string(15) ""
» Blog » Święto Niepodległości od środka
21-11-2011 22:48

Święto Niepodległości od środka

Odsłony: 18

Święto Niepodległości od środka

Witam ja Was, Drodzy Czytelnicy Poltera, swoją pierwszą notką i może nawet ostatnią. Za namową earla skrobię sobie powoli ten wpis, w którym chciałbym zawrzeć swoją refleksję na temat nie tak dawnych wydarzeń wokół Święta Niepodległości. W tle lecą mi polskie pieśni patriotyczne - nie jestem wielkim fanem muzyki, szczególnie komercyjnej, ale do tego typu utworów mam słabość - może zapewnią mi dobrą wenę. Nie spodziewajcie się jednak cudów, żaden ze mnie pisarz, lecz mam nadzieję, że uda mi się Wam coś głębszego przekazać, w znośnej formie.


Na początek wypadałoby chyba coś o sobie napisać, bo raczej nikt mnie tu nie zna osobiście, choć z paroma osobami pewnie się mijałem kiedyś na jakiejś imprezie kulturalnej.
Prywatnie jestem studentem cywilnym Wojskowej Akademii Technicznej. Od niedawna działam w Stowarzyszeniu Ułanów Grochowskich im. gen. Józefa Dwernickiego, odtwarzającym tradycje i barwy przedwojennej kawalerii. Erpegami interesuję się od wielu lat, choć w ostatnim czasie moje życie około-erpegowe jest praktycznie martwe i ogranicza się w zasadzie tylko do przeglądania Poltera. Czasem chciałbym zagrać w jakiejś forumowej sesji, ale brak mi motywacji do stworzenia porządnej postaci. Potrzebowałbym czasem kogoś, kto by stał nade mną z batem.


Tyle o mnie, przejdźmy do sedna...


Dzień 11-tego listopada zawsze wzbudzał emocje, choć zwykle chyba pozytywne. W tym roku mogliśmy po raz 93-ci świętować naszą niepodległość (mniejszą lub większą), po ponad stu latach zaborów. Dzień ten powinien być radosnym świętem wszystkich Polaków, dniem narodowej jedności.
Tak więc, już na kilka tygodni wcześniej, wraz z kolegami zrzeszonymi w różnorakich grupach rekonstrukcyjnych, szykowaliśmy się do tej okazji (nie licząc ćwiczeń musztry itp., które mamy w zasadzie cały rok). Trzeba było zorganizować sprzęt, konie (w przypadku kawalerzystów), a tego zawsze brakuje. Niestety, jest to droga pasja i większość rzeczy się pożycza. Na zaproszenie władz Warszawy, wraz ze swoją grupą miałem wystąpić w głównych, państwowych obchodach rocznicowych i przemaszerować ulicami miasta w defiladzie, wraz z prawdziwymi, zawodowymi żołnierzami i funkcjonariuszami. Dla mnie miał być to pierwszy raz, jako aktywnego uczestnika imprezy tej rangi. Do tej pory, zawsze wtedy tylko siedziałem z ojcem przed telewizorem i z zachwytem patrzyłem na cały ceremoniał wokół tego święta, myśląc czasem, jak wspaniale byłoby samemu pojawić się tam, przed prezydentem, przed Grobem Nieznanego Żołnierza złożyć hołd poległym. Na moje szczęście, to marzenie miało mi się spełnić, choć nie do końca...




