» O D&D i d20 » Pozostałe materiały » Światowy Dzień D&D 2008

Światowy Dzień D&D 2008


wersja do druku

Relacje z imprezy promującej 4. ed. D&D

Redakcja: Grzegorz 'Thoron' Tusznio

Światowy Dzień D&D 2008

7 czerwca 2008 roku, w dzień po premierze 4. edycji Dungeons & Dragons, obchodziliśmy drugi Światowy Dzień Gry D&D - po raz pierwszy także w Polsce. Jak przebiegała impreza i jak wspominają ją uczestnicy? Z jakimi trudnościami musieli zmierzyć się organizatorzy i jak sprawowało się nowe dziecko Czarodziejów z Wybrzeża podczas towarzyszących obchodom D&D Game Day sesji demonstracyjnych? Czy warto czekać na przyszłoroczną edycję imprezy? Niniejsze relacje powinny pomóc w udzieleniu odpowiedzi na te pytania.


Krzysztof 'Aramil' Ciok (uczestnik/gracz - Legnica):

W sobotni poranek, w bojowych nastrojach, gotowi wytłuc hordy goblinów, ruszyliśmy ku centrum Legnicy. D&D Game Day odbywał się nie gdzie indziej jak w Akademii Rycerskiej. Wbrew ostrzeżeniom organizatorów, bez żadnych przeszkód weszliśmy do budynku przez frontową bramę, mijając ekipę przygotowującą dziedziniec do mającego się tam odbyć koncertu. Game Day miał mieć miejsce w głównej sali wystawowej, co równoznaczne było z olbrzymią przestrzenią dostępną dla graczy.

Jako że przyszliśmy wcześnie, pomogliśmy w przygotowaniach tegoż eventu. Sama organizacja była na całkiem przyzwoitym poziomie. Ustawione zostało pięć stanowisk do gry, dodatkowo Zsu-Et-Am z bratem przygotowali stanowisko komputerowe z rzutnikiem, aczkolwiek nie zostało ono wykorzystane. Z tego co widziałem, lokalni organizatorzy przygotowali tłumaczenia przygody, kart postaci oraz skróty zasad, co było bardzo przydatne dla niektórych graczy.

Nic tak nie buduje klimatu jak muzyka. Zsu zaszalał i przez całą sesję serwował nam koncert kolęd Cthulhu [Akurat za to odpowiada mój brat - przyp. Zsu]. Ubijanie szkieletów przy akompaniamencie chóru śpiewającego o świątecznych mackach z klozetu było dość dziwne. Zaiste plugawe wyzwanie dla ludzkiego umysłu. Jeden z graczy podsumował to stwierdzeniem, że: "Händel wiruje w grobie."

Trochę nawaliło WotC - zabrakło figurki dla jednego z kamiennych posągów. Niestety nie zostały nam wysłane podręczniki do nowej edycji, tak więc w niektórych przypadkach musieliśmy kierować się tym, co pamiętaliśmy z zapowiedzi bądź improwizować.

Graliśmy w drużynie czteroosobowej, piąta postać była wymienna i kontrolowali ją różni gracze. Przygodę prowadził Zsu - strach się bać. Swoją pierwszą sesje 4. ed. przyszło mi zagrać łotrzykiem, po raz pierwszy w życiu zresztą. Z mojej perspektywy sesja ta nie różniła się znacząco od trzecioedycyjnych, przynajmniej takie miałem odczucia po tej krótkiej i prostej fabularnie przygodzie. Za wielki plus uważam skrócenie i uporządkowanie listy umiejętności. Co prawda nie było okazji do wypróbowania wszystkich, lecz karta postaci stała się dzięki temu znacznie czytelniejsza.

