» Recenzje » Spider-Man: Shattered Dimensions

Spider-Man: Shattered Dimensions


wersja do druku

Bo jeden to za mało

Autor: Redakcja: Katarzyna 'Bagheera' Bodziony

Spider-Man: Shattered Dimensions
Czasami mam wrażenie, że niektóre gry odgórnie przeznaczane są tylko dla wąskiego grona odbiorców i szczerze mówiąc trochę mnie to boli. Nie chodzi o to, że tytuły, które mam na myśli są słabe, czy stworzone tylko po to, żeby wypełnić pewną niszę na rynku. Problem stanowi słaba promocja oraz zasięg informacji o nich. Od czasu do czasu zdarzy mi się trafić na taki tytuł i dziwić, czemu nie wpadł mi ręce wcześniej. Do owego grona należy również najnowsza gra o przygodach marvelowskiego Pajączka. Pojawienie się Spider-Man: Shattered Dimensions, bo o nim właśnie mowa, zostało oczywiście odnotowane, ale sama gra przeszła bez większego echa. Oczywiście wiedziałem wcześniej, że ta gra istnieje, ale cisza wokół niej nie napawała optymizmem. W końcu jednak trafiła w moje ręce, a oto wrażenia, jakie zostawił po sobie Człowiek Pająk.


Stary nowy pajęczak

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy, jest klimat. W końcu doczekaliśmy się Pająka, który zachowuje się jak nasz kochany komiksowy heros, a nie rozchwiany emocjonalnie fajtłapowaty bohater z przypadku z filmów Sama Raimiego. Spider-Man w każdej odmianie ma podobny charakter i sposób podejścia do życia – cięta riposta tu, sieć w twarz tam, a wszystko przeplatane radosnymi akrobatycznymi ewolucjami. Pod tym względem fani komiksu i jego animowanej wersji będą zadowoleni, powiem więcej – zachwyceni.

Ale zaraz, czy ja napisałem „w każdej odmianie”? No tak, właśnie tak zrobiłem i to nie z byle powodu. Zanim wytłumaczę dokładnie o co chodzi, muszę delikatnie przybliżyć fabułę. Wszystko rozpoczyna się od Mysterio, który chce ukraść z muzeum Tablicę Porządku i Chaosu, eksponat o dużej wartości. Oczywiście na miejscu pojawia się nasz przyjacielski sąsiad w czerwono-niebieskim wdzianku, który zamierza mu to uniemożliwić. W trakcie krótkiej potyczki tablica zostaje rozbita, a na scenę wkracza Madame Web. Jak łatwo się domyślić, nie był to zwykły zabytek, ale potężny artefakt, o czym główni aktorzy tej sceny nie mieli oczywiście pojęcia. Zniszczenie jej może doprowadzić do zagłady wszechświata, a jej fragmenty rozproszyły się po różnych wymiarach. Tak więc Spider-Man oraz jego wersje z innych rzeczywistości wspólnie wyruszą na poszukiwania szczątków.

Daje nam to możliwość przejęcia kontroli nad czterema wcieleniami Pajączka oraz lepszego poznania multiwymiarowego uniwersum Marvela. Pierwszym z nich jest oczywiście najbardziej znany i najstarszy, czyli Amazing Spider-Man. Drugi wymiar, jaki przyjdzie nam zwiedzić, to powstały w 1992 roku Spider-Man 2099. Wzrok Marvela sięga jednak nie tylko w przyszłość, ale i w przeszłość, gdyż następnym uniwersum, jakie nam zaprezentowano to Noir, czyli odpowiednik lat 30tych. Ostatnim, ale oczywiście nie najgorszym, jest Ultimate Spider-Man w swojej wersji z symbiontem. Brzmi nieźle prawda? Przyjrzyjmy się zatem samej rozgrywce.


Kung-fu pająk

Jak wszyscy wiedzą, to, co najlepiej robi każdy pogromca złoczyńców, to właśnie gromienie złoczyńców. Nie inaczej jest i tym razem, gdzie na drodze do kolejnych fragmentów tablicy stawać nam będą nieprzeliczone ilości różnej maści przeciwników. Każdy rozdział, a nie licząc tutorialu i epilogu jest ich 12, oferuje nam inny rodzaj wrogów, choć generalnie różnią się oni głównie wyglądem, wytrzymałością i ilością zadawanych obrażeń. Można podzielić ich na podstawowe kategorie – walczących wręcz, używających broni białej, używających broni dystansowej, bardzo silnych, wytrzymałych i powolnych „minibosów” oraz - w przypadku uniwersów 2099 oraz Ultimate - małych stworków wybuchających w pobliżu naszego herosa.

