» Artykuły » Felietony » Selekcja i dawkowanie informacji

Selekcja i dawkowanie informacji


wersja do druku

Qchnia artystyczna #13

Autor: Redakcja: Michał 'M.S.' Smętek
Ilustracje: Vermiliona

Selekcja i dawkowanie informacji
Domeną literatury fantastycznej jest tworzenie nowych światów i alternatywnych rzeczywistości. Może nie dotyczy to wszystkich zaliczanych do tego gatunku dzieł, ale na pewno zdecydowanej większości (wyjątkiem pozostaje horror, w którym nie jest to powszechne). Czy to rozgrywające się w Neverlandzie fantasy, czy podróż na obcą planetę i wizja przyszłości w science fiction − zawsze w grę wchodzi tak zwany world-building, który w szczególności upodobali sobie adepci pióra.

Sęk w tym, że kluczowe jest nie tylko wpadnięcie na pomysł wykreowania jakiejś oryginalnej rzeczywistości, ale także przekazanie tej wizji czytelnikom. I tutaj zaczynają się schody. Byłbym bogaty, gdybym dostawał złotówkę za każde opowiadanie, w którym autor na wstępnie zalewa odbiorcę dziesiątkami imion (a każde następne bardziej dziwaczne od poprzedniego), mnóstwem pokręconych nazw miast i krain, które w większości trudno wymówić, a co dopiero zapamiętać, że o sosie informacji o aktualnej sytuacji politycznej, którym to wszystko jest doprawione, nie wspomnę… Może to wynika z niecierpliwości? Młody twórca ma dobry, według niego, pomysł, więc chce się nim jak najszybciej pochwalić? A może to dlatego, że większość w ogóle zaczyna myśleć o opowiadaniu właśnie w kontekście świata, a nie opowiadanej historii (powszechna fascynacja epickimi wizjami, choćby Śródziemiem)? Tudzież adept pióra pragnie w ten sposób przyciągnąć czytelnika, na wstępie pokazując to, co ma najlepsze.

Jednakże odkrywanie wszystkich kart w pierwszych akapitach jest zgubne. W fantasy czytelnik może po prostu nie połapać się w tej plejadzie Sparhawków, Aragornów, Gandalfów i Gedów. W najlepszym wypadku będzie potrzebował kilku stron, żeby to sobie poukładać, w najgorszym zniechęcony odłoży tekst. W science fiction natomiast może nie tyle chodzi o zagubienie w na przykład wizji zaawansowanej technologicznie przyszłości czy obcej planety, co zbyt szybkie użycie największych atutów.

Świetnym przykładem umiejętnego dawkowania informacji jest ostatnio czytany przeze mnie cykl Yggdrasill. W nim to Wawrzyniec Podrzucki opisuje przedziwny świat przyszłości, w którym ludzkość mieszka na gigantycznych Drzewach zwanych Megastrukturami. Zamiast jednak zacząć od nakreślenia ich genezy, w Uśpionym Archiwum autor wchodzi raczej w konwencję powieści przygodowej, nad wyraz skąpo dzieląc się z czytelnikami informacjami. Skutek? Przez cały trzytomowy cykl największy wyróżnik serii, czyli owy szeroko zakrojony world-building, bynajmniej się nie nudzi. Gdyby Podrzucki popełnił charakterystyczny dla młodych twórców błąd i już w pierwszej części wdał się w szczegóły historii i funkcjonowania Drzew, w drugim i trzecim tomie stanowiłyby one li tylko kuriozalne elementy scenografii. Tymczasem nawet pod koniec finalnej odsłony cyklu, Mostach wszechzieleni, Megastruktura zachwyca.

Równie przewidujący okazał się Paolo Bacigalupi. W swojej debiutanckiej powieści The Windup Girl nie tylko przenosi czytelnika w niedaleką przyszłość, z zupełnie nowym układem geopolitycznym Ziemi, ale także umiejscawia akcję w południowo-wschodniej Azji, a co za tym idzie − wprowadza obcą kulturę. I on także, podobnie jak nasz rodak, nie zaczyna od wyjaśnień; wszystkiego dowiadujemy się w swoim czasie, mimochodem, bowiem większość informacji trzeba wyławiać z dialogów, wspomnień i przemyśleń postaci (podobnie robił Michael Chabon w Związku Żydowskich Policjantów). Daje tym samym czytelnikowi okazję do samodzielnego poskładania obrazu ze znalezionych strzępków, przez co lektura jest dużo bardziej ekscytująca. Do samego końca.

Ważna, obok dawkowania, jest także selekcja informacji. To nie dotyczy już tylko world-buildingu, ale opisów w ogóle. Byłbym nawet skłonny stwierdzić, że należy stosować zasadę: co za dużo, to niezdrowo. Jak słusznie zauważył Jeffrey Ford podczas spotkania w Warszawie, wiele rzeczy czytelnik może sobie dopowiedzieć; w pewnym sensie odbiorca jest współtwórcą dzieła literackiego, które czyta, ponieważ w swojej wyobraźni "dobudowuje" te elementy scenerii, których autor nie opisał w tekście. Nie ma więc większego sensu wyliczanie wszystkich znajdujących się w danym pokoju sprzętów, wystarczy kilka rzeczy zasugerować; można najwyżej odnieść się do elementów charakterystycznych, resztę pozostawiając czytelnikom. Skupianie się na wystroju izby, uzbrojeniu wojownika (nagminne!) czy ubioru postaci nie jest czymś złym, ale należy podchodzić do tego z rozsądkiem.

Przede wszystkim trzeba jednak traktować czytelnika jak przynajmniej równego sobie i nie tłumaczyć mu wszystkiego jak krowie na rowie. Nie powinno się go także przysypywać tonami zbędnych informacji; zgodnie z zasadą Marka S. Huberatha, mimo iż autor ma obowiązek nakreślania niezwykle precyzyjnej i szczegółowej wizji, na papier powinien przelać tylko to co niezbędne.



Czytaj również

O marzeniach
Qchnia literacka #15
Z planem czy na żywca?
Qchnia artystyczna #14
Mina przeciwpiechotna
Qchnia artystyczna #12
Ucieczka w dialogi
Qchnia artystyczna #11
Pisałem kiedyś powieść. Emocje.
Qchnia artystyczna #10
O bohaterach. Część 2
Qchnia artystyczna #9

Komentarze


Maciej Szraj
    ...
Ocena:
0
Dla przykładu u nas, z przedstawianiem świata bardzo dobrze poradził sobie Feliks W. Kres, który w "Księdze całości", poszczególne krainy rozdzielił na oddzielne tomy.
20-03-2010 13:18
Aktegev
   
Ocena:
0
Czy będą jeszcze następne teksty z cyklu Qchni? I ewentualnie kiedy można się ich spodziewać?
30-04-2010 21:08

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.