string(15) ""
» Blog » Święto Niepodległości od środka
21-11-2011 22:48

Święto Niepodległości od środka

Odsłony: 18

Święto Niepodległości od środka

Witam ja Was, Drodzy Czytelnicy Poltera, swoją pierwszą notką i może nawet ostatnią. Za namową earla skrobię sobie powoli ten wpis, w którym chciałbym zawrzeć swoją refleksję na temat nie tak dawnych wydarzeń wokół Święta Niepodległości. W tle lecą mi polskie pieśni patriotyczne - nie jestem wielkim fanem muzyki, szczególnie komercyjnej, ale do tego typu utworów mam słabość - może zapewnią mi dobrą wenę. Nie spodziewajcie się jednak cudów, żaden ze mnie pisarz, lecz mam nadzieję, że uda mi się Wam coś głębszego przekazać, w znośnej formie.


Na początek wypadałoby chyba coś o sobie napisać, bo raczej nikt mnie tu nie zna osobiście, choć z paroma osobami pewnie się mijałem kiedyś na jakiejś imprezie kulturalnej.
Prywatnie jestem studentem cywilnym Wojskowej Akademii Technicznej. Od niedawna działam w Stowarzyszeniu Ułanów Grochowskich im. gen. Józefa Dwernickiego, odtwarzającym tradycje i barwy przedwojennej kawalerii. Erpegami interesuję się od wielu lat, choć w ostatnim czasie moje życie około-erpegowe jest praktycznie martwe i ogranicza się w zasadzie tylko do przeglądania Poltera. Czasem chciałbym zagrać w jakiejś forumowej sesji, ale brak mi motywacji do stworzenia porządnej postaci. Potrzebowałbym czasem kogoś, kto by stał nade mną z batem.


Tyle o mnie, przejdźmy do sedna...


Dzień 11-tego listopada zawsze wzbudzał emocje, choć zwykle chyba pozytywne. W tym roku mogliśmy po raz 93-ci świętować naszą niepodległość (mniejszą lub większą), po ponad stu latach zaborów. Dzień ten powinien być radosnym świętem wszystkich Polaków, dniem narodowej jedności.
Tak więc, już na kilka tygodni wcześniej, wraz z kolegami zrzeszonymi w różnorakich grupach rekonstrukcyjnych, szykowaliśmy się do tej okazji (nie licząc ćwiczeń musztry itp., które mamy w zasadzie cały rok). Trzeba było zorganizować sprzęt, konie (w przypadku kawalerzystów), a tego zawsze brakuje. Niestety, jest to droga pasja i większość rzeczy się pożycza. Na zaproszenie władz Warszawy, wraz ze swoją grupą miałem wystąpić w głównych, państwowych obchodach rocznicowych i przemaszerować ulicami miasta w defiladzie, wraz z prawdziwymi, zawodowymi żołnierzami i funkcjonariuszami. Dla mnie miał być to pierwszy raz, jako aktywnego uczestnika imprezy tej rangi. Do tej pory, zawsze wtedy tylko siedziałem z ojcem przed telewizorem i z zachwytem patrzyłem na cały ceremoniał wokół tego święta, myśląc czasem, jak wspaniale byłoby samemu pojawić się tam, przed prezydentem, przed Grobem Nieznanego Żołnierza złożyć hołd poległym. Na moje szczęście, to marzenie miało mi się spełnić, choć nie do końca...




