» Książki i komiksy » Greyhawk » Strażnica na Pograniczu

Strażnica na Pograniczu


wersja do druku

Na pograniczu dobrego smaku...

Autor:
Na samym początku pozwolę sobie zacytować zdanie z mojej poprzedniej recenzji, odnoszącej się do Krypty Grozy: "Pozostaje mieć tylko nadzieję, że wydana właśnie w Polsce Strażnica na Pograniczu nie będzie kolejną na siłę pogłębianą kalką... no i może wreszcie zagości w niej jakaś bardziej skomplikowana tajemnica".
No więc, jeżeli mam być szczery, chyba nic nigdy bardziej nie zawiodło moich nadziei. Strażnica na Pograniczu bowiem to kompletny bubel, gorszy nawet od Wrót Baldura, sygnowanych logiem Zapomnianych Krain...

"Może jednak jest coś, co tej książce nadaje chociażby nikły blask?" - zapytacie. O tak – w Strażnicy na Pograniczu coś świeci. Jest to fabuła i świeci totalną pustką, jeśli chodzi o merytorykę. Akcja powieści w skrócie przebiega następująco: oto mamy tytułową Strażnicę, do której w niewielkich odstępach czasowych przybywają bohaterowie powieści. Jest ich multum i są oni tak nieciekawi, że nawet po zmęczeniu tych 278 stron nie pamiętamy ich imion (nad wyraz zresztą dziwnych i nie wpadających w ucho). Bohaterowie postanawiają, a właściwie ktoś postanawia za nich, że przetrzepią skórę bandytom, którzy mają swój obóz gdzieś w lesie, niedaleko od twierdzy. Czynią to i wracają. Następnie po raz drugi dają się wciągnąć w podobną kabałę, w którą tym razem zamieszane są już jakieś „potężne” potwory. Czytaj: wszelkie możliwe goblinoidy, a "nawet" jeden ogr. Pod sam koniec natrafiają przypadkiem na świątynię starożytnego kultu. Co też takiego ten kult "kulci"? Dokładniej nie dowiadujemy się nigdy, bowiem główny kapłan ginie po niezbyt widowiskowej walce. Ktoś tam z drużyny umiera, herosi dzielą złoto, a następnie jedyna kobieta w tej wesołej kompanii oddala się z jedynym facetem, którego można określić słowem "racjonalny". I tyle. Żadnych zwrotów akcji, żadnych zagadek – czysta sieczka i masakra, z której nasi bohaterowie niezmiennie wychodzą obronną ręką.
W tym miejscu mógłbym zakończyć tą recenzję, ale z czystej zemsty za swój stracony czas pociągnę ją dalej.

Strażnica na Pograniczu serwuje nam parę "smaczków", które prawdopodobnie miały uratować ją przed zaklasyfikowaniem jako "tandetny szmatławiec". Mamy więc łzawe fragmenty dotyczące pewnej dziewczynki i wspomnianą już końcową śmierć jednego z bohaterów... Wszystko tak niesamowicie marne i stereotypowe, że aż chce się rzucić książkę jak najdalej od siebie.
Do tego dochodzi potworna nuda, którą aż wieje pomiędzy poszczególnymi walkami (swoją drogą - bardzo schematycznymi i na ogół sprowadzającymi się do czterech faz: wtargnięcia, ucieczki, "genialnej zagrywki" i rozgromienia przeciwnika). Co gorsza – opisy walk również plasują się na poziomie twórczym przeciętnego pięciolatka.

Tonący brzytwy się chwyta – okładka. Tu również porażka na całej linii. O ile wcześniejsze powieści spod znaku Greyhawka miały okładki, które udanie nawiązywały do treści i miały spore walory estetyczne, o tyle teraz otrzymujemy ilustrację, na której jakiś spocony i zarośnięty typ wykrzywia się do gromady stojących przed nim kmieci, a kobieta w tle wymaga natychmiastowej terapii odchudzającej, z odsysaniem tłuszczu włącznie. Chyba nie muszę wspominać, że po tygodniu czytania (tak, tak – to coś zajęło mi ponad tydzień czasu!), ów rysunek kojarzył mi się ze wszystkim, co najgorsze.

Krótko mówiąc – odradzam bardzo gorąco kupno Strażnicy na Pograniczu. Równie dobrze możecie wyrzucić te 24,90 w błoto, a i to przyniesie prawdopodobnie większy pożytek – może ktoś się dzięki wam wzbogaci (choć pewnie nie będzie to ISA). Żal tylko, że cieszące się dużym szacunkiem wydawnictwo wypuściło na rynek taki gniot, podczas gdy obiecało, że będzie raczyć czytelników tylko najlepszymi powieściami z akcją osadzoną we Flaness.

