string(15) ""
» Blog » Spirytyzm - dla mnie bez sensu
04-07-2013 15:14

Spirytyzm - dla mnie bez sensu

W działach: Magia, wicca, historia | Odsłony: 101

Spirytyzm - dla mnie bez sensu
Moje doświadczenia z ezoteryką nie obejmują uczestniczenia w seansach spirytystycznych. Nie znam tej sprawy z autopsji, a jedynie z doświadczeń innych (o których będzie mowa później). Niemniej jednak swego czasu miałem w planach urządzić seans. Ponieważ zazwyczaj staram się przemyśleć sprawę, zanim coś zrobię, nie doszło do tego. Dlaczego? O tym będzie notka.

Będę się posiłkował Wikipedią i pewną anglojęzyczną stroną. Link:

http://cthulhufiles.com/necro/necromancy.htm

Rzecz w powyższym linku o nekromancji. To, co D&D określa jako nekromancję jest (z perspektywy faktów) wręcz wypaczeniem. W "oryginale" nekromancja to mniej więcej pozazmysłowe poznanie i wróżenie. Spirytyzm, ewokacje i de-wokacje, nawiązywanie kontaktu ze zmarłymi, demonami, czy, najogólniej mówiąc, bytami niematerialnymi. Różni się to od tworzenia szkieletów czy zombie, ale przejdźmy do rzeczy.

Spirytyzm - odradzam korzystanie z niego. Jeżeli ktoś wierzy, że dusza osoby zmarłej, czy dobre (lub złe) duchy istnieją - nie prowadzi on do niczego konstruktywnego (innymi słowy: spirytyzm ma tylko sens wtedy, gdy ktoś chce się przekonać, że istnieje coś nadnaturalnego). Dlaczego tak jest postaram się uargumentować w tej notatce.

Wywoływania duchów, wróżenia, a także wiary w zaklęcia zakazuje sam Chrystus. Ja nie patrzę na to z perspektywy chrześcijańskiej. Uważam bowiem, że zakazy i nakazy biblijne niekiedy są właściwe, korzystne i bardzo dobre, w innych przypadkach natomiast - przeciwnie. Chodzi najogólniej o to, że dla mnie stwierdzenie, że spirytyzm może być szkodliwy, nie wymaga wiary w chodzenie po wodzie czy przemianę wody w wino. Po prostu da się do takich wniosków dojść za pomocą obserwacji, kalkulacji i doświadczeń - swoich lub czyichś.

Może to brzmieć jak opowieść z kiepskiej produkcji pod tytułem "Czy boisz się ciemności", ale opowiem o doświadczeniu moich dalszych sąsiadów, którzy postanowili wywołać ducha. Na dodatek ducha samobójczyni.

Powód był poniekąd dość sensowny - syn chciał się dowiedzieć, dlaczego jego matka popełniła samobójstwo. Przykry temat, a jeszcze bardziej przykre konsekwencje. Skończyło się na tym, że trzech dorosłych mężczyzn uciekało na pola uprawne w biały dzień, twierdząc, że wywołane przez nich byty chciały wyrządzić im krzywdę. Parafię odwiedzał także egzorcysta (a wtedy było ich kilku na całą Polskę). Z fizycznych natomiast skutków seansu - wypadnięcie ze stresu brwi i częściowe wyłysienie (widzę tego dalszego sąsiada czasami, cały czas nosi nakrycie głowy, ech...).

Ezoteryk mógłby stwierdzić, że biorący udział w seansie byli niedoświadczeni i wywołali jakieś złośliwe byty (ze Sfer Niższych? ;)). I byłoby to chyba całkiem sensowne, jeśli brać pod uwagę to, iż inicjujący seans stwierdził, że do wywołania potrzebne są tylko proste słowa. Ot - wywołali to, co akurat miało ochotę na kontakt. Tu chciałbym trochę zaszpanować wiedzą podręcznikową o naturze magii. Otóż:

- laik rozgraniczy magię na czarną i białą, ktoś obeznany - na wysoką i niską

Magia niska to bazowanie głównie na emocjach. Nie wymaga przygotowania, wprawy, ani nauki. Seans spirytystyczny, o którym mowa "korzystał" właśnie z magii niskiej.

Magia wysoka to szkolona praktyka.

