string(15) ""
» Blog » Rozprawa z mitem o wiedźminie czyli
30-04-2012 10:35

Rozprawa z mitem o wiedźminie czyli

W działach: Wiedźmin, Wiedźmin RPG | Odsłony: 2009

Rozprawa z mitem o wiedźminie czyli
Rozprawa z mitem o wiedźminie czyli "dym w oczy"

"- Ho, ho. - Cykada błysnął zębami. - Strasznie groźnie to zabrzmiało, aż mnie ciarki przeszły. Zawsze mnie ciekawiło, wiedźminie, dlaczego ludzie tak się was boja. I myślę, że już wiem.
- Spieszę się, Cykada. Oddaj miecz, jeśli łaska.
- Dym w oczy, wiedźminie, nic, aby dym w oczy. Straszycie ludzi niby pszczelarz pszczoły dymem i smrodem, tymi waszymi kamiennymi twarzami, tym gadaniem, plotkami, które pewnie sami o sobie rozpuszczacie. A pszczoły uciekają przed dymem, durne one, miast wbić żądło w wiedźmińska rzyć, która spuchnie naonczas jak każda inna. Mówią o was, że nie czujecie jak ludzie. Leż to. Gdyby którego z was dobrze dźgnąć, poczułby."

"Miecz Przeznaczenia"

Zadając pytanie "Kim jest wiedźmin?" usłyszymy najczęściej, że jest to mistrz miecza, zimny i wyrachowany zabójca potworów, bezuczuciowa maszyna do zabijania, pozbawiony ludzkich odruchów mutant o nadludzkich zmysłach, szybkości i umiejętnościach. W stosunku do powyższego, stereotypowego opisu wiedźmina mogę powiedzieć tyko tyle, że prawdą jest jedynie drobna jego część i postaram się to udowodnić.

Nie jednemu wiedźminowi Geralt

Zanim zacznę obalać mit o wiedźminie jako o bezuczuciowym mutancie jestem zmuszony wspomnieć o tym, o czym wspomniałem już we wstępie. Duża część osób wiedzących co nieco o fantastyce utożsamia profesję wiedźmina z białowłosym Geraltem. Nie było by w tym nic złego, wszak słynny Biały Wilk jest rzeczywiście wiedźminem, gdyby nie to, iż książki A. Sapkowskiego pokazują wyraźnie, iż przedstawiciele tej profesji to nie klony odlane z jednej formy i powtarzalne niczym seryjny wyrób z krasnoludzkiej faktorii. W tomie "Krew Elfów" mamy kilku wiedźminów, którzy zimując w Kaer Morhen uwidaczniają czytelnikowi różnice pomiędzy nimi. Mówiąc wprost, każdy z nich ma swój odrębny charakter. Jest stary Vesemir, który nadal lubi złapać za tyłek rudowłosą czarodziejkę, jest Lambert wrogo lub przynajmniej "nie-przyjacielsko" nastawiony do Triss Merigold, jest łagodny Coën z Povis i Wreszcie Eskel, który być może, tak jak Geralt nie tylko, nie pozbawiony był uczuć, a może nawet zdolny do miłości. ("Ponownie widziano Triss Merigold i wiedźmina Eskela z Kaer Morhen, czule objętych, przemykających chyłkiem do altany w parku" - "Coś się kończy, coś się zaczyna"). Widać więc, że każdy z wiedźminów jest nieco inny. Różnią się tak jak różnią się między sobą normalni ludzie. Ponadto A. Sapkowski ukazuje też wyraźne różnice fizyczne pomiędzy poszczególnymi wiedźminami. Coën miał ślady po ospie oraz żółte tęczówki pocięte czerwonymi żyłkami (pozostałość po ciężko przebytej mutacji), Eskel szkaradną szramę na twarzy, a Geralt białe włosy.
Rozszerzając swoje dywagacje o grę "Wiedźmin" dodać muszę, iż pierwszy akt dziejący się w Kaer Morhen pozwala nam poznać bytujących tam wiedźminów jako kompanię osobliwości. Lambert jest osobą cyniczną, Vesemir dobroduszną, Eskel najbardziej pasuje do stereotypowego "zimnego profesjonalisty", a Leo to wygadany i energiczny szczeniak.
Wniosek z pewnością nie zaskoczy nikogo, kto od dawna zna sagę A. Sapkowskiego, a także Wiedźmina: Grę Wyobraźni ale warto go czasem sobie odświeżyć i pamiętać, iż Geralt zawsze będzie wiedźminem ale nie każdy wiedźmin będzie Geraltem.