Zbiórkę mieliśmy w stajni dzień wcześniej, wieczorem. Był przegląd mundurów, sprzętu, siodeł. Czepiano się wszystkiego, czego można było się przyczepić - a to owsiak słabo wypchany, a to sakwy, coś krzywo stroczone, strzemiona pordzewiałe, buty niewyczyszczone... i tak przez całą noc, dopóki wszystko nie było idealnie. Musieliśmy się w końcu godnie zaprezentować. Snu więc nie zaznałem, tak jak większość kolegów. Na koniec, co dziwne, wyszło, że mamy nadmiar i sprzętu, i koni :) Około czwartej nad ranem przyjechał koniowóz i powoli zabraliśmy się do Warszawy. Zatrzymaliśmy się gdzieś pod Muzeum Wojska Polskiego i po ogarnięciu wszystkiego mieliśmy chwilę luzu, do godziny 10, kiedy nastąpiła mobilizacja i... naprawdę, spodziewałem się nie wiadomo czego :) Kiedy dotarliśmy na miejsce zbiórki rekonstruktorów, przy kościele Wizytek, było około 11 i od tej pory, aż do wymarszu tylko siedzieliśmy w siodłach i gnietliśmy tyłki. Wiało nudą, nic się nie działo, a czas próbowaliśmy zabijać rozmowami i ewentualnie prostowaniem gnatów. Czasem jakieś głosy dochodziły, co się dzieje na placu Piłsudskiego, ale do nas, wysoko na koniach, docierało niewiele informacji. Wokół zebrało się oczywiście sporo gapiów, którzy przeciskali się między grupami, robili zdjęcia, czasem coś zagadali.
Nic jednak nie było w stanie przyćmić uczucia dumy, kiedy już ruszyliśmy zwartą kolumną przez miasto, a ludzie z zachwytu, spontanicznie, bili nam brawa. Było w końcu co oglądać, taki przekrój wojska nie często można zobaczyć - od czasów napoleońskich zaczynając, przez II RP, aż na Żołnierzach Wyklętych kończąc. Największe zainteresowanie wzbudzali chyba koledzy, którzy w wyniku zapoczątkowanej w internecie akcji, przywdziali mundury 5 Dywizji Syberyjskiej.

Niestety, dalej były już same rozczarowania. Pierwotny plan zakładał, że w uroczystościach na pl. Piłsudskiego wezmą udział poczty sztandarowe grup rekonstrukcyjnych, a po tym wszyscy razem przemaszerujemy przed Grobem Nieznanego Żołnierza. O tym, że tak nie będzie dowiedzieliśmy się dopiero w dniu imprezy. Możliwe, że to był wynik jakiejś politycznej gierki, lecz za krótko działam w tym środowisku i za słabo znam jego historię, żeby to rozumieć. Później, zamiast iść przez Nowy Świat i Alejami Jerozolimskimi do Muzeum Wojska Polskiego, defilada skręciła gdzieś w praktycznie puste uliczki Powiśla, zatrzymując się gdzieś pod mostem przy Muzeum. Byliśmy z kolegami lekko zdziwieni tym faktem, ale przypadkowo napotkanym po drodze osobom się podobało. Osobiście byłem trochę zawiedziony, ale jak na swój pierwszy raz to i tak byłem zadowolony...




Do czasu. Po ogarnięciu wszystkiego na miejscu, załadowaniu koni itd., kiedy wróciłem do domu ok. godziny 17 stać mnie było tylko na to, żeby się rozebrać i zatopić w łóżku. Dopiero w sobotę rano (czyli po 10), pomimo fatalnego samopoczucia, zacząłem przeglądać relacje z obchodów i dotarło do mnie, co się działo. Mniejsza o zamieszki wokół Marszu Niepodległości, bo tam i tak musiało do tego dojść.
Na Nowym Świecie, około 12, jeden z niemieckich, lewackich bojówkarzy opluł i zaatakował rekonstruktora, który wraz z grupą odtwarzającą żołnierzy Księstwa Warszawskiego, maszerował na miejsce zbiórki przed defiladą. Na szczęście szybko interweniowała policja. Niesmak jednak pozostał. Opluł mundur polskiego żołnierza, zrzucił na ziemię czapkę z orłem. Nie wiem, co Wy możecie o tym myśleć, ale mnie i wszystkich kolegów rekonstruktorów to boleśnie dotknęło. Do tej pory, na wspomnienie tego zdarzenia, ogarnia mnie frustracja. W dniu naszego święta, przyjeżdżają do Polski Niemcy (w sumie mógłby to być ktokolwiek inny, ale fakt, że byli to Niemcy jest dość symboliczny), by nas bić i znieważać nasze narodowe symbole. Może brzmi to niczym słowa pana Prezesa, lecz nikt mnie nie przekona, że turyści przyjeżdżaliby z zakrytymi twarzami, pałkami, kastetami i gazem w celach pokojowych. Dobrze się stało, że niedługo po tym policja ich wszystkich zatrzymała, przynajmniej nie mogli wyrządzić więcej szkód. Niestety, przez tę akcję właśnie zmieniono trasę defilady, samych "aktywistów" Antify wypuszczono dzień później na wolność.
W związku z tymi wydarzeniami, nasuwa się kilka pytań:


Kto zaprosił tych niemieckich bojówkarzy i dlaczego? Oczywiście wszyscy wypierają się jakichkolwiek związków z tą grupą, lecz faktem jest, że na swoją bazę wybrali, raczej nieprzypadkowo, kawiarnię Nowy Wspaniały Świat, należącą do lewackiej Krytyki Politycznej. Tam też później zabezpieczono cały arsenał kolegów zza Odry, a skądś musieli go wziąć, bo po drodze do Warszawy byli kontrolowani pod kątem posiadania niebezpiecznych narzędzi - wniosek nasuwa się sam, ktoś musiał ich zaopatrzyć na miejscu.


Czy władze nie mogły jakoś temu zapobiec? Już na kilka tygodni wcześniej było wiadomo, że ci niemieccy bojówkarze mają zamiar się u nas pojawić. Sprawą interesowało się ABW. Czy nie można było nasłać na nich odpowiednich służb, w celach szczegółowej kontroli? Służby Celnej, Straży Granicznej, Policji itp.? Tak żeby do Warszawy dotarli dopiero w sobotę? Nikt nie mógłby się do tych działań przyczepić, a i wszyscy byliby szczęśliwi.


I najważniejsze - jak to możliwe, że władze, z prezydentem Polski na czele, pozwoliły na zakłócenie oficjalnych, państwowych obchodów Święta Niepodległości i zmianę trasy defilady wojskowej i historycznej? Tak, że ominęła tysiące ludzi zebranych na Nowym Świecie, a którzy przyszli wraz z rodzinami specjalnie po to, żeby zobaczyć maszerujących przez miasto żołnierzy, funkcjonariuszy i rekonstruktorów. Jeszcze długo po fakcie wciąż pytano kolegów "A kiedy będzie defilada?". Czy wyobrażacie sobie taką sytuację na przykład w Paryżu, kiedy wstrzymany zostaje przemarsz wojsk, bo jacyś idioci blokują Łuk Triumfalny? Albo w Moskwie, bo ktoś okupuje Plac Czerwony?


Niestety, w mediach było o tym cicho, za cicho, a chociażby w poniedziałek, 14 listopada, odbyła się w Sejmie konferencja prasowa rekonstruktorów, w związku z wydarzeniami z Dnia Niepodległości. Wystosowano oficjalne pismo do władz miasta Warszawy, podpisane przez szefów ponad dwudziestu grup rekonstrukcyjnych, jakie brały udział w obchodach. O zmianie trasy defilady, z tego co mi wiadomo, poinformowała tylko jedna stacja telewizyjna. Szczegółów można doszukiwać się tylko w internecie, lecz tam też lewackie portale sieją swoją idiotyczną propagandę, niczym za czasów słusznie minionych...


Na zakończenie chciałbym przytoczyć obowiązującą, wojskową rotę:

"Ja żołnierz Wojska Polskiego przysięgam
służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej,
bronić jej niepodległości i granic.
Stać na straży Konstytucji,
strzec honoru żołnierza polskiego,
sztandaru wojskowego bronić.
Za sprawę mojej Ojczyzny,
w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić.
Tak mi dopomóż Bóg."


Może i na co dzień nie jesteśmy żołnierzami, lecz zakładając mundur, przywołujemy pamięć o poległych, którym należy się szacunek i wymaga to od nas godnego zachowania. Myślę więc, że przysięga wojskowa obowiązuje również i nas, cywilów, mimo iż nie wszyscy ją składaliśmy.

