Pamięć zwana imperium
» Recenzje » Star Wars. The Force Unleashed

Star Wars. The Force Unleashed


wersja do druku

A tremor in the Force. The last time I felt it was in the presence of my old master...

Autor: Redakcja: Anna Tess 'anna.tess' Gołębiowska

Star Wars. The Force Unleashed
Gry komputerowe spod szyldu Star Wars mają spory rozrzut jakościowy. Niekiedy spotykamy się ze strasznymi porażkami (Galactic Battlegrounds), czasem zaś jesteśmy olśnieni jakością produkcji, na przykład serią Jedi Knight czy obydwoma Knights of the Old Republic.

Jak ma się sprawa z najnowszą produkcją Lucas Arts – Force Unleashed? Nie ukrywam, że miałem bardzo wysokie wymagania co do tego tytułu – jawił mi się on jako następca świetnych tradycji wspomnianych Jedi Knightów, okraszony lepszą grafiką i błyszczący technicznymi wodotryskami. Przy tym wszystkim musiał być jeszcze fabularnie co najmniej zadowalający.

Jak gra wypadła w moich oczach? Czy sprostała oczekiwaniom? Wyjaśniam w recenzji.


Don't underestimate the Force


Zacznijmy od tego, że gra jest slasherem – przedstawicielem raczej rzadko spotykanego na PC gatunku. W produkcjach tego typu przemy przed siebie po zróżnicowanych planszach (często wymagających od gracza sporej zręczności) i eliminujemy kolejnych przeciwników przy pomocy różnorodnych broni masowej – acz bezpośredniej – zagłady. Innymi słowy – chwytamy miecz (w tym przypadku świetlny) w ręce i ruszamy dokonać dzieła zniszczenia.

Oczywiście miecz nie jest jedynym środkiem eliminacji przeciwników – jak sugeruje tytuł gry, naszym głównym orężem będzie Moc. I właśnie to, że będziemy używać przede wszystkim "energii, która spaja galaktykę", odróżnia Force Unleashed od większości slasherów.


If he could be turned, he would become a powerful ally


Fabuła gry początkowo mnie nie zachwyciła – zaczynamy podczas wojen klonów, kierując samym Lordem Darthem Vaderem (i dysponując wszystkimi jego umiejętnościami – dzięki temu już na starcie możemy poznać potęgę Mocy) podczas inwazji na Kashyyyk. Po pokonaniu (a raczej zmasakrowaniu) znajdującego się tam rycerza Jedi, spotykamy jego syna, w którym, cytując Mrocznego Pana: "Moc jest silna". Jak łatwo się domyślić, dziecko zostaje tajnym uczniem Vadera, jego języczkiem u wagi w planowanym zamachu na Imperatora Palpatine'a.

Oczywiście wspomnianym uczniem pokieruje gracz – w szeregu misji (w sumie przejście gry zajmuje niecałe dziesięć godzin) udowodnimy Vaderowi naszą wartość, staniemy przed niejednym dylematem, zetrzemy się z setkami przeciwników, zabijemy kilku potężnych bossów (w tym, oczywiście, dzierżących miecze świetlne), a przede wszystkim zgłębimy tajniki Mocy – tak jasnej, jak i ciemnej strony.

Mimo początkowej miałkości, fabuła szybko zaczyna się komplikować, pojawiają się dodatkowe wątki i wiele ciekawych postaci. Powiem więcej – historia opowiedziana w grze nie tylko bije na głowę tę, którą poznaliśmy w Nowej Trylogii George'a Lucasa, ale spokojnie może konkurować z najlepszymi książkami spod znaku Gwiezdnych wojen.

W produkcji spotkamy też wiele postaci znanych z filmów, książek czy komiksów i serialu animowanego, co tylko dodaje obrazowi głębi. Miło jest bowiem spotkać tak legendarne postacie, jak Leia Organa czy Imperator Palpatine, móc lepiej poznać ich historie.

