. Evcia, a choć podobał się Szekspir co wyslałem?:P Bo nie ustosunkowałas się nigdzie:P
19-05-2012 18:13
Eva
   
Ocena:
0
Był bardzo prawdziwy xD
19-05-2012 19:25
Malaggar
   
Ocena:
0
A chcesz hinduską restaurację?:P
19-05-2012 19:28
Eva
   
Ocena:
0
Zachowaj ją na jakiś moment kiedy będzie pasowała do kontekstu. Dyskusję o indiasach na przykład ;)
(mam problemy z dźwiękiem, toteż i tak nie obejrzę :P )
19-05-2012 19:30
~

Użytkownik niezarejestrowany
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
to powyżej to tak a propos końskich zalotów mala
19-05-2012 19:39
Malaggar
   
Ocena:
0
To nie masz wyjścia i musisz wpaść do mnie by obejrzeć:P

PS. Zigzak jako tylda hejtuje;)
19-05-2012 19:43
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
dementuję! Spałem.
19-05-2012 20:06
Tyldodymomen
   
Ocena:
+1
w Pile?
19-05-2012 20:29
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ale co: spał, czy hejtował?
19-05-2012 22:24
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Spalem w łóżku. W Pile kiedys byłem. I ja hejtuję spod awatarka, nie spod tyldy. Te kolorki wskazują na kathooloo :)
19-05-2012 22:49
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dobra dobra tylko winny sie tłumaczy
19-05-2012 23:18
~nerv0

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Zigzak cierpi ewidentnie na rozszczepienie osobowości :))
19-05-2012 23:25
Behir
   
Ocena:
0
O ile fajnie się notkę czytało i generalnie zgadzam się z treścią, to dla mnie osobiście to improwizacja czyni MG ;). Albo sprawdza jego umiejętność fajnego opowiadania historii. Czy coś.
19-05-2012 23:41
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ewidentnie? :P
Próbuję tylko rozruszac zdychającą dyskusję pod notką Evy. I bynajmniej nie wrzucałem tego linka jako tylda - natomiast pewnie zrobiła to tylda :)

Inna sprawa, że się z obrazkiem zgadzam. Zaloty Malaggara są dobrym show, bo przypominają dobrą komedię w której szkolna oferma próbuje zdobyc dziewczynę :)
19-05-2012 23:45
Malaggar
   
Ocena:
0
@zigzak: Widzę, że dawno nikt nie spuścił Ci łba w kiblu.
19-05-2012 23:57
Eva
   
Ocena:
+1
Próbuję tylko rozruszac zdychającą dyskusję pod notką Evy.
To tu była jakaś dyskusja? O.O
Znaczy, doceniam intecje, ale ogólnie powymienialiśmy się spostrzeżeniami i doświadczeniami, nikt nie czuje potrzeby żeby kogoś do czegokolwiek przekonywać z tego co widzę, bodźców do wyciągania wniosków nie ma, bo wnioski są już wyciągnięte i na oko nikt z nimi nie polemizuje, ogólnie nie nic do rozruszania i nic nie zdycha bo nic nie było, co mi całkiem odpowiada - gdybym chciała płomiennej dyskusji, napisałabym, że, nie wiem, chłopcy zawsze mieli problem z opowiadaniem, bo mają mniejsze skille komunikacyjne dlatego dziewczęta zawsze będą lepszymi MG, albo że ponieważ chodzi o opowieść to nie można używać kostek, bo opowieść zabijają albo użyła któregokolwiek innego durnego evergreenu ;)
Ogólnie nie każda notka która ma sens (a ta ponoć ma) musi wywoływać dyskusję.
20-05-2012 00:01
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Widzę, że dawno nikt nie spuścił Ci łba w kiblu.

Nikomu się nigdy nie udało :)
20-05-2012 00:11
Alkioneus
   
Ocena:
+1
Mal jest przystępny. Z sercem. Jeszcze tylko rzeczową Lucy potrzebuję i mój świat runie.
20-05-2012 07:03
Malaggar
   
Ocena:
0
Przepraszam, że zburzyłem jeden z filarów Twojego świata.
20-05-2012 12:08

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.