Cóż, mam szczerą nadzieję, że za rok się to nie powtórzy i będzie tylko lepiej.



To by było na tyle. Dziękuję wszystkim, którzy przebili się przez ten blok tekstu, którym chciało się czytać moje żale. Mam nadzieję, że nie poraziłem Waszego poczucia estetyki tym wpisem, ani też nie zanudziłem. Za wszelakie strzelone babole, stylistyczne i inne, przepraszam i gwarantuję, że będą się powtarzać, jeśli zdecyduję się na kolejne wpisy.


Na zdjęciu: ułan Dark_Archon_ (w środku) w barwach 2 Pułku Ułanów Grochowskich gen. Józefa Dwernickiego.

Komentarze


Kamulec
   
Ocena:
0
Nueriel
Ignoranci, którzy nie wiedzą, że było inaczej, nie czytają takich notek.
23-11-2011 11:19
Headbanger
   
Ocena:
0
Senthe nic dodać, nic ująć.
23-11-2011 11:51
Albiorix
   
Ocena:
+1
Owszem, coś mogło być kiedyś dobre a teraz złe z racji zmiany warunków życia i okoliczności. Niemniej zmienność standardów sugeruje, że czasem po prostu może się zdarzyć że skrajna postawa jest kiełkującym ziarenkiem prawdy, początkiem pozytywnych albo po prostu adaptacyjnych zmian. Kiedyś część ryb była tak skrajna że wyszły na ląd.

Cywilizacja szuka na oślep dobrych rozwiązań różnych problemów. Zwykle wystarcza stopniowa aproksymacja, czasem jednak potrzebny jest przeskok.

Macie wrażenie, że skrajne postawy są zawsze złe i głupie tylko dlatego, że są takie w 90%. Niemniej gdyby nie skrajne postawy, dalej byśmy siedzieli w jaskiniach.
23-11-2011 12:49
Headbanger
   
Ocena:
0
"Kiedyś część ryb była tak skrajna że wyszły na ląd."
Argument z dupy, bo to nie był "wybór" nikogo że sobie rybki wyszły z wody, ale stres środowiskowy który to spowodował. Ciężko tu mówić o jakiejkolwiek postawie. Natura nie ma wolnej woli wiesz?

"czasem po prostu może się zdarzyć że skrajna postawa jest kiełkującym ziarenkiem prawdy"
Zdanie bez sensu. Postawa jest postawą, nie prawdą ani kłamstwem.

"początkiem pozytywnych albo po prostu adaptacyjnych zmian."
Sugerujesz, że jakikolwiek sprzeciw, czy niezgadzanie się jest skrajną postawą? Grubo.

Wynalezienie koła, czy przyspieszenie neutrin powyżej prędkości światła nie jest "skrajną postawą". Stary, kompletnie się rozmijasz z sensem. To wszystko to efekt.

Skrajne postawy dają jakieś korzyści. Popatrz co druga wojna zrobiła dla lotów kosmicznych (i ludzi żyjących w tamtych czasach), oraz oceń czy było warto. To samo można powiedzieć o bolszewikach, czy rewolucji francuskiej. Jakiś zysk zawsze jest... ale cena? Właśnie to jest problem ogromna polaryzacja. My dobrzy oni źli, ignorowanie jawnych dowodów (np. stary Giertych i teoria ewolucji), każdy muzułmanin to terrorysta, każdy policjant to faszysta, absolutna tolerancja (zamordował? pewnie miał powód nie widzę w tym nic złego) itd. itp.

Jeżeli teraz mi powiesz, że to co napisałem to przesada, to... wtedy odchodzimy od skrajnej postawy.

Teraz popatrz:
-ONR, NOP to zło totalne tam nie ma dobrych ludzi, rasiści i nie mają za grosz tolerancji.
-Antifa to brudni fanatycy chcący rozgrabić państwo i plują na bohaterów narodowych.

Na pewno wszyscy tacy są?
23-11-2011 14:05
Albiorix
   
Ocena:
+1
"Argument z dupy, bo to nie był "wybór" nikogo że sobie rybki wyszły z wody, ale stres środowiskowy który to spowodował(...)"

