» Artykuły » Publicystyka » Spotkanie z Wiktorem Noczkinem

Spotkanie z Wiktorem Noczkinem


wersja do druku

Nie przyszedł pisarz do Zony, przyszła Zona do pisarza

Autor: Redakcja: Staszek 'Scobin' Krawczyk

Spotkanie z Wiktorem Noczkinem
"Zaparkuj w Zonie" – tak reklamowano spotkanie autorskie z ukraińskim pisarzem Wiktorem Noczkinem, promującym swoją książkę Ślepa plama, umieszczoną w bogatym świecie gier z serii S.T.A.L.K.E.R. Spotkanie odbyło się 8 listopada w klubie Parking Bar, mieszczącym się przy ulicy Nowogrodzkiej 27 w Warszawie. Wspomniany cykl liczy już wiele dziesiątków książek, a pozycje autorstwa Noczkina uchodzą za najlepsze pośród nich. Spotkanie prowadził Paweł Łęczuk, przedstawiciel wydawnictwa Fabryka Słów, a tłumaczem był autor przekładu książki, Michał Gołkowski, znany ze swego niedawnego powieściowego debiutu, Ołowianego świtu, również umieszczonego w stalkerskim uniwersum. Choć spotkanie nie trwało długo, można było dowiedzieć się niejednej rzeczy interesującej dla wielbicieli tematyki postapokaliptycznej.

W Polsce jak w Zonie

Zaczęło się bardzo sympatycznie, Noczkin bowiem stwierdził, że jest bardzo zadowolony z wizyty w Polsce, którą uważa za piękny kraj. Bardzo przypadł mu też do gustu specyficzny wystrój klubu, dość surowy, a jednak mający swój styl. Rury biegnące wzdłuż niewykończonych ścian, minimalistyczne, metalowe stoliki i krzesła, zaimprowizowane z opon siedziska, zwisające z sufitu na łańcuchach… Pisarz wyraził zdanie, że lokal wygląda wręcz jak coś z wyjętego z Zony, a więc w sam raz dla wielbicieli stalkerskich opowieści.

Autor omówił krótko okoliczności powstania rosyjskiej piosenki, której tekst umieszczono na początkowych stronach Ślepej plamy. Okazało się, że jest to wykonana przez niego samego przeróbka starej pieśni z jego rodzinnego kraju, wzbogacona o nowe elementy. Zdaniem Noczkina połączenie wypadło całkiem nieźle, podobnie jak polska wersja w wykonaniu zespołu El Voltage, którą mieliśmy okazję obejrzeć na ekranie w trakcie spotkania – pisarz był zadowolony i stwierdził, że stworzona przez Polaków przeróbka wiernie oddaje nastrój pierwowzoru.

Od lewej: Paweł Łęczuk, Wiktor Noczkin, Michał Gołkowski.

Od inżyniera do pisarza

Potem Noczkin opowiedział nam o początkach swojej kariery pisarskiej. Zaczęła się ona dosyć dawno, bo jeszcze w 1996 roku, gdy zaczął pisać swą pierwszą powieść, utrzymaną w gatunku fantasy. Nie liczył zbytnio na to, że znajdzie się wydawnictwo chętne, by ją opublikować. W 2001 zmuszony był przeprowadzić się do Niemiec. Gdy się tego najmniej spodziewał, otrzymał z Moskwy list z propozycją wydania książki.

Choć gry ze studia GSC Game World nie miały się ukazać jeszcze przez wiele lat, można powiedzieć, że stalkerski duch zawsze towarzyszył Noczkinowi. Wiktor przez lata pracował jako inżynier, zajmował się tworzeniem projektów dla elektrowni jądrowych. Jak z przekąsem stwierdził, dało mu to sporo wiedzy na temat tego, jak taka elektrownia wygląda… przed katastrofą. W ten sposób przeszedł do kolejnej ważnej rzeczy, o której musiał nam opowiedzieć, a mianowicie autentycznej tragedii w Czernobylu. Tuż po niej rząd przez kilka dni ukrywał szczegóły wydarzenia przed okolicznymi mieszkańcami i nie tylko. Prawda bardzo powoli wychodziła na jaw, jeden przerażający fakt po drugim. Niby miało to na celu zapobiec ogólnonarodowej panice, jednak żal z powodu tej manipulacji nie opuści ludzkich serc chyba nigdy.

Noczkin zajmuje się też żołnierzykami, przez wiele lat zbierał wojskowe figurki, a jego kolekcja liczy obecnie kilkaset sztuk – niektóre z nich to prawdziwe rarytasy. Oprócz tego, że je kupował, tworzył też własne unikaty, które czasem zdarzało mu się sprzedawać na eBayu po niezłych cenach; zyskiwał też pochlebne komentarze od kupujących.

Nietypowe początki trylogii

Później zaczęła się ta część spotkania, na którą z pewnością czekała większość zgromadzonych osób. Pisarz postanowił bowiem opowiedzieć o tym, skąd wzięło się jego zaangażowanie w markę S.T.A.L.K.E.R. Od dawna interesowały go powieści z akcją umieszczonej w światach popularnych gier komputerowych. Czytał ich sporo, wywarły duży wpływ na jego przyszłą karierę pisarską. Publikował także recenzje, twierdząc w nich nawet, że tego typu książki mogą stanowić przyszłość literatury rozrywkowej. Dodatkowym czynnikiem była przyjaźń z Andriejem Lewickim, jednym z deweloperów Czystego nieba – prequela Cienia Czarnobyla. Przedtem Noczkin grał właśnie w Cień..., który wciągnął go bez reszty.

