» Recenzje » Sniper Elite V2

Sniper Elite V2


wersja do druku
Autor: Redakcja: Marigold

Sniper Elite V2
Snajper to prawdopodobnie jeden z najbardziej znienawidzonych zawodów świata. Niezależnie, czy mamy do czynienia z prawdziwym żołnierzem, czy też jedynie serwerowym camperem, żaden nie chciałby wpaść żywcem w ręce wroga.

Dlaczego darzymy strzelców wyborowych tak wielką niechęcią? Prawdopodobnie, dlatego że budzą strach. Wyobraźcie sobie, że kiedy beztrosko popalacie papieroska, myśląc o niebieskich migdałach, gdzieś tam kilometr dalej w absolutnej ciszy leży facet, który za chwilę, jednym ruchem palca, może posłać was na tamten świat.


Coś się kończy, coś się zaczyna

Jest rok 1945. II Wojna Światowa dobiega końca. Armia ZSSR szturmuje Berlin, ścigając nędzne niedobitki wojsk Hitlera. Los III Rzeszy jest przesądzony, ale nie oznacza to końca napięć. Niemieccy naukowcy poczynili ogromne postępy w dziedzinie technologii militarnej, powołując do życia między innymi prekursorów dzisiejszych pocisków balistycznych – rakiety V2. Na szczęście dla aliantów ta przerażająca broń powstała zbyt późno, by realnie wpłynąć na losy wojny. Jej niszczycielski potencjał spowodował jednak, że USA i ZSRR rozpoczęły wyścig o rekrutację nazistowskich wynalazców, by wykorzystać ich wiedzę do stworzenia własnych programów rakietowych.
W Sniper Elite V2 wcielamy się w strzelca wyborowego, członka OSS (Office of Strategic Services), którego zadaniem jest likwidacja tej części jajogłowych, która ponad współpracę z Wujem Samem postawiła ciepłe pielesze Matrioszki Rosiji.

Fabuła najnowszej produkcji brytyjskiego studia Rebellion nie należy do najambitniejszych. Który to już raz dzielny amerykański chłopiec samotnie ratuje świat przed zagładą? Co gorsza, sposób prowadzenia historii także nie zachwyca – przed misją słuchamy raptem kilku zdań briefingu - z grubsza określającego nasze cele. Ten minimalizm dość szybko doprowadza do tego, że przestajemy się orientować, na kogo właściwie polujemy i dlaczego. Jeszcze gorzej prezentuje się kreacja głównego bohatera – tak nudnej, płaskiej i wypranej z charyzmy osobowości próżno szukać nawet w polskim sejmie. Rozumiem, że snajper powinien zachowywać ciszę i nie może co pięć minut rzucać złośliwymi ripostami w stylu Graysona Hunta z Bulletstorm, ale jego nijakość doprowadziła do tego, że do tej pory nie mam pojęcia, jak facet miał na imię.

Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ale za zaletę Sniper Elite V2 należy uznać powrót do realiów II Wojny Światowej – charakterystyczny klekot MP-40 i gardłowe krzyki hitlerowców wywołają uśmiech na twarzach nieco starszych graczy, którzy pamiętają jeszcze drugowojenny boom z przełomu lat 90.-00..


Król headshotów!

Choć fabularna strona Sniper Elite V2 leży i błaga o coup de grâce, to powiedzmy szczerze, że dylematy moralne nie są przecież głównym miernikiem jakości shooterów. Elementem decydującym o ich klasie jest to, czy są w stanie dostarczyć użytkownikowi frajdę z anihilacji wrażych zastępów. Trzeba przyznać, że gra Rebellionu robi to naprawdę rewelacyjnie. Każdy miłośnik oglądania świata przez lunetę snajperską będzie szczerze zachwycony dość realistycznym odwzorowaniem balistyki pocisku. Na najwyższym poziomie trudności (który z całego serca polecam fanom militariów), przed oddaniem strzału należy wziąć poprawkę na odległość i na wiatr. Co ciekawe, siły ani kierunku tego ostatniego nie pokazuje żaden element interfejsu – musimy bacznie obserwować teren i kierować się wskazówkami, jakie oferuje przyroda - na przykład dymem. Pewną rolę odgrywa także przyjęta pozycja – leżąc o wiele łatwiej zapanować nad drżeniem rąk. Uważniejsi spostrzegą także drobne różnice wynikające ze specyfiki konkretnego egzemplarza broni. Istotna jest zwłaszcza prędkość wylotowa pocisku – amerykański Springfield M1903 (osiągający około 850 m/s) jest znacznie mniej podatny na warunki atmosferyczne niż niemiecki Gewehr 43 (około 750 m/s).

Jeśli czujecie, że to wszystko przesadnie komplikuje sprawę, to zawsze możecie skorzystać z tutejszego odpowiednika bullet-time’a. O ile puls snajpera nie przekracza 80 uderzeń na minutę (chwilę wcześniej nie powinniśmy biegać ani znajdować się pod ostrzałem), możemy wstrzymać oddech, co spowolni nieco czas, przybliży wroga i udostępni dodatkowy, uwzględniający niezbędne poprawki celownik.

Autorzy wyszli ze słusznego założenia, że po tak wielu trudach związanych z celowaniem należy nam się sowita nagroda. Wyjątkowo udane strzały uruchomią animację ukazującą w zwolnionym tempie majestatyczny lot kuli, a następnie chwilę, kiedy trafia w przeciwnika. W tym momencie zaczyna się zabawa dla chłopców (i nielicznych dziewczynek) o mocnych nerwach. Przyjdzie nam bowiem podziwiać spustoszenia, jakie wywołuje pocisk wewnątrz ciała postrzelonego – łamane kości, pękające czaszki, mielone płuca i serca, a nawet wypadające oczy – to wszystko podane w realistycznej, nieprzesadzonej konwencji. Zapewniam, że po tym widowisku wielu z nas już nigdy nie spojrzy na popularny headshot w stary, bezrefleksyjny sposób.