Jakby to ująć... Ujmę to łopatologicznie i bardzo dedekowo xD
Magia niska to zaklinacz. Magia wysoka to czarodziej. Chociaż zaklinacz powinien wtedy mieć słabsze moce :D:D:D

Ok, wracamy do powagi.
Magia niska to np. "Dziady", całkiem fajnie opisane przez Mickiewicza. Wszelakie bardzo proste zaklęcia typu "a kysz!", bazujące na wierze w to, że wypowiedzenie tego słowa z pewną dozą emocji potrafi odpędzić/zniechęcić ducha do dalszego kontaktu.

Magia wysoka to natomiast Faust. I sentencja "ja częścią tej siły, co wiecznie zła pragnąc - wiecznie czyni dobro".

Czarnoksięstwo było kiedyś dziedziną, jakiej się uczono na uniwersytetach. Za Wikipedią:

Czarnoksięstwo – działanie polegające na świadomym posługiwaniu się magią (domyślnie czarną magią) zdefiniowane przez Jakuba I w traktacie Daemonologie jako "powodowanie zjawisk nadnaturalnych nie za pozwoleniem Boga (cuda) lecz przy pomocy diabelskiej". Ten sam traktat dokonuje podziału "czarnoksięstwa" na: witch-craft (czary) i necromancy (nekromancję) za pomocą skutków tych działań: zmian materialnych (czary) bądź pozyskiwanie wiedzy (nekromancja).

Cóż, czarnoksięstwo zniknęło z uniwersytetów. Ciężko się dziwić, gdyż (za stroną "Necromancy in Charles Dexter Ward"):

The nature of the conversations seemed always a kind of catechism, as if Curwen were extorting some sort of information from terrified or rebellious prisoners.

I tu się zaczynają schody. Nekromancja szkodzi temu... "Czemuś", co się wywołuje. Jeśli są to zmarłe dusze - jest to nieetyczne.

Ogólnie zmierzając do pointy (w myśl: dlaczego spirytyzm ssie):

- bez szkolenia, umiejętności posługiwania się magią wysoką można zaszkodzić sobie, uczestnikom seansu, a nawet otoczeniu - także w sensie: miejscu czy przedmiotom/zwierzętom
- spirytyzm męczy dusze, które się wywołuje (nawiasem mówiąc - w sumie to nie dbam o to, czy w wierzysz w cokolwiek nadnaturalnego)
- ludzie uczestniczący w seansach spirytystycznych często potem popadają w depresję, nerwicę, nie mówiąc już o dziwnych zjawiskach w ich otoczeniu - czasem dematerializacjach, hałasach itp. (heh, w końcu to Poltergeist ;))
- nikt nie ma pewności, że uzyskane za pomocą spirytyzmu informacje mówią prawdę (być może jest to kontakt nie tyle ze zmarłymi, co z demonami, które zawsze wprowadzają w błąd)
- "szczęśliwi, którzy nie widzieli, a uwierzyli" (czy coś w ten deseń...). To zdanie biblijne, które np. bardzo wychwalam...

Nie potrzebuję się przekonywać, że istnieje życie pozagrobowe, gdyż w nie wierzę (teraz będzie trochę o Wicca).

W Wicca zakazane jest rzucanie klątw, złych uroków, nie wiem tylko jak ze spirytyzmem, ale biorąc pod uwagę to, że według Wiccan:

- człowiek po śmierci przez jakiś czas przebywa w zaświatach, lecz reinkarnuje się z powrotem na ziemię (metempsychoza, lecz bez możliwości inkarnacji w zwierzę, roślinę itp.)
LUB
- życie jako nawóz, bycie częścią ekosystemu, dopóki Ziemia nie zniknie

Ja się opowiadam za pierwszą możliwością.
Jest tu też kilka osób obeznanych z Wicca. Nie wiem jak oni odnoszą się do spirytyzmu, lecz w Wicca tradycyjnym jest on chyba akceptowany.

Cóż, dla mnie nie ma on większego znaczenia.