Zbiórkę mieliśmy w stajni dzień wcześniej, wieczorem. Był przegląd mundurów, sprzętu, siodeł. Czepiano się wszystkiego, czego można było się przyczepić - a to owsiak słabo wypchany, a to sakwy, coś krzywo stroczone, strzemiona pordzewiałe, buty niewyczyszczone... i tak przez całą noc, dopóki wszystko nie było idealnie. Musieliśmy się w końcu godnie zaprezentować. Snu więc nie zaznałem, tak jak większość kolegów. Na koniec, co dziwne, wyszło, że mamy nadmiar i sprzętu, i koni :) Około czwartej nad ranem przyjechał koniowóz i powoli zabraliśmy się do Warszawy. Zatrzymaliśmy się gdzieś pod Muzeum Wojska Polskiego i po ogarnięciu wszystkiego mieliśmy chwilę luzu, do godziny 10, kiedy nastąpiła mobilizacja i... naprawdę, spodziewałem się nie wiadomo czego :) Kiedy dotarliśmy na miejsce zbiórki rekonstruktorów, przy kościele Wizytek, było około 11 i od tej pory, aż do wymarszu tylko siedzieliśmy w siodłach i gnietliśmy tyłki. Wiało nudą, nic się nie działo, a czas próbowaliśmy zabijać rozmowami i ewentualnie prostowaniem gnatów. Czasem jakieś głosy dochodziły, co się dzieje na placu Piłsudskiego, ale do nas, wysoko na koniach, docierało niewiele informacji. Wokół zebrało się oczywiście sporo gapiów, którzy przeciskali się między grupami, robili zdjęcia, czasem coś zagadali.
Nic jednak nie było w stanie przyćmić uczucia dumy, kiedy już ruszyliśmy zwartą kolumną przez miasto, a ludzie z zachwytu, spontanicznie, bili nam brawa. Było w końcu co oglądać, taki przekrój wojska nie często można zobaczyć - od czasów napoleońskich zaczynając, przez II RP, aż na Żołnierzach Wyklętych kończąc. Największe zainteresowanie wzbudzali chyba koledzy, którzy w wyniku zapoczątkowanej w internecie akcji, przywdziali mundury 5 Dywizji Syberyjskiej.

Niestety, dalej były już same rozczarowania. Pierwotny plan zakładał, że w uroczystościach na pl. Piłsudskiego wezmą udział poczty sztandarowe grup rekonstrukcyjnych, a po tym wszyscy razem przemaszerujemy przed Grobem Nieznanego Żołnierza. O tym, że tak nie będzie dowiedzieliśmy się dopiero w dniu imprezy. Możliwe, że to był wynik jakiejś politycznej gierki, lecz za krótko działam w tym środowisku i za słabo znam jego historię, żeby to rozumieć. Później, zamiast iść przez Nowy Świat i Alejami Jerozolimskimi do Muzeum Wojska Polskiego, defilada skręciła gdzieś w praktycznie puste uliczki Powiśla, zatrzymując się gdzieś pod mostem przy Muzeum. Byliśmy z kolegami lekko zdziwieni tym faktem, ale przypadkowo napotkanym po drodze osobom się podobało. Osobiście byłem trochę zawiedziony, ale jak na swój pierwszy raz to i tak byłem zadowolony...




Do czasu. Po ogarnięciu wszystkiego na miejscu, załadowaniu koni itd., kiedy wróciłem do domu ok. godziny 17 stać mnie było tylko na to, żeby się rozebrać i zatopić w łóżku. Dopiero w sobotę rano (czyli po 10), pomimo fatalnego samopoczucia, zacząłem przeglądać relacje z obchodów i dotarło do mnie, co się działo. Mniejsza o zamieszki wokół Marszu Niepodległości, bo tam i tak musiało do tego dojść.
Na Nowym Świecie, około 12, jeden z niemieckich, lewackich bojówkarzy opluł i zaatakował rekonstruktora, który wraz z grupą odtwarzającą żołnierzy Księstwa Warszawskiego, maszerował na miejsce zbiórki przed defiladą. Na szczęście szybko interweniowała policja. Niesmak jednak pozostał. Opluł mundur polskiego żołnierza, zrzucił na ziemię czapkę z orłem. Nie wiem, co Wy możecie o tym myśleć, ale mnie i wszystkich kolegów rekonstruktorów to boleśnie dotknęło. Do tej pory, na wspomnienie tego zdarzenia, ogarnia mnie frustracja. W dniu naszego święta, przyjeżdżają do Polski Niemcy (w sumie mógłby to być ktokolwiek inny, ale fakt, że byli to Niemcy jest dość symboliczny), by nas bić i znieważać nasze narodowe symbole. Może brzmi to niczym słowa pana Prezesa, lecz nikt mnie nie przekona, że turyści przyjeżdżaliby z zakrytymi twarzami, pałkami, kastetami i gazem w celach pokojowych. Dobrze się stało, że niedługo po tym policja ich wszystkich zatrzymała, przynajmniej nie mogli wyrządzić więcej szkód. Niestety, przez tę akcję właśnie zmieniono trasę defilady, samych "aktywistów" Antify wypuszczono dzień później na wolność.
W związku z tymi wydarzeniami, nasuwa się kilka pytań:


Kto zaprosił tych niemieckich bojówkarzy i dlaczego? Oczywiście wszyscy wypierają się jakichkolwiek związków z tą grupą, lecz faktem jest, że na swoją bazę wybrali, raczej nieprzypadkowo, kawiarnię Nowy Wspaniały Świat, należącą do lewackiej Krytyki Politycznej. Tam też później zabezpieczono cały arsenał kolegów zza Odry, a skądś musieli go wziąć, bo po drodze do Warszawy byli kontrolowani pod kątem posiadania niebezpiecznych narzędzi - wniosek nasuwa się sam, ktoś musiał ich zaopatrzyć na miejscu.


