Outpost 2
» Recenzje » Stranglehold

Stranglehold


wersja do druku
Stranglehold
Stranglehold był zapowiadany jako gra akcji, która zrzuci z piedestału legendarnego Maxa Payne’a. Miał to być jeszcze bardziej efektowny, mroczniejszy, ciekawszy, bardziej wybuchowy i krwawy Max w dalekowschodnich klimatach. Co z tego wyszło? Cóż, jeżeli mam być szczery, to firma Midway stworzyła skośnookiego Maxa na naprawdę mocnych prochach, potwornie efekciarskiego, obrzydliwie nudnego, piorunująco schematycznego, a przede wszystkim bezsensownego i pozbawionego klimatu.

Niech ten wybuch frustracji będzie tak typowym dla kina akcji „booomem” na początku.


Kłamstwo


Już na samym początku mojego starcia (bo nie potrafię tego nazwać inaczej) ze Strangleholdem zostałem oszukany. Na pudełku jasno stoi, że gra zajmuje równe 15 GB - trudno, musiałem pozbyć się kilku ważnych dla mnie gier. Rozpocząłem proces instalacji (2 płyty DVD, całość operacji trwa około pół godziny), a tu BACH! (niczym w kinie gangsterskim klasy B), gra nie może się zainstalować, ponieważ zajmuje 23 GB. Zagryzłem zęby, wyrzuciłem jeszcze kilka rzeczy i zainstalowałem grę. I co? Zajmuje ona 13 GB.


Menu


Czemu poświęcam cały akapit czemuś tak mało istotnemu dla gry, jak menu główne? Otóż dlatego, że jest to najlepiej wykonany element produkcji. Zdecydowanie nigdy nie widziałem tak ciekawie pomyślanego, efektownego i po prostu fajnego menu. Jako, że tysiąc słów nie wyrazi tyle, co jeden obraz, możecie owego menusa podziwiać w naszym gameplay’u.


Obok ustawień dotyczących rozgrywki znajdziemy tu opcje rozpoczęcia nowej gry, kontynuacji kampanii, wybrania rozdziału, gry multiplayer, dodatki (trailer itp.) oraz sklepik. Co zaś w owym sklepiku? W sumie nic ciekawego – za punkty zdobyte w czasie rozgrywki możemy tam wykupić grafiki z gry. Zawsze to jakiś bonus.


Bang bang you're dead


Przejdźmy do meritum, czyli rozgrywki. W założeniach, Stranglehold miał być grą akcji. Jest tak w istocie – wcielamy się w inspektora Tequillę, policjanta z Hongkongu. Mężczyzna ten przeżył osobistą tragedię związaną z jego ukochaną (oryginalne jak co drugi film o policjantach), przez co jest odartą z jakichkolwiek skrupułów maszynką do zabijania. Walczy z lokalnymi gangami przy pomocy swoich ulubionych pistoletów rodzaju enforcer, czasami zamieniając je na potężniejsze bronie: karabin maszynowy, pistolet maszynowy, czy shotgun.

Od razu napiszę – nie spodziewajcie się wybitnej fabuły. Jest ona jak najbardziej typowa i przewidywalna, zwroty akcji są oczywiste, dramatyzm budowany jest nieumiejętnie, postacie są miałkie i bardzo typowe. No, ale chyba nie głębi fabularnej oczekujemy od produkcji tego typu...

A czego oczekujemy? Oczywiście widowiskowych strzelanin, wybuchów, efektów specjalnych, ciągłych pościgów, wartkiej akcji, a w roli głównej twardziela, który jest epicentrum wspomnianej katastrofy.

Stranglehold we wszystkim z wymienionych zdecydowanie przesadził. Bohater wystrzeliwuje kilotony pocisków (oczywiście nie ma czegoś takiego jak przeładowywanie broni – każda ma jeden magazynek a znalezione naboje automatycznie nam go uzupełniają) w tysiące przeciwników (nie przesadzam), w co drugiej scenie wszystko wybucha, Tequila pozostawia za sobą tylko zgliszcza. No i niby fajnie, w Max Payne to było nawet przyjemne, ale tutaj wszystko zdecydowanie jest przesadzone i rozdmuchane. Poza tym – policjant mający bronić Hongkong, (czy też Chicago i inne miejsca, w których toczy się akcja gry) wysadza niemal całe miasto w powietrze.
Co ciekawe, nie uświadczymy tu żadnych cywilów – każda napotkana postać jest naszym wrogiem i należy ją zastrzelić. Szczególnie śmieszny jest pierwszy etap, gdzie wychodzimy na miasto i z miejsca jesteśmy atakowani przez istną armię bandziorów. Dosłownie setki. Rozumiem, że w Chinach wszystko jest na skalę makro, ale żeby aż tak?

