» Recenzje » Światło - M. John Harrison

Światło - M. John Harrison

Światło - M. John Harrison
Michael Kearney i Brian Tate pracują wspólnie nad komputerem kwantowym. Nadspodziewanie szybko dokonują postępów w badaniach, wyprzedzając o lata współczesnych im fizyków, ale mają mały problem – we wszystkich symulacjach graficznych pojawia się dziwny artefakt, fraktal, którego nie da się niczym wytłumaczyć. Kearney jest pewny, że to Shrandar – dziwna istota prześladująca go od dnia wkroczenia w dorosłe życie. Wie, że żarty się skończyły; zbliża się ostatnia szansa na rozwiązanie zagadki tajemniczego potwora.

Po lekturze Viriconium byłem urzeczony prozą M. Johna Harrisona. Powieść napisana została doskonałym językiem, treść i forma przedziwnie się przenikały, a misternie budowany klimat nie pozwalał się uwolnić od wspominania iluzorycznego miasta przez naprawdę długi czas. W gruncie rzeczy jest Viriconium tekstem niesamowicie efemerycznym, ulotnym, który podbija serce czytelnika doskonale dopracowanymi detalami, ukrytymi w mieście iluzji. Dlatego też przed lekturą Światła zadałem sobie pytanie: czy uda się zachować charakterystyczną dla Harrisona delikatność przekazu w powieści hard science-fiction? Fizyka kwantowa, co prawda, pozostawia wyobraźni spore pole do popisu, ale to mimo wszystko nauka ścisła, bardzo bliska matematyce – zastanawiałem się, czy autor poradzi sobie z tak sztywnymi ramami. Lektura powieści szybko rozwiała moje wątpliwości. Synteza Harrisona z twardą fantastyką naukową dała tekst doskonały.

Pisarz wcale nie dał się zdominować tematowi – wręcz przeciwnie: ujął piękne, ale – wydawać by się mogło – sztywne matematyczne koncepcje w ramy swej niecodziennej wyobraźni. Znajdziemy więc w tekście zarówno to, do czego przyzwyczaił nas Harrison (rozbudowaną symbolikę, uduchowienie, wyolbrzymienie mrocznych cech ludzkiej natury), jak i elementy typowe dla fantastyki naukowej (podróże międzygwiezdne, kosmiczne bitwy, obcych). Autor połączył to w prosty, lecz doskonały sposób – poprzez rozwarstwienie narracji. Synteza losów fizyka z początków dwudziestego pierwszego wieku i matematycznego bytu z dwudziestego czwartego mogłaby przerosnąć wielu, lecz nie Harrisona. Dostajemy intrygującą fabułę, której zakończenie spina wiele różnorakich wątków w spójną całość. Światło wydaje się być właśnie swoistą powieścią-syntezą: połączeniem sacrum ludzkiej duszy i profanum jego seksualności (która najczęściej przedstawiana jest jako zbiór potrzeb stricte fizjologicznych), połączeniem fizyki i metafizyki, połączeniem kosmicznych lęków i nadziei.

Nie ma jednak mowy o żadnej syntezie, kiedy chodzi o język powieści – ten jest, jak zwykle u Harrisona, doskonały. Miałbym ogromny problem ze wskazaniem jakiegokolwiek współczesnego pisarza, który potrafiłby posługiwać się piórem w sposób tak niesamowity. Język bywa wulgarny i ordynarny, kiedy ma podkreślać sferę powieściowego profanum, bywa jednym wielkim plastycznym opisem we fragmentach poświęconych duchowi. Autor odrzucił to, co często wybierają pisarze fantastyki naukowej – popadnięciu w króciutkie zdania, przepełnione technobełkotem. Harrison wciąż posługuje się wielokrotnie złożonymi, rozbudowanymi wypowiedziami, które wręcz przenoszą w inny świat. Pisarz wykazał się ogromną odwagą, w kwestii niesamowitych opisów: nie bał się posądzeń o grafomanię i rozwinął skrzydła, dzięki czemu nanosekundowe kosmiczne bitwy z tego dzieła są wielokrotnie piękniejsze niż opisy z większości powieści fantasy. Po Viriconium i Świetle jednego jestem pewny – nieważne za co wziąłby się Harrisom i co by opisał, będzie to miało idealną formę.

Światło jest drugą z rzędu powieścią z Uczty Wyobraźni, która zasłużyła u mnie na najwyższą ocenę. Nie wiem nawet, komu mógłbym ją polecić – bo nie ma nikogo, kto nie powinien jej przeczytać. Tym bardziej, że do lektury zachęcają doskonała okładka i idealna praca redaktorów.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
10.0
Ocena recenzenta
8.12
Ocena użytkowników
Średnia z 12 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Światło (Light)
Cykl: Trakt Kefahuchiego
Tom: 1
Autor: M. John Harrison
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Autor okładki: Ireneusz Konior
Wydawca: MAG
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 5 lutego 2010
Liczba stron: 304
Oprawa: twarda
Format: 135 x 202 mm
Seria wydawnicza: Uczta Wyobraźni
ISBN-13: 978-83-7480-157-7
Cena: 35,00 zł



Czytaj również

Światło - M. John Harrison
Co tu robi ta kaczka?
- recenzja
Droga serca
Stąd do nicości
- recenzja
Pusta przestrzeń - M. John Harrison
W gwiazdach nie ma nic
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Pancake
   
Ocena:
0
na tyle wysoko cenię serię i autora, że kupię gdy tylko uzbieram pieniądze i znajdę czas.
Dzięki za recenzję :)
14-04-2010 23:35
foxtrout
   
Ocena:
0
Potwierdzam, urzekająca książka.
13-10-2011 10:30
~Volgarth

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Całkiem przyzwoita recenzja. Zgodzę się, że jest to powieść ze wszech miar urzekająca, wybitna i powalająca, tym nie mnie chciałbym zwrócić uwagę na jedną kwestię, a z drugą polemizować. Wydaje mi się, że należałoby wspomnieć o bardzo licznych nawiązaniach do folkloru oraz mitologii anglosaskiej, jak również i klasyki literatury angielskiej. Zakończenie rzeczywiście spina wiele wątków(przynajmniej te trzy główne), ale wydaje się nie być naturalną i logiczną konsekwencją przedstawionych historii.
15-07-2012 22:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.