Czy władze nie mogły jakoś temu zapobiec? Już na kilka tygodni wcześniej było wiadomo, że ci niemieccy bojówkarze mają zamiar się u nas pojawić. Sprawą interesowało się ABW. Czy nie można było nasłać na nich odpowiednich służb, w celach szczegółowej kontroli? Służby Celnej, Straży Granicznej, Policji itp.? Tak żeby do Warszawy dotarli dopiero w sobotę? Nikt nie mógłby się do tych działań przyczepić, a i wszyscy byliby szczęśliwi.


I najważniejsze - jak to możliwe, że władze, z prezydentem Polski na czele, pozwoliły na zakłócenie oficjalnych, państwowych obchodów Święta Niepodległości i zmianę trasy defilady wojskowej i historycznej? Tak, że ominęła tysiące ludzi zebranych na Nowym Świecie, a którzy przyszli wraz z rodzinami specjalnie po to, żeby zobaczyć maszerujących przez miasto żołnierzy, funkcjonariuszy i rekonstruktorów. Jeszcze długo po fakcie wciąż pytano kolegów "A kiedy będzie defilada?". Czy wyobrażacie sobie taką sytuację na przykład w Paryżu, kiedy wstrzymany zostaje przemarsz wojsk, bo jacyś idioci blokują Łuk Triumfalny? Albo w Moskwie, bo ktoś okupuje Plac Czerwony?


Niestety, w mediach było o tym cicho, za cicho, a chociażby w poniedziałek, 14 listopada, odbyła się w Sejmie konferencja prasowa rekonstruktorów, w związku z wydarzeniami z Dnia Niepodległości. Wystosowano oficjalne pismo do władz miasta Warszawy, podpisane przez szefów ponad dwudziestu grup rekonstrukcyjnych, jakie brały udział w obchodach. O zmianie trasy defilady, z tego co mi wiadomo, poinformowała tylko jedna stacja telewizyjna. Szczegółów można doszukiwać się tylko w internecie, lecz tam też lewackie portale sieją swoją idiotyczną propagandę, niczym za czasów słusznie minionych...


Na zakończenie chciałbym przytoczyć obowiązującą, wojskową rotę:

"Ja żołnierz Wojska Polskiego przysięgam
służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej,
bronić jej niepodległości i granic.
Stać na straży Konstytucji,
strzec honoru żołnierza polskiego,
sztandaru wojskowego bronić.
Za sprawę mojej Ojczyzny,
w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić.
Tak mi dopomóż Bóg."


Może i na co dzień nie jesteśmy żołnierzami, lecz zakładając mundur, przywołujemy pamięć o poległych, którym należy się szacunek i wymaga to od nas godnego zachowania. Myślę więc, że przysięga wojskowa obowiązuje również i nas, cywilów, mimo iż nie wszyscy ją składaliśmy.

Cóż, mam szczerą nadzieję, że za rok się to nie powtórzy i będzie tylko lepiej.



To by było na tyle. Dziękuję wszystkim, którzy przebili się przez ten blok tekstu, którym chciało się czytać moje żale. Mam nadzieję, że nie poraziłem Waszego poczucia estetyki tym wpisem, ani też nie zanudziłem. Za wszelakie strzelone babole, stylistyczne i inne, przepraszam i gwarantuję, że będą się powtarzać, jeśli zdecyduję się na kolejne wpisy.


Na zdjęciu: ułan Dark_Archon_ (w środku) w barwach 2 Pułku Ułanów Grochowskich gen. Józefa Dwernickiego.

