string(15) ""
» Blog » Seriale, czyli co warto obejrzeć:
18-03-2016 22:34

Seriale, czyli co warto obejrzeć:

W działach: seriale | Odsłony: 630

Do wpisu tego natchnął mnie Szaman Fetyszy, który jak twierdził wypadł z serialowego obiegu i chciał, by mu coś polecono. Podejrzewam, że osób nie śledzących trendów na współczesnym, telewizyjnym rynku może być więcej. Podobnie jak ludzi, którzy mogliby być zainteresowani tą formą rozrywki, gdyby wskazać im co oglądać.

Dlaczego warto oglądać seriale?

Pomimo, że wielu osobom w Polsce słowo „serial” kojarzy się (tak jak moim kolegom z pracy) albo z niezbyt ambitnymi produkcjami w rodzaju „Klanu” czy „Złotopolskich” albo małymi, tanimi i zwykle kiepskimi komediami pokroju „Świata według Kiepskich” czyli produkcjami drugorzędnymi wobec kina, to właśnie w tym gatunku moim zdaniem działy się w przeciągu ostatnich 10 lat najciekawsze rzeczy. Sytuacja taka jest wynikiem narodzin współczesnego pokolenia wysokobudżetowych, a jednocześnie nierzadko inteligentnych produkcji.

Współcześnie serial pełni mniej-więcej tą samą funkcję, którą kiedyś przypisywano anime. Czyli dłuższej opowieści, o złożonej tematyce, inteligentnej oraz wymagającej uwagi, dojrzałej fabule. Powiedziałbym wręcz, że ewolucja obydwu gatunków przebiegała w zgoła odmiennych kierunkach: o ile japońska animacja od lat rozwija się w stronę coraz większego majtkowiska, odchodząc od dojrzałej tematyki, tak serial amerykański dojrzewał i okrzepł, z jednej strony traktując widza poważniej, z drugiej: nie zatracając przy tym swego rozrywkowego charakteru.

Kolejną zaletą tego typu produkcji są wysokie nakłady przeznaczane na ich wykonanie. W rezultacie otrzymujemy więc produkcje widowiskowe, dobrze zrealizowane, w których jest na co zawiesić oko. Czasy, gdy akcja produkcji ograniczała się do jednego czy dwóch pomieszczeń w studio już dawno minęły.

Czego się spodziewać?

Pierwsza rzecz o której koniecznie należy napisać: podobnie jak anime „serial nowej generacji” posiada pewien „próg wejścia”, który może odstraszać niektórych widzów, przy czym jest on zawieszony niżej niż działo się to kiedykolwiek w wypadku japońskiej animacji. Niemniej jednak tematyka i sposób produkcji może odstraszać część osób przyzwyczajonych do typowej telewizyjno-hollywoodzkiej tematyki. Niestety (albo na szczęście) oglądając tego typu produkcje należy przygotować się mentalnie na widok:

- Krwi i cycków: powiedzmy wprost: produkcje HBO czy History nie nadają się raczej do tego, by oglądać je z babcią, w szczególności jeśli jest kobietą kościółkową. Nie nadają się też, by pokazać je rodzicom, gdy mamy 14 lat, a pokazanie ich dziewczynie, albo oglądanie z dziećmi gdy jesteśmy już dorośli też nie musi być dobrym pomysłem. Dzieje się tak dlatego, że produkcje te są bardzo śmiałe jeśli chodzi o prezentowanie erotyki, przemocy i śmierci. Niejednokrotnie też próbują szokować widza sposobami ich pokazania albo też przyciągać go do ekranu poprzez apelowanie do jego najniższych instynktów.

Nie powiem: moim zdaniem jest to ich zaletą. Niemniej jednak nie każdemu musi odpowiadać tak duża liczba, często bardzo mocnych scen. Tak więc nie polecałbym ich osobom o konserwatywnych poglądach, słabych nerwach i często żołądkach.

Jeśli jednak cenicie dorosłe, męskie kino i filmy w rodzaju Terminatora, Gladiatora, Obcego czy Braveheart to jest to gatunek dla was.

- Biedy: po drugie, mimo wszystko seriale mają dość ograniczone zasoby finansowe. Przykładowo: budżet pojedynczego sezonu Wikingów to około 40 milionów dolarów. Czyli tyle, co niezbyt drogiego filmu w Hollywood. Przekłada się to niestety na realizację, która niekiedy wymaga poświęcenia wizji na rzecz przyziemności.