Wiedźmini są pozbawieni emocji.

"Zaprawdę, nie masz nic wstrętniejszego ponad monstra owe, naturze przeciwne, wiedźminami zwane, któreż płodami są plugawego czarostwa i diabelstwa. Oto łotry bez cnoty, sumienia i skrupułów, istne stwory piekielne, do zabierania życia jeno zdatne. Nie masz dla takich między ludźmi poczciwymi miejsca. A owo Kaer Morhen, gdzie bezecne stwory się gnieżdżą, gdzie ohydnych swych praktyk dokonują, starte być musi z powierzchni ziemi, a ślad po nim solą i saletrą posypać należy."
"Monstrum, albo wiedźmina opisanie"

Na pierwszy ogień idzie pogląd jakoby wiedźmini nie odczuwali emocji, byli zimni, bezuczuciowi, a wręcz bezduszni. Takie panuje przekonanie wśród ludzi kontynentu. My jednak, czytelnicy i gracze, wiemy więcej niż mieszkańcy wykreowanego przez autora Wiedźminlandu. Dokładając do tego fakty pojawiające się w grze komputerowej rysuje się nam obraz wiedźminów różny od utartego stereotypu. Wiedźmin Coën śmiejący się podczas gry z Ciri w łapki nie tylko okazuje emocja ale przyłącza się nawet do armii północy i ginie w Bitwie pod Brenną. Vesemir, dobroduszny, starej daty wiedźmin, wielokrotnie zdradza emocje, choćby w stosunku do Triss, Lambert, który nie lubi wspomnianej czarodziejki jak by na to nie patrzeć nie odnosi się do niej bez emocji, wręcz przeciwnie - wyraźnie "ma coś do niej". W grze komputerowej natomiast, mimo cynizmu i pozornej niechęci opiekuje się czarodziejką, gdy ta leży bez przytomności w Kaer Morhen. I znów tylko Eskel wydaje się być najbardziej "wiedźmiński" w odróżnieniu od swego rówieśnika i przyjaciela z lat treningu Geralta, który robi co może aby uchodzić za bezdusznego mutanta ale mu jakoś to nie bardzo wychodzi ;).
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta domniemana zimnokrwistość wiedźminów wynika z dwóch czynników. Po pierwsze jest to poza, jaką przyjmują sami wiedźmini. Chcą uchodzić za nie odczuwających strachu, nieludzko opanowanych i skupionych zawodowców. Taka maska sprawia, iż budzą respekt i nie są stawiani w trudnych dla nich sytuacjach. Jako osoby wychowane na odludziu, w zamkniętych, odciętych od świata enklawach mają z pewnością mocno ograniczone umiejętności interpersonalne. Problemy może sprawiać im przebywanie, rozmawianie i funkcjonowanie w dużych skupiskach ludzkich. Jako wieczni samotnicy, zdający sobie sprawę z tego, iż śmierć może nadejść każdego dnia wolą egzystować na uboczu społeczeństwa, a mit o mutantach pozbawionych emocji bardzo im to ułatwia.
Drugim elementem kształtującym taki, a nie inny pogląd o wiedźminach jest zapewne propaganda czarodziejów. Ta sama, która wiele lat temu doprowadziła do ataku na Kaer Morhen i do zniszczenia siedliszcza i ta sama, która wydała na świat "dzieło" o tytule "Monstrum, albo wiedźmina opisanie". Strach przed ich odmiennością, przed ich talentem i umiejętnościami i zwykły rasizm sprawiły, iż taki a nie inny obraz wiedźmina utrwalił się w świadomości społecznej mieszkańców kontynentu. Nie wiem czy kiedykolwiek się on zmieni ale może, kiedyś świat się zmieni...