Same starcia, poza paroma wyjątkami, nie trwały znacznie krócej niż w poprzedniej edycji. Zapewne było to spowodowane brakiem minionów w przygodzie. Walka solo z elfim nekromantą była szybka, a jednocześnie bardzo ekscytująca, czego nie można powiedzieć o potyczce z posągami, która z kolei była straszna. Nie dość, że pojedyncza statua jest wyzwaniem dla pierwszopoziomowej drużyny, Zsu początkowo zapragnął posłać na nas cztery takie [Za dobrze sobie radzili - przyp. Zsu]. Ostatecznie, po lamencie drużyny, zmniejszył ich liczbę do trzech. Gdy po pierwszej rundzie - i atakach dwóch posągów - okazało się, że postacie nie mają szans, liczba ożywionych rzeźb zmniejszyła się do dwóch [Już zgodnie ze scenariuszem - przyp. Zsu]. Tak czy owak, nie udało nam się ich pokonać. Zamiast tego uciekliśmy z walącej się jaskini wraz z więzionymi dziećmi.

Co jeszcze wyniosłem z sesji:

  • Figurkę i kartę postaci, scenariusz, planszę, k20...
  • Healing Surges są przydatną nowością, skracają czas na odpoczynek i pozwalają na leczenie się postaci w czasie walki.
  • Nie ufaj MG.
  • Nowy system mocy - wyczynów (ang. exploits), modlitw i czarów - okazał się być trafiony i przypadł do gustu chyba wszystkim. Koniec ze ślepym "waleniem z aksa", teraz można pogłówkować, a gdy wyczerpią się inne możliwości pozostaje "walić z atłila".
  • Nigdy nie ufaj MG.
  • Nie warto szarżować łotrzykiem na wroga.
  • Kąpiel w płonącej oliwie ma zły wpływ na elfią cerę.
  • Czy wspominałem już o tym, by nie ufać MG?
Biorąc to wszystko pod uwagę, D&D Game Day był doskonałą okazją do zapoznania się z zasadami nowej edycji i spotkania interesujących ludzi o zbliżonych zainteresowaniach. Uważam, że całą inicjatywę można uznać za udaną, a sami organizatorzy zasługują na pochwałę. Zaiste, był to kolejny krok do uczynienia z Legnicy polskiej stolicy D&D.


Michał 'rincewind bpm' Smoleń (uczestnik/gracz - Warszawa):

W Warszawie D&D Game Day obchodzono w dwóch miejscach; jednym z nich był sklep Morion przy ulicy Powstańców Śląskich. Impreza cieszyła się zadowalającą frekwencją: w sumie przewinęło się dobre kilkanaście osób, a każdy chętny mógł przyłączyć się do którejś z drużyn. Tak też było w moim przypadku - choć przyszedłem nieco spóźniony, udało mi się podczepić do jednej z niepełnych grup, która zaczęła grę raptem kilkanaście minut wcześniej.

Organizacja stała na bardzo wysokim poziomie. Brakowało jednej czy dwóch figurek, ale była to wina producenta, a nie sklepu. Na szczęście mięliśmy dostęp do świeżo zakupionego przez jednego z graczy kompletu podręczników, w razie potrzeby można też było pożyczyć ze sklepu odpowiednią książkę. Trzeba przyznać, że pod tym względem twórcy nieco poszli na łatwiznę - według mnie w załączonej książeczce powinien znaleźć się przynajmniej skrót zasad. Gdybyśmy nie śledzili wcześniejszych zapowiedzi, nawet z dopiero co zakupionymi podręcznikami gra toczyłaby się ciężko. Co prawda postaci i ich specjalne moce były dobrze opisane, ale niektórym zagadnieniom i tak dobrze byłoby poświęcić kilka stron wprowadzającego w zasady 4. edycji tekstu.

Skoro już o przygodzie mowa, nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia. Myślę, że można było wykorzystać taką okazję dużo lepiej, serwując coś nie mniej "klasycznego", ale może trochę mniej rażącego sztampą, aby pokazać, jak fajne rezultaty można uzyskać również w grze typu hack'n'slash. Poważnym błędem była też zawyżona potęga przeciwników, a konkretnie kamiennych posągów. Mojej drużynie co prawda udało się przetrwać starcie (choć jeden z bohaterów prawie pożegnał się z życiem), ale Mistrz Podziemi nie wykorzystał podczas walki pełnych możliwości wrogów. W grze w pełni zgodnej z zasadami i bez pomocy nadzwyczajnego szczęścia, bohaterowie po prostu nie mieli w tej walce szans.