Rambo-snajper

Jeśli powyższe akapity wywarły na was wrażenie, że w przypadku Sniper Elite V2 mamy do czynienia z czymś na kształt symulatora strzelca wyborowego, to muszę was zmartwić. Mimo że do naszej dyspozycji oddano możliwość przenoszenia ciał zabitych, a nawet odwracania uwagi patroli przy pomocy tradycyjnego ciskania kamyka, to ciche przekradanie się pomiędzy wrogami, eliminacja celu, a następnie szybka ewakuacja jest w zasadzie niemożliwa. Prędzej czy później natrafimy bowiem na sytuację, która wymusi otwartą potyczkę. Jeśli wcześniej staraliśmy się omijać wrogów, to teraz zwali się nam na łeb połowa mapy. Tym samym jakiekolwiek skradanie przestaje mieć rację bytu. Rozsądniejsze wydaje się zajęcie wysoko położonej pozycji i bezlitosne wystrzelanie przeciwników w tym nawet – uwaga – czołgów (twórcy wmawiają nam, że strzał w zewnętrzny bak paliwa powoduje eksplozję całej maszyny – gdyby jeden pocisk mógł wysadzić czołg, po jaką cholerę go budować?). Wielka szkoda, bo takie kwiatki skutecznie rujnują całkiem niezły klimat.

Sztuczna inteligencja wrogów budzi mieszane uczucia. Z jednej strony, kiedy tylko zdadzą sobie sprawę z naszej obecności, natychmiast szukają osłon oraz biegną do stacjonarnych karabinów maszynowych, by przydusić nas ogniem, podczas gdy część z nich będzie starała się nas obejść z flanki, z drugiej jednak, kompletnie nie radzą sobie ze skutecznym wypędzaniem nas z wysoko położonej pozycji – jeśli tylko uda nam się doczołgać do jakiejś dzwonnicy, stajemy się absolutnymi królami świata i w miarę bezstresowo kosimy całe tabuny fryców. Największe dziwa wyprawiają się jednak wtedy, gdy zaczynamy strzelać z pistoletu z tłumikiem (w tej roli brytyjski Welrod). Nie dość, że śmierć jednego szkopa nie budzi najmniejszego niepokoju w jego stojącym pięć metrów dalej towarzyszu, to na dodatek możemy oddać 3-4 strzały w pojedynczego żołnierza, zanim ten zorientuje się wreszcie, że stał się obiektem ataku i podniesie alarm.

Jednym z największym mankamentów gry jest niedopracowany system zapisu. Checkpointy zostały rozmieszczone wyjątkowo nieudolnie - niejednokrotnie zostaniemy zmuszeni do powtarzania długich (nawet dwudziestominutowych) fragmentów rozgrywki, by chwilę później gra zapisywała się dosłownie co dwa kroki. Najgorsze jest jednak to, że trwały zapis na dysku konsoli dokonuje się jedynie między misjami. Oznacza to, że jeśli wyłączymy grę w połowie zadania w nadziei, że po ponownym jej uruchomieniu zaczniemy od ostatniego checkpointa, to spotka nas srogie rozczarowanie i konieczność ponownego rozpoczęcia całej misji. Zważywszy na to, że część potrafi trwać ponad godzinę mamy do czynienia z dość poważnym problemem.


Dwóch to już tłok

Sniper Elite V2 dysponuje trybem dla wielu graczy. Najbardziej oklepanym, choć ciągle najzabawniejszym, jest wspólne przechodzenie kampanii fabularnej – powstrzymywanie hitlerowców i Rosjan do spółki z kompanem może się podobać, choć gra staje się wtedy odrobinę zbyt łatwa. Pozostałe tryby to Team Deathmach, Kill Tally (tutejsza Horda), Bombing Run (zbieranie części do zepsutego samolotu) i Overwatch (jeden gracz przyjmuje rolę spottera, a drugi zajmuje się eliminacją celów). Niestety tryb da wielu graczy nie porywa – wyraźnie daje się odczuć, że jest niejako wepchnięty na siłę – nie wywołuje emocji i nie stara się przyciągnąć nas na dłużej - zapomnijcie o odblokowywaniu skórek, broni czy choćby beretek.

Sniper Elite V2 to jedna z tych gier, które mimo ogromnej ilości wad (przygłupia SI, beznadziejny system zapisu i słabiutka fabuła) potrafią przykuć do ekranu na dłużej. Świetne odwzorowanie balistyki, satysfakcjonujące przedstawienie charakterystyki poszczególnych karabinów oraz REWELACYJNE animacje okraszające najbardziej udane strzały, nie pozwalają przejść obok gry obojętnie. Czy warto ją kupić? Po cenie premierowej z pewnością nie, ale warto „ustrzelić” ją w ramach jakiejś promocji.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
7.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Sniper Elite V2
Seria wydawnicza: Sniper Elite
Producent: Rebelion
Wydawca: 505 Games
Dystrybutor polski: Licomp Empik Multimedia
Data premiery (świat): 1 maja 2012
Data premiery (Polska): 8 maja 2012
Platformy: PS3, Xbox 360, PC
Strona WWW: sniperelitev2.com



Czytaj również

Sniper Elite 4
Rentgenem w nazistów
- recenzja
Graliśmy w Sniper Elite 4
Śmierć w Wenecji
Sniper Elite III: Afrika
Prosto w serce
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.