" Dogoniła ich piegowata dziewczynka z warkoczykami. Była zdyszana, w ręku dzierżyła zaś spory bukiecik polnych kwiatów.
- Dziękuję wam - zapiszczała - żeście się opiekowali mną i braciszkiem, i mamą. Że byliście dla nas dobrzy i w ogóle. Nazrywałam dla was kwiatków.
- Dziękujemy - powiedział Zoltan Chyvay.
- Jesteście dobrzy - dodała dziewuszka, wkładając do buzi koniec warkocza. - Ja wcale nie wierzę w to, co mówiła stryjna. Wy wcale a wcale nie jesteście plugawe podziemne karzełki. Ty nie jesteś siwy odmieniec z piekła rodem, a ty, wujku Jaskrze, wcale nie jesteś wrzaskliwy indor. Nieprawdę mówiła stryjna. A ty, ciociu Mario, nie jesteś żadna gamratka z łukiem, tylko Ciocia Maria, i ja ciebie lubię. Dla ciebie nazrywałam najładniejszych kwiatków."

"Chrzest Ognia"

Wiedźmini są niepokonanymi mistrzami miecza.

Tego mitu nie mogę obalić. Ba, nie chce nawet tego robić ale i tutaj w beczce miodu odnajduję łyżeczkę dziegciu.
Wiedźmini są mistrzami miecza, szkolonymi tylko do walki zawodowcami, których całe życie to taniec w ciemności i błysk ostrza. Są szybsi od zwykłych ludzi, bardziej zwinni, a ich zmysłów nie sposób porównywać ze zmysłami zwykłych ludzi. To wszystko prawda lecz nie są oni tak nadludzcy jak zwykło się twierdzić. Przede wszystkim człowiek jest zdolny do pokonania wiedźmina na miecze. najlepszym przykładem jest tu Bonhart, który miał na koncie co najmniej trzech zabójców potworów. Lecz nawet sam Geralt miał nie lada kłopoty z naćpanym bandziorem w Toussaint, a w opowiadaniu "Okruch lodu" nie podołał zwykłym, miejskim opryszkom. Co prawda miał mocno w czubie ale jednak. To nasuwa mi na myśl wniosek, do jakiego doszedł na blogosferze niejaki "Przybłęda", iż w znacznej części, skuteczność wiedźminów zależała od przygotowania do walki i wykorzystania przez nich naturalnych przewag. Geralt w sadze kilkakrotnie pokazuje, iż jest zdolny do zabicia kilku uzbrojonych wrogów na raz, a styl w jaki to robi sprawia, że legendy o nim krążą po całym kontynencie. Banda Renfri, bracia Michelet i Profesor ze swymi ludźmi czy grupa dezerterów gwałcąca dziewczynę w leśnej chacie to najlepsze przykłady. Wszystkich ich Geralt rozniósł na mieczu aż miło popatrzeć (poczytać) ale przyjrzyjmy się bliżej tym trzem walkom. Micheletów pokonał w nocy, wykorzystując fakt, iż widzi w ciemności miał wielką przewagę nad najemnikami. Do tego był pod wływem mikstur, które czyniły go jeszcze większym nadczłowiekiem. Do walki z Profesorem wyszedł również pod wpływem mikstur i to tych najsilniejszych, a co czynią one z wiedźmina wszyscy wiemy. Dezerterów zaatakował z zaskoczenia, ginęli nawet ze spuszczonymi gaciami, do tego ich poziom wyszkolenia był tak żałośnie niski, iż poza samą widowiskowością dużej chwały Geraltowi ta walka przynieść nie mogła. Podobnie z zaskoczenia znokautował Cykadę. I tylko do walki z Renfri przystąpił fair play. Jej chłopaki nie stanowiły dla niego większego problemu, sama zaś Dzierzba zmusiła go do sporego wysiłku, a nawet zraniła.
Jaki z tego płynie wniosek? Wiedźmin jako istota ulepszona mutacjami i stworzona do walki jest o niebo lepszym wojownikiem od grupy nędznych wojaków (dezerterzy) czy też bandy najemników (banda Dzierzby) w konfrontacji jednak z prawdziwymi zawodowcami, wyszkolonymi zabójcami, dla których miecz jest przedłużeniem dłoni takimi jak bracia Michelet lub Profesor wiedźmin musi wykorzystywać przewagi jakie posiada. Innymi słowy oszukiwać. Brać mikstury lub korzystać ze zdolności do widzenia w ciemności. W przeciwnym wypadku nawet jemu grozi śmierć z rąk człowieka. Renfri, z którą walczył bez dopalaczy i za dnia zdołała go trafić, a była to walka jeden na jeden.

