» Recenzje » Szlifierz umysłów - James White

Szlifierz umysłów - James White


wersja do druku

Szpital na peryferiach... galaktyki

Autor: Redakcja: Beata 'teaver' Kwiecińska-Sobek

Szlifierz umysłów - James White
Już niebawem, w całkiem nieodległej galaktyce powstanie potężna stacja kosmiczna o niespotykanej sile... leczenia. Nie będzie to bowiem żadna kolejna Gwiazda Śmierci, ale Szpital Kosmiczny Sektora Dwunastego. Ta przeznaczona dla ponad sześćdziesięciu ras istot rozumnych placówka szybko zyska sławę w całym znanym wszechświecie. A stanie się tak za sprawą różnorodnych terapii o niezwykłej skuteczności, wdrażanych przez ofiarnych członków jej personelu. Niekwestionowaną gwiazdą na firmamencie najwybitniejszych pracowników szpitala zostanie zaś naczelny psycholog O'Mara. Człowiek zupełnie ludzki z wyglądu, ale w głębi umysłu skrywający niezwykłą wiedzę o meandrach psychiki wielu obcych gatunków...

Szpital Kosmiczny, jego obsługa i pacjenci narodzili się w wyobraźni północnoirlandzkiego pisarza Jamesa White’a (1928-1999) na początku lat 60. ubiegłego wieku. Cykl powieści i opowiadań rozgrywających się w Szpitalu stał się dziełem jego życia, i rozrósł do dwunastu tomów. Nim w 2002 r. wydawnictwo Rebis rozpoczęło publikowanie całości tego cyklu, znany był w naszym kraju jedynie jego pierwszy tom, wydany piętnaście lat wcześniej.

Szpital Kosmiczny stał się odosobnionym reprezentantem fantastyki w nurcie kultury popularnej, która bohaterami zbiorowej wyobraźni uczyniła szlachetnych lekarzy z poświęceniem ratujących życie pacjentów. Jak łatwo zauważyć, im bardziej dana fabuła oderwana jest od realiów prawdziwej sytuacji służby zdrowia, tym większą popularność zyskuje. Za najlepszy przykład niech posłuży tutaj krajowy serial Na dobre i na złe, czy amerykański Ostry dyżur. Z tymi produkcjami łączy cykl White'a motyw niezwykłego poświęcenia lekarzy w służbie szlachetnej idei. Jeśli natomiast sięgniemy do klasyków "szpitalnego" nurtu kultury popularnej, to trafimy na serial amerykański Doktor Kildare tudzież czechosłowacki Szpital na peryferiach, bijący niegdyś rekordy oglądalności nie tylko w krajach bloku wschodniego. Wspólnym mianownikiem dla Szpitala na peryferiach i jego kosmicznego odpowiednika jest ciepłe poczucie humoru i życzliwość wobec świata. Bez trudu znajdziemy także pewne pokrewieństwo dzieła White'a z takimi serialami, jak Hoży doktorzy (zwariowane pomysły), Królestwo von Triera (atmosfera obcości), a w szczególności M.A.S.H.. Z tym ostatnim łączy go nie tylko humor, ale również humanistyczne przesłanie. A jest nim idea pokojowej koegzystencji wszystkich ras rozumnych (a na Ziemi – narodów) i niesienia pomocy potrzebującym, niezależnie od ich wyglądu, poglądów czy pozycji społecznej.

Naczelną postacią Szlifierza umysłów, będącego przedostatnim już tomem cyklu, uczynił autor psychologa O'Marę – osobnika o kontrowersyjnym sposobie bycia i zadziwiającej skuteczności stosowanych terapii. Tym razem bohater stanął jednak przed zupełnie nowym wyzwaniem: spadł na niego obowiązek kierowania szpitalem i wychowania swojego następcy. O'Mara podszedł do tego zagadnienia, podobnie jak do wszelkich innych, bez nadmiernych emocji. Rozważył wszystkie "za" i "przeciw", opracował plan działania i zaczął wdrażać go w życie. Teraz zamiast samodzielnie rozwiązywać problemy psychiczne i emocjonalne wielogatunkowego personelu i pacjentów, część z nich po prostu podrzuca kandydatom na swojego następcę. W serii retrospekcji poznajemy również kilka wcześniejszych epizodów kariery O'Mary w Szpitalu. Szczególnie zaś okoliczności, które doprowadziły do "wgrania" do jego umysłu zapisu osobowości wybitnego lekarza innego gatunku. Już samo to było złamaniem szpitalnego regulaminu, ale pozostawienie zapisu na stałe, to już jawna niesubordynacja. Nic dziwnego, że ma ona daleko idące konsekwencje.

W Szlifierzu umysłów daje o sobie znać nieokiełznana fantazja White'a w wymyślaniu "przypadków medycznych" dotyczących obcych form życia. I choć formy te i ich dolegliwości są dalekie od naszego doświadczenia, to emocje, które im towarzyszą są jak najbardziej ludzkie. Pomimo wielkiej życzliwości wobec opisywanych Obcych, autor nie ustrzegł się jednak pewnego antropocentryzmu. Choć w Szpitalu funkcjonują 384 poziomy środowiska życia, to ich opis następuje głównie z punktu widzenia człowieka. Inne gatunki nazywane są konsekwentnie Obcymi, za normę uchodzą zaś warunki przystosowane do funkcjonowania istot dwunożnych i tlenodysznych.

Powieść White'a pozostaje lekturą lekką i przyjemną, choć z ambitnymi założeniami. Stara się mówić o rzeczach istotnych (pokojowe współistnienie, ważność każdego życia, poszanowanie godności innych istot, zgodne z ich wierzeniami i światopoglądem) prostym językiem, zaś problemowe, konfliktowe sytuacje ubiera w podkreślający je kostium space opery. Wymowa utworu, podobnie jak i całego cyklu, jest ze wszech miar antyksenofobiczna. I dająca nadzieję naszemu światowi. Bo jeśli w wizji White'a ludzie są w stanie dogadać się z innymi kosmicznymi gatunkami, to może też są w stanie dogadać się między sobą? Wszak jedni ludzie różnią się od innych jedynie kolorem skóry, narodowością i wyznaniem, nie zaś metabolizmem, liczbą kończyn i sposobem porozumiewania się. Może jest też szansa, że natchnieni lekturą tego typu książek ludzie nauczą się bardziej szanować nie tylko swoich bliźnich, ale też pozostałe istoty żywe, zamieszkujące naszą małą planetę?
7.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Szlifierz umysłów (Mind Changer)
Cykl: Szpital kosmiczny
Autor: James White
Tłumaczenie: Radosław Kot
Wydawca: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Data wydania: 16 września 2008
Liczba stron: 324
Format: 128 × 197 mm
ISBN-13: 978-83-7510-123-2
Cena: 27,90 zł



Czytaj również

Lekarz dnia sądu - James White
Na dobre i na złe
- recenzja

Komentarze


Mandos
   
Ocena:
0
Recenzja niezła, dzięki.
15-02-2009 23:15
Katatonia
   
Ocena:
0
Nawet nie wiedziałem, że aż tyle tego opublikowano. Do tej pory uśmiecham się pod nosem wspominając maszynerię do pieszczenia pewnego maleństwa ("Szpital kosmiczny"), ale żeby 11 tomów!!! Chyba odpuszczę.
Edit
Tak na marginesie "Szpital kosmiczny" czy jako nazwa własna "Szpital Kosmiczny" ?
18-02-2009 03:21

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.