Kultury ewoluują pod wpływem środowiska, tak jak gatunki.

"Zdanie bez sensu. Postawa jest postawą, nie prawdą ani kłamstwem."
Postawa opiera się na światopoglądzie a światopogląd to przyjęcie jakiechś twierdzeń jako prawdziwych.

"Sugerujesz, że jakikolwiek sprzeciw, czy niezgadzanie się jest skrajną postawą? Grubo."
Zależności od tolerancji społeczeństwa na różnorodność zachowań i poglądów, zależnie od zakresu kulturowych tabu - może tak być.

Np: w społeczeństwach A, B i C istnieje niewolnictwo. W społeczeństwie A jest ono opcjonalne, w społeczeństwie B jest ono ważną częścią gospodarki, w społeczeństwie C stanowi podstawę nie tylko ekonomii ale i kultury, religii i systemu wartości.

Obywatele X, Y i Z są temu przeciwni. Obywatel X wyzwolił swoich niewolników i zatrudnił sobie służbę, której płaci pensję. Obywatel Y urządza pikiety i rozdaje ulotki przekonujące do wyzwalania niewolników, zbiera też pieniądze na ich wykup. Obywatel Z napada transporty i plantacje i wyzwala niewolników przemocą a ich właścicieli i nadzorców zdarza mu się zabijać.

W państwie A postawa obywatela Z jest skrajna, pozostałe są w granicach akceptowalności.
W państwie B postawa obywatela Y i Z są skrajne, obywatel X zachowuje się w granicach akceptowalności.
W państwie C obywatel X, Y i Z są ekstremistami i wywrotowcami.

23-11-2011 15:11
Headbanger
   
Ocena:
0
"Kultury ewoluują pod wpływem środowiska, tak jak gatunki."
Ciągle nie rozumiem jakie to ma odniesienie do skrajnych postaw i złotego środka.

"Postawa opiera się na światopoglądzie a światopogląd to przyjęcie jakiechś twierdzeń jako prawdziwych."
To, że wierzysz w jakieś twierdzenia nie czyni ich prawdziwymi. Inaczej nie było by wątpliwości. Nigdy.

Podejście tych wszystkich państw nie ma znaczenia. Zgadzam się z tym, że w zależności od sytuacji to wywrotowcy i ekstremiści, co nie przeszkadza mi twierdzić że ich zachowanie jest (z perspektywy obywateli tych państw) złe/głupie. Zwłaszcza w ostatnim państwie, gdzie rujnujesz światopogląd, gospodarkę i kulturę, powodujesz napięcia, fale nienawiści i zniszczeń. Prowokujesz ataki, lub sam zabijasz. Wszystko w zależności od poziomu. Z drugiej strony ignorowanie niewolnictwa, przyczynia się do cierpienia niewolników i kolejne eskalacje zła. Obie reakcje są skrajne i nie mam co do tego wątpliwości.

Poza tym wykazujesz niekonsekwencję w swojej wypowiedzi, z jednej strony odnosisz się do społeczeństw względem poglądów "z epoki" z drugiej strony mierzysz je swoją miarą. To kardynalny błąd.
23-11-2011 17:24
38850

Użytkownik niezarejestrowany
    Albi, Head
Ocena:
+2
No, i to jest fajny, rzeczowy flejm, a nie durne wyklocanie sie o poglady polityczne :)
23-11-2011 17:59
Senthe
   
Ocena:
+3
@Albiorix

Udowadniasz tylko, że jeśli się nie jest moralnym ekstremistą, dzielącym konkretne zachowania na "dobre" i "złe" według sztywnego kodeksu (a to wcale nie jest prosta sprawa), okazuje się, że pojęcie "dobra" i "zła" jest względne.