Z drugiej strony, sama mechanika czwartej edycji okazała się narzędziem bardzo udanym. W każdej rundzie, zamiast tradycyjnego "to ja go tnę!", prowadzony przeze mnie kapłan wybierał jeden ze swojego arsenału ataków, dodając przy okazji różnorakie premie sobie i sojusznikom, albo nawet uderzając na dystans magicznym światłem. Zauważyłem, że gra czarodziejem była dużo ciekawsza niż w trzeciej edycji, gdzie na pierwszym poziomie po zużyciu dwóch czarów bohater stawał się prawie bezbronny. Tutaj mógł atakować którymś z pomniejszych czarów w każdej rundzie. W poprzedniej odsłonie systemu bardzo często postać wykorzystywała w każdej walce ten sam manewr (najsilniejszy ze swojego repertuaru), tutaj najczęściej jest ich kilka, a wybór należy podjąć, bazując na domniemanych statystkach wroga - co kiedyś czynili prawie wyłącznie magowie. Innym mechanicznym rozwiązaniem, które bardzo nam się spodobało, była nowa metoda leczenia obrażeń. Gdy ciosy posągów powaliły kapłana, reszta drużyny wciąż mogła liczyć pod tym względem na siebie. Na pewno na rozgrywkę pozytywnie wpływa zwiększona liczna punktów wytrzymałości, zapobiegająca nagminnym w poprzedniej edycji niespodziewanym i pechowym zgonom niskopoziomowych bohaterów.

Podsumowując, D&D Game Day to świetna inicjatywa, w której polscy gracze mogli poczuć się częścią światowego fandomu. Choć nie odbyło się bez wpadek ze strony Wizards of the Coast, to poziom organizacji (przynajmniej w lokalnym sklepie) zasługuje na pochwałę. Myślę, że cała akcja była bardzo udana i na pewno zwiększyła popularność nowej odsłony naszego ulubionego systemu już podczas jej premiery.


Mateusz 'Zsu-Et-Am' Kominiarczuk (organizator/MP - Legnica):

Czwartek 5 czerwca 2008, ok. 10:00: Pośpieszne sprawdzanie Sieci, opublikowana dzień wcześniej lista nie uległa zmianie - ani śladu Wrocławia na liście miast, w których odbędzie się Game Day. Nici z planowanego wraz ze starszym bratem wypadu na weekend i próbnej gry w nową edycję.

Kilkanaście minut później: Dla pewności telefon do ISA - może zamierzają dodać jakieś sklepy do listy?

Pół godziny później: Jest jeszcze jeden komplet do wykorzystania, czy może chcemy sami zorganizować GD gdzieś u siebie? Jasne! Cztery godziny na uzyskanie niezbędnej liczby osób i zapewnienie lokalu na imprezę, bez dostępu do samochodu? Trzeba spróbować...

Tego samego dnia, ok. 14:00: Udało się, choć wymagało to obejścia całego miasta i wykonaniu kilkunastu rozmów telefonicznych, w jednym miejscu zostaliśmy ubiegnięci przez szachistów, a w Legnickim Centrum Kultury usłyszeliśmy, że chodzi o "grę komputerową" albo "planszówkę". Pomimo to ostatecznie - udało się, dyrekcja LCK się zgodziła i zapewniła nam salę. Potwierdzenie u wydawnictwa, paczka zostanie zaraz wysłana, przyjdzie w piątek, zakładanie kontaktowego maila na okoliczność imprezy, przygotowanie ogłoszenia w Sieci.

Piątek 6 czerwca 2008, od rana: Czekamy.

Później: Jedziemy łowić ryby.

Jeszcze trochę później: To żadne łowienie, to dokarmianie.

Wieczorem: Telefon z domu - paczka dotarła. Ryby pewnie i tak pozdychają z przejedzenia... Wracamy.