Komentarze


Behalior
   
Ocena:
0
Bohomaz - jedyny głos rozsądku :)
25-11-2011 08:24
Headbanger
   
Ocena:
0
@earl

Z tym, że oni chcieli płacić te dziesięciny. Inaczej czuli się, że okradają feudałów/kościół. Zupełnie inna mentalność niż nasza.
25-11-2011 10:43
Kamulec
   
Ocena:
+2
Kamulec przyjechał z taczką węgla koksującego, wziął szuflę i szczodrze dołożył do pieca mówiąc:

Pozytywna lewica (a nie (post)komuniści i populiści) na 1. miejscu stawia jednostkę.

Prawica przed jednostką stawia tradycję, państwo, naród i własność prywatną.

Rozdawnictwo państwowe doprowadzi całe społeczeństwo do ubóstwa. Tradycja narodu może wnosić wartość do dziedzictwa ludzkości. Ludzie muszą bronić swych państw przed napaścią, by do nich nie zachęcać. Jasne, ale niczego z tych rzeczy nie zaneguje rozsądna partia lewicowa.

Prawicowe wartości?

Tradycja - czemu podtrzymywać również te zwyczaje, które nie koniecznie są dobre?

Państwo - czemu państwo ma stanowić wartość samą w sobie, nawet jeśli z krzywdą dla ludzi?

Naród - czemu moralnie słuszne ma być stawianie ludzi wywodzących się z jednego narodu ponad drugim?

Właśność prywatna - czy sprawiedliwość polega na tym, że osoba rodząca się w ubogiej rodzinie ma mniejsze szanse? Czy polega na tym, że garstka ludzi dysponuje większością dóbr? Czy polega na tym, że jednostki słabsze mają być eliminowane w myśl prawa dżungli?

Dla mnie takie właśnie są poglądy prawicowe - dzikie, pierwotne i prymitywne.

By było jasne - nie uważam wszystkich konserwatywnych osób za nic nie warte jednostki. Jestem wyłącznie bardzo krytyczny względem reprezentowanych przez nie poglądów.

@Albiorix
I dlatego uważam, że budowanie zdrowego państwa należy zacząć od skasowania fikcyjnych rent, KRUSu, dopłacania do emerytur górników itd.
25-11-2011 22:34
earl
   
Ocena:
+7
Może i pozytywna lewica stawia na 1 miejscu jednostkę. Problem tylko w tym, że takiej pozytywnej lewicy ja nie widzę i nie wiem, czy ona istnieje. Może jest jak Yeti - wszyscy o niej mówią, a nikt jej nie widział.

A co do wartości prawicowych:
1) To nie lewica a liberałowie/libertarianie stawiają na 1 miejscu jednostkę a oni żadną miarą za lewicę nie będą uchodzić.
2) Tradycja - zapraszam do poczytania książek z doktryn politycznych dotyczących np. konserwatyzmu i zapoznania się, czym jest tradycja dla tych najbardziej reprezentatywnego dla prawicy nurtu. Wówczas waść przejrzysz na oczy i przestaniesz pisać głupoty, że prawica jest skostniała i pielęgnuje każdą rzecz, byle by zarosła śniedzią.
3) Naród - a to kolega nie słyszał o nacjonalizmie po innej stronie niż prawica? Przykłady można mnożyć - wystarczy wspomnieć Miloszevicia w Jugosławii, Mao w Chinach, Moczara w Polsce, Stalina w ZSRR.
4) Państwo - w której to ideologii prawicowej państwo stawiane jest jako cel sam w sobie? Bo na pewno nie w konserwatyzmie ani w chrześcijańskiej demokracji.
5) Własność prywatna - no proszę, poleciałeś z grubej rury. Ciekawym, skąd wziąłeś tę teorię. Jeżeli idzie bowiem o własność, to zarówno konserwatyzm jak i chadecja zakładają współistnienie 3 form własności: państwowej, spółdzielczej i prywatnej. I każda z nich ma do odegrania w społeczeństwie swoją ważną rolę.

A skoro mierzi Cię, mości Kamulcu, własność prywatna, to podziel się swoim majątkiem z ubogimi i potrzebującymi, niech słowa będą miały potwierdzenie w czynach, bo jak na razie są tylko wodolejstwem.

25-11-2011 23:51
Kamulec
   
Ocena:
0
W życiu nie powiedziałem (chyba, że żartując, ale tego nie pamiętam), że jestem za zniesieniem własności prywatnej (poczułem się nagnieciony palcem Twoją insynuacją). Faszyzm, komunizm i nacjonalizm z każdej strony uważam za zło, które należy zwalczać (ale nie przemocą).

