string(15) ""
» Blog » Sword Art Online - recenzja na szybko (TAK WIELKIE SPOILERY NIEMOGE)
23-12-2012 01:10

Sword Art Online - recenzja na szybko (TAK WIELKIE SPOILERY NIEMOGE)

Odsłony: 577

Najlepszym sposobem na zapomnienie kiepskiego anime jest napisanie o nim wszystkiego, co przychodzi na myśl - anonimowy aureus (AA) Według twórców serialu, tak wyglądają przeciętne japońskie nerdy Przybyłem, by przestrzec Was przed pułapką, w którą sam wpadłem, a na którą narażonych jest jeszcze tak wielu niewinnych, bezbronnych. Choćby dlatego, że Sword Art Online - animiec, którego finalny odcinek z wbudowanymi angielskimi fansubami można kraść z Internetu już dziś - zbiera zaskakująco wysokie noty. 8,5 na FilmWebie po niemal 550 głosach, podobnie na Tanuki z dwa razy większą liczbą, 81-e miejsce na liście MyAnimeList. Zachęcony wysokimi notami sięgnąłem po ten tytuł (25 epków) oczekując:
  • technobełkotu,
  • nerdów wyładowujących kompleksy w wirtualnym świecie,
  • zajebistych walk nastawionych na widowiskowość,
  • krytyki kultury MMO.
Powyższe sugeruje, jaki jest zarys fabuły SOA: w przyszłości MMO zostaje rozwinięte tak dalece, że wszelkie marzenia o wirtualnej rzeczywistości zostają spełnione w ramach globalnej sieci umożliwiającej nie tylko zatracenie się w settingu fantasy pełnym expów latających w postaci potworów i bossów, ale też masy ludzi, z którymi można budować relację niemal feudalne, tworzyć klany, robić rajdy na bossów. Oczywiście już pierwszy epek zdradza, że gracze zalogowani w dniu oficjalnej premiery zostają uwięzieni w świecie gry przez psychopatycznego administratora bez żadnego tła czy wiarygodnej motywacji. Być może INNY animiec przychodzi Wam do głowy Anime tak gówniane, że nawet oczywistej zrzynce można wybaczyć rozległą inspirację. Tu jednak temat jest potraktowany nieco rozleglej i bardziej serio (o ile w ogóle można podejść na serio do gry MMO), gdyż tysiące uwięzionych graczy staje przed prostymi regułami: kto umrze w grze, umiera IRL. Rodziny graczy, którzy zignorowali ostrzeżenie wyświetlone na konsoli, również doprowadzają do ich śmierci. Pomimo upływających lat (tak) do gry nikt nowy się nie loguje i nie dochodzą do nas i postaci żadne przecieki ze świata rzeczywistego. Jak wydostać się z gry? Ktoś musi ją przejść. Ma 100 poziomów. Każdy zakończony jest bossem. Zabijcie ostatniego bossa, a każdy, kto pozostanie przy życiu, zostanie wylogowany. Nawet, jeżeli pomysł nie jest oryginalny (filmów o fascynującej iluzji gier jest masa), mamy do czynienia z - świetnymi pomysłami i trzeba przyznać, że twórcy starali się zasygnalizować kilka fascynujących wątków:
  • skoro nie ma żadnego sposobu na kontakt ze światem zewnętrznym, być może wszelkie groźby o śmierci były przesadą? Gra otrzymuje swoich szalonych hedonistów, wierzących, że zabicie postaci gracza nie jest niczym złym - zwłaszcza, że nikt nie może udowodnić tego negatywnych konsekwencji (filary cybernetycznej religii, wiary i niewiary w obietnice admina i śmierć po śmierci);
  • część graczy popełnia zbiorowe samobójstwa, w nadziei, że uda im się uwolnić / szalejąc z świadomości iluzji, jaka ich otacza i jaką żyją;
  • czy relacje wyniesione ze świata materii obowiązują w grze i na odwrót? Fascynujący wątek człowieka, który w grze orientuje się, że kobieta, którą poślubił w rzeczywistości, jest mu zupełnie obca, decydując się w przypływie desperacji i zagubienia na jej mord;
  • największym prestiżem cieszą się tak zwani żołnierze pierwszej linii, to jest gracze, którzy spędzają większość czasu walcząc na poziomie, który został ostatnio zdobyty. A że każdy z poziomów ma inną tematykę, kolorystykę i przeciwników, jest na co popatrzeć;