No i właśnie, przez tak ogromną ilość przeciwników do gry szybko (po około 3 minutach) zakrada się straszliwa wręcz nuda. Idziemy kilka kroków – dziesięciu przeciwników. Dwa kroki dalej – dwudziestu. Przechodzimy przez drzwi... TAK! Za nami pojawiło się 40 rządnych krwi bandziorów! Zupełnie znikąd, cóż za zaskoczenie!

Co jednak jest najśmieszniejsze (w negatywnym znaczeniu tego słowa), Tequila co chwila robi zupełnie groteskowe rzeczy. Oczywiście w zamierzeniu miały być efektowne, w rzeczywistości są jednak po prostu efekciarskie i tandetne. Przykład? Proszę bardzo:

Muzeum w Chicago. Wystawa dinozaurów. Godzina 23:24. Inspektor Tequila wchodzi do środka (ktoś wie po co? Nie? Ja też), trzymając w dłoniach swe nieodłączne enforcery. W tym momencie zewsząd wyskakują tabuny wrogów, rozpoczyna się wielka strzelanina. Tym razem nie uczestniczą w niej tylko chińscy bandziorowie, ale i wojsko (że co proszę?) oraz rosyjska mafia (której szefa wcześniej zastrzeliliśmy). Co robi Tequila? Oczywiście wskakuje na szkielet brontozaura i biegnąc po kolejnych kościach tegoż zwierzęcia rozstrzeliwuje pierwszych dwudziestu wrogów, po czym efektownie przeskakuje na balkon, gdzie czeka go jeszcze tylko miliard podobnych. Oczywiście w czasie przeskoku zastrzelił jeszcze kilku zjeżdżających po linach komandosów, a obok niego przeleciały pseudoklimatyczne gołębie (znak rozpoznawczy Johna Woo, który firmuje grę swoim nazwiskiem. Biedny John...). Pozostaje tylko zabić kilku bossów i wysadzić wszystko w powietrze.


Bullet... znaczy „czas Tequili”


Stranglehold zapożyczył od Maxa Payne’a największy atut owej produkcji, zwany tam „Bullet time”, tu zaś „czasem Tequili” (cóż za nazwa...). Polega to na tym, że mamy możliwość spowolnienia czasu tak, by łatwiej celować do naszych przeciwników. Oczywiście czas spowalnia tylko da nas, przeciwnicy zaś stają się dla w miarę zręcznego gracza łatwym celem. Przeskakujemy więc ponad balustradami, zjeżdżamy po poręczach, wisimy na żyrandolach, jeździmy na wózkach kelnerskich itd. – a to wszystko w spowolnionym czasie. Czemu zaś nie stoimy po prostu i nie strzelamy do „zamrożonych” przeciwników? Wcale nie dlatego, że przeciwnikom łatwiej nas trafić (w końcu Tequila na średnim poziomie trudności potrafi spokojnie przyjąć na klatę dwa strzały z shotguna), ale dlatego, że zabijanie wrogów w efektowny sposób daje nam punkty. Im dziwniejszy sposób zastrzelenia wroga, tym ich więcej otrzymujemy. Punkty te zaś ładują nam wskaźnik „czasu Tequili”, dzięki czemu możemy wykonywać więcej combosów i dłużej korzystać ze spowolnienia czasu.