Wiedźminów jest bardzo mało.

"- (...) A wiedźmini, grododzierzco? Próbowali?
- Było kilku, a jakże. Najczęściej, kiedy usłyszeli, ze strzygę trzeba odczarować, a nie zabić, wzruszali ramionami i odjeżdżali. Dlatego tez znacznie wzrósł mój szacunek dla wiedźminów, Geralt. No a potem przyjechał jeden, młodszy był od ciebie, imienia nie pamiętam, o ile je w ogóle podał. Ten spróbował.
- No i?
- Zębata królewna rozwłóczyła jego flaki na sporej odległości. Z pól strzelenia z luku.
Geralt pokiwał głową.
- To wszyscy?
- Był jeszcze jeden."

"Wiedźmin"

Z takim poglądem zetknąłem się przy okazji fabularnej Gry Wyobraźni. Często grający w nią ludzie, a chyba również i sami autorzy, zaznaczali, iż w opowieściach nie powinno się pojawiać zbyt wielu wiedźminów. Oczywiście "zbyt wielu" to pojęcie względne ale biorąc pod uwagę wszystkie znaki na niebie i ziemi nie ma potrzeby ograniczania liczby witcherów w grach fabularnych jakoś wyjątkowo drastycznie. Oczywiście drużyna samych wiedźminów to przesada lecz jeden wiedźmin w drużynie to nic złego.
Cytowany wyżej fragment obrazuje, że samym zadaniem ze strzygą interesowało się co najmniej pięciu wiedźminów przed Geraltem. W Kaer Morhen zimowało ich, poza Białym Wilkiem, czterech. Bonhart zabił co najmniej trzech co daje już razem trzynastu. Ponadto sześciu wiedźminów z gry komputerowej (Berengar, Leo, Letho, Egan Serrit i bezimienny, niedoszły królobójca z końcowego filmu w pierwszej części gry). W komiksie "Wiedźmin: Zdrada", którego współautorem jest A. Sapkowski pojawia się ich również kilku wiedźminów. Część z nich ginie co prawda w turnieju lecz nie wszyscy, a co ciekawe nie wszyscy noszą tez amulet wilka.
Konkludując, wiedźminów jest mało ale nie aż tak mało jak by się mogło wydawać. Geralt dowiadując się w grze komputerowej, iż niedoszłym królobójcą jest wiedźmin, a potem poznając kim jest Letho i z jakiej jest szkoły nie zdradza cienia zaskoczenia. Dziwi się co prawda, iż wiedźmini zabijają ludzi lecz nie pada ani jedno słowo sugerujące, iż wiedźmin zaskoczony był faktem, że istnieje wiedźmińską szkoła Żmii. Zdaje sobie bowiem, jak mi się wydaje, sprawę z tego, że na kontynencie, a także być może poza nim (Zerrikannia, Nilfgard) było wiele szkół i nie jeden wiedźmin chodzi jeszcze po świecie. Dla graczy i Mistrzów Gry może być to wskazówka, a zarazem przykład, iż można wprowadzać do świata stworzonego przez Sapkowskiego nowe elementy, wątki i postacie związane z profesją wiedźmina bez burzenia spójności świata. A wręcz przeciwnie, mogą one znacznie ów świat wzbogacić zwłaszcza w ujęciu ich w kontekście gier RPG.

