string(15) ""
» Blog » Systemy RPG, po co to komu?
26-04-2012 22:04

Systemy RPG, po co to komu?

W działach: rpg | Odsłony: 73

Systemy RPG, po co to komu?
Im dłużej siedzę w hobby zwanym RPG tym więcej systemów poznaję. A to Warhammer, to Wampir, to Wilkołak, to Klanarchia, to Neuroshima, to L5K itd. Człowiek sięga po podręcznik, wertuje, sprawdza w myślach przydatność reguł. Kiwa z zadowoleniem głową nad klimatem, który mu się podoba, lub zna z ulubionej książki/filmu/komiksy, a skrzywia się z niesmakiem nad wątkami, które mu się nie podobają. Ogląda grafiki czy profesjonalne, czy fuszerka, czy stylem podchodzą pod nasze gusta i czy w ogóle są w stylu systemu.

Następnie większość MG okrawa mechanikę, uprasza lub zmienia. Wykrawa z opisanego świata to co mu pasuje, dokłada swoje pomysły i gra. A przecież pamiętam swoje pierwsze gry...

Jak było z Wami, bo ja gdy pierwszy raz usiadłam przed MG, to nawet nie wiedziałam co to RPG. Dowiedziałam się podczas pierwszych kilkunastu minut. Ktoś mi zrobił postać, ktoś inny doradził co wybrać, a kolejna poprowadziła. Z całej drużyny, na którą składało się bodajże 8 osób, znałam zaledwie dwie. Graliśmy w Warhammera, jak się później dowiedziałam. Czy mi to w czymkolwiek przeszkodziło? Zanim przeczytałam w podręczniku coś więcej oprócz profesji zdążyło minąć kilka lat, w tym też kilka sesji poprowadzonych przeze mnie.

Czy systemy są potrzebne? Ja osobiście w większości przypadków po lekturze podręcznika czuję krępujące mnie sploty zasad, konwencji i świata. Nie wystarczy mi sam opis świata, profesji i statsy. Przez moje ręce musi przewinąć się kilka przygód bym poczuła "klimat", bym weszła w ten świat, odnalazła w nim swoje miejsce (Jest co prawda jeden wyjątek wśród systemów, które przewinęły się przez moje ręce, lecz po co afiszować jakiś konkretny?). W tym momencie przypomina mi się pewna anegdota:

Dawno temu, na pewnym Krakonie, odbywała się prelekcja i prezentacja prawie gotowego dodatku do nowej wówczas Arkony. Panowie dosyć mocno produkowali się co ciekawego będzie można w nim znaleźć, a później odpowiadali na pytania od publiczności. W końcu moja ręka została dostrzeżona - "A tak właściwie to co w tym systemie można robić?". Cisza, konsternacja, a potem mętne tłumaczenia.

Być może tak naprawdę nie jestem targetem wydawców RPG. Od mojego hobby wymagam by zbliżył się do literatury, którą czytam i filmów, które oglądam. Bym stała się kimś ważnym, bohaterem, miała wpływ na otaczający świat, była w nim zakorzeniona i to właśnie te powiązania determinowały moje poczynania, a nie chęć zarobku, czy uniknięcia kary. Czy to dużo? Bardzo, bo mało systemów wspiera ten nurt. Ponoć Evernight dałby mi taką możliwość.

Z drugiej strony po co kupować podręczniki skoro samemu nieraz tworzy się równie niepowtarzalne światy. Pamiętam moje szkice różnych systemów, gdy znałam pobieżnie tylko Warhammera.

Siedem miało dziwną genezę - grać się miało jedną z siedmiu ras (oczywiście nie mam tu na myśli elfów, niziołków itd. tylko hybrydy różnych zwierząt między sobą i elementami ludzkimi), których pierwsi przedstawiciele żyli sobie w Polsce, lecz w tajemniczy sposób przekształcili się w monstra i znaleźli w obcym świecie. Tam wraz z potomkami zajęli spory teren i walczą z ludźmi.

Był też system, który pojawił mi się w głowie długo przed Neuroshimą i Neuropunkiem (notabene w tamtym czasie tak naprawdę w ogóle nie wiedziałam co się dzieje w "fandomie" i co się "wydaje"). Genezą była pustynia, spustoszone miasta i ludzie porozrzucani tu i tam. Każdy z nich miał jakiś wszczep, by mieć szansę na przetrwanie. Bo masakrę urządziły cyborgi. Każdy wszczep dawał większą szansę na przeżycie, a jednocześnie zwiększał szansę na przyłączenie się do wroga. Dziwnym też trafem działała Sieć, do której można było się gdzieniegdzie podpiąć.

