» » Spektrum

Spektrum


wersja do druku

O czym śnią androidy?

Autor: Redakcja: Michał 'von Trupka' Gola

Spektrum
Łzy Mai, pierwszy tom cuberpunkowej serii Czarne Światła, to kawał dobrej literatury fantastycznej. Interesująca fabuła, realistyczni, rozbudowani psychologicznie bohaterowie i złożony, barwny świat oferowały dużo pozytywnych wrażeń podczas lektury. Czy Spektrum, druga cześć cyklu, jest równie udana?

Redakcyjny blurb jednoznacznie sugeruje, iż Spektrum stanowi kontynuację Łez Mai, jednakże nie jest to do końca prawdą. Recenzowana powieść rozpoczyna się prawie w tym samym momencie co tom poprzedni, dosłownie kilka chwil przed masakrą w budynku Beyond Industries, ale wydarzenia te przedstawione są z perspektywy nie Jareda Quinna, a jego partnerki, androida Mai. Widzimy śmierć członków zespołu Quinna, akcję ratunkową, a później desperackie próby Mai aby powstrzymać zaawansowaną cyborgizację jej partnera, które ostatecznie doprowadziły do wydania na nią wyroku deaktywacji. Dużą część książki zapełnia też opis losów Mai po drugiej stronie Muru – jak udało jej się przetrwać, co skłoniło ją do prób konfrontacji z Quinnem, a także jak wygląda świat wygnańców i z czym muszą się na co dzień zmagać. Przez cały czas jesteśmy tez świadkiem narodzin samoświadomości i postępującej indywidualizacji replikantki, jej starań o zachowanie wewnętrznej równowagi i prób zapanowania nad całkiem nowymi doznaniami oraz potrzebami, a z czasem – jej zmagań z emocjonalnym chaosem towarzyszącym zażywaniu reinforsyny.

Mimo, iż pierwsze strony Spektrum mogą wywołać pewne zaskoczenie u czytelnika, a ponowna lektura o B-Day oraz rzezi urządzonej przez shakowane jednostki Easy Puppets może trochę męczyć, to reszta powieści rekompensuje początkowy dyskomfort. Ta książka nie stanowi dokładnego zapisu wydarzeń z Łez Mai ale przedstawionych z perspektywy innego ich uczestnika, bowiem podczas połowy (lub więcej) kluczowych momentów Spektrum Quinn był w śpiączce. To co w Łzach... było tylko wspomniane, albo czego można było się jedynie domyślać, tutaj staje się centralnym punktem fabuły, poszerzając perspektywę czytelnika i całkowicie zmieniając jego postrzeganie wielu zjawisk przedstawionych w części pierwszej.

Niebagatelne znaczenie dla całego cyklu ma też dogłębna introspekcja Mai. Temat ducha w maszynie lub innym tworze sztucznego pochodzenia nie jest niczym nowym, ale Raduchowska nie skupiła się tylko na rozważaniach na ten temat – ona wrzuciła czytelnika w sam środek psychiki replikantki. Wraz z nią doświadczamy zagubienia towarzyszącego nieoczekiwanym i niespodziewanym zmianom, radości z uzyskanej samodzielności, tęsknoty, samotności i bólu odrzucenia. Autorka z niezwykłym wyczuciem i w sposób naprawdę przekonujący pokazała proces wyodrębniania się autonomicznej jednostki z grupy podległej nadrzędnemu systemowi SI. O czym śnią androidy? O byciu takimi, jak ich stwórcy. Doskonałe imitacje ludzi, lecz pozbawione emocji i wolnej woli, w pewnym momencie odkrywają sposób, by stać wolnymi. To czy z niej skorzystają i to co zrobią z tą wolnością jest kwestią czysto jednostkową – zaś autorka zaprezentowała dość szerokie spektrum zachowań replikantów postawionych w obliczu wyboru.

Zgodnie z definicją słownikową spektrum to między innymi uporządkowany zbiór pewnych zjawisk rozpatrywany w ujęciu całościowym. Drugi tom Czarnych świateł daje właśnie taką perspektywę czytelnikowi, bowiem bez niej nie ma pełnego zrozumienia Łez Mai, gdyż tam widać jedynie niepełny, upośledzony i trochę wypaczony przez lęki i nienawiść Quinna obraz.

Nie należy też zapominać, że świat Mai i Quinna przedzielony jest Murem. Po jednej stronie jest New Horizon, pełne świateł, zdobyczy technologicznych i ludzi wciąż pragnących wymazać z pamięci wydarzenia towarzyszące Buntowi. Pod drugiej  – Dark Horizon, teren wygnańców, przeklętych, tych którzy zdradzili i stali się przyczyną niewyobrażalnego cierpienia. Ale to też miasto tych, którzy ogarnięci reinforsynowym szałem nie rozumieli co się z nimi działo i co czynią lub którzy omamieni rewolucyjnymi hasłami Equilibrium chcieli walczyć o lepszą przyszłość, a także tych jednostek, które dobrowolnie pozostały po drugiej stronie aby być ze swoimi najbliższymi. Dopiero ujęcie całościowe, łączące wrażenia z lektury Łez Mai i Spektrum pozwala zrozumieć złożoność świata Czarnych Świateł i zwodniczość raz powziętych założeń.

Jedynymi minusami recenzowanej pozycji są chwilowe spadki tempa akcji w drugiej części książki. Momentami Raduchowska tak bardzo skupia się na analizie psychologicznej protagonistki, że zapomina o podtrzymaniu dynamiki, podobne zjawisko można też zauważyć kilkakrotnie, gdy autorka wdaje się w bardzo szczegółowe opisy świata przedstawionego i rządzących nim praw. Nie jest tych momentów na szczęście aż tak dużo, aby negatywnie wpłynęły na ocenę całego tomu, jednak są one zauważalne.

Spektrum to książka którą powinien przeczytać każdy fan dobrej fantastyki, jednakże nie sposób rozpatrywać jej w oderwaniu od Łez Mai – dopiero razem tworzą one całość. Interesująca historia, rozbudowany, przemyślany i spójny świat przedstawiony, a także złożone, realistycznie sportretowane postaci czynią z obu powieści prawdziwą czytelniczą gratkę.

8.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Spektrum
Cykl: Czarne światła
Tom: 2
Autor: Martyna Raduchowska
Wydawca: Uroboros
Data wydania: 3 października 2018
Liczba stron: 416
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-280-4524-8
Cena: 39,99 zł



Czytaj również

Spektrum
- fragment
Harda Horda
Dwanaście niezwykłych opowiadań
- recenzja
Łzy Mai
Warstwy pod warstwami warstw
- recenzja
Demon Luster
Nim pochłonie cię niebyt
- recenzja
Demon luster
- fragment

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.