Nieco później: Duże kartonowe pudło, a w nim: stosy gumowych, fabrycznie malowanych figurek, uproszczone, wypełnione karty postaci, mnóstwo kostek, sterty ulotek reklamowych, formularz dla organizatorów, pokaźny plakat i inne podobne materiały, scenariusze wprowadzające i plansze do nich... Wszystko po angielsku, a w dodatku zabrakło jakiegokolwiek skrótu zasad albo krótkich, treściwych objaśnień dla tych, którzy przecież nie będą mieli czasu zapoznawać się ze wszystkim jutro. Niestety, żadnego "zagubionego kompletu świeżutkich podręczników". Będzie zabawnie.

Nocą: Pośpieszne zapoznawanie się ze scenariuszem, tłumaczenie przygody na użytek prowadzących i terminów z gry - dla graczy. Wzbierające uczucie niechęci wobec tego, kto wymyślił i zawarł w scenariuszu zagadkę opartą na wieloznaczności kilku angielskich słów. Zdumienie podczas porównywania treści przygody z ilością udostępnionych figurek - wygląda na to, że ktoś o czymś zapomniał... Będzie piekielnie zabawnie...

Sobota 7 czerwca 2008, nad ranem: Chyba pora się położyć...

Ok. 9:00 rano: Spory ten hol... Uroki barokowej Akademii Rycerskiej zajmowanej przez Legnickie Centrum Kultury. Przestawianie stołów, rozpakowywanie figurek (złorzeczenia pod adresem tego, kto wymyślił sposób na zabezpieczenie szkieletów) i wszystkiego innego, rozkładanie materiałów i plansz, wieszanie plakatów.

Godzinę później: Pierwsi goście, powoli zaczynamy...

Dalsze pięć godzin później: Już po wszystkim. Figurki i kostki rozdane, uczestnicy wypytani o wrażenia i pożegnani, sprzątanie za nami... Wychodzimy. Pora na pizzę, lody i trochę odpoczynku.

***

W imprezie wzięło udział kilkanaście osób - kilka z nich zupełnie zielonych, większość jednak miała wcześniej kontakt z RPG, w tym część z D&D. Parę z nich wiedziało co nieco na temat nowej edycji. Wyjaśnienie zasad w oparciu o to, co dało się wyczytać z udostępnionych przez WotC materiałów (w szczególności zapowiedzi publikowanych na ich stronie w trakcie wcześniejszych miesięcy), zajęło kilkanaście minut. Nienajgorzej. Kilka razy trzeba było poświęcić chwilę na zastanowienie się nad jedną z mocy bohaterów albo zinterpretować zaistniałą sytuację; niejakie problemy sprawiła także zagadka, która pojawiła się na początku przygody, ale poza tym obyło się bez większych problemów (nie zabrakło za to śmiechu i żartów poza grą).

Wyraźnie dało się odczuć pewne braki organizacyjne ze strony producenta - mniejsza o pośpiech, w jakim trzeba było przygotowywać imprezę w Polsce; materiały były przeznaczone dla anglojęzycznego odbiorcy grającego (mimo zaznaczenia, że nie jest to konieczne) w sklepie, ze świeżutkimi podręcznikami pod ręką na wypadek jakichkolwiek wątpliwości. W związku z brakiem jakiejś poręcznej książeczki z zasadami-które-mogą-się-przydać (np. objaśnieniami dotyczącymi terminów stosowanych w grze), w trakcie sesji wystąpiła konieczność improwizowania niektórych reguł w oparciu o poprzednią edycję i zdrowy rozsądek, dzięki czemu obyło się bez poważniejszych zgrzytów. Jak się później okazało, podjęte decyzje nie zawsze odpowiadały temu, co naprawdę znalazło się w podręcznikach do 4. ed., ale też różnice nie były na ogół zbyt poważne...

