Outpost 2
» Relacje » SPOT 2011 - druga relacja

SPOT 2011 - druga relacja

SPOT 2011 - druga relacja
Chyba po raz pierwszy w życiu udało mi się zrobić tyle niekonwencjonalnych rzeczy, ile zdarza się właśnie w Przywidzu.

W zeszłym roku wyprawa nie była skomplikowana: ot, pociąg, samochód i już! Jednak wrażenia z zeszłorocznej edycji SPOTa nakazały mi szaleć w stu procentach. Tak powstali autoSPOTowicze, czyli ½ szalonej grupy wrocławsko-brzesko-katowickiej, która towarzyszyła mi przez te trzy niezapomniane dni.

Podróż zaczęła się 29 kwietnia około 14:00. Dziewiętnaście godzin, tyle dokładnie zajęło mi i Doktorowi dotarcie z Wrocławia do Gdańska autoSPOTem. W Gdańsku znaleźliśmy się około 6:00, złapaliśmy pierwszy PKS i pojechaliśmy na miejsce konwentu – Ośrodek Zacisze. Dotarliśmy do celu, a tam przywitała nas głucha cisza. Yoshiko nie może pozwolić na taką sytuację, więc natychmiast wyciągnęła telefon i zaczęła budzić organizatorów. Wstawali ochoczo jeden po drugim: konwent zaczął rosnąć w oczach. Pojawiła się akredytacja, karczma stanęła otworem dla przybyłych, rozmnożyły się namioty, liczba uczestników rosła z minuty na minutę. A na stołach zagościły SPOTkierki, czyli cukierki typu krówki i landrynki w opakowaniach, które powstały specjalnie na tę okoliczność.

Po zaakredytowaniu się każdy uczestnik otrzymał identyfikator na sznureczku oraz informator zawierający garść najpotrzebniejszych informacji (program, regulamin oraz bardzo przydatna mapka). Ponadto, na każdego czekała miła niespodzianka w postaci bonów zniżkowych na gry planszowe.

Pierwsze punkty programu ruszyły o 10:00 w sobotę. Z racji tego, że nie wszyscy przedstawiciele naszej grupa mają staż w LARP-owaniu, postanowiłam ich sprawdzić. Wygodni (ci, którzy jechali pociągiem) członkowie Czwórki, zostali wysłani na Pięciobój larpowy, zwany niegdyś Plebejem. Zardzewiały Gazowiec poddał uczestników karkołomnym próbom, takim jak przekłucie balonika kijkiem z gwoździem na końcu (trzeba było przy tym siedzieć na plecach swojego partnera). Dodatkowym utrudnieniem były zasłonięte oczy. Powstrzymując się od powracających chichotów na myśl o tym, co przed chwilą widzieliśmy, udaliśmy się do drugiego z konwentowych terenów, czyli Zespołu Szkół w Przywidzu. Tam odbywał się turniej znanej i lubianej gry Jungle Speed.

O godzinie 13:00 rozpoczął się pierwszy LARP, w którym zdecydowałam się wziąć udział, czyli F-No-13. Na trzy godziny sala lekcyjna stała się siedzibą Mikrospołeczności. Futurystyczne kostiumy, które pomimo swojej prostoty bardzo dobrze oddawały klimat gry, budziły zainteresowanie. LARP charakteryzował się nietypową mechanika: konflikty rozwiązywane były przez pisanie programów komputerowych, zmieniających działanie świata, który (w oparciu o system Eclipse Phase) wykreował MG, czyli Mateusz 'Uhanimar' Zachciał.

Wkrótce potem ekipa rozeszła się w różne strony. Jeden z nas wylądował na grze głównej Kryształy Czasu 2: Rysa. Jak się spodziewałam, specyfika gier prowadzonych przez Zardzewiały Topór trafiła prosto do serc tych, którzy mieli do czynienia z tym stowarzyszeniem.

Sobotę zwieńczyło ognisko, w którym wzięła udział większość uczestników SPOT-a. Były śpiewy, kiełbasa, skoki przez ogień i mnóstwo szalonych atrakcji.

Niedziela zaczęła się pomysłowym połączeniem wojsławickiego światka Jakuba Wędrowycza z grą Wiochmen Racer, czyli wojsławickim wyścigiem furmanek, podczas którego drużyny musiały nie tylko zbudować swoje pojazdy ale również rozwiązać zagadkę morderstwa. Uczestnicy podkładali sobie nie tylko przysłowiowe świnie, ale również borsuki. LARP prowadzony był przez Mariusza 'Mario' Majchrowskiego, Paulinę 'Wiśnię' Wiśniewską i Artura 'Arta' Kirczuka. Równolegle odbywała się strzelanka ASG Ewakuacja Kozy zorganizowana przez Zardzewiały Gazowiec.

