string(15) ""
» Blog » Scylredi
09-12-2012 19:53

Scylredi

W działach: Kane, Wagner, systemy autorskie | Odsłony: 274

Scylredi


I powiadam Wam raz jeszcze: nie budźcie żadnego z nich, jeśli nie umielibyście wygnać go z powrotem, bowiem on zaś może wezwać coś przeciw wam, a wtedy wasze najpotężniejsze sposoby na nic się nie zdadzą.
...List od Jedediasza Orne;
H. P. Lovecraft, “Sprawa Charlesa Dextera Warda"



Na stronach "Pajęczyny utkanej z ciemności" Karl Edward Wagner wykreował obraz najbardziej chyba przerażających z potworów, jakie możemy znaleźć w jego dziełach o Kane. Dysponujące niepojętą technologią, krwiożercze, inteligentne i prastare morskie istoty - Scylredi.
Nazwa Scylredi, a także sam wygląd potwora Wagner zapożyczył najprawdopodobniej od greckiej Scylli, potwora morskiego, który pojawia się m.in. w Odysei Homera, choć nie jest wykluczone, iż większym natchnieniem była dla niego twórczość H.P. Lovecrafta, który był jednym z jego ulubionych autorów. Zwłaszcza, iż na początku swojej książki Wagner umieścił cytat pochodzący z dzieła Lovecrafta.

Scylredi zamieszkiwali Starą Ziemię na bardzo długo przed tym jak rasa ludzka pojawiła się na planecie. W czasach gdy olbrzymie oceany zajmowały większość globu i tylko kilka, pokrytych prymitywną dżunglą kontynentów wyłaniało się z ogromu wód, w bezmiarach tych kipiących życiem głębin narodziła się jedna z największych cywilizacji przedludzkiej ziemi. W okolicy wyspy Pellin, która nie wyłoniła się jeszcze wtedy ze słonych wód oceanu wznieśli swoje najwspanialsze, podwodne miasta, których ruiny znaleźć można jeszcze wśród skalistych wysp archipelagu Thovnsia.
Scylredi byli niezwykłą rasą, dziwną nawet jak na tamte, odległe czasy i nie sposób określić jednoznacznie skąd się wzięli. Może byli kaprysem jakiegoś zapomnianego boga, wybrykiem ewolucji lub przybyszami z innego świata. Nawet w najstarszych pismach, w tym słynnych dziełach Alorri-Zrokrosa próżno szukać jednoznacznej odpowiedzi na temat ich proweniencji.
Bez względu jednak na pochodzenie pewne jest, iż Scylredi byli przepotężnymi istotami, których wspomniany pisarz przyrównuje do bogów. Panowali nad naturalnymi i nadprzyrodzonymi mocami, znali sztukę pradawnej magii i mieli niezwykle rozwiniętą wiedzę z dziedziny nauk fizycznych. Na swój użytek potrafili wykorzystywać pradawne morskie potwory, znane dziś tylko z legend, a ich wiedza techniczna i naukowa pozwalała im na budowę ogromnych łodzi podwodnych, w których przemierzali morza antycznego świata. W tym czasie na ziemi żyły też inne, wysoce rozwinięte istoty, z którymi Scylredi prowadzili wojny.
Scylredi oraz inna rasa starych istot – Krelranie - prowadzili szczególnie wyniszczająca wojnę, która w rezultacie przyczyniła się do upadku obydwu ras. Wpaniale bazaltowe twierdze Scylredi, potwory, którym rozkazywali i techniczne cuda nie były w stanie uratować ich przed straszliwym końcem. Broń o niewyobrażalnej mocy, użyta przez obydwie ze stron sprawiły, że czarne, monumentalne budowle Scylredi obróciły się w żużel. Wiele z ich łodzi zostało zniszczonych, a i sami Scylredi przetrzebieni. Kataklizm, który uderzył w ziemię zaraz potem dokończył dzieła zniszczenia. Ziemia zatrzęsła się, góry wypiętrzyły się z dna mórz, a wody zapadły w bezdenne rowy oceaniczne. Cofające się morza, odsłaniające lądy ukazywały raz po raz relikty pradawnej rasy. Ci ze Scylredi, którzy przeżyli kataklizm nie byli w stanie odbudować cywilizacji swego ludu. Powolny proces rozmnażania się rasy i drastyczne zmiany w wyglądzie świata doprowadziło w końcu do tego, iż Scylredi przestali pojawiać się na kartach historii, której nowe rozdziały należały do raczkującej rasy ludzi.
Resztki pozostałych przy życiu Scylredi ukryły się w głębinach Sorn-Ellyn, na północ od miejsca, które dziś jest Pellinem gdzie stoi jedna z najwspanialszych budowli starego świata. Zamieszkała przez ludzi forteca Dan-Legeh.