Dostarczony scenariusz był bardzo prosty, a momentami sztampowy do bólu - zdarzało się, że żart "a za chwilę pewnie..." podczas lektury scenariusza okazywał się trafnym domysłem nawet pod względem doboru słownictwa. Aż dziw, że zabrakło w nim miejsca dla goblinów lub koboldów... Nowa mechanika pokazała niektóre swoje zalety (szczególnie - dzięki "drugiemu oddechowi" [ang. second wind] i "przypływom sił" [ang. healing surge] - możliwość gry postaciami na 1. poziomie bez "przerw na odpoczynek" - rzecz nie do pomyślenia w poprzedniej edycji), jednak wyraźnie pominięto rozwiązania naprawdę "nowe". W pięcioosobowej drużynie znalazła się "Wielka Czwórka" z ludzkim zbrojnym na doczepkę; wśród klas zabrakło czarnoksiężnika (ang. warlock) czy dowódcy (ang. warlord) albo choćby paladyna. Nikt nie miał możliwości zagrania drakonem (ang. dragonborn), diablęciem (ang. tiefling) ani nawet niziołkiem, choć pojawił się eladrin-czarodziej płci pięknej (jakkolwiek głupio by to nie brzmiało w odniesieniu do gumowej figurki i przypisanej jej karty postaci).

Eksplorujący podziemia bohaterowie nie zmierzyli się ze zgrają popleczników (ang. minions) Wielkiego Złego ani nie musieli próbować swych sił w żadnej próbie umiejętności (ang. skill challenge), za to mogli przekonać się, że odpowiednie posunięcia taktyczne mogą zagwarantować zmniejszenie strat i prawie zginęli, gdy w końcu stanęli do walki z dwoma ożywionymi posągami (choć pojedynczy zestaw figurek zawierał tylko jedną odpowiednią miniaturkę). Nie zdołali ich zresztą pokonać - uciekli, uruchamiając pewną pułapkę, nie będąc w stanie rozbroić jej, walcząc ze stanowczo-nazbyt-wytrzymałymi-statuami...

Choć po zmianach przygoda mogłaby na pewno zyskać, a ci, którzy byli ciekawi nowinek mechanicznych, byliby bardziej zadowoleni, mogąc wypróbować je od razu, sesję prowadziło się nieźle, a sądząc z opinii graczy (spośród których część już zamówiła podręczniki i planuje regularne sesje 4. ed. Dungeons & Dragons), również na grę nie można było narzekać. Turlanie kostkami, częste krytyki, moce stosowane bez limitów (np. magiczny pocisk) oraz taktyczne myślenie i przesuwanie figurek też miały swój urok. W wersji demonstracyjnej "Czwórka" spisała się na piątkę.

***

Organizacja D&D Game Day była ciekawym przeżyciem, na które składały się rozmaite drobne problemy i ich rozwiązywanie, dużo biegania i rozmawiania z ludźmi, nieco roboty przy przygotowaniu miejsca na ich przyjęcie oraz spora dawka niepewności co do tego, ile osób w ogóle się pojawi i jak będzie przebiegać impreza. Choć z bratem robiliśmy co było w naszej mocy (wliczając śpiewanie cthulthystycznych kolęd, które - wraz z Enyą - ostatecznie zostały wykorzystane jako plugawy, paciepny podkład), brak doświadczenia dał o sobie znać. Ostatecznie jednak udało się, a wypytywani uczestnicy byli zadowoleni.

Warto było. Może w przyszłym roku uda się to powtórzyć?


Komentarze


Llewelyn_MT
   
Ocena:
0
Skomentuję tylko ostatnie zdanie. Wizards na pewno niedługo wymyślą jak urządzić turnieje DCI w D&D, więc to się będzie powtarzać. ;-)
24-06-2008 11:04
szelest
    ha
Ocena:
0
Są już turnieje Mistrza Mistrzów to WotC mogliby organizować konkurs na najlepszego gamemastera i zwycięzca dawać podręczniki:D
24-06-2008 11:52
TOR
    RPGA
Ocena:
0
Raczej nie w formacie DCI. Jest w końcu RPGA i wątpie żeby to się zmieniło jakoś draastycznie. właszcza, że w podstawce jest wzmianka o RPGA.
24-06-2008 18:08
Corrick
   
Ocena:
0
Jestem za tym, żeby to powtórzyć. Najlepiej na jakimś konwencie. Zsu, na który jedziesz w najbliższym czasie? :D
24-06-2008 18:59
Llewelyn_MT
   
Ocena:
0
@TOR: No racja. Ale jak zwał tak zwał. :-)
25-06-2008 12:26

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.