Właśnie, combosy, tutaj nazywane szumnie „sztuczkami Tequili”. Punkty ładują nam wskaźnik znajdujący się w lewym dolnym rogu ekranu. Dostępne są na nim cztery combosy: natychmiastowe leczenie, precyzyjne celowanie, grad pocisków oraz mega combo, zabijające wszystkich przeciwników w lokacji. Pierwszego chyba nie muszę tłumaczyć, drugie zaś jest swego rodzaju formą strzału snajperskiego – czas zwalnia, a my widzimy wszystko w znacznym przybliżeniu. Strzał tego typu zabija każdego przeciwnika jednym pociskiem, niezależnie od broni – każdego z wyjątkiem bossów. Ci po szóstym strzale w dziurkę od nosa tylko chwytają się na chwilę za głowę i strzelają do nas nadal.
Grad pocisków jest dość prosty – przez parę sekund jesteśmy nieśmiertelni, każdy pocisk wystrzeliwany z naszej broni jest dużo silniejszy, czas spowalnia i mamy nieskończoność naboi. Użyłem tego comba tylko raz w czasie gry, by sprawdzić, na czym polega.
Ostatni combos wygląda równie efektownie, co zabawnie. Tequila kręci się w kółko strzelając z tego, co akurat trzyma w rękach do wszystkich przeciwników dookoła, zabijając ich na miejscu. Nawet tych, którzy akurat są za kolumną, czy ścianą. Zawsze latają wtedy dookoła nas gołębie, a w tle gra pompatyczna, epicka muzyka.


Urozmaicenia


Autorzy zaserwowali nam kilka urozmaiceń rozgrywki, aby nie zasnąć podczas grania. Od czasu do czasu nasz inspektor wbiegnie pomiędzy kilkunastu bandziorów, a Ci bezczelnie to przewidzieli i celują w niego. Co się wtedy dzieje? Oczywiście gangsterzy grzecznie czekają, aż Tequila wyciągnie broń i pomacha im nią przed oczyma. Następuje spowolnienie czasu i gra na chwilę zmienia się w celowniczek. Tequila stoi w miejscu, a na środku ekranu pojawia się sporej wielkości celownik. Kursorami odchylamy się w bok przed kulami przeciwników, celownikiem zaś ich namierzamy i strzelamy. Zwykle w ten sposób wychodzi się z sytuacji nie do wygrania – niestety ten fragment gry jest dość częsty, a przez to nudny.

Innym urozmaiceniem są walki z bossami – czasami musimy się za nimi sporo nabiegać, zanim ostatecznie ich zastrzelimy, czasami zaś po prostu wystrzeliwujemy w nich wszystko, co mamy. Oczywiście bossowie mają niesamowitą ilość życia i pewnie gdyby najechał na nich czołg, to on by wybuchnął, zaś oni stali by nadal (oczywiście wszystkie postacie są ludźmi – tu nie ma zjawisk paranormalnych). Wystarczy powiedzieć, że prędzej skończyły mi się naboje w CKMie (w sumie 200), niż padł boss. Wszystkie trafiły go w głowę.


Poczuj moją Tequilę?


Jaki zaś jest główny bohater gry? Inspektor Tequila jest chyba najbardziej antypatycznym bohaterem w grach komputerowych, z jakim miałem kontakt. O ile uwielbiałem Maxa z wielokrotnie wspomnianej wcześniej produkcji, o tyle inspektor ze Strangleholda był dla mnie niesamowicie irytujący. Lubi on rzucić patetycznym i na ogół idiotycznym tekstem, zapalić papierosa na całe 3 sekundy (widać dla reżysera sceny miał to być klimat), no i oczywiście zgrywać megatwardziela. Ogółem robi wrażenie napuszonego bufona.

Dla uświadomienia wam, jaki jest inspektor oraz jak wygląda większość dialogów i monologów, przytoczę dwie sytuacje z gry:

Bar gdzieś w Chinach. Tequila wchodzi, wita się z barmanem. Następuje typowy dialog bohater-barman:
- Co podać?
- To co zwykle, tak jak zwykle
- Tylko Ty tak pijesz, Tequila.

Po czym barman nalewa tequili do szklanki i nią wstrząsa. Po prostu sam Bond. James Bond.

Druga sytuacja – Tequila właśnie wymordował parę setek bandytów w wiosce nad morzem. Przylatuje po niego pilot policyjnego śmigłowca. Następuje dialog godny nagrodzenia Oskarem:
- Tequila, musisz ze mną lecieć, dostałem takie rozkazy.
- Dostaliśmy też inne rozkazy – służyć i bronić.