  • ofiarami prześladowań i kozłami ofiarnymi stają się betatesterzy. W końcu oni grali tu tak długo, że powinni wszystko już dawno mieć obcykane! W pierwszych odcinkach betatesterzy są traktowani przez wielu jako podludzie, co czyni świetny wątek dla ukazania ludzkiej podłości i instynktów stadnych.
Dzięki takim tematom, otrzymujemy świetny setting RPG, właściwie kompletny pomysł na kampanię D&D. Serial przechodzi przez kilka nieco rozczarowujących przeistoczeń, których to wyciąg z radością prezentuję: 1) Dat fan service Krótko mówiąc, fan service to próba zaspokojenia najłatwiejszych do przewidzenia potrzeb przeciętnego widza. Kiedy serial skupia się na pięknych i archetypicznych paniach w bikini oraz zdobywających je dzielnych, młodych mężczyznach (faceci po 30-tce to dobre postacie mentorów, bo przecież przeciętny widz z japońskiego gimnazjum będzie ich kojarzył przede wszystkim z nauczycielami i rodzicami), innymi słowy, daje się w pełni podporządkować prawom rynku i wplata zupełnie nudne wątki tylko dla zaspokojenia młodzieńczego libido, to jest właśnie fan service. x WŁĄCZASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Wstawianie do serialu postaci z kocimi uszkami to typowy zabieg fanservicowy. W brudnych Internetach znajdziecie setki obrazków pornograficznych z tą wilko-laską z serialu Spice and Wolf. W pierwszym odcinku zostaje zasygnalizowane wyraźnie, że gracze SAO tracą swoje avatary i przybierają swą prawdziwą postać. Jest trochę podśmiechujków na temat mówiłeś, że jesteś kobietą!, grubasów z pryszczami itp. Animiec pełen nerdów byłby niewątpliwie ciekawym założeniem, jednak niewygodnym z perspektywy swej fanserviceowatości. Stąd już w drugim odcinku zdecydowana większość postaci to piękne dziewczęta, uroczy chłopcy, a dorośli mężczyźni są szefami gildii / zwariowanymi antagonistami z kompleksami z przedszkola. Ludzie starsi gdzieś tam się kręcą w tle jako pocieszne dziadunie łowiące ryby. 2) Wątek miłosny - po co ma nie być głównym, przecież to anime dla dzieci Pierwsze odcinki na to nie wskazują, ale spokojnie rozwija się wątek Wielkiej Miłości. Jest tak słodziutki, że chciałbyś dwójkę głównych bohaterów po prostu zacząć przytulać i snuggle snuggle snuggle jak małe dzidzie i kotki. Tę panią (dla nieoglądających anime: pani jest po lewej) to ja mogę snuggle snuggle snuggle. Poziom dna pojawia się w momencie, gdy złączone wirtualnym ślubem postacie postanawiają sobie uciąć trochę wolnego od pierwszej linii i wyruszają do domku nad jeziorem, gdzie możemy oglądać, jak, cóż, chodzą, i śmieją się, i łowią ryby, i chodzą, i znajdują ZBUNTOWANE AI KTÓRE PRZYBIERA POSTAĆ BEZBRONNEJ ŚLICZNEJ DZIEWCZYNKI FANSERVICE I NAZYWA ICH RODZICAMI FANSERVICE. Zwłaszcza łowienie ryb jest, wiecie, ekscytujące. Być może scenarzyści powinni się wybrać na TAKIE łowienie ryb, nim postanowią robić o tym odcinek. Nawiązanie dla ogarniętych. Nie należy przy tym ukrywać, że twórcy wyciągają z tego pomysłu fajny generator wątków i motywacji, jednocześnie wytchnienie w świecie dość tragicznym. Jego głównym problemem jest jednak przejęcie pierwszego planu, przez co o wiele rzadziej będziemy widzieć potyczki z dziwacznymi postaciami jak ten pan. Spotykamy koło sześciu bossów na 100 poziomów - nieco pójście na łatwiznę. Największym problemem jednak jest 3) DAT DAMN SND HAF (jeżeli nie znacie jeszcze języka Internetu, bójcie się, bo niektórzy piszą tak na serio, btw fajny termin: eye dialect, aure ucząc uczy i bawiąc bawi) W połowie serii dzieje się naprawdę dziwaczny, ale jednak choć trochę kreatywny zwrot akcji, który (BUAHAHAHA SPOILERY TYLE ICH TUTAJ) niespodziewanie ratuje większość