string(15) ""
» Blog » Saga Icewind Dale
24-12-2014 23:06

Saga Icewind Dale

W działach: Gry | Odsłony: 595

Saga Icewind Dale

Gatunek: cRPG
Producent: Black Isle
Gatunek: cRPG
Rok produkcji: 2000

Icewind Dale przenosi nas do jednego z ulubionych światów tak komputerowego jak i klasycznego RPG, czyli Forgotten Realms, jednego z uniwersów systemu Dungeons & Dragons. 
Naszą przygodę rozpoczynamy w Eastheaven, małej wiosce rybackiej, będącej członkiem luźnego związku miast zwanego Dziesięć Miast, znajdujących się na północy Faerunu czyli w Dolinie Lodowego Wichru. To prawdopodobnie najniebezpieczniejsze miejsce w tym świecie, pełne dzikich zwierząt, trolli, orków, goblinów, smoków i innych istot - wszystkie walczą między sobą i z osadnikami więc taka koalicja była niejako koniecznością. 
Jednak w Kuldahar, małej wiosce położonej w samym środku Doliny Lodowego Wichru ostatnio sprawy mają się nienajlepiej, choć nie do końca wiadomo co. Hrothgar, przywódca Eatheaven zbiera więc naprędce grupę, która ma zbadać i rozwiązać problemy dręczące osadę i dowidzenie się co lub kto jest ich przyczyną. Nie byłoby problemu, gdyby chodziło o byle jaką wioskę ale w Kuldahar rośnie święty dąb druidów, z którego bije ciepło dzięki któremu w wiosce nie ma śniegu i jest...ciepło:) Nie można więc dopuścić do tego, aby cokolwiek zagroziło egzystencji świętego miejsca i trzeba chronić je za wszelką cenę. Jak mozna się domyśleć, drużyna gracza nie mając nic lepszego do roboty, wyrusza do Kuldahar. I na pewno nie spodziewa się, gdzie wyląduje na samym końcu przygody:)

Nasza drużyna może składać się z maksymalnie sześciu stworzonych przez gracza postaci (nie można dołączać nikogo "po drodze"), z których każda należeć musi do jednej z kilku typowych dla D&D ras (ludzie, elfy, krasnoludy, niziołki itd.) i klas (łowca, mag, wojownik, paladyn, kapłan itd.), choć niektórzy mogą być wieloklasowcami czyli mogą np. łączyć umiejętności maga i złodzieja (ale taka "rozrzutność" odbija się na specjalizacji i skuteczności takiej postaci w każdej z obu klas, gdyż zamiast być ekspertem w jednej dziedzinie zna się "po łebkach" na obu). Oprócz tego opisywana jest także charakterem (okreslającym nasze relacje z NPCami) i współczynnikami fizycznymi i psychicznymi oraz umiejętnościami bitewnymi (rzadziej: złodziejskimi).

System walki odbywa się w czasie rzeczywistym, choć są to tak zwane pseuotury, tzn. wszystko odbywa się zgodnie z papierowymi zasadami, ale wygląda to tak, jakbyśmy mieli do czynienia z czasem rzeczywistym jak np. w RTSach. Ale w czasie walki można spokojnie zrobić pauzę, wydać polecenia, wypić miksturę leczniczą i spokojnie wszystko zaplanować:)

Walki są...średnio trudne. Ci, którzy (A)D&D znają dobrze, nie powinni mieć problemów, jednak jeśli ktoś jest nowicjuszem systemu i np. źle stworzy drużynę, może mieć problemy, a jego drużyna nawet nie tyle nie ukończy przygody co może zostać mile rozstrzelana przez gobliny niemal na początku przygody (a właściwie przed właściwą przygodą;)) lub rozsmarowana na ziemi przez ogra. Bo IWD jest grą nieco taktyczną i czasem trzeba pokombinować (np. warto z owym ogrem:)), ale nie jest to kombinacja rodem z drugiego Baldura, gdzie aby pokonać wroga trzeba użyć 6 zaklęć wspomagających, 4 ofensywnych i na koniec parę przyzwań potworków. 