Nie trzeba być spostrzegawczym, by zauważyć, że grę rozpoczniemy nie jako Jedi, ale jako jego mroczne alter ego – Sith. Teoretycznie nie jest to nic nowego – podobny wątek mogliśmy znaleźć już w wiekowym Jedi Knight: Mysteries of the Sith, jednak tutaj jest on poprowadzony jeszcze ciekawiej i w bardziej przekonujący sposób. Nie ma to jak kierować zabójcą na usługach Dartha Vadera i przyjmować od niego kolejne zlecenia na ostatnich rycerzy Jedi – ba! – w późniejszej części gry wplączemy się nawet w działalność powstającej Rebelii i... nie zdradzę więcej, by nie psuć wam zabawy. Napiszę tylko, że fabuła gry, osadzona między III a IV epizodem filmu, jest świetnym uzupełnieniem historii tam opowiedzianej, rozwija wiele wątków i dodaje nowe – śmiem twierdzić, że niemożliwym jest pełne zrozumienie Starej Trylogii bez przejścia Force Unleashed! I za to twórcom należą się ogromne brawa.


An elegant weapon for a more civilized age


Jak na slashera przystało, przez większość gry nie będziemy gasić naszego miecza – jego ostrze, jeżeli będzie znikać, to tylko w ciałach przeciwników. Tytuł oferuje nam bardzo złożony, acz dość intuicyjny system kombinacji ciosów (niestety, granie na klawiaturze do najwygodniejszych nie należy) – do wyboru mamy około dwudziestu zróżnicowanych combosów, przy czym nie liczę ciosów kontekstowych – to znaczy zależnych od sytuacji. Jest bowiem tak, że cios będzie inaczej wyglądał, jeżeli zadamy go wisząc w powietrzu (a nasz Sith potrafi wykonywać skoki i ewolucje powietrzne, których nie powstydziłby się Darth Maul), a inaczej, gdy będziemy stać nad leżącym przeciwnikiem.

Poza kompleksowym systemem combosów (które możemy wykupić za zdobyte doświadczenie, podobnie jak nowe moce czy atrybuty postaci – doświadczenie zaś zdobywamy zabijając przeciwników) w grze spotkamy się też z systemem zwanym quick time events, znanym z wielu gier zręcznościowych. Polega on na tym, że w kluczowych elementach rozgrywki – przede wszystkim w czasie walk z bossami – w pewnych momentach kamera przechodzi w bardziej filmowe ujęcie, a my stajemy się obserwatorami bitewnego widowiska. Nie możemy jednak pozostać bierni – na ułamek sekundy na ekranie wyświetlają się przyciski, które powinniśmy wcisnąć, by nie zostać zranionymi podczas QTE – jeżeli nam się uda, nasza postać wykona szczególnie spektakularny i widowiskowy atak, zwykle kończący pojedynek – o ile udało nam się kilka razy "zaliczyć" sekwencje klawiszy – jeżeli nie, na ogół potykamy się lub nie unikamy ciosu przeciwnika, a całą sekwencję trzeba powtórzyć.

Od siebie dodam, że walka na miecze świetlne z wrogiem wyposażonym w ten sam oręż jest trudna, ale bardzo satysfakcjonująca – czujemy na ogół, że mamy do czynienia z godnym nas przeciwnikiem. Walki wyglądają bardzo ciekawie, jednak zdecydowanie bliżej im do ekwilibrystyki i efekciarstwa Nowej Trylogii, niż do napięcia i klimatu Starej.


You must learn the ways of the Force!


Kim jednak byłby Sith bez znajomości ścieżek Mocy? Jak gra nam udowadnia – nikim. Force Unleashed daje nam do dyspozycji całkiem spory wachlarz różnorodnych wariantów wykorzystania tej energii – od tak trywialnych, jak pchnięcie czy telekineza, po bardziej spektakularne, jak porażenie przeciwników łańcuchem błyskawic. Nie dajmy się jednak zwieść – z rozwojem umiejętności naszej postaci nawet podstawowe zdolności staną się potężne – szczególnie jeżeli zachce się nam pobawić w tworzenie combosów – tak, tutaj również gra od nich kipi.

Po co bowiem mamy pchnąć w przepaść jednego przeciwnika, skoro możemy na przykład wskoczyć między kilkunastu szturmowców, i "popchnąć" ich we wszystkich kierunkach, niczym wybuchająca bomba TIE Bombera? Albo schwytać jednego z nich i rzucić nim o pozostałych? Albo po podduszeniu naładować go elektrycznością, aż wybuchnie? Albo rzucić w tę niemal bezbronną gromadkę mieczem? Albo...