Tytuł: Strażnica na Pograniczu (The Keep on the Borderlands)
Autor: Ru Emerson
Tłumaczenie: Wiktor Jaranowski
Korekta: b.d.
Wydawca: ISA
Rok wydania: 2004
Liczba stron: 288
ISBN: 83-88916-85-8
Cena: 24,90 zł

Strażnica na Pograniczu
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Komentarze


Helian Liadon
    kicha
Ocena:
+1
Przeczytałem wszysktie książki o GH i ta jest poprostu nędzna. Inne czytało mi się lepiej, szybciej i przyjemnej, a tej nie mam ochoty skończyć. Mam nadzieje że druga część o Justicarze będzie owiele lepsza.
20-11-2004 22:36
~Lekter

Użytkownik niezarejestrowany
    Recka
Ocena:
0
Książka może i gniot(nie wiem,nie czytałem).
Ale recka bardzo udana,brawa dla Brewczyńskiego
21-11-2004 22:49
Faust
    Hail Brewczynski :P
Ocena:
0
Nie Brewczynskiego, tylko Ree :P Po nazwisku to po pysku :P
A co do recki, owszem udana, ale spodziewalem sie wiecej tego zapowaidanego "jadu" :P
25-11-2004 14:36
~Drizzt

Użytkownik niezarejestrowany
    Beznadzieja!
Ocena:
0
To najgorsza książka ze świata Greyhawk. Nie wiem dlaczego wogule dopuszczono ją do sprzedaży. Nigdy nie czytałem większego gówna!
01-04-2005 11:26
~Majkel

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dobra recenzja. Choć nie oddaje daramtyzmu tego dramatu w tak dramatyczny sposób jak dramatyczny jest poziom tej ksiązki. Dramatycznie niski. Mnie też przeczytanie tego za drogiego papieru toaletowego zajęło tydzień (chyba nawet dłużej, ale nie pamiętam). Nie czytałem w całym życiu nic gorszego. Recenzent napisał coś o fabule... Czy próbowaliście drodzy grający w DnD, grać w przygodę u początkującego mistrza podziemi, który został wybrany 30 min temu a księgę dostał 5 min przed sesją?? Jeśli nie, to spróbujcie zamiast czytać tej książki. I tak już bardziej nie da się stracić czasu. Co do okładki fajna rękojeść miecza i ładne literki (te układające się w napis "Grayhawk").
20-12-2005 04:03
~Kosmat

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Jestem po 100 stronach, tydzien czasu... Wole już nawet Wybiórczą z Kaczyńskimi Lepperem i LPR - więcej zagadek, więcej intryg, bardziej zagmatwana fabuła. Widzę że nie tylko ja uważam to pisanie za gniot, szkoda bo Greyhawk to tło naprawdę wielu świetnych wydarzeń, a przez takie cuda spadnie sprzedarz i zamknie się linia, nie poznamy owych wydarzen... :(
10-02-2006 08:56
74054

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0

Czytam tą książkę obecnie, i przyznam, że przypomina to brnięcie przez gąszcz encyklopedyczny, aniżeli jakieś interesujące doświadczenie. No nic, ponad sto stron do końca.

30-05-2014 21:13
Gniewko
   
Ocena:
0

A czego się spodziewałeś po książce do didów?

30-05-2014 21:15
Malaggar
   
Ocena:
+1

Gniewko, zacząłeś z wysokiego T jak Troliszczel, nie zniżaj lotów do J jak jakubus i jego analne cierpienia.

30-05-2014 21:24
Gniewko
   
Ocena:
0

Ja tu nie jestem, szanowny Malaggarze, do schlebiania swoim licznym czytelnikom. Mam pewne tezy do przekazania, jedne w sposób kunsztowny, inne - zaledwie finezyjny. Czasem trzeba jednak walnąć pałą w didowca.

30-05-2014 21:27
Malaggar
   
Ocena:
0

Czyli jednak Jakkubosis Monomania :(

30-05-2014 21:29
Gniewko
   
Ocena:
0

Ale zostaniemy kolegami, mam nadzieję? Skoro nie zjedna nas wspólnota zainteresowań, to może przynajmniej sprzeciw wobec bułkrecjuszy?

30-05-2014 21:31
Aesthevizzt
   
Ocena:
0

Z sentymentu dla moda do TOEE o tym samym tytule (i trochę z sentymentu dla ISA) myślałem o lekturze, ale recenzja i komentarze nieco ostudziły mój zapał. Faktycznie jest aż tak źle?

04-08-2020 23:23

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.