string(15) ""
» Blog » Szpiedzy w czasach dawnych:
10-08-2016 01:04

Szpiedzy w czasach dawnych:

W działach: historia | Odsłony: 314

Na wstępie muszę zaznaczyć, że pisanie tekstu jest dla historyka bardzo trudne. I to nawet w wypadku tekstu na bloga, gdzie standardy są dość niewysokie. Wynika to z prostego faktu: braku źródeł. Większość operacji wywiadowczych, niezależnie od epoki w jakiej zostały podjęte była działaniami niejawnymi, miała miejsce skrycie i co za tym idzie nie było świadków, którzy mogliby o nich opowiedzieć. Jednocześnie starano się też nie produkować dokumentów, które później ktoś mógłby analizować.

Historia wczesna:

Szpiegostwo i wywiad są zajęciami najmniej równie starymi, jak ludzkość i osobiście uważałbym, że należą do 10-20 najstarszych profesji świata, a słowo „szpieg” pojawia się już w tekstach biblijnych. Mimo to aż do XVIII-XIX wieku profesjonalne agencje szpiegowsko-wywiadowcze nie istniały.

Istniały natomiast prywatne siatki szpiegowskie, tworzone przez różne osoby: głównie królów i generałów, a także ludzi prywatnych, zwłaszcza wysokich arystokratów i magnaterię. Sytuacja taka utrzymała się aż do XVIII wieku, gdy tematem zaczęto interesować się bardziej profesjonalnie. Pierwszym, znanym mi dziełem, które podejmuje się analizy tematu jest podręcznik sztuki wojennej Maurycego Saskiego (1696-1750) Mes Reveries, w którym umieszczono cały rozdział na temat szpiegostwa. Jako, że nie był on szczególnie długi, zacytuję go w całości:

Nie da się przecenić znaczenia, jakie w działaniach wojennych przypisuje się szpiegom i przewodnikom. Monsieur de Montecuculli (chodzi o Raimondo Montecculieo, XVII wiecznego generała armii austryjackiej) twierdzi, że są oni jak oczy w głowie, będąc generałowi równie niezbędnymi. Ma rację: na dobrych szpiegów warto wydać każde pieniądze. Należy ich wybierać spośród mieszkańców kraju, w którym prowadzona jest wojna. Trzeba zatrudniać inteligentnych, bystrych i mądrych ludzi. Muszą być rozproszeni wszędzie, wśród oficerów, generałów, markietanek, a zwłaszcza wśród dostawców pożywienia: poprzez aprowizację bowiem, składy oraz piekarnie łatwo jest przeniknąć zamiary wroga*.

Szpiedzy ci nie mogą wiedzieć o sobie nawzajem. Muszą mieć różne rozkazy: ci, którym powierza się tego rodzaju zadania, przemycą się w szeregi wroga, inni będą towarzyszyć armii jako sprzedawcy i kupujący. Ci muszą znać jednego ze szpiegów pierwszego typu, aby otrzymać od niego to, co należy przekazać opłacającemu ich generałowi. Zadania takie należy wyznaczać osobom godnym zaufania i bystrym, każąc im składać raporty każdego dnia. Trzeba też być pewnym, że nikt nie zdoła ich przekupić.

I tyle.

*Łatwość taka wynikała z prostej przyczyny: armie tego okresu, posiadając niewielkie możliwości transportowe polegały głównie na zewnętrznych dostawach żywności i paszy dla koni, które stanowiły 97 procent ich zapotrzebowania logistycznego (współcześnie żywność pochłania zaledwie około 7 procent zapotrzebowania logistycznego, a większość stanowi paliwo i amunicja typu artyleryjskiego...). Dlatego też po tym, gdzie gromadzony był prowian można było przewidzieć ruchy wojska i gotowość do obrony fortec. Żywność pozyskiwano na dwa sposoby: rekwirując ją lub kupując od okolicznej ludności, przy czym preferowano ten drugi sposób, jako łatwiejszy do przeprowadzenia.

Innym tekstem źródłowym z tego okresu jest „Instrukcja dla Generałów” wydana przez Fryderyka Wielkiego króla Prus, której jeden z rozdziałów nosi tytuł „O szpiegach. Jak należy ich werbować przy każdej okazji i w jaki sposób mamy zdobywać informacje wywiadowcze na temat wroga.”

Ponownie jest raczej zwięzła, więc przytoczę ją w całości:

Jeśli poznamy zawczasu zamiary wroga, będziemy mogli zawsze stawić mu czoła, nawet jeżeli dysponujemy mniejszą niż on siłą. Wszyscy generałowie powinni starać się zapewnić sobie tego typu przewagę, choć robi to bardzo niewielu.

Szpiegów można podzielić na kilka kategorii: 1) zwykli ludzie, których wynajmujemy w tym właśnie celu 2) podwójni szpiedzy, 3) znaczący szpiedzy 4) ci, którzy zostali zmuszeni do tak nieprzyjemnego zadania.

