» Recenzje » Światła pochylenie - Laura Whitcomb

Światła pochylenie - Laura Whitcomb

Światła pochylenie - Laura Whitcomb
Paranormal romance to dość młoda dziedzina literacka. Za jej początek uważa się Sweet Stafire Jayne Ann Krentz z roku 1986. Wiele osób uważa tę kategorię literatury za ubogą literacko, brzydszą córkę fantastyki, jednak wywodzi się ona z zupełnie innego gatunku – z romansu. Złośliwi mogliby stwierdzić, że był to wynik wyczerpania wszelkich ludzko-ludzkich miłosnych kombinacji, a w obawie przed ruchem obrońców praw zwierząt postanowiono skorzystać z rozwiązań fantastycznych.

Mam nadzieję, że w tym miejscu choć kilku czytelników nie pomyśli sobie "O nie, kolejny Zmierzch!" i doczyta recenzję do końca. Światła pochylenie – pomimo iż traktuje o nastoletniej miłości – nie aspiruje do miana młodzieżowej powieści roku, a jedynie ma za zadanie umilić letnie popołudnie, i to mu się doskonale udaje.

Powieść opowiada historię Helen, która mimo śmierci przed stu trzydziestu laty nadal prowadzi aktywną egzystencję jako duch. Czytelnik poznaje kobietę w chwili, kiedy jej gospodarzem jest pan Brown, nauczyciel angielskiego w szkole średniej. Wypada tu sprecyzować znaczenie słowa "gospodarz", bowiem nie jest to typowa sytuacja, znana z historii o duchach, gdzie niematerialny byt wnika w ciało człowieka, prowadząc do obłędu. W tym przypadku chodzi o osobę, do której duch jest przywiązany, spędza z nią każdą chwilę i nie może się od niej oddalić. Jednak ani gospodarz, ani żaden inny człowiek nie jest w stanie ducha zobaczyć. Sposób, w jaki Helen może wpływać na życie Browna, jest bardzo ograniczony, można powiedzieć, że jest ona jego muzą i głosem intuicji; jej obecność napełnia go spokojem i pewnością siebie.

Tym większe było więc zdziwienie Helen, kiedy podczas jednej z lekcji angielskiego, w której biernie uczestniczyła, spostrzegła wpatrujące się w nią oczy siedzącego nieopodal licealisty. Był to pierwszy – i jedyny – człowiek zdolny ją zobaczyć, choć ze względu na dalszy bieg utworu słowo "człowiek" nie jest do końca odpowiednie. James okazuje się, dosłownie, bratnią duszą Helen, zajmującą ciało nastoletniego chłopaka, z którego uleciała chęć życia. Aby mogli wieść wspólne życie w materialnym świecie, również i ona musi znaleźć dla siebie "puste" ciało…

Po zapoznaniu się głównych bohaterów akcja się zagęszcza, jednak po obdarciu jej z fantastycznej otoczki całość można skrócić do najbardziej standardowej historii z typowego romansu: gwałtowna eskalacja uczuć, napotykanie przeszkód, przezwyciężenie ich, happy end. Nie zapominajmy jednak, że książkę tę oceniać trzeba przez pryzmat konwencji romansu zabarwionego fantastyką i jako taka sprawdza się doskonale.

Romanse mają to do siebie, że przyciągają kobiety. Być może właśnie to sprawiło, że – jako istota obdarzona podwójnym chromosomem X – nie mogłam się od książki oderwać. Historia opisana w Światła pochyleniu jest wręcz banalna, jednak to właśnie ta prostolinijność akcji i głównych bohaterów sprawia, że jako czytadło podczas podróży pociągiem powieść jest wręcz znakomita. Książka Whitcomb ma jeszcze jeden atut czyniący z niej idealnego kompana podróży – jakość wydania. Książka wygodnie się otwiera, marginesy są w sam raz, wielkość druku odpowiednia do przyjemnego, niemęczącego oczu czytania, okładka jest dość trwała i estetyczna, a numeracja stron okraszona znakiem graficznym, na widok którego nie mogę się powstrzymać od myśli: "słodki!".

Niestety to, co stanowi zaletę tej powieści, otrzymywane przez czytelnika w nadmiarze staje się także jej największą wadą. Jest to historia z potencjałem i dobrym początkiem, jednak pod koniec stała się zbyt ckliwa, ohydnie wręcz sentymentalna, jak namiętny pocałunek w hollywoodzkiej produkcji. Można porównać to do widoku całujących się rodziców, i w pewnym momencie ma się ochotę krzyknąć w karty książki: "Przestańcie już wreszcie!".

Światła pochylenie to kolejna pozycja, przy której fani Zmierzchu powinni być zachwyceni, ponieważ tak naprawdę to historia o nastoletniej miłości, którą utrudniają rodzice. Bohaterowie – niby to dorośli, lecz uwięzieni w nastoletnich ciałach – przeżywają prawdziwe i dojrzałe uczucie, która traktowana jest przez otoczenie jako "szkolna miłość" tylko ze względu na wiek ich materialnych otoczek. Whitcomb swoją powieścią chce wytknąć ignorancję świata, która ocenia miłość w kategoriach wieku zakochanych, co – jak widać na opisanym przykładzie – może często zmylić. I byłoby to bardzo piękną pointą dla tej recenzji, gdyby nie to, że autorka propaguje również seks bez zabezpieczenia pomiędzy piętnastolatkami na pierwszej randce (a nawet przed nią) i tym samym sabotuje idealny target swojej powieści. Jak więc podsumować Światła pochylenie? Chyba tylko przez sparafrazowanie słów pewnej feministycznej piosenki: "Zbyt dorosła dla nastolatek, a dla dorosłych zbyt nastoletnia".
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
6.0
Ocena recenzenta
6.5
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Światła pochylenie (A Certain Slant of Light)
Autor: Laura Whitcomb
Tłumaczenie: Joanna Bogunia, Dawid Juraszek
Wydawca: INITIUM
Miejsce wydania: Kraków
Data wydania: 19 marca 2010
Liczba stron: 232
Oprawa: miękka
Format: 150 x 215 mm
ISBN-13: 978-83-927322-4-2
Cena: 32,90 zł



Czytaj również

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.