Może i niepotrzebnie użyłem określeń "lewica" i "prawica", choć w wersji Polskiej dość dobrze pasują poszczególne przymioty albo do PiSu, albo do Korwina.

Pod względem programu (niezależnie, czy komuś się bardziej, czy mniej podobali kandydaci z jego list) partią opowiadającą pozytywnemu obrazowi, który nakreśliłem, jest Ruch Palikota.
26-11-2011 01:36
Nuriel
   
Ocena:
+3
@KRed

W polskim parlamencie mamy partie lewicowe, chłopskie i postsolidarnościowe. Te postsolidarnościowe są raczej konserwatywne

Czyli kompletnie olałeś to co napisałem wyżej.
Twoja definicja prawicy jest najmojsza, jedynie słuszna i prawdziwa. Jak chcesz. Wolno Ci przecież, totalnie wbrew zdrowemu rozsądkowi i przyjętemu w Polsce słownikowi, odmawiać miana "prawicy" innym partiom niż skrajnie neoliberalne. Mało to sensowne, ale przynajmniej dzięki temu nigdy nie będziemy mieli jej reprezentacji w polskim parlamencie.

@earl

W zasadzie nie ma kraju, w którym byłaby prawdziwa demokracja - są tylko demokracje fasadowe, a w rzeczywistości rządzi oligarchia kuzynów, przyjaciół, znajomych, która, na zasadzie wymiany elit, zmienia się u koryta. Zaś wszyscy zwykłego obywatela mają głęboko gdzieś.

Nawet jeśli - jaki z tego wyciągasz wniosek?
Podejrzewam, iż coś w rodzaju, że skoro nie udało nam się do tej pory zaprowadzić demokracji to dajmy sobie z nią spokój i wróćmy do innych systemów?

Gdyby nawet powyższa teza była prawdziwa, to i tak dla mnie jedynym wnioskiem jaki należałoby z niej wyciągnąć jest twierdzenie, iż "prawdziwa" demokracja jest projektem jeszce niedokończonym, może nawet swoistą ideą regulatywną czy utopią. Ale demokracja nowożytna (nawet jako nieudolnie realizowany postulat) jest systemem bardzo młodym. Wydaje mi się, że Twoja teza powinna być podstawą dodalszego pogłębiania procesu demokracji, nie do jej odrzucenia. Jeśli nie demokracja to co w zamian?

Może i pozytywna lewica stawia na 1 miejscu jednostkę. Problem tylko w tym, że takiej pozytywnej lewicy ja nie widzę i nie wiem, czy ona istnieje

No bez jaj. A co z tymi wszystkimi ruchami stawiającymi za cel walkę z dyskryminacją - niezależnie od tego czy osób kolorowych, homoseksualistów, kobiet?

Ciężko mi znaleźć bardziej humanistyczny cel niż walka z ludzkim upokorzeniem (chyba jedyną odczuwaną emocją która odróżnia nas od zwierząt).

To nie lewica a liberałowie/libertarianie stawiają na 1 miejscu jednostkę a oni żadną miarą za lewicę nie będą uchodzić.

Mój powyższy podział na lewicę gospodarczą/ społeczno-polityczną. Liberalizm o którym piszesz jest bardzo często domeną lewicy w rozumieniu społeczno-politycznym.


26-11-2011 10:21
Albiorix
   
Ocena:
+3
I o nowoczesnej lewicy i o nowoczesnej prawicy można powiedzieć że na pierwszym miejscu stawiają jednostkę. Po prostu mają różne podejście do tejże jednostki.

Prawica zakłada, że jednostka to samodzielna, inteligentna istota która potrafi o siebie zadbać, dysponuje własnym kompasem moralnym i bierze odpowiedzialność za siebie i swoją rodzinę. Trzeba ją zostawić w spokoju i jak najmniej wtrącać się w jej życie. *
Jeśli jednostka nie spełnia założeń, tj nie potrafi o siebie zadbać, nie dysponuje kompasem moralnym i nie bierze odpowiedzialności, to jest to sprawa dla instytucji charytatywnych lub policji.