zniewolonych graczy. Widz mojego pokroju spodziewał się, że zobaczy ostatniego bossa na lvlu setnym w odcinku ostatnim, może przedostatnim. Zostaje to jednak rozwiązane o wiele ciekawiej, a że wątek miłosny zrobił się naprawdę głupkowaty, z ulgą zostajemy wrzuceni do jednego z największych WTF-ów naszego życia, jakim jest połowa druga. Nie wchodząc w meandry fabuły: KE?! Podejrzewam, że mógł się zmienić scenarzysta, ponieważ na miejscu poprzednich inspirujących wątków dostajemy przemieszanie świata rzeczywistego z nową grą MMO, zakrapiane takimi to wątkami:
  • młoda i prosząca się o pedofilię siostrzyczka głównego bohatera dowiaduje się, że tak naprawdę oni-chan jest tylko jej przybranym bratem a więc mogliby się ten tego a ona go zawsze tego, musimy więc przyglądać się tej niesmacznie dwuznacznej relacji pełnej łez i nadziei jednocześnie obserwując, jak to małolatka nostalgicznie staje w staniku przed lustrem i wzdycha Naprawdę Głęboko lub leży w gaciach i koszulce na łóżku (oplatana przez blask księżyca ofc) i z wytęsknieniem patrzy na sufit (czyt. widza). (Jeżeli się zastanawiacie, gdzie feminizm jest naprawdę potrzebny - to właśnie tam. Bo nie tak daleko od nas powstają NAPRAWDĘ GÓWNIANE SERIALE I KTOŚ POWINIEN TU ZROBIĆ PORZĄDEK)
  • leżącej w śpiączce pięknej bohaterce grozi gwałt (TAK SERIAL DLA TRZYNASTOLATKÓW) ze strony przyjaciela rodziny, który wreszcie ma okazję ją przewiercić niepostrzeżenie ALE najpierw zamierza ją wymłócić w świecie gry pełnyn latających elfów, z byczastym Yggdrasilem (kompensata?) i dosłownie złotą klatką, w której trzyma wirtualną świadomość dziewki;
To ujęcie z wnętrza szpitala nigdy nie powinno zaistnieć.
  • to oczywiście generuje pretekst do sceny bondage w której antagonista dosłownie zdziera z bohaterki ciuchy;
  • i, oczywiście, gdy już bohaterka spróbuje samodzielnie uciec, natknie się na mackowate, różowe gluty, co daje pretekst do zasugerowania szansy na tentacle hentai (casual anime), szczęśliwie jednak przerwanego na dość wczesnym etapie.
W sensie serio? Jak można przejść z anime o potworach i nieco naiwnej (na poziomie dziecięcym, niemniej ciekawej) analizie szaleństwa graczy oraz prostego wątku miłosnego do najbardziej upokarzającej dla kobiet pornografii? Czy kreatywność naprawdę aż tak boli? (Podpowiem, że fan service jest tu ostatecznym kluczem do zagadki.) Anime miało naprawdę miłe przebłyski. Choćby wyraźne pokazywanie interfejsu gry, ujmującego wymianę przedmiotów, używanie umiejętności itp. Klikanie postaci na menu rozwijane w powietrzu miało w sobie coś urzekającego. Tak samo paski życia czy zastępowanie krwi pikselami wziętymi pod względem wiarygodności chyba z TRON-a. Oglądając pierwsze odcinki naprawdę widziało się ogromny potencjał. Stąd rozumiem zachwyty, które tak bardzo wypromowały ten serial. Patrząc jednak na jego drugą część (już pierwszej było daleko do ideału) nabiera się myśli samookaleczających, próbując znaleźć odpowiedź na odwieczne pytanie: marnować czas na kolejne odcinki czy zmarnować czas, który już włożyliśmy w oglądanie serialu i porzucić temat otwarty? Podpowiem, że lokacje i animacja są ładne, jednak czasem poszli na taniochę z walkami (eksplozje i światła zamiast choreografii) i dialogami (ujęcia nieruchomego tła, kostek czy pleców postaci, na szczęście rzadko). Muzyka jest fajna, gdy wzniosła aż do przesady, ale zazwyczaj nudna lub wręcz denerwująca. Głosy dziewcząt i dzieci to zwykły szczebiot, którego nie da się znieść, faceci zaś to tylko banda stereotypów. Jeżeli chodzi o analizę MMO nie. Po prostu nie. Jako rycerz na białym koniu (to albinos, nie siwek) pędzę z ratunkiem: Olać, nigdy nie sięgać. Oczy bolą.