No i na koniec...
żeby nie było flejmu. Nie zamierzam burzyć żadnego mitu o wiedźminie. Zwyczajnie wiem, że chwytliwy tytuł i dobra grafika w blogowym wpisie mobilizuje do czytania, zwłaszcza gdy jest on nieco dłuższy ;)

P.S. Tekst powyższy powstał pod wpływem inspiracji czerpanej z trzech notek na blogu 3k10 oraz dyskusji jakie pod nimi się toczyły.
http://3k10.pl/?p=1527

Komentarze


Savarian
   
Ocena:
0
Nie sposób nie wspomnieć, że tysiące zapewne nieletnich zassało Wiedźmina z torrentów i chomików.
30-04-2012 18:54
Vukodlak
   
Ocena:
0
Ja nieśmiało przyznam, że do Wiedźmina RPG mam ochotę wykorzystać mechanikę Gemini. Tak mnie coś bodzie w potylicy.
30-04-2012 22:55
WeeMan
   
Ocena:
+4
"Witcher wpisał się na tyle silnie, a moim zdanie i na tyle zgrabnie w Wiedźminland, iż wręcz wskazane jest aby traktować opowiadania, sagę oraz W:cRPG jako całość."

A wg mnie wręcz przeciwnie. Odkopywanie książkowych motywów (Magister vel Profesor, kolejna inwazja Nilfgaardu, odczarowywanie strzygi, itp. itd.) i późniejsza próba utrzymania fabularnej ciągłości storylinii, prezentowały się w moim odczuciu dość kulawo.
01-05-2012 00:01
~Enc

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
A ja czekam z niecierpliwością na nową książkę AS-a. Może wreszcie kontynent zrodzony w wyobraźni autora przestanie być utożsamiany tylko i wyłącznie z przedstawicielami tej wymierającej profesji.
01-05-2012 00:05
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Dzem, z tym emo toś przywalił jak nastolatka namolnemu staruchowi.
Rownie dobrze mozna powiedziec ze protoplastą wszystkich emo był Kordian albo inny Wallenrod. Tak samo głupie i równie prawdziwe stwierdzenie.
01-05-2012 00:31
banracy
   
Ocena:
0
A ja wręcz przeciwnie, mam nadzieję na info o innych szkołach Wiedźmińskich.

Edit:
Co do powielania motywów to jest to przecież gra komputerowa, więc wiadomo, że ludzie będą chcieli robić to co w skiążce nawet jeśli to nie bezpośrednia adaptacja. Dlatego w Wiedźminie odczarowujemy Strzygę (co się nie kłóci aż tak z książką bo w opowiadaniu było wspomniane przecież że klątwa może wrócić) a w grach z serii Jedi Knight walczymy ze złym lordem Sith i ciskamy szturmowcami.

Edit2:
Komiksy Polcha są tylko niekanoniczne, czy ogólnie słabe, bo chciałem się im przyjrzeć w przyszłości.
01-05-2012 01:17
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Komiksy Polha raczej trudno uznac za "niekanoniczne", skoro ich wspolautorem był Sapkowski. Choc z pewnoscią odbiegają nieco od linii - ale dopiero tej z powieści.
01-05-2012 02:16
Kumo
   
Ocena:
+1
W kwestii "bezdusznych maszyn do zabijania": wiedźmini do Kaer Morhen trafiali jako dzieci. Pobyt w odizolowanej twierdzy i egzystencja nastawiona na ciągły trening, zakuwanie danych o potworkach oraz produkcję nowych wiedźminów raczej nie sprzyjają rozwojowi osobowości. Poza tym taki osobnik a) był przeznaczony do walki, a wtedy emocje raczej przeszkadzają i b) miał nie mieszać się do cudzych spraw - obojętnie przejść wobec gwałconej dziewczyny, nie pomagać ludziom, którzy mu nie zapłacą (np. Yurga na moście), odebrać rodzicom dziecko i zrobić z niego wiedźmina (czego dzieciak prawdopodobnie nie przeżyje), bez wahania zabić zakochaną wampirzycę lub klęczącego wilkołaka itd. Dla większości ludzi to wystarczy, aby uważać zabójców potworów za kompletnie nieczułych, zimnych drani.
01-05-2012 10:23
Savarian
   
Ocena:
0
@ Kumo
"Dla większości ludzi to wystarczy, aby uważać zabójców potworów za kompletnie nieczułych, zimnych drani."