Na koniec - mała przestroga. Otóż wiele jest w Internecie instrukcji wywoływania duchów, które zawierają niezbyt rzetelne informacje. Np. że wskaźnik na tabliczce ouija powinien być "namalowany". Nie oszukujmy się - z pustego to i Salomon nie naleje, a przyklejoną do tabliczki farbą to i duch nie poruszy ;) Tak samo z wszelkiego rodzaju modlitwami, które mają "podziękować" duchowi za przybycie. To nie jest dramat romantyczny, a my nie jesteśmy bohaterami "Dziadów", by coś sprzecznego z wiarą chrześcijańską z nią łączyć. To, jak wywoływać duchy jest nawet z perspektywy dawnej, czarnoksięskiej wiedzy nauczanej niegdyś na uniwersytetach - często nadinterpretacją. A to, co się dzieje z nami po śmierci, jak wygląda "życie po życiu" - nawet dla ezoteryków pozostaje tajemnicą.
4
Notka polecana przez: de99ial, Eliash, Obca, WekT
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Wiron
   
Ocena:
+3
@de99ial
Nauka to nie tylko zbiór dostępnej wiedzy ale również procesy go powiększające oraz weryfikujące. A ci ludzie "wykraczający poza jej ramy" zawsze opierają się na wcześniej zgromadzonej wiedzy.
04-07-2013 19:47
KFC
   
Ocena:
+7
Ej nie offtopujcie, wiara i magia nie mają nic wspólnego z nauką, one są ponad te bzdury!
04-07-2013 19:53
de99ial
   
Ocena:
0
@Wirion
Wracamy do pytania: A co kiedy owi sceptycy trafiają na granice, w której nie ma innej odpowiedzi poza "niedorzeczną"?

PS. Klikając polecajkę KFC mam wrażenie, że nie przeczytałes ze zrozumieniem jego wypowiedzi :)
04-07-2013 19:58
Wiron
   
Ocena:
+1
@de99ial
Zależy od człowieka. Mogą wzruszyć ramionami i zainteresować się innym tematem. Mogą też wykłócać się z ludźmi w internecie, którzy twierdzą że akurat ich hipoteza jest prawidłowa.

Edit: Sorry, źle zrozumiałe pytanie. Oczywiście że krzyczą "TO NIEMOŻLIWE!!!" po czym popadają w obłęd nie mogąc udźwignąć brzemienia prawdy.
04-07-2013 20:04
Kumo
   
Ocena:
+1
@Kamulec:
Nikogo do niczego nie chcę i nie próbuję przekonywać, nie próbuję niczego udowadniać. Pozwoliłem sobie po prostu przedstawić mój pogląd na opisane w notce zagadnienie.

@Whitlow:
Są ludzie, usiłujący odtworzyć/dostosować do dzisiejszych czasów dawne religie. Czasami wychodzi coś sensownego, czasami szczeniackie popisy. Czasem pewnie czegoś doświadczają, czasem tylko skaczą wokół ogniska. Dla kogoś wygląda to jak wygłupy? No i co z tego? Rozumiem, że goście na ognisku przegięli. Ale z drugiej strony - gdyby ktoś w kościele rzucił peta na ołtarz w czasie mszy, to reakcja byłaby pewnie podobna. Ja w każdym razie bym się wnerwił. A przecież dla kogoś z zewnątrz ołtarz to tylko taki stolik z paroma świeczkami i naczyniami, przy którym gada bzdury facet w sukience.
04-07-2013 20:08
Rag
   
Ocena:
+3
Trochę offtop - ale znalazłem bardzo ciekawy quizz ze znajomości PŚ
http://quiz.cytatybiblijne.pl/
Warto się zapoznac ;)
04-07-2013 20:11
de99ial
   
Ocena:
0
@Wiron
A mnie uczono, że naukowiec odrzucający jakąś hipotezę, tylko dlatego, że "wygląda niedorzecznie" nie zasługuje na miano naukowca.

@Rag
Ikona na dole strony bardzo dużo mówi o jej pochodzeniu ;)
04-07-2013 20:14
Z Enterprise
   
Ocena:
+2
@de99ial

A wicca, spirytyzm, czy wahadełka, czy foliowe czapeczki stoją wobec siebie w sprzeczności? Z mojego punktu widzenia należą do tej samej kategori.

To o czym piszę to doznawanie miłości na poziomie zmysłów. To plus kilka reakcji biochemicznych w mózgu, które powodują produkcję kilku dodatkowych hormonów, których efekty uboczne można opisać np jako "motyle w brzuchu".