O godzinie 14:30 przyszła pora na mojego osobistego faworyta wśród punktów programu, czyli grę terenową Ramówka. Mikołaj 'Vino' Winiarski, Stanisław 'SDek' Dębicki i Piotr 'Kula' Milewski zaproponowali szalony wyścig znanych pozycji programowych o miejsca w ramówkach najważniejszych stacji telewizyjnych. W walce zmierzyli się: "Czterej Pancerni", "Muminki", "Drużyna A", "Gumisie" i "Telezakupy Mango". Każda drużyna dostała tokeny symbolizujące jej program. Zabawa polegała na umieszczeniu jak największej ilości tabliczek przy najwyżej punktowanych punktach kontrolnych. Walka była zacięta - zwyciężyli "Czterej Pancerni" - ale wszyscy byliśmy pozytywnie zmęczeni i zadowoleni z zabawy.

W nawiązaniu do nowości serialowej Game of Thrones, Kuba i Mirage uruchomili machinę LARPa Gra o Tron. W rozgrywce udział wzięło około 50 osób, wyglądało to niesamowicie: kostiumy, gracze idealnie odnajdujący się w klimacie i wartka akcja, która zapętlała się wokół zamarzniętych, poćwiartowanych zwłok Milorda. Naprawdę, kawał dobrej roboty!

Wieczorem kolejne ognisko. Tym razem większość konwentowiczów jako miejsce spędzenia wieczoru wybrała szkołę, głównie ze względu na dobrze zorganizowany Games Room oraz rozgrywane tam LARP-y. Ci, którzy pozostali w Zaciszu, mieli okazję zagrać w spontaniczną sesję Warhammera 40000 oraz wysłuchać finału pasjonującej opowieści SPOTowego bajarza, Vita.

Ze względu na wyczerpujące dwa dni, które mieliśmy za sobą, poniedziałek zaczął się dopiero około 12:00 od Praktyczno-wiedzowego konkursu wędrowyczowego. Podobnie jak rok temu, konkurencje z powodzeniem odstraszyłyby nieobytych z wojsławickimi obyczajami. Po tradycyjnej części wiedzowej, nastąpiła emocjonująca część praktyczna. W tym roku graliśmy w kręgle przy użyciu cebuli i konserwy z gulaszem angielskim (który był nagrodą dla zwycięzcy tego etapu), następnie musieliśmy wspomniane wcześniej cebule, sztuk 3, skonsumować na surowo, zagryzając starą bułką, sztuk jedna. Jakby tego było mało, tradycyjna już konkurencja "Jakie to piwo?", oraz koktajl wojsławicki, czyli trzy różne zupki typu Gorący Kubek w jednej szklance. Zadaniem uczestników było rozpoznanie wymieszanych smaków (barszcz czerwony, żurek i rosół). Nasze zmęczone układy pokarmowe na długo zapamiętają tę ucztę. Tak nakarmieni, wróciliśmy ze szkoły na teren ośrodka, żeby rozpocząć podróż powrotną w dalekie zakątki Polski.

SPOT 2011 zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Nie jest to już ta sama impreza, której pierwsza edycja sprawiała wrażenie niemal elitarnej i niedostępnej. Przywidzkie SPOTkania z LARPami dorastają, z edycji na edycję rosną w siłę i dają nam coraz młodsze i szersze grono nowych graczy.

Jak większość z nas, jeżdżę na konwenty w różnych miastach Polski ale zawsze towarzyszy mi wspomnienie rodzinnej atmosfery Pomorza. SPOT jest konwentem, na którym nie występuje element chaosu tłumu Każdy znajdzie chwilę, żeby porozmawiać, zorganizować sesję "na dziko", pospacerować po przepięknym pobliskim lesie... Po prostu poczuć się jak w domu. Na SPOTa warto przyjechać. To jedyna, powtarzam: JEDYNA tak ciepła i przyjazna impreza w Polsce, na której ojciec z synem odkrywają tajemnice nieznanych światów, a niedoświadczeni gracze i konwentowicze czują się jakby byli częścią tej baśni od zawsze.

Z pełną odpowiedzialnością daję tej imprezie zasłużone 9 punktów. Zapraszam serdecznie.

P.S. : Nie bójcie się, nie musicie czekać do następnego roku. Już w te wakacje odbędzie się Tygodniówka 2011, czyli wakacyjna "siostra" SPOTa.
Zaloguj się, aby wyłączyć tę reklamę
9.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 2 głosów
-
Twoja ocena
Konwent: SPOT
Od: 30 kwietnia 2011
Do: 2 maja 2011
Miasto: Przywidz
Strona WWW: www.spot.larp-zt.pl
Cena: 30zł-50zł
Noclegi: pole namiotowe, domki i sleep-roomy
Typ konwentu: LARP-owy
Tagi: SPOT 2011 | SPOT



Czytaj również

SPOT 2012
- recenzja
SPOT 2011
SPOTkanie na krańcu świata.
- recenzja

Komentarze

string(15) ""

Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.