Komentarze


Tyldodymomen
    streszczenie dla TLDRowców
Ocena:
0
Autor spodziewał się X a dostał Y więc serial jest słaby. Tako rzecze Aureustra
23-12-2012 02:08
Aure_Canis
   
Ocena:
+2
X=dobre anime Y=złe anime.
Masz rację.
23-12-2012 09:10
Ninetongues
   
Ocena:
+3
99 anime na 100 to totalne gówno z garścią fajnych pomysłów, które można bezwstydnie kraść. Lubię anime. :D
23-12-2012 11:00
ment
   
Ocena:
0
@Arłe -co tekst, to bardziej mi się Twoja publicystyka podoba. Keep up the good work.

@9 -chyba pierwszy raz udało Ci się coś z sensem napisać i to w dodatku tak fajnie/dobitnie, że będę Cię cytował -chyba nie masz nic przeciwko?
23-12-2012 11:08
Zephyel
   
Ocena:
0
@Aure:
W większości zgodzę się z notką - można odpuścić sobie oglądanie po skończeniu samego SOA, choć i tam zdarzają się spore i nieprzemyślane wpadki jak pojawiający się duch zabitej żony, o której wspominasz (nigdzie nie jest to wytłumaczone jakim cudem to się dzieje) lub mąż, który z mordercy w pełni świadomego swoich czynów po kwestii 'nie kochałeś jej, tylko traktowałeś ją jak własność' zaczyna beczeć. WTF. (mogło brzmieć to inaczej nieco, ale zachowałem główną myśl przekazu)

Mimo wszystko - w miarę fajnie się oglądało, choć ostatni odcinek mógłby nigdy nie powstać.
23-12-2012 11:49
Aure_Canis
   
Ocena:
0
Dzięki, panowie. Masz rację, Zephyelu, zdążyłem zapomnieć o tych niewyjaśnionych i niekonsekwentnych sytuacjach, po raz kolejny objawia się ma naturalna zdolność do skupiania na pozytywach. : P (Kolega mnie opieprzył, że ten wpis jest o wiele za łaskawy.)
23-12-2012 12:46
   
Ocena:
0
Może jest tak złe, że aż dobre?
23-12-2012 18:24
Aure_Canis
   
Ocena:
0
Pytasz, czy to nowy Hellsing? Zapewniam, że nie. : )
23-12-2012 19:05
   
Ocena:
0
Wiesz, pierwsza połowa brzmi jak opis przeciętnej bajki...
A po za tym, nie spodziewaj się po japończykach nowatorstwa i ironi... To nie ta cultura.
23-12-2012 20:50
Tyldodymomen
   
Ocena:
0
Zapomniał wół jak cielęciem był.I ślinił się do Dragonballa.
23-12-2012 21:12
Aure_Canis
   
Ocena:
0
Nigdy nie widziałem choć jednego odcinka DBZ, Pokemonów czy Czarodziejek z księżyca. Widziałem Pszczółkę Maję i Muminki.
24-12-2012 00:02
Czarna Owca
   
Ocena:
0
Obejrzałam SAO do momentu oświadczyn i miałam długą przerwę. Po Twojej recenzji wahałam się, czy oglądać dalej, ale obejrzałam i jakoś nie żałuję, chociaż faktycznie arcydziełem to nie jest.

Mnie bardziej niż wymienione przez Ciebie rzeczy powalił fakt, że wszyscy (łącznie z samymi poszkodowanymi!) z takim spokojem przyjęli to, co zrobiono uczestnikom obu gier. Ta technologia stwarza ogromne pole do nadużyć? No to powólmy każdemu szaleńcowi na stworzenie własnego świata!
02-01-2013 09:16

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.