Ten dość zróżnicowany asortyment wszelkiej maści szumowin, przestępców i wynaturzeń wymusza stosowanie różnej taktyki, stylów walki i siły ciosów. A możliwości mamy sporo, gdyż w trakcie rozgrywki odblokowujemy kolejne ciosy, czy wzmacniamy te, które już posiadamy i oczywiście możemy je łączyć w spektakularne kombosy. Pod sam koniec naszemu herosowi nie dałby rady nawet pewna (Kung-fu) panda imieniem Po razem z pozostałymi adeptami i Mistrzem Shifu na czele. Oprócz tego każde z wcieleń Parkera specjalizuje się w czymś innym, mocno urozmaicając rozgrywkę. Amazing niesamowicie posługuje się sieciami i zamienia je w naprawdę groźną broń. Ultimate wykorzystuje w pełni dodatkową siłę, jaką daje mu symbiont. 2099 potrafi znacznie zwiększać swój refleks (bullet time), pojawiają się tutaj też fragmenty ze swobodnym spadaniem.

Za to Spider-Manowi lat 30tych należy się kilka dodatkowych słów. Jego główna bronią jest wtapianie się w cienie i ciche eliminowanie przeciwników. Sam Fisher ze Splinter Cell miałby w nim godnego przeciwnika. Oczywiście w walce wręcz też jest niezrównany, jednak większość przeciwników ma broń automatyczną, a Noir jest bardziej niż uczulony na ołów i wystarczy krótka seria z Tommy guna, żeby zakończyć sprawę. Tak więc przyjdzie nam skradać się po ścianach, sufitach i po cichu pozbawiać przytomności kolejnych zbirów. Wprowadzenie tak odmiennego stylu gry zadziałało naprawdę dobrze i dzięki temu Spider-Man: Shattered Dimensions nie jest tylko monotonnym slasherem.

Jednak jeśli chodzi o walkę to rozczarowuje jedna rzecz - finałowe starcie, które nie należy do najtrudniejszych i szybko można zorientować się, co należy robić, żeby wyjść z niego zwycięsko. W porównaniu z pozostałymi bossami Główny Zły wypada naprawdę blado. Na szczęście każdy pozostały rozdział kończy się co najmniej przyzwoitą potyczką, stanowiącą niezgorsze wyzwanie. Pokonanie takiego przeciwnika daje satysfakcję, szczególnie kiedy robi się to na najwyższym stopniu trudności.


Z wielką mocą, przychodzi wielkie co?

Wcześniej wspomniałem już o klimacie gry i jak dobrze oddaje ona oryginalną serię - jakby odcinając się od filmowej trylogii. Tak naprawdę twórcy wręcz częściowo wyśmiewają Parkera z filmów Raimiego, w udany sposób przedrzeźniając to, co oglądaliśmy na srebrnym ekranie. Choć prawdę mówiąc oberwało się też innym marvelowskim bohaterom, gdyż całość przepełniona jest wręcz smaczkami dla fanów tego uniwersum. Nie obeszło się bez ofiar w X-menach, po głowie dostał też Nick Fury, oczywiście nie dosłownie. Niemniej całość świetnie się prezentuje, dając wiele radość z samej gry i poznawania tego, co przygotowali dla nas deweloperzy.

Spider-Man: Shattered Dimensions jest jedną z nielicznych gier, w których rzeczywiście oglądałem na bieżąco wszystkie dodatkowe materiały, jakie odblokowywałem przechodząc kolejne rozdziały. W galerii bonusów znaleźć można oczywiście ciekawe grafiki oraz modele postaci, ale tak naprawdę zależało mi na biografiach postaci oraz dodatkowych kostiumach wraz z historią ich powstania. Do tego ilość odblokowanych materiałów jest zależna od poziomu trudności, na jakim przechodziło się dany rozdział. To dość dobrze motywuje, aby zabrać się za zabawę „na twardo”.

Skoro już mowa o odblokowywaniu alternatywnych kostiumów, warto przyjrzeć się samemu rozwojowi postaci, gdyż właśnie z tym jest to powiązane. Tym razem twórcy zaserwowali nam ciekawy mechanizm. Polega on na połączeniu modnych ostatnio wyzwań oraz klasycznego zbierania doświadczenia, choć tutaj nazywa się to ładnie esencją pająka. W każdym rozdziale mamy do zaliczenia 15 różnorakich zadań dodatkowych, takich jak pokonanie określonej ilości przeciwników w konkretny sposób, zrobienie czegoś w określonym czasie itp. Ilość dostępnych rozwinięć dla pajączka jest uzależniona właśnie od ilości zaliczonych wyzwań. Aby skorzystać z odblokowanych rozwinięć musimy je wykupić, przeznaczając na nie wspomnianą wyżej esencję pająka, którą zdobywamy na pokonanych wrogach, z rozrzuconych po lokacjach emblematach pająków i za samo zakończenie misji. Im więcej odblokowanych rozwinięć i wykupionych umiejętności, tym potężniejszy staje się nasz pajączek i więcej zabawy nam dostarcza. Tak więc tym razem z wielką mocą przyszła wielka zabawa.