I spoko. Ludzie niech za takich ich uważają. Nawet powinni. Co jednak nie znaczy, iż w rzeczywistości tacy są.
Cała notka pisana jest pod kątem jej przydatności w Wiedźminie RPG zatem wyobraźmy sobie, że stereotyp wiedźmina-cyborga jest jedynie słusznym. Przecież wtedy każdy tworzony przez graczy wiedźmin był by identyczny. Mało by gadał, nie zwracał na nic uwagi, nie miał uczuć, zabijał stwora, kasował grosze i szedł dalej. Ani to fajne, ani grywalne, ani zgodne z tym co znajdziemy w książce lub grze.
Zatem dla mieszkańców wiedźminlandu niechaj będą odrażającymi mutantami bez duszy ale pliz, jeśli tacy mieli by być wszyscy wiedźmini BG to od razu lepiej zakazać nimi grać, a wtedy sama idea systemu Wiedźmin RPG pada.
01-05-2012 10:43
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
ani to fajne, ani grywalne...
No co ty, Savarian?
Jest kupa ludzi, ktorym wlasnie na tym zależy - wiesz, to ci co gry fabularne "przechodzą" jak baldursy. Dla nich to czesto jedyna forma fajnosci i grywalnosci. Wiesz myslenie boli.
01-05-2012 10:55
Savarian
   
Ocena:
0
Ja na szczęście takich nie spotkałem ale ja grywam z ludźmi w moim wieku, a sądzę, że większość grających w stylu Tibii to jednak osoby młodsze.

@Vukodlak
"Ja nieśmiało przyznam, że do Wiedźmina RPG mam ochotę wykorzystać mechanikę Gemini."

Mechanika Gemini... Hm... Ona jest dość prosta w sumie. Nie wiem czy nie daje za małych możliwości wprowadzania modyfikatorów, które w Wiedźminie RPG są nieodzowne np. działanie czarów, znaków, mikstur czy technik walki etc.
01-05-2012 11:50
Kumo
   
Ocena:
+1
@Savarian:
Akurat coś mi się skiepściło kiedy miałem podsumować poprzedni komentarz. Chodziło mi raczej o to, że o ile wiedźmini nie są totalnie wypranymi z uczuć cyborgami, to najprawdopodobniej są o wiele mniej emocjonalni i wrażliwi na los innych niż przeciętny człowiek/nieczłowiek w wiedźminlandzie. Po prostu ich sfera emocjonalna jest mocno ograniczona. Dzieki temu bez wiekszego problemu utrzymują swoją "pozę", bo jest dla nich naturalna. Nie reagują mocno na dużą dawkę przemocy z własnym udziałem, ostracyzm, śmierć innych wiedźminów - wiekszość ludzi po paru latach życia na ich sposób stałaby się zapewne psychopatami albo wysiadła psychicznie na skutek zespołu szoku pourazowego. U w. te problemy nie występują, chociaż żyją i zabijają całe dekady dłużej niż jakikolwiek najemnik. Możliwe, że mutacje i Próby upośledzają w pewien sposób część układu nerwowego odpowiedzialnego za sferę emocjonalną (lub modyfikują jej rozwój), w zamian stymulując tą odpowiadającą za szybkość reakcji i koordynację ruchów.

Co do erotycznych wstawek w "Witcherze": faktycznie, były dane trochę "na siłę". Ale w książkach seks też pojawia się wcale często i nie zgodzę się, że jest tam "chwytem marketingowym" - raczej normalnym elementem ludzkiego życia. Zresztą najdłuższa (o ile pamiętam) scena "erotyczna" koncentruje się głównie na tytułach ksiąg...
01-05-2012 13:08
Savarian
   
Ocena:
0
W książkach erotyka była lepiej wpleciona w treść. Pojawiała się nierzadko ale "zgrabnie" wpasowywała się w całość. W grze natomiast było tego za dużo i często bez żadnego związku. Generalnie to prawie zawsze i z każdego powodu dało się puknąć niewiastę, która tylko pojawiła się na ekranie.