Czy w takim razie są kolejne systemy? Zbiorem zasad, które wykorzystamy w SWOJEJ grze? Inspiracją i kopalnią pomysłów do NASZYCH kampanii, czy może raczej ujednoliceniem NASZEGO stylu, by nasze sesje były do siebie podobne?

Komentarze


Sting
    Taka ciekawostka...
Ocena:
+2
...odnośnie CP2020. Firma Ianus Games wypuściła całą linię suplementów, które robiły Cybera miejscem o wiele mroczniejszym. Niektóre dodatki kładły nacisk na o wiele mniej banalną przemoc niż cybepsychol walący ze śrutówy, gdzie tylko popadnie, nowe zasady uzależnienia od dragów (mniej naiwne niż te w podstawce), opisywały cyberpsychozę, itd. itp. Ba, Ianus wrzucił nawet do poczciwego CP2020 wampiry i wilkołaki. ;]
27-04-2012 10:36
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Jak czytam wypowiedzi Nuriela czy Dracha(tak to się odmienia) oraz zigzaka szczególnie w kontekście wypowiedzi z poprzednich notek w temacie odnosze wrażenie że wszyscy mówimy o tym samym.

Jeden lubi miec wpływ na sesje i drugi. Tylko inaczej rozumiemy wpływ. Dla jednego wpływem będzie już stworzenie własnej zasady by załatać dziure dla innego tworzenie jakiś bzdurek typu efekt legolasa - ostatni film to pierwszy napotkany BN.
Ponownie więc wracamy do biegłości Mg w jego fachu.

W sumie mam wrazenie ze gramy dośc podobnie, tylko inaczej nazywamy te same zjawiska.

Uwązam ze jestem z tej "grupy kochanjacych zmiany" lecz patologie w stylu niedopracownych ałtorek zamiast sesji młotka raża mnie równie mocno.

Poza tym - każda zmina powinna być akceptowana przez Graczy. Najlepiej jeśli porozumienie ejst wypracowane przed sesja, ale nie zaszkodzi w zgranych ekpiach z zaufanym MG gdy akceptaja jest z góry oczywista.
27-04-2012 10:45
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Nurielu - no wlasnie nie popelniam błędu - wykazuję ci, ze kazdy autorski scenariusz modyfikuje swiat. U ciebie np w Middenheim będzie siedzial Elektor Todbringer, a u mnie on juz dawno nie żyje, bo zginął w zamachu. Wg fluffu zas to on gdzies zaginął chyba. A moze cos pokielbasilem - traktujmy to jako przyklad wziety z oka.
U ciebie wieżowiec Arasaki splonął raz, a u mnie mogl trzy razy, co spowodowalo ze Arasaka sie wycofala z Night City, bo sie "nie oplacalo". Wszystko to zasluga graczy. Ale teraz tak - mam na sile trzymac Arasaka Plaza w NC, bo jest w podreczniku?
Chodzi mi o to, ze kazdy jeden scenariusz modyfikuje historię swiata. Tworcy nie mają juz na nią wplywu od momentu, kiedy MG bierze ksiazke do reki. Dokonuje on interpretacji, nastepnie druzyna powieksza swymi dzialaniami przepasc pomiedzy oficjalnym fluffem a faktycznym z sesji i nagle sie okazuje, ze nie mozna mowic o jakiejkolwiek kompatybilnosci.
Potam zas pojawiaja sie sytuacje, gdy przychodzi po dwoch latach grania gracz z innej ekipy, i dziwi sie, ze w NC nie ma arasaki, skoro wczoraj jeszcze byla, a nawet w niej pracowal.
Przy tym wszystkim nie ma wiec znaczenia, czy to mg modyfikuje zalozenia, czy gracze na sesjach.
Jesli MG stwierdzi - ludnosc Barsawii ma reformy i wprowadzają instytucję barona, to przeciez nie musi sie to toczyc na sesji (choc moze) a gracze nie musza byc tego swiadkami. Mozna ich wprowadzic w sytuację zastaną.
Granie by the book jest i tak niemozliwe, wiec po co probowac? :)
27-04-2012 10:53
DeathlyHallow
   
Ocena:
+4
mój problem jest inny. ekstremalnie często 'dowolność i kreatywność' brzmią tak romantycznie tylko na papierze, zaś w rzeczywistości to pakowanie swoich ulubionych banalnych wątków gdzie się da bez ładu i składu. pisałem to w innym wątku, napiszę w tym. ramy i ograniczenia dobrze robią wyobraźni. umysł musi być zapładniany, bo inaczej nasza nieskrępowana aktywność wyobraźni będzie jazdą po wąskich koleinach przyzwyczajeń.
27-04-2012 10:53
Malaggar
   
Ocena:
+3
Rany, kolejna dyskusja na, generalnie, ten sam temat co wczoraj...