Prawie idealny pająk

Chwała niech będzie twórcom, za zatrudnienie utalentowanych grafików, którzy odwalili kawał świetnej roboty. Każde z uniwersów ma swój charakter i przełożono to idealnie na grafikę. Amazing wygląda jak klasyczny komiks, tylko w 3D; Noir jest mroczny, przepełniony szarością i ciemnymi odcieniami brązu; 2099 można określić najlepiej stwierdzeniem „do bólu syntetyczny”; Ulitmate jest za to czymś pomiędzy Amazing a 2099. Oprócz tego każdy rozdział to inna rozległa lokacja, która nie jest tylko lekko przemodelowanym obszarem, jaki widzieliśmy już wcześniej. To bardzo duży plus, gdyż poszukiwanie kolejnych znajdek nie jest nudne.

Całkiem nieźle prezentuje się też udźwiękowienie, a aktorzy świetnie wywiązali się ze swoich ról. Wszystkie głosy jak najbardziej pasują do postaci i nie może to dziwić, skoro choćby w postać Spider-Mana podobnie jak w serialu wcielił się Neil Patrick Harris.

Niestety twórcy nie ustrzegli się też błędów, które potrafiły być co najmniej upierdliwe. Zdarzało się, że pająk wpadał do zamkniętych pomieszczeń, z których nie mógł się już wydostać, a przeciwnicy przelatywali przez ściany, żeby po chwili zmaterializować się za naszymi plecami. Jednak nie może równać się to z beznadziejną pracą kamery w trakcie wspinania się po ścianach, sufitach i innych rzeczach niebędących ziemią. Miała ona tendencję do ustawiania się w taki sposób, jaki przewidzieli twórcy, a nie jaki odpowiada w danym momencie graczowi. Przez to niespodziewanie zmieniał się kierunek, w którym poruszał się nasz pajęczak, czy traciliśmy widok na obserwowanego wroga i nie mogliśmy wykonać ataku (dotyczy to głównie Noir). Na szczęście nic więcej nie przeszkadza w beztroskim bujaniu się na pajęczynie oraz pozbawianiu przytomności kolejnych złych i niegodziwych stających na drodze naszego bohatera.


Heros roku

Muszę przyznać, że choć jest to zupełnie inny rodzaj zabawy, jest ona prawie tak samo dobra jak przy Batman: Arkham Asylum, a to naprawdę duże osiągnięcie. Dawno żadna gra nie zaskoczyła mnie tak pozytywnie jak Spider-Man: Shattered Dimensions. Activision pokazał, że można zrobić coś, co zadowoli fanów komiksu i przy okazji spodoba się pozostałym graczom. Nie jest to może bardzo ambitny tytuł, ale dający dużo satysfakcji i mający moc zakrzywiania czasoprzestrzeni, gdzie po pół godziny gry okazuje się, że spędziliśmy z padem w ręku parę godzin. Jego największym minusem jest fakt, że promocja była słaba i mało osób po niego sięgnęło. Mam jednak szczerą nadzieję, że po tej recenzji ten stan rzeczy zmieni się choć trochę.

Grę szczególnie polecam łowcom trofeów. Zdobywanie kolejnych osiągnięć przychodzi dość łatwo i nie jest, jak to często bywa, upierdliwe. Co ważniejsze, jeśli będziemy powtarzać jakiś poziom parę razy, wcale nie jest to irytujące i z przyjemnością ponownie staje się w szranki z wrogami. W przeciwieństwie do X-Men Origins: Wolverine, po uzyskaniu upragnionego 100% nie powiedziałem: dość, już więcej nie sięgnę po tę grę. Wiem, że za jakiś czas z przyjemnością znowu zacznę bujać się między wymiarami.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.5
Ocena recenzenta
7.5
Ocena użytkowników
Średnia z 4 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 2
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Spider-Man: Shattered Dimensions
Seria wydawnicza: Spider-man
Producent: Beenox Inc.
Wydawca: Activision Blizzard
Dystrybutor polski: Licomp Empik Multimedia
Data premiery (świat): 7 września 2010
Data premiery (Polska): 7 września 2010
Platformy: PC, Xbox 360, PS3, Nintendo Wii, Nintendo DS
Strona WWW: spidermandimensions.marvel.com/

Komentarze

string(15) ""

Gol
   
Ocena:
0
Dzięki, fajna recka.
27-01-2011 09:57
~manonthesilvermountain

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
'bullet time' a nie 'time bullet'
poza tym recenzja dobra;)
31-01-2011 16:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.