Z wyglądu Scylredi nie przypominają niczego co żyje dziś na ziemi. Przypominają nieco postać ludzką lecz są niemal półtora raza większe od człowieka. W miejscu nóg, posiadają sześć czarnych macek, uzbrojonych w przyssawki, zdolne wyssać krew z każdej żywej istoty, a zamiast głowy niewielkie wzniesienie z trzema parami oczu. W górnej części korpusu też posiadają macki. Otwór gębowy, umieszczony w groteskowej "głowie" to nic więcej jak wielka, bezzębna dziura. Nie służy on bowiem do odżywiania się ale do zasysania wody, która wypuszczana u podstawy korpusu pozwala Scylredi błyskawicznie poruszać się pod wodą.
Mimo swego zwierzęcego wyglądu, Scylredi byli niezwykle inteligentną rasą, zaznajomioną z nauką i techniką. Potrafili też porozumiewać się z niektórymi ludźmi za pomocą pewnego rodzaju telepatii.
Wagner opisał też w swojej książce wygląd jednej z ofiar Scylredi. Człowiek znaleziony przez Kane`a miał białe rozdęte ciało, które pokrywały paskudne blizny po przyssawkach. K.E. Wagner porównał je do śladów jakie pozostawił by na ciele rozgrzany do białości łańcuch.
Stwory, które im służyły zostały w większości unicestwione podczas wielkiej wojny Scylredi i inną starsza rasą lecz kilka najstraszniejszych z nich zdołało przetrwać w głębinach Sorn-Ellyn. Olbrzymie, podobne do gigantycznej kałamarnicy Oraycha, których skojarzenie z funkcjonującym w fantastyce obrazem krakena jest bezbłędne, to straszliwi słudzy Scylredi. Posłuszne ich woli potrafiły wciągać pod wodę całe statki i były największym postrachem mórz.

Do najwspanialszych osiągnąć technologicznych cywilizacji tych morskich istot należały zapewne, wspomniane wcześniej łodzie podwodne zaopatrzone w niezwykłe systemy napędowe oraz jedną z najstraszliwszych broni jaką świat widział kiedykolwiek. Łodzie były olbrzymie, większe nawet od wielorybów, metalowe, wąskie i długie. Kształtem zbliżone do łzy. Owalne wypukłości wokół rufy, wykonane z półprzeźroczystego metalu lub dziwnego kryształu emitowały bladozielone światło. Dzięki bliżej nieokreślonemu systemu napędowemu, łodzie te potrafiły pływać z olbrzymią prędkością. Nie wydawały przy tym żadnych dźwięków poza niskim buczeniem, a za sobą pozostawiały kłęby pary co sugerowało, iż ich system napędowy generował duże ilości ciepła.
Czarne, matowe wypukłości umieszczone na bokach statków potrafiły miotać jaskrawofioletowymi strumieniami energii, które spopielały lub topiły wszystko w co trafiły, a ich zasięg był imponujący. Łodzie były niemal niezniszczalne, ani tarany, ani kamienie, ani ogień nie był w stanie ich uszkodzić. Wrażliwym punktem był tylko system napędowy, po trafieniu w który łodzie eksplodowały.
Niewiele takich statków pozostało do dyspozycji Scylredi gdyż wiedza o tym jak je budować uleciała z ich umysłów w czasie niezliczonych wieków. Te kilka, które im pozostały, mimo, że energia napędzająca je jest na wykończeniu stanowi jednak straszliwe zagrożenie dla każdego wroga.