Nie ma wątpliwości – nasz Sith jest potężny, gdy Moc jest z nim. A ta potrafi się wyczerpać, jeżeli będziemy chcieli z niej korzystać nazbyt często – w lewym górnym rogu znajduje się, oprócz paska życia, miernik naszych zasobów Mocy – jeżeli dotrze on do zera lub przekroczy tę granicę, nie będziemy mogli przez pewien czas korzystać z darów "siły spajającej galaktykę".

A co, jeśli staniemy naprzeciwko postaci obdarzonej takimi samymi talentami? Wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa zabawa – walka odbywa się nie tylko na miecze, ale i na umiejętność użycia omawianej energii. Jeżeli obie postacie użyją Mocy w tym samym momencie, musimy szybciej naciskać przycisk odpowiadający za jej wykorzystanie. Przykładowo – jeżeli zechcemy się zmierzyć z Imperatorem Palpatinem (co jest możliwe, jeżeli zdecydujemy się wybrać jasną stronę w pewnym fragmencie gry) i równocześnie strzelimy w siebie nawzajem błyskawicami, środek naszych ścierających się wyładowań będzie się przesuwał w zależności od szybkości naszych palców. Istnieje również opcja blokowania tego typu ataków przeciwnika i atakowania go, gdy to on nas blokuje – mamy wtedy do czynienia z minigierką, której stopień trudności jest zależny od siły naszego przeciwnika.


Hokey religions and ancient weapons are no match for a good blaster at your side, kid


Przeciw komu będziemy walczyć? Repertuar wrogów jest dość różnorodny – obok zwykłych imperialnych szturmowców i rebeliantów, stawią nam czoła maszyny kroczące AT-ST, wampy, rancory, mieszkańcy Felucii, maszyny napędzane przez Moc (co uważam za idiotyzm) i oczywiście różnej maści postacie dzierżący miecze świetlne.

Tutaj muszę niestety nieco ponarzekać – wśród wrogów możemy znaleźć indywidua, które, w moim odczuciu, zdecydowanie nie pasują do klimatu Star Wars lub są po prostu skonstruowane w nieprzemyślany sposób.

Za przykład niech posłużą elitarne oddziały szturmowców, wyposażone w... tarczę niwelującą działanie Mocy. Jest to o tyle zaskakujące, że występują oni w późniejszej części gry bardzo często, co zdaje się sugerować, że po galaktyce biegają miliardy rycerzy Jedi, którzy tylko czekają, by zaatakować wszystkie planety Imperium.

Tym bardziej dziwić może to, że AT-ST posiada zdolność telekinezy (sic!) i częstokroć zamiast strzelać do nas ze sprzężonego blastera, będzie w nas rzucał okolicznymi beczkami i kamieniami. Tak, to te same AT-ST, które w VI epizodzie zostały pokonane przez armię ewoków wyposażonych w łuki i dzidy.

Nie wybaczę też twórcom jednego z bossów – młodej wojowniczki Sith, która posługuje się dwoma krótkimi ostrzami świetlnymi (tonfa świetlna?), trzymając je niczym policyjne pałki. O ile niekanoniczny sposób trzymania miecza przez głównego bohatera (za plecami) jestem w stanie zrozumieć, to już to zdecydowanie mnie rozdrażniło. Niemal tak jak miecz świetlny o CZARNYM OSTRZU, który możemy skonstruować (Yoda przewraca się w grobie?).


Don't be too proud of this technological terror you've constructed

Od strony wizualnej gra zdecydowanie ma Moc. Lokacje, które odwiedzimy są zaprojektowane w ciekawy sposób (szczególne brawa należą się za Felucię – świat o bardzo bogatej faunie i florze – jeżeli ktoś lubi Avatara, poczuje się jak w domu) i zostały zrealizowane naprawdę nieźle. Tym bardziej cieszą oczy modele postaci – zwłaszcza istot ważnych fabularnie. O ile mógłbym się przyczepić do ich mimiki, to już ich ruchy i ogólny projekt nie mogą się nie podobać.

Efekty specjalne też stoją na wysokim poziomie – wybuchy są widowiskowe, skrzyżowane miecze odpowiednio iskrzą, po porażonym błyskawicą rancorze jeszcze przez chwilę biegną wyładowania elektryczne – słowem – dobra robota.