Pewni ludzie odkryli to już dawno. :)
23-11-2011 20:58
Albiorix
   
Ocena:
+1
Właśnie nazwałeś "moralnymi ekstremistami" jakoś tak prawie połowę ludzkości (całe Chrześcijaństwo i Islam). A jeśli wszyscy ekstremiści są z założenia głupi i źli to znaczy że właśnie tak sklasyfikowałeś z klucza religijnego 2 miliardy osób? Wooohooo.

Ale tak naprawdę w poprzednim przykładzie nie chodziło mi o ocenę niewolnictwa tylko o pokazanie że różne społeczeństwa mają różny zakres klasyfikacji zachowań jako ekstremalnych. W efekcie w danym społeczeństwiej jako ekstremiści mogą zostać zakwalifikowaniu dość mało agresywni ludzie. W sumie Ty Senthe pokazałeś to 5 razy lepiej :D.

----

Dobra, zróbmy teraz przegląd Waszych (Head, Senthe) i moich założeń. Ja będę pisał z czym się zgadzam, z czym się nie zgadzam i dlaczego. Wy możecie na każdym etpie napisać "zaraz zaraz ja nie twierdzę nic takiego" co będzie znaczyło że czegoś z Waszych wypowiedzi nie zrozumiałem i możecie spróbować wyjaśnić mi to jeszcze raz:

1. (Head) "Skrajne poglądy zawsze są złe, bo z definicji są niesprawiedliwe."

Nie zgadzam się ale przyjmuję jako założenie pod dyskusję.

(Wstęp do 2) Od tego momentu próbujemy wykombinować co to znaczy "skrajne poglądy".

Definicja słownikowa ekstremizmu o tu
http://portalwiedzy.onet.pl/85306, ,,,ekstremizm,haslo.html
... mówi o propagowaniu i realizowaniu skrajnych ideologii za pomocą radykalnych środków (czyli głównie przemocy).

To nam tłumaczy że skrajne postawy do wdrażanie skrajnych poglądów przemocą ale nie tłumaczy nam które poglądy są skrajne. Staram się wam wcisnąć moje pojęcie;

2. (Albi) "Każde zachowanie odbiegające od normy, w bardzo szerokim zakresie znaczeniowym (łącznie z rybami), jest postawą skrajną."

3. (Head) "Albi, ta definicja jest analnie użyteczna"

No OK, wobec tego kombinuję dalej.

4. (Albi) "Skrajne poglądy to po prostu takie, które na tyle znacznie odbiegają od przyjętej w społeczeństwie normy, że społeczeństwo skrajnymi je nazywa".

5. (Head, Senthe) Wydaje mi się, że zgodziliście się z (2).

Zgadza się tymczasem?
23-11-2011 23:37
Repek
   
Ocena:
+2
@Albiorix
1. Każda postawa ekstremistyczna jest zła i/lub głupia (Head)

Ustalcie sobie najpierw, co jest "ekstremizm". Tak dla porządku dyskusji. Bo i tak już na tym się pewnie wyłożycie [patrząc na to, co pisaliście wcześniej]. A jeśli nie - byłoby super - to w tym też leży problem.

Dla części osób ekstremizmem jest mocne wartościowanie pozytywne idei narodu [bo ich zdaniem prowadzi wprost do nacjonalizmu, czy ekskluzywności narodu, nie inkluzywności], a dla innych dokładnie na odwrót: zbytni liberalizm w tych kwestiach jest zdradą.

Może to być smutne, ale serio to są wykluczające się podejścia. I nie trzeba ekstremizmu w stylu antify, żeby być przeciwko ONR czy NOP [trudno mi podać przykład z drugiej strony, bo nie mieści mi się w głowie zrównywanie nawet skrajnego anarchizmu z faszyzmem czy nacjonalizmem, ale domyślam się, że można tak to widzieć].

Pozdro
23-11-2011 23:53
Albiorix
   
Ocena:
0
(pracuję nad edycją notki wyżej).

Z faszyzmem jest równany komunizm. Komunizm to dziesiątki milionów ofiar. Anarchizm to sympatyczny choć naiwny idealizm, nikomu nie wadzi (ludzie naprawdę szkodliwi w czasie zamieszek i chaosu to nie anarchiści tylko pospolici złodzieje).