Panowie, słonko świeci, może zamiast się kisić pójdzcie na rower albo pokopcie gałę? ;)
27-04-2012 11:02
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
@ Mal
Tia, kop piłkę w biurze
27-04-2012 11:03
Malaggar
   
Ocena:
+4
To poflirtuj z sekretarką:P
27-04-2012 11:04
von Mansfeld
   
Ocena:
+3
@tomakon
//- nie tylko w PL reguły się zmienia i łamie. Ale spoko, możesz słyszeć strzały.

Owszem. Na Zachodzie tacy ludzie nazywają się "grognardzi".

@zigzak
//Granie by the book jest i tak niemozliwe, wiec po co probowac? :)

Chyba nie do końca rozumiemy się odnośnie terminu "by the book". Ja rozumiem ten termin jako trzymanie się podręczika i nawiązywanie do informacji z podręcznika. Czyli np.: nie będę kwestionować istnienia Elektora Todbringera, ale mogę tylko zasygnalizować, że "istniał" - np.: sesja rozpoczyna się wokół tego, że właśnie jest po zamachu na e. Todbringera w wyniku którego nie żyje. 100% by the book (wszak Elektor Todbringer zaistniał w rozgrywce) i 100% inwencji własnej.

Wykorzystywanie settingu "by the book" to nawiązywanie do jego elementów. Wymyślenie nowej wioski wciąż nie będzie łamać zasady "by the book", ale wprowadzenie zmian w opisanej już konkretnej lokacji świata (np.: Altdorf jako jedna wielka plantacja Estalijczyków-niewolników) już tak. Dodawanie konkretnych lokacji czy stanu układu zdarzeń (w oparciu o zaistniałe realia) do settingu nie jest jego łamaniem.
27-04-2012 11:13
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@ Mansfeld
A wprowadzenie do Neuro własnych mutantów to juz łamanie systemu(przeciez sa tam już opisne mutki) czy może jeszcze nie?
27-04-2012 11:21
zegarmistrz
   
Ocena:
+5
To sa przyklady oczywiscie polskie, z pewnoscia znajdziemy tez sporo takich kfiatkow w wydaniach anglojezycznych lub spolszczonych.

FATAL. I Zły Cień nagle staje się dobrym systemem.
27-04-2012 11:22
Malaggar
   
Ocena:
0
Przybliżysz, co takiego złego jest w FATAL? Nie znam kompletnie systemu.

BTW, mi w ZC udało się nawet zrobić postać zgodnie z zasadami! ;)
27-04-2012 11:34
~Aes

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Tak btw - ostatnie trzy tyldy to byłem ja, pisząc z biura. Ostania moja tyldowa notka, wiec kolejne tyldy to nie ja.

@ Mal
fatal to taka podpucha, system z dziurawymi obrazkami z napisem(tu wstaw obrazek) z losowaniem długości penisa oraz inteligencją podzielona na matematyczną, przestrzenną itp.
Ewidentna podpucha, nic ciekawego.
27-04-2012 11:39
von Mansfeld
   
Ocena:
0
@!~Aes

Jeśli te nowe mutanty składają się z elementów zawartych w settingu, to wciąż "by the book" (na granicy, ale jednak). Jeśli jednak nie - niestety to już "autorszczyzna".
27-04-2012 11:40
Malaggar
   
Ocena:
0
Czyli kwas świadomy, a zatem wciąż lepszy od ZC:KU.
27-04-2012 11:41
Sting
    @Mansfeld...
Ocena:
+2
... w NS to akurat nietrafiony przykład. Tam mutanci mogą być niemalże dowolni (system pozostawia tę kwestię otwartą).

