» Recenzje » Shank

Shank


wersja do druku

zemsta będzie słodka

Autor: Redakcja: Marigold

Shank
Czasy, kiedy królowały automaty oraz Atari i Commodore już dawno minęły. To jednak nie oznacza, że twórcy zapomnieli o charakterze produkcji, które tak mocno przyciągały gromady ludzi przez ekran. Mieliśmy okazje pograć w kilka części Metal Slug, Street Fighter 4, Trine czy odświeżone Bionic Commando Rearmed. Teraz nadszedł czas na dzieło, niemal w stu procentach nawiązujące stylistyką do klasyków z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Przed Wami Shank.


Nowa meksykańska telenowela

Nie bez powodu wprowadziłem retrospekcyjny wstęp, gdyż gra Klei Entertainment jest arkadówką powstałą w technice 2D i polega na chodzeniu w lewo lub w prawo (tudzież w górę i w dół). Fabuła jest niesamowicie banalna i każdy w mig załapie, o co w niej chodzi. Tytułowy bohater pragnie dokonać krwawej zemsty na ludziach, którzy ośmielili się porwać jego ukochaną, a jego potraktowali ołowiem i pozostawili na pastwę losu. Jednak przestępcy gorzko się rozczarują, licząc, że kostucha upomniała się o Shanka. I tak przemierzamy liczne poziomy, brutalnie likwidując oprawców. Brutalnie w pełnym tego słowa znaczeniu, gdyż na ekranie non stop tryskają hektolitry krwi i przedstawiane są obrazy z okrutnymi egzekucjami wrogów.


Mściciel

Shank to nie byle chłoptaś, który myśli się rozczulać nad każdym, kto stanie na jego drodze. Przepełniony furią robi odpowiedni użytek z uzbrojenia, tak z broni białej, jak i palnej. Na początku posiada noże, pistolety oraz piłę mechaniczną. W trakcie dalszej przygody odnajdzie strzelbę, uzi, maczetę, miecz samurajski i łańcuch, który owinie wokół pięści. Otoczony przez bandziorów, może cisnąć granatem, który utoruje mu drogę. Czasami dostaniemy w swoje łapska potężne maszyny śmierci, takie jak miotacz ognia, granatnik lub minigun. Wielką zaletą jest to, że można nimi nieźle poszatkować zbirów, ale niestety tracimy je w momencie skoku. System walki jest naprawdę ciekawy. Bohater potrafi wykonać szereg efektownych kombosów. Na przykład przy pomocy piły mechanicznej wybijamy przeciwników w powietrze i faszerujemy pociskami z pistoletów. Innym razem naskakujemy na nich i z dzikością w oczach dziurawimy maczetą albo po prostu ładujemy granat w ich brzydką gębę.


Dziesięciu na jednego?

Gierka prezentuje dość wysoki poziom trudności (zwłaszcza, gdy wybierze się ten najwyższy), a to za sprawą dużej ilości oponentów atakujących z każdej strony. Wrogowie różnią się nie tylko wyglądem (napotkamy dresiarzy, napakowanych ochroniarzy, kobietki z ostrymi nożami i wściekłe dobermany), ale też tym, czym zadadzą nam ból i żywotnością. Przy większych gabarytowo musimy nieźle się namęczyć, by odesłać ich na tamten świat. Najbardziej charakterystyczni i ciekawie wykreowani są jednak bossowie. Powalczymy z zapaśnikiem, rzeźnikiem, drapieżną damulką z ostrą jak brzytwa kataną. Do pokonania każdego trzeba przyjąć odpowiednią taktykę. Szkoda tylko, że po znalezieniu słabego punktu zabawa robi się prosta i wystarczy powtórzyć trzy czy cztery razy sekwencję i problem z głowy.


Prawie jak Prince of Persia

Niekiedy zajdzie konieczność odłożenia giwer na bok i potrzeba wykazania się akrobatycznymi zdolnościami. Shank, niczym Książę Persji, biega po ścianach lub się od nich odbija, wspina się po belkach i zjeżdża po platformach, by w odpowiedniej chwili wyskoczyć i uniknąć nadziania na kolce. Jest to fajna odskocznia od ciągłej i pełnokrwistej wymiany ognia.


Jak to się zaczęło

Warto wspomnieć o trybie kooperacji, który niejako poprzedza wydarzenia z kampanii dla pojedynczego gracza. Jedna osoba przejmuje kontrolę nad tytułowym bohaterem, natomiast partner w zabawie wciela się w Machete, niezwykle impulsywnego osobnika. Razem wykonuje się manewry na nieprzyjaciołach, starając się doprowadzić do realizacji zleconego zadania. Największym minusem jest to, że zarówno zabawa w co-op, jak i w głównym wątku niezmiernie szybko się kończy. Przejście całości zarówno w jednym, jak i drugim trybie, na średnim poziomie trudności, nie powinno zająć więcej niż cztery godziny.


Dwuwymiarówka nie taka brzydka

Wielkim zaskoczeniem była dla mnie komiksowa oprawa graficzna. Nie sądziłem, że dwuwymiarówka będzie wstanie zadowolić moje oczy. Tło, niczym ręcznie malowane, w połączeniu ze współczesnymi bajerami (efekty świetlne), przykuwa uwagę. Meksykańskie miasteczko, baza wojskowa, fabryka czy wielka willa mafijnego bossa są w stanie oddać specyficzny klimat tego typu miejsc. W sumie nie bez powodu nasunęła mi się na myśl twórczość Quentina Tarantino czy Roberta Rodrigueza. Dobre wrażenie zrobiły na mnie również jakość animacji postaci oraz dobrane głosy w filmikach.


Niezła przygoda tylko dla dorosłych

Produkcja dostarcza sporo intensywnej rozrywki, jednak jest przeznaczona tylko dla dorosłych z powodu brutalnej treści. Grę można nabyć za pomocą Steam, jednak cena niespełna pięćdziesięciu złotych (dziesięć euro), może wydawać się nieco za wysoka za tak krótką zabawę. Ci, którzy się skuszą, nie powinni się zawieść. Byłbym bardzo zadowolony, gdyby twórcy mieli w planach stworzenie bardziej rozbudowanego sequela.


Plusy:
  • dynamiczna walka
  • akceptowalna brutalność
  • oprawa audiowizualna
  • wciąga
  • wysoki poziom trudności

Minusy:
  • króciutka
  • dość wysoka cena

Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
8.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie grają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie gram
Tytuł: Shank
Producent: Klei Entertainment
Wydawca: Electronic Arts
Data premiery (świat): 26 października 2010
Nośnik: dystrybucja on-line (Steam)
Strona WWW: shankgame.com
Platformy: PC
Sugerowana cena wydawcy: 9,99€
Tagi: Shank



Czytaj również

Shank
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.