(flagi => Hitler) <=> (kawiorowa lewica => Stalin)
24-11-2011 00:06
Headbanger
   
Ocena:
0
Nie ma co definiować bo cały temat jest reletywny.

U nas palenie żon na grobach mężów uznawane było by raczej za przesadę w Indiach jak tego początkowo zabroniono same żony buntowały się najbardziej i walczyły o prawo do rytualnych samobójstw.

Uniwersalizm w tej kwestii nie istnieje - wszystko zależy od okoliczności, kradzież kradzieży nierówna. Wybacz albroix ale opracowywanie idealnego kodeksu moralnego jest raczej infantylne.

Jedno jest pewne. Każda postawa skrajna jest zła i/lub głupia (w zależności od konsekwencji). Gdyż nie dopuszcza nic poza samą sobą, daje monopol na rację i nie bierze pod uwagę wyjątków, często nie licząc się z konsekwencjami. Morał tego jest prosty - wszystko trzeba robić z głową i nie próbować każdego mierzyć swoją miarą.

Postawą skrajną nie jest bycie narodowcem czy anarchistą. Postawą skrajną jest twierdzenie, że dla jednej i tylko jednej opcji jest miejsce na świecie, a wszystko inne zasługuje na wymazanie z historii - choć w sumie to skrajność nad skrajnościami. W bardziej realnym podejściu podpalenie samochodu TVNu w imię anarchistycznej wolności jest już raczej przesadą nie sądzisz? Oczywiście w naszych środkowoeuropejskich okolicznościach ;]
24-11-2011 00:39
Repek
   
Ocena:
+1
@Headbanger

Jeśli postawić znak równości między podejściami:
- jest miejsce tylko dla takich jak my,
- jest miejsce dla wszystkich poza powyższą grupą,

...to pewnie można uznać, że to takie same skrajności. Dla mnie nie i pewnie wielu ludziom z - jak to nazwałeś "środkowoeuropejskich okoliczności" - trudno postawić znak równości. Pewnie w logice zero-jedynkowej to się broni bez problemu, ale mnie osobiście ona nie bardzo tutaj się przydaje. :)

--
@Albiorix
A co ma wspólnego Tęczowa Kolorowa czy nawet anarchiści ze stalinizmem? :) Tudzież inaczej zapytam [bo rozumiem, że dla wielu osób lewicowość=komumizm w wydaniu totalitarnym]: czy dla Ciebie prywatnie to właśnie stalinizm z faszyzmem się tutaj ścierają?

Pozdro
24-11-2011 01:11
Albiorix
   
Ocena:
0
Nie, według mnie ścierają się ludzie o tak naprawdę dość podobnych i co gorsza rozsądnych i umiarkowanych poglądach, sztucznie skłóceni i podzieleni na absurdalnie wyznaczone obozy przez totalnie idiotyczny konflikt dwóch dominujących partii.

Gdyby nie ta emocjonalna manipulacja (korzystna poniekąd dla stabilności wpływów PO i PiS - obie zyskują poparcie głównie dlatego, że ludzie nie chcą tej drugiej), większość ludzi stałaby tam, gdzie teraz jest celowo wykopana przepaść między prawicą a lewicą.

Idealne państwo w wyobrażeniu współczesnej lewicy nie jest państwem totalitarnym ale nosi niektóre z jego negatywnych cech (na szczęście z pominięciem kilku najgorszych) - ograniczona wolność gospodarcza, rozbudowana biurokracja, ograniczona wolność słowa i wyznania, silny aparat propagandowy, duży udział państwa w wychowaniu i kulturze.
24-11-2011 01:23
Repek
   
Ocena:
0
@Albiorix
Nie wiem już czy mówimy o tym samym. Moim zdaniem o konfliktu doszłoby [bo dochodzi nie tylko u nas] bez względu na to, czy aktualnie PiS i PO bawią się swoje wojenki. IMO to sprawy nieco większe od sporów partii prawicowych.