Autor mówił też, że odpowiada mu duża swoboda pisania historii rozgrywających się w stalkerskim uniwersum, mimo że z obowiązku stara się trzymać jak najbliżej komputerowego kanonu. Tak oto udało mu się stworzyć szereg powieści, które są dobrze wyważoną wypadkową wcześniej istniejącego świata i własnych pomysłów. A w pisaniu trylogii zapoczątkowanej Ślepą plamą pomagał autorowi Lewicki właśnie. I choć wspólne pisanie miało swoje zalety, Noczkin stwierdził jednak, że woli pisać samodzielnie – taka współpraca zawiera sporo rywalizacji. Niestety ta ostatnia nie zawsze działa na korzyść tekstu, gdyż czasami prowadzi do niezbyt kreatywnych konfliktów. W dodatku obaj panowie kontaktowali się głównie za pośrednictwem Internetu, a na żywo widzieli się podobno tylko raz. Wszystkie kolejne powieści z tego cyklu Noczkin tworzyć będzie raczej w pojedynkę – jak przekonał się niejeden stalker, Zonę najlepiej przemierzać samotnie. Życie naśladuje sztukę?

Na miejscu zebrało się sporo wielbicieli książek i gier komputerowych.

Książki poszerzające świat komputerowych łowców artefaktów na przestrzeni lat były wydawane w kilku językach. Oprócz edycji rosyjskiej ukazały się m.in. po ukraińsku, hiszpańsku, niemiecku i angielsku. Teraz zaś, ku radości pisarza, dzięki Fabryce Słów do tej listy można dopisać polski. Gdy Noczkin dowiedział się o zainteresowaniu Ślepą plamą ze strony wydawnictwa, zareagował entuzjastycznie i dołożył wszelkich starań, żeby przedsięwzięcie doszło do skutku. Przedstawiciel Fabryki zresztą potwierdził, że współpraca przebiegała bardzo sprawnie i w miłej atmosferze. Jeśli przeszczepienie książek z tego cyklu na polski grunt okaże się sukcesem wydawniczym, w niedalekiej przyszłości możemy spodziewać się kolejnych, z ciągiem dalszym Ślepej plamy na czele.

Osobnej wzmianki doczekał się sam Ślepy, główny bohater omawianej powieści. Noczkin wyjaśnił, że wymyślił go do zupełnie innej książki, Lichwiarz, a wykorzystywał jego kolejne inkarnacje w różnych utworach z prostego powodu – bardzo tę postać lubi. Ma ona podobno wiele cech, które sam autor chciałby posiadać. Pisarz uchylił nam też rąbka tajemnicy, jeśli chodzi o przyszłe losy Ślepego. Mężczyzna jeszcze nie raz pojawi się na kartach powieści, które autor zamierza napisać.

Dla większości zgromadzonych w klubie z pewnością ogromnym zaskoczeniem była informacja, że mimo kilkukrotnych literackich wojaży do zakazanej strefy Wiktor Noczkin nigdy nie postawił stopy w prawdziwej Zonie. Po prostu nie chciałby zaliczyć takiej wycieczki (do czego przyznał się również drugi zapalony wielbiciel tej tematyki, czyli sam Gołkowski). A dlaczego, to już zupełnie inna historia.

Stalkerska dusza Polaków

Kolejną częścią spotkania był konkurs na najlepsze stalkerowe przebranie. Wzięło w nim udział kilkunastu uczestników – przed oczami zatańczyło nam wiele wojskowych ubiorów i sztuk broni palnej, a zwycięzcom należało pogratulować świetnie oddanego stylu. W nagrodę trzej amatorzy cosplayu otrzymali pakiety książek.

Niejako na deser skorzystano z okazji, by zareklamować nam dwie czekające na wydanie powieści Adama Przechrzty: wznowienie Demonów Leningradu i premierę jego kontynuacji, Demonów Wojny, zapowiadających się nad wyraz ciekawie. Jeśli wierzyć słowom przedstawiciela Fabryki, powinny przypaść do gustu wielbicielom opowieści z gatunku tych, które omawiane były na spotkaniu. Warto zatem rozejrzeć się za nimi po księgarskich półkach pod koniec listopada.

Zabawa w cosplay chwilami mogła wyglądać niebezpiecznie.

Spotkanie zakończyło się w pełni zasłużonymi gromkimi brawami – wieczór przebiegł w naprawdę miłej atmosferze, w dodatku przyswoiliśmy sporo informacji na temat literackiej wizji komputerowego świata. Potem oczywiście ustawiła się pokaźna kolejka chętnych po autografy, a między nimi byli zarówno przyszli fani Wiktora Noczkina, jak i obecni czytelnicy naszego rodzimego Michała Gołkowskiego, wśród których nie mogło zabraknąć autora relacji. Tym samym z okazałego stosu nowiutkich egzemplarzy Ślepej plamy, dostępnych do kupienia na miejscu, w oka mgnieniu zupełnie nic nie zostało. Jak zresztą należało się spodziewać.

 

Dziękuję serwisowi Post-Apokalipsa Polska za udostępnienie zdjęć. Dodatkowe podziękowania za pomoc dla Michała Gołkowskiego.




Czytaj również

Droga donikąd
Zono moja
- recenzja
Ślepa plama
Dobry żart artefakt wart
- recenzja
Stalowe Szczury. Otto
Eksplozja czy niewypał?
- recenzja
Komornik. Kant
Komornicy łączcie się
- recenzja
Komornik. Rewers
Krocząc ciemną doliną z gladiusem u boku
- recenzja
Na nocnej zmianie
Fantastyka fandomowa
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.