Oczywiście współczesne seriale są dużo lepiej zrealizowane niż ich bracia z lat 90-tych, o produkcjach do których przyzwyczaiły nas polskie stacje telewizyjne nie wspominając. Wciąż jeszcze daleko im jednak do rozmachu filmów kinowych i jest w nich jakaś kameralność.

Należy więc przygotować się na nagłe ataki kiepskiego CG jak w Spartacusie, dziesiesięcioosobowe bitwy, jak w The Borgias czy floty złożone z trzech okrętów, jak w The Vikings czy Black Sails.

- Rozbudowanej fabuły: „serial nowej generacji” w odróżnieniu od tego, do czego przyzwyczaiły nas dawniejsze formy nie ma epizodycznej struktury i nie jest tworzony na zasadzie „monster of the week”. Oznacza to, że pojedyncze odcinki nie są zamkniętymi całościami, które opowiadają o jednej przygodzie. Nie da się ich oglądać wybiórczo, po prostu omijając niektóre odcinki.

Należy zauważyć też, że produkcje takie nie powstają (w odróżnieniu do anime) w formacie 1x12 lub 1x24, a normą są serie o długości 4 do 7 sezonów.

- Niewielkiej podaży: w odróżnieniu od tradycyjnego serialu oraz anime serial nowej generacji jest mimo wszystko produkcją dość elitarną. Nie znaczy to, że ogląda go sama elita, tylko po prostu, że są to bardzo drogie produkcje, na które nie stać każdej telewizji, wydawane są więc w niewielkich ilościach. O ile w anime normą jest, że na początku kwartału wychodzi 50-60 serii, tak tych „nowej generacji” jest dużo mniej.

- Śmierci bohaterów: współczesne seriale, podobnie jak niegdyś kino dość rozrzutnie szafują życiami swoich bohaterów. Oczywiście najbardziej typowym przykładem może być tu Gra o Tron, ale The Walking Dead oraz Black Sails dotrzymują jej pola. W szczególności te dwa ostatnie słyną z wprowadzania postaci tylko po to, by te mogły zginąć.

Niemniej jednak nie oznacza to, że – skoro ktoś długo pozostaje na ekranie – to jest nieśmiertelny. Ich dramatyzm polega między innymi na tym, że niektóre postacie odchodzą.

Lista godnych polecenia produkcji:

Przejdźmy do listy tytułów, którym moim zdaniem warto poświęcić czas:

10) Zakazane imperium:

Serial gangsterski, którego akcja osadzona jest w okresie dwudziestolecia międzywojennego i prohibicji. Przenosimy się do turystycznego miasta Atlantic City, żyjącego z hazardu i przemysłu rozrywkowego, a rządzonego przez skorumpowanych urzędników, na czele których stoi przebiegły, ale i czarujący Enoch „Nucky” Thompson.

Streszczenie fabuły w zasadzie oddaje to, o czym jest serial. Otrzymujemy więc opowieść gangsterską o budowie podziemnego imperium, w której pierwsze skrzydła gra wiele najbardziej wpływowych postaci świata przestępczego lat 20-tych i 30-tych. Sama postać Nuckyego wzorowana jest na Enochu Johnsonie, wieloletnim skarbniku hrabstwa Atlanic City.

Ogromną zaletą produkcji jest jego rozmach, poziom dbałości o szczegóły oraz liczba kostiumów, jakie pojawiają się na ekranie.

Wadą, która sprawia, że umieściłem go tak nisko jest natomiast powoli malejące tempo. Serial niestety wytraca prędkość od trzeciego sezonu, a ostatni z nich jest już po prostu rozczarowujący.

9) The Walking Dead:

Jeśli mówimy o serialach kostiumowo-fantastycznych, to nie można nie wspomnieć o Żywych Trupach, niezwykle popularnej opowieści o grupie ocaleńców, którzy usiłują przeżyć w opanowanym przez Zombie świecie. Umieszczam go nisko na swoim prywatnym rankingu, ponieważ, oparte na bardzo cenionym komiksie o tym samym tytule „Żywe trupy” są moim zdaniem serialem nienajlepszym.