Sorn-Ellyn, czyli miejsce gdzie zamieszkują ostatni ze Scylredi, to rów morski w okolicach morza zachodniego, na północ od Dan-Legeh wznoszącej się na wyspie Pellin. W dawnym języku Sorn-Ellyn oznacza Bezdenne Morze i rzeczywiście nikt nie wie jak głęboki może być rów. Nikt nie wie też o samym istnieniu Scylredi, choć mieszkańcy okolicznych wysp wierzą, iż w morskich głębinach Sorn-Ellyn kryje się coś straszliwego. Opowieści o zielonych, podwodnych światłach, buczących dźwiękach i potworach wciągających pod wodę całe statki sprawiają, iż żeglarze wolą nadłożyć wiele mil drogi i omijać te złowrogie wody.

Komentarze


   
Ocena:
0
Straszniejszy był krwawnik i... Galthea
09-12-2012 20:11
Savarian
   
Ocena:
0
IMO "Krwawnik" był ciekawszy, to mja ulubiona część. Bardziej dotykał interesujących mnie elementów (kosmos, istoty z innych światów, magia vs kosmiczna siła, Starsze Rasy itp.) jeśli jednak chodzi o upiorność potworków, to Rillyti nie byli straszniejsi od Scylredi ;)
09-12-2012 21:05
Avaron
   
Ocena:
0
Heh, ile to już lat kiedy ostatnio czytałem Kane'a... Zainspirowałeś mnie jak skończe to co czytam, to chyba zrobię sobie szybką przebieżkę po Wagnerze :)
09-12-2012 21:20
whitlow
   
Ocena:
0
Kurczę, ciekawe. A ja byłem jakoś zrażony słysząc opinie, że to grafomaństwo, te Kejny. Więc pytanie. Czy warto i czego się po tym spodziewać. Uwielbiam Lovecrafta i wykręconych obcych z innych wymiarów. Powinno się spodobać?
09-12-2012 23:14
Savarian
   
Ocena:
0
@ Avaron
12 grudnia przypada 67 rocznica urodzin Karla więc polecam zasiąść z książką i szklaneczką Jacka Danielsa ;)

@ whitlow
Ja obiektywnie Ci nie napisze czy warto. Sam bardzo lubię H.P.L. i w "Krwawniku" odnalazłem pewne podobieństwo lub nawiązanie do Lovecraftowskich bytów z innych wymiarów i światów.
Jeśli podoba Ci się w HPL nie tylko treść ale i nie odrzuca Cię forma, archaiczny dziś styl pisarski i nieprzystający do realiów XXI w. język może się nie zawiedziesz.
Dla osób, które zaczynały przygodę z fantastyką od, dajmy na to, Martina proza K.E. Wagnera będzie ciężka do docenienia. To są utwory sprzed niekiedy 40 lat. Nie maja szans konkurować z dzisiejszymi. Dla mnie jednak mają to coś co nie pozwala mi się od nich uwolnić od ponad dekady ;)
09-12-2012 23:44
Avaron
   
Ocena:
0
Pod względem grafomaństwa naprawdę cieżko przebić Lovecrafta, jak wytrzymałeś Samotnika to i z Wagnerem sobie poradzisz :)

W każdym razie nie jest to powieściopisarstwo najwyższych, możliwych lotów. Trochę się już zestarzało, a i tłumaczenie z lat 90 też jakoś specjalnie mu nie pomogło.

W sumie to zabawne jak to się kiedyś czytało z wypiekami rzeczy, na które dziś nawet by się nie spojrzało. Ot klęska urodzaju na rynku wydawniczym :)
09-12-2012 23:45
   
Ocena:
+1
Kane'y są tragicznie tłumaczone.


Akurat najlepsze pomysły Wagnera to Galthea mściciel, Yngolos i Wapirzyca + Lynortis. Kane'y wprawdzie zasługują na nowego autora, bo ich potencjał nie był wykorzystany.
10-12-2012 10:11
Bo-Lesław
   
Ocena:
0
Ja tam do grafomaństwa nic nie mam. HPL'a czyta się mi całkiem przyjemnie ale przez Kane'y nigdy nie przebrnąłem. Nie wiem co było gorsze grafomania czy tłumaczenie.