Jako, że mówi to w otoczeniu zwałów trupów, jest naprawdę przekonujący. Później następuje scena, w której ostrzeliwujemy wioskę i port z CKMu zamontowanego na helikopterze. Oczywiście wszystko wybucha, odlatujemy w blasku eksplozji.


Masowa rzeź?


Gra oferuje też tryb multiplayer. Tylko że nie działa.


Oprawa


Grafika jest średnia – ani ładna, ani brzydka. O ile postacie są zrobione całkiem ładnie, to jakość lokacji raz woła o pomstę do nieba, raz zaś nawet przykuwa uwagę. Są wprawdzie różne, ale gra się w nich bardzo podobnie – niezależnie, czy jest to wioska, czy muzeum. Oczywiście wszystko obserwujemy zza pleców naszego inspektora.
Muzyka niczym się nie wyróżnia – po prostu jest. Nie drażni i nic nie wnosi. Poza tym, i tak jest zagłuszona przez eksplozje i wystrzały (przeciętnej jakości), więc tak czy tak nie zwrócimy na nią uwagi.


Outro


Podsumowując, gra Stranglehold jest zupełnie nijaka. Nie oferuje absolutnie nic ciekawego, szybko się nudzi i jest potwornie schematyczna. Jest także za długa – męczyłem się przechodząc każdy poziom, a po nim następował kolejny i kolejny... Dawno nie zdarzyło mi się, bym z utęsknieniem czekał na zakończenie gry, nie dla finałowego pojedynku, czy z ciekawości, ale po prostu dlatego, że mam dosyć.

Żeby nie było wątpliwości – ja wiem, czym są filmy i gry akcji. Z filmów wyrosłem, zaś do gier tego typu ciągle mam sentyment. Rozumiem też, czym jest konwencja tego typu produkcji. Ale tutaj zdecydowanie jest to przesadzone.


Plusy:


  • Czas Tequili
  • efekty (dla jednych)
  • można eksterminować milion ludzi w dwa kwadranse



Minusy:

  • nuda
  • Tequila
  • efekty (dla drugich)
  • fabuła
  • schematyzm
  • miliard przeciwników
  • bossowie



A oto nasz gameplay:


Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


3.5
Ocena recenzenta
6.38
Ocena użytkowników
Średnia z 4 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Stranglehold
Seria wydawnicza: eXtra Klasyka Hit
Producent: Midway Games
Wydawca: Midway Games
Dystrybutor polski: CD Projekt
Data premiery (świat): 18 września 2007
Data premiery (Polska): 26 czerwca 2008
Wymagania sprzętowe: Core 2 Duo 2.13 GHz, 2 GB RAM, karta grafiki 512 MB (GeForce 7800 lub lepsza), 15 GB HDD, Windows XP/Vista
Nośnik: 2 DVD
Strona WWW: strangleholdgame.com
Platformy: PC
Sugerowana cena wydawcy: 24,90 zł

Komentarze

string(15) ""

~[...]

Użytkownik niezarejestrowany
    meh :/
Ocena:
-1
Zupełnie brak recenzji obiektywności, autor bardzo wyraźnie zraził się do gry do tego stopnia, że postanowił nie wskazywać żadnych jej zalet (bo 'można eksterminować...' wśród plusów to czysty cynizm). Stranglehold nie jest pozycją rewelacyjną, nie ustrzegł się wielu błędów, ale grało mi się w niego na tyle przyjemnie, że powyższa recenzja szczerze mnie zaskakuje. Poza tym- gra stawia na specyficzny klimat, w który pompatyczne teksty i odrobina przesady wpasowują się doskonale (ergo- nie można uznać ich za błędy, bo to jak wkurzanie się, że w filmie wojennym się strzela :P).
17-10-2009 09:55
Czarny
   
Ocena:
0
Nie istnieje coś takiego jak obiektywna recenzja. Ty wyraziłeś swoje zdanie, ja swoje. I tyle. :)
18-10-2009 12:24
27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Za to tekst

Żeby nie było wątpliwości – ja wiem, czym są filmy i gry akcji. Z filmów wyrosłem

będzie mnie prześladował po nocach.
18-10-2009 12:31

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.