Lewica zakłada, że jednostka to statystycznie uśredniając - idiota, kaleka i sukinsyn. Jeśli zostawić ją samej sobie, będzie leżeć w błocie pijąc denaturat z przerwami na gwałcenie dzieci i dręczenie zwierząt oraz tłuczenie mniejszości etnicznych. Jednostce należy zabezpieczyć darmową edukację, darmową opiekę, bezpieczeństwo, zadbać o to żeby zachowywała się i byłą traktowana godnie, ładnie i grzecznie, umoralniać, pilnować, wydrukować ostrzeżenie przed gorącym kubeczkiem itd.
Jeśli jednostka nie spełnia założeń - tzn radzi sobie sama, zarabia na siebie i swoją rodzinę, sama z siebie postępuje moralnie i sensownie - należy obłożyć ją 70% podatkiem i obserwować na wszelki wypadek, bo może pod pozorem normalności to ukryta patologia.

26-11-2011 13:02
Kamulec
   
Ocena:
+1
Zostawmy prawicę i lewicę. To co przedstawiasz na górze to nie jest typowa, konserwatywna lewica, lecz raczej skrajna odmiana liberalizmu, minarchizm forsowany przez Korwina, czy jak kto woli prawo dżungli.

Co do jednostek, to znaczna część ludzi jeżeli nawet robi coś dobrego, to kieruje się emocjami, a nie tym, co moralne. Polacy będą bronili kur trzymanych w ciasnych latkach, nie będą mieli nic przeciw ubojowi inteligentnych zwierząt, jakimisą świnie, ale wykupią konia z rzeźni. Większość działalności charytatywnej działa na zasadzie "temu damy 100 tysięcy, a dla reszcie nic".

Ludzie mają słabości, rodzą się w różnych środowiskach, mogą się zaś stoczyć dość łatwo. Znaczna częśc ludzi ma chore poglądy, uprzedzenia. Każdy ma szansę mieć wypadek lub zachorować w wieku, w którym nie może mieć jeszcze odłożonych pieniędzy.

Ludzi trzeba umoralniać (byle z umiarem), bo bardzo dużo zależy od kultury. Mongołowie mordujący całe miasta, naziści, bandyci z UPA - to wszystko byli ludzie, biologicznie nie różniący się zbyt od innych.

Fortuna nie daje szczęścia. Poczucie bezpieczeństwa tak.

Podstawą jest oczywiście rozsądne działanie. Podatki można podnosić o ile da się je ściągnąć i zachowa się długofalowo średni wzrost PKB (dlatego m.in. stawiam program RP w opozycji do programu SLD).

To, że lewica głosi dobre hasła nie oznacza, że wszystko, co robi każda lewica jest dobre. Wiele ruchów lewicowych to populiści robiący wieczną kampanię wyborczą za państwowe pieniądze. Inne działania lewicy uważam za przegięcie np. parytety i nieraz nagłaśnianą politykę odbierania dzieci w krajach skandynawskich. Tak więc najważniejsze, jaki partia ma realny program (i czy ma zamiar go realizować), a nie jak się definiuje.
26-11-2011 14:54
Alkioneus
   
Ocena:
+2
DarkArchon - z ciekawostek. Od uczniów, którzy byli uczestnikami tej zadymy dowiedziałem się, że wielu z nich było tam po to, by się tłuc z antyfą i z neonaziolami, którzy też hucznie się stawili(także zza niemieckiej granicy). Kibole zorganizowani byli w myśl normalnej zasady - tłuc tych, co gaworzą po niemiecku.

Ci, którzy robili wiele, by zakłócić Dzień Niepodległości to byli zarówno antyfa i jak i neonaziole. Czyli oba bieguny.
26-11-2011 15:58
Nuriel
   
Ocena:
+1
To, że lewica głosi dobre hasła nie oznacza, że wszystko, co robi każda lewica jest dobre. Wiele ruchów lewicowych to populiści robiący wieczną kampanię wyborczą za państwowe pieniądze.

O to to. Ale to samo tyczy się prawicy przecież.
Większość takich dyskusji sprowadza się zresztą do prób udowodnienia, że nasi są dobrzy, mądrzy i cudowni, a Ci z drugiej strony to skończone sukinsyny, niegodziwcy i hipokryci. Vide chociażby obecne przepychanki na linii PiS-Solidarna Polska.

Nie ma nic złego w opowiedzeniu się po jednej stronie - ja sam uważam się za lewicowca - sęk w tym, żeby dostrzegać pozytywne poglądy i postacie także i po drugiej stronie.

26-11-2011 16:44

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.