Co do doświadczania Boga - a, to spoko. Czyli nie wierzysz, bo nie musisz. Ty go po prostu doświadczyłeś, i wiesz że istnieje.
Jak mnie spotka coś takiego, i znajdę niezbite dowody, że nie byłem w trakcie doświadczenia np pod hipnozą, pod wpływem dragów albo jakiegoś paskudego wyżu plam słonecznych, to pewnie też uznam istnienie Boga. Lub boga. Co nie znaczy, że ci wierzę. ;)

co zaś do"granic poznania". Nie WIERZĘ w coś takiego. Nie zakładam, że kiedyś po prostu muszą skończyć nam się tłumaczenia i środki do analizy otaczającej nas rzeczywistości.
Wolę odrzucać mistyczne, magiczne, "niedorzeczne" tłumaczenia, oparte wyłącznie na wierze w to, że jest tak, jak komuś się wydaje.
Nie moja droga.
04-07-2013 20:15
whitlow
   
Ocena:
+2
@KFC
To proste. Jak wierzysz w Boga, to pójdziesz po śmierci do nieba. Jak wierzysz w ufo, to przez wieczność bedzie Cie szatan zmuszał do stosunków analnych w piekle. Oczywiście, Ty będziesz dziewoją. Jeszcze jakieś pytania z zakresu teologii, które Cię nurtują? Chętnie odpowiem.

@Kumo
No cóż, być może masz rację, jednak ja jako przedstawiciel typowego, ksenofobicznego, zaściankowego ciemnogrodu, prenumerujący Uważam Rze i Do Rzeczy, jestem innego zdania.
04-07-2013 20:17
de99ial
   
Ocena:
0
@Z
A wicca, spirytyzm, czy wahadełka, czy foliowe czapeczki stoją wobec siebie w sprzeczności? Z mojego punktu widzenia należą do tej samej kategori.

To skąd taka zadziwiająca konstrukcja zdania w poprzednim poście?

To o czym piszę to doznawanie miłości na poziomie zmysłów. To plus kolka reakcji biochemicznych w mózgu, które powodują produkcję kilku dodatkowych hormonów, których efekty uboczne można opisać np jako "motyle w brzuchu".

Ską masz pewność, że owe reakcje są przyczyną doznań a nie jedynie obserwowalnym skutkiem działania ducha? Bo nauka wbrew pozorom taka jednoznaczna jak twierdzisz nie jest.

Co do doświadczania Boga - a, to spoko. Czyli nie wierzysz, bo nie musisz. Ty go po prostu doświadczyłeś, i wiesz że istnieje.
Jak mnie spotka coś takiego, i znajdę niezbite dowody, że nie byłem w trakcie doświadczenia np pod hipnozą, pod wpływem dragów albo jakiegoś paskudego wyżu plam słonecznych, to pewnie też uznam istnienie Boga. Lub boga. Co nie znaczy, że ci wierzę. ;)


Biada więc Bogu, który szukałby z Tobą kontaktu przez Twoją szyszynkę. Wszak to jedynie gruczoł produkujący psychodelik i nic ponadto...

co zaś do"granic poznania". Nie WIERZĘ w coś takiego. Nie zakładam, że kiedyś po prostu muszą skończyć nam się tłumaczenia i środki do analizy otaczającej nas rzeczywistości.
Wolę odrzucać mistyczne, magiczne, "niedorzeczne" tłumaczenia, oparte wyłącznie na wierze w to, że jest tak, jak komuś się wydaje.
Nie moja droga.


Jesteś więźniem materializmu i w gruncie rzeczy jest to... smutne. Ale nic na to nie poradzę, poza nadzieją, że kiedyś uda Ci się wyjść poza Twoje granice poznania. Bo Twoja wiara w ich nieistnienie niczego nie zmienia :)

Powinienem teraz doprecyzować - granice poznania nie istnieja, ale w pewnym momencie człowiek musi zaakceptować coś, co kłóci się z materialistyczna wizją świata. Bo ta wizja jest granicą sama w sobie i dla wielu wyznacza granicę poznania :)
04-07-2013 20:21
Sznurek44
   
Ocena:
+3
"Vincent, tu właśnie źle rozumujesz. Bóg może zatrzymać kule, zmienić colę w pepsi, znaleźć moje kluczyki, ale przecież nie o to chodzi. To nieważne, czy był to cud spełniający wymogi cudu. Ważne to, że poczułem dotknięcie Boga. Bóg się w to wmieszał."
04-07-2013 20:24
Obca
   