Jego zaletą oczywiście jest widowiskowość, charakteryzacja i rozmach. Wadą, że ponownie: bardzo szybko, bo już w drugim sezonie traci tempo. Większe znaczenie od żywych trupów zaczynają mieć natomiast problemy międzyludzkie: bandyci, domorośli dyktatorzy, kanibale, romanse, byłe żony... Serial szybko staje się więc (jak określił to kiedyś mój kolega) mieszanką kinematografii brazylijskiej z makabrą, idąc tropami, którymi wcześniej poszła Terra Nova (serial o dinozaurach, gdzie więcej było problemów nastolatków, niż dinozaurów). Razi także zwyczaj wprowadzania nowych postaci tylko po to, by zapewnić mięso armatnie.

Z drugiej strony: jak już pisałem bardzo dużymi zaletami tej serii jest widowiskowość, wysoki budżet oraz charakteryzacja, które pozwalają przymknąć oczy na scenariuszowe luki.

8) The Borgias:

„Rodzina Borgiów” jest trzecią i ostatnią produkcją z kategorii „tak, ale” na tej liście. Przenosimy się do XVI wiecznego Rzymu, by śledzić grzeszny żywot jednej z największych kanalii na papieskim tronie (jeśli kogoś zniesmacza, że tak mówię o papieżu, to niech wpisze sobie „uczta kasztanów” w Google), kardynała Rodrigo Borgii (znanego pod papieskim imieniem Aleksego VI), jego nader licznych nałożnic oraz potomstwa. Świętokupstwo, symonia oraz nepotyzm to tylko jedne z licznych grzechów tego człowieka.

Ogólnie rzecz biorąc serial jest bardzo dobry, a jego tematyka pomysłowa. Zdumiewa też postać samego Rodrigo, bohatera zdecydowanie nie demonicznego, chwiejącego się między rozwiązłością i bojaźnią bożą, zdecydowanie dwuznacznego i skomplikowanego.

The Borgias są zdecydowanie najlepszym serialem „małej trójki” i prawdopodobniej namawiałbym na niego zdecydowanie goręcej, gdyby nie jeden problem: otóż skończyli się zbyt wcześnie. Produkcja cieszyła się dużą popularnością, jednak po prostu była droga. W efekcie więc odpowiedzialna za nią stacja telewizyjna zdecydowała się zrezygnować z niej po trzecim sezonie.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


earl
   
Ocena:
0

Oczywiście współczesne seriale są dużo lepiej zrealizowane niż ich bracia z lat 90-tych,

Za to z przyjemnością do nich powracam po raz n-ty (jak "JAG", "Drużyna A" czy "MacGyver"). Natomiast seriale współczesne mnie nudzą zazwyczaj.

19-03-2016 09:13
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+1

Sądzę, że decydujące znaczenie ma tu sentyment, a nie sama jakość tych seriali, które oglądasz po raz kolejny.

19-03-2016 09:26
earl
   
Ocena:
0

Pewnie tak. Ale dziwnym wydaje mi się, że nie mogę nabrać takiego sentymentu do seriali współczesnych. Może dlatego, że mało teraz oglądam telewizji. Wyjątkiem od reguły jest "Sherlock", chociaż czy to jest serial?

19-03-2016 09:28
Plegier
    Aj waj!
Ocena:
0

Na liście brakuje mi True Detective. Miałeś okazję obejrzeć?

21-03-2016 10:41
Siman
   
Ocena:
0

Oprócz TD jeszcze Fargo. Świetna rzecz, przynajmniej pierwszy sezon (drugiego nie widziałem jeszcze).

21-03-2016 12:29
Bakcyl
   
Ocena:
0

Pierwszy sezon Fargo to zmarnowany potencjał i wielkie rozczarowanie. Pierwszy odcinek zapowiada nam naprawdę dobry serial, jednak później jest nieciekawie, a całość kładzie na łopatki dziewiąty odcinek, który jest zupełnie nielogiczny. Nie polecam.

Drugi sezon jest znacznie lepszy. Bardziej klimatyczny i lepiej zrealizowany, choć też brakuje mu trochę do tego, by serial uznać za świetny. Warto go jednak obejrzeć. Tym bardziej, że z sezonem pierwszym nie ma nic wspólnego, więc to całkiem inna historia.

 

The Walking Dead to syf, tak samo jak Breaking Bad. Od tego ostatniego znacznie lepiej zapowiada się Better Call Saul, choć obejrzałem dopiero pierwszy sezon i mam podstawy przypuszczać, że też zechcą zrobić z niego niepotrzebnie tasiemca.

 

21-03-2016 14:59

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.