Należy pamiętać że większość gry to młócenie. Dlatego też Icewind Dale, jak i jego młodszy brat są - całkowicie nieslusznie - nazywane przez co poniektórych hack and slashami. Ta gra nie jest hack and slashem. Jest oczywiście liniowa do bólu, głównie się tłuczemy z wszelkim łajdactwem od  szczurów i goblinów, przez trolle i wojowników na smokach skończywszy, jednak taktyczny -  wg mnie - system walki oraz - mimo wszystko - sporo dialogów, które mają różny przebieg i często zależą od statystyk naszej postaci, jej charakteru, klasy i rasy wykluczają ją z grona hack and slashy. Szybciej bym powiedział że grze bliżej niż do hns jest do dungeon crawlera (szczegół, że w izometrze), gdyż i tu wielką wagę mają znajdywane przez nas skarby, a i większość podróży odbywa się we wszelkiej maści jaskiniach, grotach, świątyniach, katakumbach, ruinach itp. miejscach. I to właśnie owe "miejsca" sprawiają że Icewind Dale miażdży tzw. klimatem, który wciaga gracza w przygodę i oderwać sie nie pozwala do ukończenia rozgrywki. Na pewno wpływ na to ma specyficzna oprawa graficzna. Osobiście uwielbiam Infinity Engine i uważam że Icewind Dale ma po prostu śliczną dwuwymiarową grafikę: począwszy od lokacji na ekwipunku skończywszy i na pewno wszystkie te elementy prezentują się ładniej i bardziej szczegółowo niż np. w trójwymiarowym pierwszym Neverwinter Nights. Znakomita jest także muzyka, stworzona przez znanego graczom kompozytora Jeremy'ego Soule (nigdy nie wiedziałem jak się jego imię i naziwsko poprawnie odmienia, wybaczcie:D), autora muzyki między innymi do Warhammer 40.000: Dawn of War, Skyrim, Total Annihilation, Supreme Commander czy Star Wars: Knights of the Old Republic. Każdy z utworów jest bardzo...klimatyczny i znakomicie podkreśla atmosferę gry i świetnie pasuje do lokacji dla której został stworzony. 

I cóż ja mam więcej napisać? Icewind Dale jest jednym z moich najukochańszych cRPG ever, klimatu mogą mu zazdrościć wszyscy konkurenci z wyjątkiem może Might and Magic VI i Diablo, a grywalność także jest niesamowicie wysoka. Zawsze też twierdziłem i twierdzić będę że Icewind Dale jest lepszy od młodszego brata, lepszy jest wg mnie od pierwszego Baldura, nie męczy walką jak ma to w zwyczaju Torment, a epickością i ogólną jakością wykonania dorównuje niemalże drugiemu Baldurowi. Choć jeśli będę miał kiedyś wrócić do którejkolwiek z gier Black Isle czy Bioware wybiorę właśnie pierwszego Icewind Dale. A dwa dodatki: Heart of Winter, zabierający nas na jeszcze dalszą północ, gdzie spotkamy smoki i żądnych krwi barbarzyńców i trudny, wymagający, choć krótki Trial of the Luremaster zapewnią nam dodatkowe przynajmniej kilkanaście godzin znakomitej rozgrywki (a także nowe, świetne portrety dla naszych postaci:)). Jeśli uważasz się więc za fana cRPG: bez względu na to ile masz lat Icewind Dale jest tytułem obowiązkowym i kanonicznym. Grać!

Tytuł: Icewind Dale II
Gatunek: cRPG
Platformy: Windows
Twórcy: Black Isle
Rok wydania: 2002


Ostatnie dzieło Black Isle. Icewind Dale 2 jest eRPeGiem w starym dobrym stylu.
Gobliny i Orkowie atakują Dziesięć Miast w niespotykanej dotąd liczbie. Miasto Bremen upadło. Doki Targos także zostały zaatakowane przez Gobliny, a nikt nie wie jak udało im się przedrzeć do miasta. Targos wysłało posłańców z prośbą o pomoc do portowych miast Luskan i Neverwinter. Neverwinter obiecało przysłać posiłki, Luskan ma własne problemy, dlatego ich pomoc ograniczyła się do rozwieszenia plakatów z informacją, że na każdego kto wyruszy do Targos czeka bogactwo i sława. Statki pełne najemników wkrótce wyruszyły do Targos. Na jednym z tych okrętów przypłynęła do oblężonego miasta także drużyna sterowana przez gracza.
System tworzenia postaci jest oparty na trzeciej edycji D&D i jest niemalże dokładnym odzwierciedleniem papierowego RPG. Gracz tworzy sześcioosobową drużynę. Każdej osobie kupuje punkty atrybutów (siła, zręczność, itd.), wybiera atuty i umiejętności. Z klas mamy do wyboru wszystkie dostępne w oryginalnym Podręczniku Gracza. Z rasami jest jeszcze lepiej, bo oprócz podstawowych dostajemy także kilka egzotycznych m.in. Drowy, Gnomy Głębinowe czy Dzikie Elfy.