Ocena:
0
*Why does God need a spaceship?!*
04-07-2013 20:37
Kumo
   
Ocena:
0
@zigzak:
sorry, że wetnę się w Twoją dyskusję z de99ialem, ale jeśli chodzi o różne dziwne rzeczy, z którymi miałem styczność lub sam praktykuję: są wśród nich rzeczy, wobec których jestem BARDZO sceptyczny (bo na wszelki wypadek niczego nie szufladkuję jako "kompletnej bzdury"), np. ufologia. Są rzeczy ewidentnie oparte na psychologii lub fizjologii, tyle że ktoś patrzy na nie przez pryzmat mistycyzmu. Albo zostały opracowane tak dawno (metodą prób i błędów, dzięki celnej obserwacji albo przebłyskowi geniuszu), że nikt wtedy jeszcze nie myślał o dzisiejszych teoriach naukowych. No i są rzeczy wykraczające poza "naukową normalność", które - z braku czegoś lepszego i dla wygody - tłumaczy się pojęciami i interpretacjami zaczerpniętymi m.in. z religii lub mistycyzmu. Najczęściej działają w połączeniu z "normalnymi" czynnikami (jak wspomniane wcześniej psychologia i fizjologia). Nie wydaje mi się, aby można było z czystym sumieniem założyć, że kiedyś, dzięki przypadkowi lub wieloletnim próbom i obserwacjom, nie znaleziono praktycznego zastosowania dla rzeczy, których dzisiejsza nauka jeszcze nie rozpracowała (i często postanowiła nie rozpracowywać, bo to tylko zabobony).

@Rag:
Kurcze, znam i uwielbiam ten test.
04-07-2013 20:54
Z Enterprise
   
Ocena:
+2
@de99ial - sorry, skrót myslowy. Chodziło mi o to, że każdy ma prawo do swojej wiary, więc i ja mam prawo do niewiary w hokuspokus i mumbojumbo.

Ską masz pewność, że owe reakcje są przyczyną doznań a nie jedynie obserwowalnym skutkiem działania ducha? Bo nauka wbrew pozorom taka jednoznaczna jak twierdzisz nie jest.

Nie mam. Nie mam też dowodów, że to coś więcej niż reakcje biochemiczne. Ale to nie znaczy, że muszę sobie to tłumaczyć jakąś niepojętą magią. Mogę poczekać, aż wiedza o zjawisku się poszerzy, alo zaakceptować jedną z teorii empirycznych na temat tego zjawiska, czekając na jej potwierdzenie. OStatecznie sam mogę zacząć badać to zjawisko, szukaac odpowiedzi.

dalej.
Biada więc Bogu, czy bogu, który wybrałby tak dziwaczny środek na komunikację ze mną. Tym bardziej, że podobny efekt potrafi osiągnąć sprytny anestezjolog kilkoma centymetrami koktajlu w strzykawce. Brzytwa Ockhama się kłania.

Jesteś więźniem materializmu i w gruncie rzeczy jest to... smutne. Ale nic na to nie poradzę, poza nadzieją, że kiedyś uda Ci się wyjść poza Twoje granice poznania. Bo Twoja wiara w ich nieistnienie niczego nie zmienia :)

Czy ja wiem? Mówisz o materialiźmie jak o realnym bycie, który może kogoś uwięzić. Atropomorfizujesz go, oswajasz, czynisz bardziej znanym. Prawie jak jaskiniowcy obłaskawiający pioruny.
Nie czuję się więźniem, tak jak osoba wierząca nie czuje się więźniem własnego świata wyobrażeń, w którym każdą nieścisłość, brak empirii, czy niezgodność wystarczy wyjaśnić działaniem "bytów wyższych" czy "niezrozumiałych mocy".

Co zaś do Twojego doprecyzowania - nie musi. Chyba że potrzebuje odpowiedzi od razu - wtedy zaczyna wymyślać sobie bogów, zapełnia luki we własnym poznaniu.
I myślę/uważam, że granice materialistyczne są dużo dalej niż jakiekolwiek granice światopoglądu opartego na wierze.
Choćby dlatego, że materialista potrafi zaadoptować się do nowych faktów, które wpływają na jego wiedzę o świecie, niż człowiek wierzący, który ma już zaprogramowany pełny światopogląd. Usunięcie z niego jakiejś cegiełki, na której opierał swoją wiarę, oznacza czasem rozsypanie się całej wizji świata, datego nie dopuszcza zmian w swoim światopoglądzie, nie akceptuje obiektywnej (choć niekompletnej) prawdy.
Dobry przykład to tzw. "chrześcijańscy archeolodzy", którzy co prawda uznają nowoczesne metody badania izotopem węgla, są w stanie pojąć ewolucję cywilizacji człowieka, ale jeśli jakiś paleontolog wspomni im coś o dinozaurach, to robią się agresywni, albo uciekają. :)
04-07-2013 20:59
Kumo
   