Na szczególną uwagę zasługują fizyka i interakcja z otoczeniem – a ściślej – spore możliwości jego niszczenia. Możemy ścinać drzewa, rzucać wieloma obiektami z różną siłą (przy czym większe jest "ciężej" unieść) i wielu kierunkach, tworzyć całe łańcuchy przyczynowo-skutkowe poprzez odpowiednie rzucanie przedmiotami i przeciwnikami, co nieraz prowadzi do niesamowicie widowiskowych obrazów zniszczenia. Wprawdzie czasem nie czuć masy niektórych obiektów (zwłaszcza przeciwników, którymi rzucamy jak kukiełkami), a niektórych nie da się podnieść, ale są to drobne niedogodności. Każdy, kto na Felucii używał Mocy na otaczającej florze, przyzna mi rację – zakres naszych oddziaływań na środowisko jest co najmniej zadowalający.

Niestety, taka jakość oprawy swoje kosztuje – gra ma dość wysokie wymagania sprzętowe. Na komputerze ledwie spełniającym pudełkową "konfigurację minimalną" nie ma sensu w ogóle produkcji uruchamiać.

Co ciekawe, nawet na mocniejszych komputerach gra zachowuje się dziwnie. Na przykład podczas największych batalii z wieloma przeciwnikami i masą wybuchów potrafi mknąć z szybkością rzuconego miecza świetlnego, by podczas walki z bossem na mikroskopijnej arenie bez żadnych wodotrysków zaoferować nam istny pokaz slajdów. Ten bynajmniej nie mija po walce – jedynym rozwiązaniem jest restart gry, i to bardzo częsty – sam naliczyłem osiem (!) restartów w ciągu godziny. Co ciekawe, gdy przechodziłem te same etapy po raz drugi – nie było absolutnie żadnych problemów.

Co do oprawy dźwiękowej – oczywiście stoi na bardzo wysokim poziomie – czego się bowiem spodziewać od gry z serii Star Wars, jak nie genialnych kompozycji Johna Williamsa? Te są bardzo dobrze dostosowane do tego, co widzimy na ekranie, ba, czasem są nawet bardzo dosłowne – gdy walczymy z Darthem Maulem (spokojnie, mimo że zginął w pierwszym epizodzie, ma to dobre uzasadnienie fabularne) usłyszeć możemy motyw z walki owego rogacza z młodym Obi-Wanem Kenobim i Qui-Gon Jinnem.

Całość uzupełniają dobre efekty dźwiękowe – miecze syczą w charakterystyczny sposób, eksplozje są odpowiednio głośne, a większości postaci głosów udzielili aktorzy znani nam z filmowego oryginału – spisali się bardzo dobrze, w szczególności Matt Sloan wcielający się w Dartha Vadera.


You've only begun to discover your power!


W wersji PC mamy do czynienia z trzema dodatkowymi misjami (stąd podtytuł Ultimate Sith Edition) – wyruszymy do świątyni Jedi, by poznać losy naszego ojca, przemierzymy pustynie Tatooine, by zetrzeć się z pewnym starym rycerzem Jedi o nic nikomu nie mówiącym pseudonimie Ben Kenobi, ostatecznie przyjdzie nam wyruszyć na skutą lodem Hoth, by zmierzyć się z nikim innym, a z samym Lukiem Skywalkerem. O ile pierwsza z wymienionych misji jest ciekawym rozwinięciem opowieści Force Unleashed (według mnie to najlepsza z dodatkowych misji), to już dwie następne oferują nam alternatywną historię – taką, w której Darth Vader został przez nas zgładzony i to my przejmujemy jego miejsce u boku Imperatora.

Dodatkowe misje są skonstruowane w sposób ciekawy i zadowalający. Poza tym – kto by nie chciał spuścić lania Luke'owi?


I feel the conflict within you!


Force Unleashed to nielekki orzech do zgryzienia. Gra oferuje nam świetną fabułę, klimat Gwiezdnych wojen, genialne walki, ciekawe lokacje i przeciwników oraz poczucie prawdziwej "Mocy Wyzwolonej". Z drugiej jednak strony (Dark Side?), gra nie posiada trybu wieloosobowego (który, nie mam wątpliwości, byłby genialny!), jest krótka i lubi rzucać w nas błędami niczym nasz Sith przeciwnikiem; często też spotkamy się ze wspomnianymi już niekanonicznymi rozwiązaniami.

