» Recenzje » Ściśle tajne

Ściśle tajne


wersja do druku

I po co ten grading?

Autor: Redakcja: Marigold

Ściśle tajne
O pracownikach tajnych służb nakręcono już tyle filmów, że trudno by się ich było doliczyć. Od Jamesa Bonda po Sandrę ’Miss Agent’ Bullock. Poważne (Dobry agent), z przymrużeniem oka (Szpiedzy tacy jak my) czy też niekoniecznie realne (Z archiwum X). Zdawać by się więc mogło, że ustalono już pewne szablony tworzenia traktujących o nich produkcji.

Billy Ray postanowił nakręcić film wpisujący się w poważną gałąź kina szpiegowskiego. Jego Ściśle tajne ma wszystko, czego potrzeba dobrej produkcji: ciekawy scenariusz (oparty na faktach), dobrą obsadę, niemały budżet i sprawnego operatora. Bynajmniej nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z dziełem doniosłym. Na myśl przychodzi mi porównanie pomiędzy dziełem rzemieślnika a artysty – to pierwsze zrobione jest profesjonalnie, ale jednocześnie nie posiada tego czegoś (duszy?).

Film Raya to przeniesiona na ekran historia życia Roberta Hanssena, podwójnego agenta, który, pracując dla FBI, sprzedawał informacje Rosjanom. Gdy Biuro dowiedziało się o jego poczynaniach, przydzieliło mu pomocnika, Erica O’Neila, dwudziestosześcioletniego początkującego agenta, którego zadaniem było zbieranie informacji o przełożonym. Prościej mówiąc, cały film to na dobrą sprawę jeden wielki dialog. Z rzadka przerywane czymkolwiek rozmowy pomiędzy Hanssenem (Chris Cooper) a O’Neilem (Ryan Phillippe) służą za całą fabułę (nawet inne sceny, jak chociażby przeszukiwanie samochodu, przerywane są urywkami dialogu obu panów). Tak więc, przez blisko dwie godziny seansu, widzowi nie pozostaje nic innego, jak starać się nie zasnąć.

Owszem, mogłoby być dużo lepiej, w końcu nawet taka przegadana produkcja może wciągnąć, ale – jak wspomniałem wyżej – w Ściśle tajne brakuje czegoś, co sprawiłoby, że widz się zaangażuje. Z ekranu nie płyną żadne emocje, czego świadomi byli chyba także sami twórcy. Niemożność zbudowania klimatu za pomocą klasycznych metod (dozowanie napięcia, gra aktorska) próbowali zatuszować, uciekając się do technicznych sztuczek. Tak zwany digital grading, czyli podrasowywanie kolorków, które miało uzasadnienie w produkcjach typu Władca pierścieni czy Matrix, w poważnym kinie szpiegowskim jest zbędne, mnie wręcz irytowało. Cały świat miał niebieskawy, siny odcień… i nic to nie zmieniło - próżny wysiłek.

Film ma jednak także zalety. Oprócz tego, że wyraźnie widać, iż zrobiony jest przez fachowców (dobre zdjęcia, umiejętnie dobrana ścieżka dźwiękowa), ma jedną wielką ozdobę w postaci Chrisa Coopera, wcielającego się Roberta Hanssena. Aktor doskonale oddał mieszaninę szaleństwa i geniuszu, jaką stanowił agent FBI, jednocześnie nadając postaci głębię, sprawiając, że osąd jego poczynań wcale nie jest taki jednoznaczny. Szkoda tylko, że w swoich wysiłkach był osamotniony. Partnerujący mu Ryan Phillippe nie potrafił oddać praktycznie żadnych uczuć (był jak wielka, poruszająca się kukła). Co więcej, nie był w stanie pozbyć się maniery amanta, która pozostała mu z poprzednich produkcji (ten wyraz twarzy, widoczny szczególnie w scenie, gdy prawie został przyłapany na szperaniu w torbie przełożonego).

Historia, która była podstawą scenariusza miała potencjał. Twórcy popełnili jednak jeden, znamienny w skutkach błąd. Otóż, nie zadbali, aby w jakikolwiek sposób urozmaicić widzowi seans. Mnóstwo dialogów to nic złego, trzeba było jednak ulokować w kilku miejscach naprawdę emocjonujące scenki, które podnosiłyby tętno i przygotowywały nas na kolejne długie minuty spowolnienia akcji.

Podsumowując, Ściśle tajne to film przeciętny, wyróżniający się na plus bardzo dobrą kreacją Coopera, ale jednocześnie nadmiernie rozwleczony, przeładowany dialogami, pozbawiony emocji. Owszem, pochwalam pomysł, aby w tego typu produkcjach nie mamić widza zbędnymi fajerwerkami, odwracającymi uwagę od głównego wątku, ale też niech nikt nie oczekuje, że przez dwie godziny będziemy z zainteresowaniem wsłuchiwali się w monotonne dialogi, w którym na dodatek jednym z rozmówców jest sztywniak - Phillippe.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
5.0
Ocena recenzenta
5.75
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Breach
Reżyseria: Billy Ray
Scenariusz: Adam Mazer, William Rotko, Billy Ray
Muzyka: Mychael Danna
Zdjęcia: Tak Fujimoto
Obsada: Chris Cooper, Ryan Phillippe, Laura Linney, Caroline Dhavernas, Gary Cole, Dennis Haysbert, Kathleen Quinlan, Bruce Davison, Jonathan Potts, Mary Jo Deschanel
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2007
Data premiery: 11 maja 2007
Czas projekcji: 110 min.

Komentarze

string(15) ""

Parsifal
    (!)
Ocena:
+1
"O pracownikach amerykańskich tajnych służb nakręcono już tyle filmów, że trudno by się ich było doliczyć. Od Jamesa Bonda ..."

Eee... J. Bond służył Jej Królewskiej Mości.
12-09-2008 11:15
malakh
   
Ocena:
0
Upsss... Ano, ten tego, tam na bank i ameryukańscy agenci gdzieś się przewijali xD
12-09-2008 14:53
~Qball unlogged

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ano był niejaki Felix Leiter z CIA, nawet w kilku Bonadach się pojawił :)
13-09-2008 04:00

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.