» Recenzje » Śpiew potępionych

Śpiew potępionych


wersja do druku
Śpiew potępionych
Teatr węży po cichu zyskał już czwarty tom, a Agnieszka Hałas po raz kolejny udowodniła, że należy do czołówki polskich fantastek (i fantastów). Po zakończeniu W mocy wichru można było się nieco obawiać, czy autorka nie spaliła zbyt wielu mostów za Krzyczącym w Ciemności, ale Śpiew potępionych pokazuje, że końcowe perypetie poprzedniej części stanowią ledwie punkt wyjściowy dla nowej intrygi

Jak kiedyś Scott Lynch w Na szkarłatnych morzach, tak Hałas uznała, że warto zmienić nieco scenerię przygód Keare’a i z dusznego Shan Vaola i jego tętniących życiem podziemi zabrała go na Wyspy Śpiewu. Choć autorka dość szybko i zgrabnie wyplątuje bohatera z wydanego na niego w poprzedniej części wyroku śmierci, to wskutek tego jego życie wcale nie staje się łatwiejsze, a zawarty ze srebrną maginią pakt wcale nie jest tak oczywisty, jak się wydaje. Dodatkowo, jak zwykle, okazuje się, że w intrygę wplątana jest Otchłań.

Zasadniczo można powiedzieć, że, poza zmianą scenerii, Śpiew potępionych kontynuuje recepturę poprzednich powieści. Przez długi czas Keare błąka się od poszlaki do poszlaki, nie do końca mając pojęcie o stawce gry, w której uczestniczy. Wokół niego kolejni gracze odkrywają swoje karty, Hałas pokazuje czytelnikowi niejako zza kulis kolejne elementy układanki pochodzące z większej całości, a na ostatnich pięćdziesięciu stronach akcja przyspiesza, dochodzi do starcia z głównym antagonistą i śmierci kilku mniej lub bardziej ważnych postaci. Szkielet książki jest zatem niemal identyczny jak w przypadku pozostałych części wydanej dotąd trylogii.

Hałas ponownie dba o postacie poboczne i tło swojej opowieści – wyspiarze, Akhania, piraci czy kilkoro innych już znanych czytelnikowi bohaterów mają głębię, ich wzajemne interakcje są sensowne, a wszystko to sprawia, że Siedem Krain to miejsce spójne i wiarygodne. Oczywiście również postać samego Krzyczącego zostaje obudowana kolejnymi detalami – autorka skupia się na jego więzi z Ereshem (która okaże się kluczowa dla całej fabuły) i ciągłym, choć pozornie nieco wygaszonym, konflikcie z Otchłanią. Nie są to jednak w żadnym wypadku rzeczy zaskakujące czy przełomowe dla tej postaci. Większość z nich była już sygnalizowana wcześniej, pod względem charakterologicznym także nie następuje u Krzyczącego żadna drastyczna zmiana, więc fani tej postaci dostaną dokładnie to, co lubią.

Trochę więc szkoda, że ostatnie kilka stron powieści sugeruje, że Keare wrócił niejako do punktu wyjścia – czy może raczej do stanu, w którym już kilkukrotnie na przestrzeni tego cyklu się znajdował. Z jednej strony, biorąc pod uwagę fabułę Śpiewu potępionych, jest to zgodne z wewnętrzną logiką opowieści, ale z drugiej strony, czytelnik pozostawiony zostaje z poczuciem déjà vu.

I to stwierdzenie chyba najlepiej pasuje do odczuć pojawiających się po lekturze książki. Jest dobrze zrealizowana, interesująca (także fabularnie), spełnia wiele kryteriów  definiujących dobry tekst, ale nowa, egzotyczna scenografia nie zakrywa przebijającej się spod niej powtarzalności. Czy to źle? Niekoniecznie, bo w końcu, cytując klasyka, najbardziej lubimy to, co już znamy, ale można zacząć się zastanawiać, czy Hałas odważy się spróbować czegoś nowego w kolejnym tomie.

7.5
Ocena recenzenta
8.5
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Śpiew potępionych
Cykl: Teatr Węży
Tom: 4
Autor: Agnieszka Hałas
Wydawca: Rebis
Data wydania: 18 czerwca 2019
Liczba stron: 132x202 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-8062-504-4
Cena: 39,90 zł



Czytaj również

Teatr węży
Nic nie jest tu czarno-białe
- recenzja
Dwie karty
Mało mroczny ten teatr
- recenzja
W mocy wichru
Wiatr rozwiewający popiół
- recenzja
Pośród cieni - Agnieszka Hałas
Alchemik w labiryncie mrocznych snów
- recenzja
Dwie karty - Agnieszka Hałas
Jeszcze jeden tajemniczy gość z amnezją
- recenzja
Harda Horda
Dwanaście niezwykłych opowiadań
- recenzja

Komentarze


godai
    Brune
Ocena:
0

On się nazywa Brune.

Bruno to ma na imię mój syn, który nie jest jeszcze aż tak znany.

02-10-2019 09:47
baczko
   
Ocena:
+1

Poprawione, dzięki za zwrócenie uwagi.

06-10-2019 13:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.