Zwykli ludzie, a mianowicie wieśniacy, rzemieślnicy, księża et cetera, których wysyła się do obozu, powinni być werbowani wyłącznie w celu ustalenia, gdzie znajduje się wróg: ich meldunki, ogólnie rzecz biorąc, są nieadekwatne i niejasne, czasem zwiększają, zamiast zmniejszać, naszą niepewność.

Raczej nie należy też polegać na informacjach dostarczanych przez dezerterów. Żołnierze wiedzą bardzo dobrze, co dzieje się w ich własnym regimencie, ale niewiele więcej. Huzarzy są odłączeni od reszty armii na przedzie i przez większość czasu nie przebywają z pozostałymi siłami, często nie wiedzą więc, po której stronie rozbiły one obozowisko. Niemniej ich meldunki należy uważnie odnotowywać, na wypadek, gdyby pojawiły się okoliczności, w których okazałyby się przydatne.

Podwójnych szpiegów używa się, by przemycić fałszywe informacje do obozu wroga. Pod Schmiedebergiem znalazł się pewien Włoch, szpieg Austriaków, któremu powiedzieliśmy, że powinniśmy wycofać się do Wrocławia, gdy przybliży się wróg. Przekazał tę informację księciu Karolowi Lotaryńskemu. Ten, w ten sposób oszukany, ledwie zdołał nam ujść.

Przez długi czas naczelnik poczty w Wersalu był opłacany przez księcia Eugeniusza. Nieszczęśnik ów otwierał listy i rozkazy wysyłane z dworu do generałów, przekazując kopie księciu, który zazwyczaj otrzymywał je wcześniej, niż dowódcy armii francuskiej.

Z kolei Luksemburg pozyskał dla swoich interesów sekretarza króla Anglii, od którego otrzymywał informacje o wszystkim, co się działo. Król odkrył to i wyciągnął wszelkie korzyści, jakich można było oczekiwać w tak delikatnej sprawie: zobowiązał zdrajcę, by napisał do Luksemburga z wiadomością, że sprzymierzona armia następnego dnia będzie daleko, szukając zaopatrzenia. W konsekwencji zaskoczonym Francuzom ledwie udało się zbiec spod Steinquerque, zostaliby zupełnie rozgromieni, gdyby nie bronili się z tak niezwykłym męstwem. Trudno byłoby zdobyć takich szpiegów w wojnie z Austrią, nie dlatego, że Austryjacy są mniej podatni na korupcje, niż inne narody, ale z tej racji, że ich armię otacza gęsta chmura lekkich jednostek, przez którą żadna istota nie przedostanie się, nie będąc dokładnie przeszukaną...

Jeśli chcemy uzyskać fałszywe informacje wywiadowcze na temat wroga lub narzucić mu fałszywe wrażenie co do naszej sytuacji czy okoliczności, polecamy godnemu zaufania żołnierzowi udać się do jego obozu i zameldować to, w co chcielibyśmy, żeby uwierzono. Może mieć też ze sobą ulotki, obliczone na zachęcenie żołnierzy nieprzyjaciela do dezercji. Ukończywszy swą misję, może okrężną drogą powrócić do obozu.

Istnieje jeszcze jeden sposób uzyskania informacji na temat wroga, wykorzystywany, gdy inne metody zawiodą, choć muszę przyznać, iż jest on raczej surową i okrutną praktyką. Znajdujemy bogatego obywatela, który ma dużą rodzinę i odpowiedni majątek i przyznajemy mu przebranego za służącego człowieka rozumiejącego język owego kraju. Zmuszamy bogacza, by zabrał go ze sobą do obozu nieprzyjaciela jako lokaja lub stangreta, pod pozorem złożenia skargi na szkody, jakich rzekomo doznał, grozimy mu jednocześnie, że jeśli nie wróci po pewnym, ustalonym czasie i nie przyprowadzi ze sobą naszego człowieka, jego dom zostanie spalony, a żona i dzieci posieczeni na kawałki. Byłem zmuszony uciec się do tego schematu i udało mi się sprawę zakończyć według mych zamierzeń.

Muszę też dodać, że szpiegów należy hojnie opłacać, nawet do poziomu ekstrawagancji. Ten, kto w twej służbie ryzykuje gardłem, z pewnością zasługuje na godziwe wynagrodzenie.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

Komentarze


Exar
   
Ocena:
0

na bloga, gdzie standardy są dość niewysokie

No to sobie zrobiłeś na samym początku 100 000 przyjaciół :).

10-08-2016 09:00
earl
   
Ocena:
0

Dokładnie rzecz biorąc pierwsza wzmianka o szpiegach w Biblii odnosi się do Księgi Powtórzonego Prawa, kiedy to Mojżesz wysyła 12 osób, po jednym z każdego pokolenia Izraela, aby zbadali kraj Kanaan.

11-08-2016 18:00

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.