Kiedy stworzymy już drużynę rozpoczyna się właściwa gra. Grafika nie zmieniła się znacznie od pierwszej części Icewind Dalea (stary dobry Infinity Engine), ale ja - człowiek preferujący grafikę 2D nad 3D, zwłaszcza w grach cRPG jestem zadowolony. Wnętrza budynków, same budynki i przedmioty ekwipunku, czy też postacie (i wszystkie inne elementy graficzne) zostały wykonane z pełną dbałością o szczegóły i prezentują się ślicznie. Znakomite są również portrety jakie możemy wybrać dla naszych bohaterów. Dźwięk to także mistrzostwo świata, zwłaszcza muzyka autorstwa Inona Zura, która jest lepsza nie tylko od tego co dostaliśmy w pierwszej części IWD (do pierwszej części muzykę robił sam Jeremy Soule), ale także np. Heroes of Might & Magic III czy Planescape: Torment (to tylko moja prywatna opinia). Co do głosów to tylko w przypadku najważniejszych postaci słyszmy co mają do powiedzenia, w przypadku reszty musi nam wystarczyć sam tekst. Ale nie szkodzi, bo głosy w wersji polskiej zostały dobrane znakomicie (zarówno BNów jak i tych, których możemy wybrać Bohaterom Gracza). Co do tekstu pisanego to praktycznie nie ma nic na co można by narzekać, nie dopatrzyłem się nawet literówek. No, a gdyby ktoś chciał to zawsze swoim postaciom może przypisać własne głosy oraz portrety.


Chociaż gra jest oparta na trzeciej edycji D&D walka toczy się w czasie rzeczywistym, ale jak najbardziej można w dowolnym momencie włączyć pauzę. To niezwykle przydatna opcja - dzięki niej spokojnie możemy kazać postaci(om) wypić miksturę leczącą, zmienić rodzaj używanej broni, wydać rozkaz rzucenia czaru czy wykonania specjalnego ataku. A walki są naprawdę częste i widowiskowe a udział w nich biorą istoty różnej siły: od psów, pająków i goblinów, przez orki, ogry i salamandry, na wywernach, demonach i smokach skończywszy. W sumie bestiariusz będzie obejmował kilkadziesiąt (a może więcej) istot, które albo będą nam pomagać w walce (to jak je przyzwiemy za pomocą czaru) albo my będziemy tłuc (to częściej). Tak, tak , w IWD 2 walczymy bardzo dużo, ale nie jest to znowu typowy hash'n'slash! Gdyby tak było umiejętności typu Dyplomacja, Blef, Zastraszanie czy też złodziejskie typu Skradanie na nic by się nie przydały. A tak naprawdę często ratują życie. Zadań w których przyjdzie nam skorzystać z potęgi słowa, a nie miecza jest bardzo dużo. I dobrze. Niestety, gra ma jedną wadę. Liniowość. No cóż, nic nie jest doskonałe. Ale można przymknąć na to oko. Gra posiada wielką grywalność (w chwili gdy piszę te słowa minęło kilka dni od czasu skończenia przeze mnie gry po raz czwarty!), tworzoną przez ciekawą, rozwijającą się fabułę (która z początku nie prezentuje się zbyt oryginalnie), piękną muzykę, sporą długość (nie powiem ile godzin, ale gra jest nieco dłuższa niż pierwszy Icewind Dale z dodatkami) i dużą dawkę humoru (o tym nie wspomniałem, ale tekst Bułka z goblinem przeszedł chyba do mowy potocznej miłośników fantasy).


Dla tych co grę skończyli jest prezent: mogą swoją silną drużyną rozpocząć grę od nowa w specjalnym trybie Serce Furii. Tutaj potwory są naprawdę podpakowane, ale przedmioty jakie wpadną nam w łapy także są lepsze.
O trybie multiplayer pisać nie będę, bo tak naprawdę nie ma o czym. Niby może grać do sześciu graczy równocześnie (wtedy każdy prowadzi jedną postać), ale ja nie widzę sensu w tego typu zabawie. No cóż, może się mylę?
Na sam koniec mogę tylko napisać, że to jeden z najlepszych i najfajniejszych cRPG ever:) 

Iselor

 

3
Notka polecana przez: Andman, Kanibal77, TO~
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Kamulec
   
Ocena:
0

Trial of the Luremaster zapewnią nam dodatkowe przynajmniej kilkanaście godzin znakomitej rozgrywki

Na początku dodatku liczyłem, że dalej będzie ciekawie, potem zaś miałem cały czas nadzieję, że zaraz się skończy. Jak dla mnie był rąbanką tak nudną, że żałuję, iż w niego grałem. 

Serce furii do IWD 2 próbowałem dwa razy:

  • postaciami na 1. poziomie nie dałem rady zmęczyć pierwszej lokacji, gobliny-łucznicy wymagali zbyt wielkiego szczęścia w rzutach
  • postaciami importowanymi z zakończonej gry (poziom 28) grało się tak śmiesznie prosto, że nie widziałem sensu kontynuować
24-12-2014 23:41
Adeptus
   
Ocena:
0

Już chciałem polecić, ale przeczytałem:

Jeśli uważasz się więc za fana cRPG: bez względu na to ile masz lat Icewind Dale jest tytułem obowiązkowym i kanonicznym.

i jak zwykle mnie leciutki szlag trafił. Naprawdę nie możesz zrezygnować z tych kaznodziejskich wstawek?