Tym bardziej, że PO niezbyt jest tęczowa. :)

Pozdrawiam
24-11-2011 01:33
Albiorix
   
Ocena:
0
Nie wiem co ma z tym wspólnego konflikt między małymi graczami takimi jak PJN i partia JKMa, ja mówię o konflikcie partii lewicowych - PiS i PO :)

Do Polski nijak nie pasuje podział na prawicę i lewicę wzorowany na USA i tamtejszych Demokratach i Republikanów. W Polsce nie ma ani Demokratów ani Republikanów, ich się tutaj sztucznie wytwarza.

W Polsce jest frakcja dziedziców PZPR, reprezentowana przez SLD. Ich robota to obrona sierotek po PRL. Rola nowoczesnej lewicy - obrońców praw mniejszości seksualnych, wojowników o świeckie państwo itd itp to dla nich rola sztuczna, wysilona i wyborcy to widzą i pokazują głosami - SLD spada ku marginesowi wraz z powolnym wymieraniem ich prawdziwego elektoratu.

W Polsce jest też frakcja post-Solidarnościowa, mniej lub bardziej centralna, z sentymentami do państwa opiekuńczego (nazywanego dla niepoznaki "solidarnym") czyli de-facto z socjalistyczną wizją państwa. Zresztą Solidarność to związek zawodowy a związki zawodowe to lewica. Jej koślawym dzieckiem jest PiS.

Jest w Polsce frakcja liberalna, której główna agenda to wolny rynek i rozwój gospodarczy. Tutaj mamy PO które o wolnym rynku mówi a robi na odwrót, mamy też JKMa czy PJN, co nie robią nic bo są za mali.

Jest w Polsce frakcja narodowo-chrześcijańska, zjedzona z butami przez PiS.

Nowoczesna lewica w stylu zachodnim jest w Polsce od niedawna, w postaci Palikota. Jest jeszcze dziecinna i kulawa ale najwyraźniej jest dla takiego tworu miejsce, bo z marszu zajął swoje miejsce na arenie politycznej.
24-11-2011 01:37
Lenartos
   
Ocena:
0
Niemcy ogni walczyli za Wuja Adolfa, Oktoberfest i German way of life. Nasi dziadowie walczyli po to, żeby teraz chuligaństwo szemrając hasłami honoru i patriotyzmu, tudzież wolności i tolerancji wypełzło nie niepokojone na ulice. Czasem naprawdę zastanawiam się, kto na tym gorzej wyszedł.

Co do Francji, to nie wiem, ale w Grecji jak najbardziej dochodziło do zakłócenia uroczystości państwowych. Szkoda tylko, że równamy kulturalnie i socjalnie do Biednoponezu, a nie wykorzystujemy historycznej szansy, jaką daje wyśmiewana przez lwią część narodu "Zielona Wyspa Tuska". Pogadajcie nawet nie z Grekami czy Hiszpanami, a Irlandczykami czy Brytyjczykami - to okaże się, że Europa mogła by nam pozazdrościć, gdybyśmy wykorzystali nasz potencjał.

PS. W Pekinie (Bejingu) też nie da się zakłócić obchodów świąt państwowych. Historycznie udowodnione.

I'm Seb, and that's the Big Picture.
24-11-2011 02:41
Repek
   
Ocena:
0
@Albiorix
Pytałem o co innego. Nie widzę sensu w bawienie się w egzegezę i przynależność partii politycznych do prądów obecnych na świecie.

Pozdro
24-11-2011 03:01
Headbanger
   
Ocena:
0
@repek

ale właśnie powiedziałem, że to nie jest 0-1nkowe. To jest problem.

Tak czy siak myśl przewodnia jest jedna, nie przesadzaj bo wyrządzisz sobie albo innym krzywdę.
24-11-2011 07:15
Repek
   
Ocena:
0
@Headbanger
Tak czy siak myśl przewodnia jest jedna, nie przesadzaj bo wyrządzisz sobie albo innym krzywdę.

I znów docieramy do pytania o to, co to jest "przesadzanie" [czyli ekstremizm]. :)

Pozdro
24-11-2011 08:44

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.