Mimo wszystko, gra wypada dla mnie raczej na plus. Konkretnie zaś, na 7,5



Plusy:

  • fabuła
  • klimat
  • Moc
  • system walki
  • grafika, muzyka, fizyka, efekty


Minusy:

  • błędy (!!!)
  • niewygodne sterowanie na klawiaturze
  • kilka nieprzemyślanych rozwiązań
  • brak trybu multiplayer
  • za krótka




A oto zwiastun gry:


Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę

Galeria


7.5
Ocena recenzenta
7.54
Ocena użytkowników
Średnia z 13 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 6
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Star Wars: The Force Unleashed - Ultimate Sith Edition
Producent: LucasArts
Wydawca: LucasArts
Dystrybutor polski: Licomp Empik Multimedia
Data premiery (świat): 3 listopada 2009
Data premiery (Polska): 4 grudnia 2009
Wymagania sprzętowe: Core 2 Duo 2.8 GHz, karta grafiki 512 MB (GeForce 9800 GT lub lepsza), 2 GB RAM, 24 GB HDD, Windows XP/Vista/7
Nośnik: 1 DVD
Strona WWW: www.lucasarts.com/games/theforceunl...
Platformy: PC
Sugerowana cena wydawcy: 99,90 zł



Czytaj również

Komentarze

string(15) ""

27532

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
Od siebie dodam, że

a) zdecydowana większość kombosów w grze jest zbędna i można spokojnie się bawić kombinacją miecz+popchnięcia+telekineza+błyska wice+masa skakania bez problemów.

b) gra skonstruowana jest w taki sposób, że po śmierci pojawiamy się w miejscu autosave'a... ALE jeżeli zdobyliśmy po zapisie jakieść punkty doświadczenia, nie przepadają! Oznacza to, że gdy pojawiamy się w miejscu, gdzie nasze umiejętności obsługi klawiaturą nie dorównują oczekiwaniom twórców, możemy w międzyczasie nabić poziom czy dwa, by wymieść naszych wrogów. "Co cię nie zabije, to wzMOCni"? Tutaj Moc stanowczo najbardziej wspiera nieudaczników.

c) Główny wątek jest fajny nie dlatego, bo jest oryginalny, ale dlatego, bo odnosi się do znanych fanom filmów zagadek. Sama w sobie jest bardzo szablonowa (SPOILER: A wątek miłosny jest tragicznie słaby).

d) ILOŚĆ BUGÓW JEST STRASZNA.

e) Może mi to umknęło, ale chyba nie wspomniałeś, że podczas gry możemy wybierać jeden z kilkunastu (dwudziestu kilku? nie wiem) wyglądów postaci (droida, szturmowca, Luke'a, ale wyglądy "standardowe" są bardzo dopracowane) i masy kolorów miecza świetlnego.

A w recce za dużo wspomniałeś fajnych sekretów fabuły. Drań. : P
09-01-2010 14:29
malarz1989
   
Ocena:
0
Ja grę oceniłem raczej na minus niż na plus.

Twórcy nie postarali się totalnie jeśli chodzi o przeniesienie z konsoli na PC. W zasadzie wygląda to jakby zrobili Ctrl+C, Ctrl+V i dopisali Unlimited Sith Edition. Tyle. Ilość błędów powala i mi na przykład odebrała znaczną część przyjemności z rozgrywki. Sterowanie mi przeszkadzało (klawiatura + mysz to jednak trochę co innego niż pad i można było dostosować to do nowej platformy).

Grafika też mnie nie powaliła. Może i jest teoretycznie ładna, ale jakoś do klimatu nie przystaje.

Jedyne co mi się spodobało w gruncie rzeczy, to fabuła. Było na serio pięknie. Ale nie samą fabułą człowiek żyje (zwłaszcza w grach akcji).

Zawiodłem się a liczyłem na coś fantastycznego.
10-01-2010 13:09
viagrom
    pominiątko
Ocena:
0
Aureus słusznie pisze - wybór skórek dla swojej postaci jest bardziej emocjonujący niż kupno iPoda! recenzencie, można grać nawet darth maulem! joł!
10-01-2010 22:36
Mikolokas13
   
Ocena:
0
Super Gra polecam
choć nie jestem mistrzem
ale bardzo ładny krajobraz w grze szczególnie 1. planeta
ładna grafika, fabuła spoko tylko w jednej msji się mi zzacina
ale szczegół
12-01-2010 19:16

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.