A jeśli ktoś chce wzbogacić warstwę fabularną Icewind Dale, to polecam moda http://www.pocketplane.net/mambo/index.php?option=com_content&task=blogcategory&id=174&Itemid=122 . Plusem jest to, że mod dodaje interakcje w drużynie wzorowane na baldurach - dialogi są moim zdaniem dobrze napisane, choć może lekko "przesłodzone". Minusem jest to, że aby owe interakcje działały musimy zrezygnować z samodzielnego tworzenia drużyny (poza jedną postacią, która pełni rolę głównego bohatera i "postaci gracza") i grać oddziałem zaprojektowanym przez twórcę moda.

Analogiczny mod został stworzony do IWD 2 - generalnie tutaj mamy nieco większą swobodę w tworzeniu drużyny, bo twórcy przygotowali więcej "ufabularnionych" postaci, niż jest miejsce w drużynie, więc można dopasować skład - ale o szczegółach się nie wypowiem, bo nie przetestowałem.

25-12-2014 01:14
Kamulec
   
Ocena:
0

Istnieje też adaptacja IWD na Neverwinter Nights 2.

25-12-2014 06:58
Kanibal77
   
Ocena:
0

mam pytanie. Czy tu jak w baldurkach możemy importować postać/postacie z jedynki do dwójki?

25-12-2014 08:53
Adeptus
   
Ocena:
0

@ Kannnibal77

Nie, pomiędzy jedynką i dwójką nie można importować postaci, zresztą dwójka nie jest "bezpośrednią"kontynuacją jedynki (czas akcji obu gier jest dosyć odległy), a mechanika obu części jest na tyle odmienna, że nie bardzo byłoby jak importować.

@ Kamulec

Jest też mod, który pozwala na granie w Icewind Dale przez Baldur's Gate 2, choć to mniejszy bajer niż Neverwinter Nights 2.

25-12-2014 13:51
Aramin.
   
Ocena:
0

IWD2 - moja ulubiona gra w tym stylu. Co do IWD to teraz grałem w Enhanced i póki co w Kuldahar mi się znudziło.

Co te poltery? Ostatnimi czasy notki mają strasznie mało komentów.

26-12-2014 17:19
TO~
   
Ocena:
0

Ilekroć próbuję powrócić do ID, zaczyna mi się nudzić dokładnie w tym samym momencie co Araminowi.

Kupiłem Enhanced i spróbuję na tablecie, może tym razem będzie inaczej.

26-12-2014 17:49
CE2AR
   
Ocena:
0

@ Adeptus

Analogiczny mod został stworzony do IWD 2 - generalnie tutaj mamy nieco większą swobodę w tworzeniu drużyny, bo twórcy przygotowali więcej "ufabularnionych" postaci, niż jest miejsce w drużynie, więc można dopasować skład - ale o szczegółach się nie wypowiem, bo nie przetestowałem.

http://www.gibberlings3.net/iwd2npc/

Jest znacznie lepszy od tego z jedynki, 'Domi' ma więcej talentu do tworzenia postaci niż 'Kulyokówna'.

Oczywiście, wiadomo, to są DeDeki - większość postaci skrywa jakieś tajemnice, frojdowskie traumy z dzieciństwa, marudzi, filozofuje i wypłakuje Ci się w rękaw, ble, ble, ble, trzeba brać na to poprawkę :)

Jednak całość jest solidnie zrobiona, BNi zapadają w pamięć, polecam.

26-12-2014 18:56
Adeptus
   
Ocena:
0

Szczerze to już mod jedynkowy w miarę podobał. W miarę, bo, jak napisałem, była trochę przesłodzona - wszyscy są dla wszystkich mili, a jak się pokłócą, to tylko na żarty i zaraz się godzą. Z tego bo piszesz, to w modzie dwójkowym poszli w drugą skrajność ;) Tak czy inaczej, pewnie kiedyś wypróbuję, ale nieprędko, bo muszę jedynkę w końcu zmęczyć. Tkwię w ToL i mam odczucia trochę podobne do Kamulca - znaczy, na początku faktycznie był dla mnie ciekawy, sam pomysł z historią tchórzliwego lorda itd mi się nawet podobał, ale pod koniec trąci nudą, zwłaszcza te bieganie kilka razy w te i nazad po całej mapie, kilkukrotne zbieranie klejnotów itd. Pewnie za jakiś czas do tego wrócę.

26-12-2014 19:07

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.