Ocena:
+1
Choćby dlatego, że materialista potrafi zaadoptować się do nowych faktów, które wpływają na jego wiedzę o świecie, niż człowiek wierzący, który ma już zaprogramowany pełny światopogląd

Ojojoj... Niestety, to nie jest kwestia materializmu i religii, ale umiejętności rewidowania własnego światopoglądu. Np. ja, jako osoba wierząca, cały czas dostosowuję swoją wizję świata do nowych doświadczeń. Jak rozumiem, Ty jesteś w stanie robić to samo jako materialista.
Niestety, naukowy światek też potrafi uparcie trzymać się niektórych poglądów, nawet kiedy jakiś naukowiec podaje dowody na ich błędność lub serwuje teorię lepiej przystającą do rzeczywistości...
04-07-2013 21:20
Z Enterprise
   
Ocena:
+1
A tu się zgodzę, z zastrzeżeniem, że człowiek nastawiony empirycznie do świata zrewiduje te poglądy łatwiej niż taki, który już sobie wszystko wyjaśnił wiarą.
04-07-2013 21:25
Obca
   
Ocena:
0
Ojej zaraz mi zarzucą typowe baskie zainteresowana/zachowania/wierzenia ale:

Spirytyzm, mistycyzm i religia jak i wiele innych wiar i filozofi istnieją dla czlowieka. By mu ulżyć by sprawić że poczuje się lepiej że wyjaśni mu to czego sam z różnych przyczyn nie może.

Przykład nawet jesli nie wierzę w tarota to nie znaczy że nie moge się cieszyć jak głupia i dopowiadać do tego co wyszło pasujące do ulożenia wydarzenia z mego życia. (Dla mnie na tym działa tarot.)

Tak samo jak religia daje nam poczucie bezpieczeństwa że po śmierci nie stracimy najcenniejszej żeczy dla żyjącej istoty czyli świadomości.

@Z Enterpise
Khe khe bez mistycyzmy nie było by nagich lasek tanczacych przy świetle księżyca w plenerze. (Tak tylko podaje dobre strony takich rzeczy w kategoriach dla ciebie)
04-07-2013 21:29
Kumo
   
Ocena:
+1
człowiek nastawiony empirycznie do świata zrewiduje te poglądy łatwiej niż taki, który już sobie wszystko wyjaśnił wiarą.

Tak samo jak taki, który uważa, że nauka ma monopol na prawdę i ślepo wierzy we wszystko, co ma na sobie pieczątkę naukowca. Tutaj też nie ma mowy o empiryzmie.
Dlatego mówi się, że nauka dla niektórych staje się religią.
04-07-2013 21:33
Z Enterprise
   
Ocena:
+2
Khe khe bez mistycyzmy nie było by nagich lasek tanczacych przy świetle księżyca w plenerze.

Ale takie w nightclubach tańcżace w świetle stroboskopów pewnie by były. A te wariatki spod księzyca zwykle po kulminacji chcą ci robić dredy, każą ci jeść trawę zamiast wołowinki... been there, done that. :)

Kumo - nauka nie wymaga wiary, więc trudno móiwć że ktoś "wierzy w pieczątki naukowców". Chyba że faktycznie, ktoś sobie z nauki zrobił religię, nie rozumiejąc procesów weryfikacji, obiektywizmu itd.
04-07-2013 21:40
Kamulec
   
Ocena:
+1
I tak doszliśmy do tego, że zigzak jest wyznawcą materializmu.

Stan wiedzy naukowej na dziś:
- nie wiadomo, czy istnieje wyższa forma życia od człowieka
- nie wiadomo, czy ktoś ingerował w kształt wszechświata silniej, niż ludzie
- nie wiadomo, czy istnieje cokolwiek poza naszym wszechświatem
- nie wiadomo, czy nasz wszechświat został przez kogoś stworzony, czy to celowo, czy przez przypadek
- religia została wykształcona w ramach ewolucji
- religijność jest uwarunkowana genetycznie

Jeśli ktoś jest wierzący i mu daje to szczęście, to w porządku - chce np. chodzić do kościoła, niech chodzi. Każdy spędza czas, jak lubi. Tylko nie ma sensu twierdzić, że któraś religia jest racjonalna.

Irytuje mnie arogancja niektórych chrześcijan, którzy twierdzą, że ich religia, mimo że wewnętrznie sprzeczna, jest bardziej sensowna od innych.
04-07-2013 21:50

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.