Z gorszych tłumaczeń przypominam sobie chyba tylko jedno "Tarzan wśród małp " z 1989 . Gdy zamiast kwestii na ją czekałem (Ja Tarzan ty Jane) zobaczyłem "Ja Tarzan ty Janina", odłożyłem książkę. Podobne przeżycia miałem z Kane'm jeśli nie ukazało się coś nowego to odradzam.
10-12-2012 15:53
Cooperator Veritatis
   
Ocena:
+1
Zarówno Wagner, jak i Lovecraft nie mieli szczęścia do tłumaczy. :P Nie wiem, jak mam ocenić Kane'a, bo przemawia przeze mnie sentyment; czytałem go mając 12 lat i dość mocno wrósł w mój kanon fantasy (i pal licho, że to sword & sorcery^^). Choć z drugiej strony, Kane'a jestem w stanie przeczytać i dzisiaj, a darzony podobnym sentymentem Sapkowski już dawno został przeze mnie odrzucony ze wstrętem.

Jeśli w miarę podoba się twórczość Lovecrafta i opowiadania o Conanie Howarda, to myślę, że Kane może przypaść do gustu.
10-12-2012 17:33
Szary Kocur
   
Ocena:
+2
Zawsze czułem się dziwny, kiedy mówi mi się, że jest ,za dużo opisów" czy, że styl jest ,,archaiczny". Mi nigdy nie sprawiało to problemów. ,,Nowoczesne" pisarstwo mnie męczy-jest jakieś takie jednolite, bezpłciowe.

Kane'a nigdy nie czytałem, ale odnośnie ,,Tarzana i Janiny" powiem, że kiedyś tak się tłumaczyło. Nieprawdaż, Jerzy Waszyngtonie?

Tłumacze niejednokrotnie posuwali się dalej. Mam gdzieś przedwojenne tłumaczenie Chestertona, w którym Pan Grabowki liczy liście na drzewach wzdłuż Alei Jerozolimskich.
10-12-2012 19:08
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Kane się nie podoba, to do Miltona wio - w oryginale oczywiście.
10-12-2012 20:03
Ketrid2
   
Ocena:
0

Marzy mi się ekranizacja Kane'a. Na Film Webie była wzmianka iż niejaki - Producent Lauren Moews zakupił prawa do ekranizacji opowiadań Karla Edwarda Wagnera opublikowanych w tomie "Cień Anioła Śmierci", których bohaterem jest wojownik o imieniu Kane - najpopularniejszy antybohater gatunku fantasy.
Najpierw Moews zamierza zekranizować opowiadanie zatytułowane "Chłód mego serca". Jeśli film zostanie dobrze przyjęty przez publiczność powstaną kolejne "Miraż" i "Zimne światło".

...tylko że jakoś do tej pory nic z tego nie wyszło...

Jeśli chodzi o Scylredi to w niedokończonej powieści Wagnera pt. "In the wake of the night" jest opis okrętu bardzo podobnego do okrętów Scylredich z "Pajęczyny Ciemności". Okręt ten spoczywał na płyciźnie wybrzeża do którego z Carsultyalu przybył z ekspedycją Ketrid - postać o której jest wzmianka w Krwawniku. Był on wielkim odkrywcą i wizjonerem "świtu ludzkości", próbującym ocalić dorobek przedludzkich ras i wykorzystać go dla dobra rodzaju ludzkiego. Ketrid po odnalezieniu wraku okrętu (Scylredich?) zamierza go "przywrócić do życia" (okręt był doskonale zachowany, zbudowany z nieznanego stopu metalu i nosił ślady uszkodzenia przez tajemniczą niszczycielską siłę) nadając mu przy tym nazwę Yhosal - Monyr - co w Starej Mowie (Gigantów? - patrz "Zachód dwóch słońc") oznacza Light Reborn (tłumaczyć to można na kilka sposobów). Fragment kończy się na (szalonym wg. jego ludzi) zamiarze Ketrida, więc nie wiadomo jak zdołał sobie z tym poradzić i czy Kane odegrał w tym jakąś rolę. Ostatecznie w jakiś sposób mu się to udało i odbywał na nim podróże do odległych brzegów, a jego towarzyszem został w którymś momencie Kane. Nie towarzyszył jednak Ketridowi w jego ostatniej wyprawie z której ów nigdy nie powrócił. Pozostaje tylko żal, że Wagner nie zdążył dokończyć tej powieści.

16-07-2015 00:25
Ketrid2
   
Ocena:
0

Last track from the "Generator" album (2006, released 2011).
Inspired by novel "Darkness Weaves" by Karl Edward Wagner.


https://www.youtube.com/watch?v=nuRALL9tajw

 

28-07-2016 19:28

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.