27-04-2012 11:52
Aesandill
   
Ocena:
0
@ Mansfeld
Zgodni z wizją, ale załóżmy że sa odrobinę sprzeczni z jednym z dodatków...
27-04-2012 11:54
~tomakon

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+4
@de Mansfeld von Navarro
//Owszem. Na Zachodzie tacy ludzie nazywają się "grognardzi".//
Tak mówi wigwamowa legenda. Czyli mówiąc po polterowemu: bzdura.
W rzeczywistości chodzi o graczy. Nie wszystkich rzecz jasna - bo są tacy co biorą systemy z całym "dobrodziejstwem" inwentarza i nie dłubią w nich wogóle.
27-04-2012 11:56
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
O ja, zaczyna sie :)

"autorszczyzna" - no tak, mutek z macką jest juz nie neuroshimowy, jest niebezpieczną wariacją ktora zaburza stabilnosc systemu, swiata i mechaniki. Jest żałosną próbą wprowadzenia czegos od siebie.

Wiecie co? To wszystko mozna rozwiazać tak, jak rozwiazali to tworcy Fringe. Ja zakladam ze kazda kopia podrecznika to swiat alternatywny - ze swoimi bohaterami, questami i modyfikacjami, wprowadzonymi przez mistrzow gry i dzialania graczy.
U mnie Todbringer nigdy nie istnial, po pierwsze dlatego, ze kiedy prowadzilem w Middenheim tego goscia po prostu nie bylo w dostepnym mi fluffie, po drugie dlatego, ze wolalem wymyslic sobie goscia przycietego na potrzeby scenariusza, a nie zmuszac sie do tego co mi ktos zaserwowal w podreczniku czy dodatku, pomimo.tego ze mi kompletnie nie pasuje.
Wiec mozna powiedziec, ze moj Warhammer to alternatywna rzeczywistosc. Gdzie elfy siedza w rezerwacie, bretonia ma muszkieterow a imperium dopiero sie cywilizuje, Chaos to bajanie starych bab i tajne kulty, a nie wojownicy nabijani czaszkami i rogami, w lustrii zyją kosmiczni pigmeje a nie park jurajski, orasy to zasymilowani najezdzcy z kosmosu, a barbarzyncy z Norski to barbarzyncy z norski, a nie krwiozercze mutanty. Zaraz ktos powie, ze to nie jest Warhammer a tylko cos na podstawie Warhammera. Guzik - to moja wlasna interpetacja Warhammera, zbudowana, prowadzona przez lata, i bez idiotyzmow wprowadzonych do settingu przez dodatki i kolejne edycje.
I kazdy, nawet Laveris, ma swoją interpretację Warhammera. I kazda bedzie inna. U jednych bedzie Boris Todbringer, u innych nie. U innych zginął, u innych zaginął, u jeszcze innych zyje i ma sie dobrze albo wlasnie go odnaleziono.
Multiverse, panowie i boskie panie.
Tylko niech nikt mi nie mowi, ze jego Warhammer jest bardziej tró od mojego. Bo to bzdura i hipokryzja - żaden nie jest tró.
27-04-2012 11:58
Drachu
   
Ocena:
+8
Aes: Widzisz, pewnie gramy dość podobnie. Ale co tam - weźmy Twój przykład - zrobiłeś Zabij Mutanta.
W Zabij Mutanta zmieniłeś założenia systemu, ale zrobiłeś to w dobry sposób - opisałeś wszystko jak należy, zrobiłeś reguły i wyszło fajnie - żadnych randomowych elementów na sesji - gracze przed sesją wiedzą o zmianach, wiedzą jak zmiany wyglądają. Tak zmieniać należy.
Ogólnie na wiele jestem w stanie się zgodzić, ale muszę wcześniej wiedzieć co się zmieniło i na co.

Ale to co mnie wkurzało najmocniej, to własnie jakies randomowe zmiany o których dowiadywałes sie podczas sesji. W tej sytuacji tylko Mg ma prawo wrzucać swoje pomysły i one zwykle są słabe. Kamienni Ninja w Altdorfie... te sprawy. Ale nawet jeśli są niezłe - widzę, ze jestem widzem, bo to typowe dla MG-opowiadacza. Tego nie zniese.

27-04-2012 12:00
Aesandill
   
Ocena:
0
@ Drachu
Z tej racji że się zgadzam z tobą zaprzestałem feljma w tym temacie.
Brak zrozumienia i tyle.

A co do zabijania mutków - palisz mi pułapkę na MAnsfelda, na szczęście nie w stu procentach.

Wysoki Mansfeldzie - proszę o nie branie pod uwagę zdobytej teraz wiedzy, kontynuujmy.

Zaznaczam - chodzi o niezgodność z oficjalną (dodadtkową) mechaniką :D
27-04-2012 12:06

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.