Przy okazji; ma ktoś do odsprzedania dodatki do W:GW? Interesują mnie dwie pozycje "Czas pogardy" i "W tajnej sluzbie ich królewskich mości". Jak coś to poproszę o PW.
01-05-2012 13:18
banracy
   
Ocena:
0
@zigzak
Pytałem nie o to jak przystają do sagi, ale czy są zabawne. Czy dobrze się je czyta nawet e oderwaniu od sagi itp.
01-05-2012 17:50
gower
   
Ocena:
0
Skoro o Wiedźminie, to nie mogłem się nie pojawić;) Notka bardzo ciekawa, chociaż w kilku miejscach mi coś zgrzytnęło (np argument z Okruchem Lodu – to była próba samobójcza przecież). Wypowiem się dłużej i składniej innym razem, bo jutro z samego rana wyjeżdżam:)
01-05-2012 22:53
Savarian
   
Ocena:
0
@gower
Niby tak ale jednak Geralt się bronił. Przynajmniej chciał. Zadziałał jak powinien, unikał, zasłaniał się ręka powędrowała o miecza... tyle, że go tam nie było. Znów uniknął, sięgnął po sztylet... też go nie miał.
To były odruchy, zakodowany instynkt wiedźmiński ale nie zmienia to faktu, że gdyby ów instynkt przekładał się na "niepokonalność wiedźminów" to Gercio dał by rade opryszkom zanim jego umysł przypomniał by sobie, że chce popełnić samobójstwo ;)
02-05-2012 07:07
oddtail
   
Ocena:
0
Bardzo, bardzo fajna notka. Zwłaszcza ten element o zdolnościach walki wiedźminów. Już od pierwszego opowiadania jasno pokazane jest, że Geralt szykuje się do wszystkich walk nad wyraz starannie. Dowiaduje się ile tylko można, ćpa eliksiry, planuje i kombinuje. Sama walka to wisienka na torcie.

Come to think of it, to dość mocno nasuwa mi myśl, że najlepszą mechaniką do Wiedźmina rzeczywiście byłoby FATE... te wszystkie przygotowania to kolekcja tymczasowych Aspektów zdobytych przez zabójcę potworów albo narzuconych jego ofierze.
02-05-2012 19:22
Savarian
   
Ocena:
0
W sadze brakowało mi tego mistycyzmu, przygotowań i swoistej ceremonii przed walką. To wszystko co mnie tak zachwyciło w opowiadaniu "Wiedźmin" potem było już niemal zupełnie pomijane. Oczywiście pisanie tego samego co opowiadanie lub co walkę nie ma sensu ale czasem Sapek mógł przemycić nieco tajemniczości.
W wyborze mechaniki natomiast narzuciłem sobie dwa wymogi. Musi być w wersji PL lub muszę ją dobrze znać. Moi gracze są strasznie oporni w przyswajaniu mechanik pisanych w języku angielskim. Więc albo mechanika PL albo taka, którą mogę im wytłumaczyć niemal z pamięci. FATE niestety odpada. Nie znam jej niemal w ogóle.
02-05-2012 19:45
Vukodlak
   
Ocena:
+1
Mechanika Gemini... Hm... Ona jest dość prosta w sumie. Nie wiem czy nie daje za małych możliwości wprowadzania modyfikatorów, które w Wiedźminie RPG są nieodzowne np. działanie czarów, znaków, mikstur czy technik walki etc.

Nie wiem czy takie nieodzowne. Mikstury i znaki spokojnie można odzwierciedlić zasadami magii z podstawki, chyba nawet nie trzeba ich zmieniać. Techniki walki i inne cuda, które mają bezpośredni wpływ na kości, już mnie nie bawią. Wolę by gracz rzucił tą k20 i opisał mi wygraną/przegraną rundę walki. Szkoda mi ostatnio czasu na sesji, by odzwierciedlać w mechanice jak najdokładniej realia prawdziwego starcia na broń białą. Dość mocno przychylam się do starodedekowego rozwiązania, że jeden rzut na trafienie i obrażenia, to ok. 1 minuty walki w świecie gry (a resztę niech opiszą Gracze z MG).

Pytanie tylko, czy zasady wytrzymają mocne bonusy do cech, jakie IMO wiedźmin powinien otrzymać (w stosunku do dość skromnych modyfikatorów innych ras). Czy mechanika Gemini takie coś uniesie?
02-05-2012 23:50
Savarian
   
Ocena:
0
Mechanika Gema bez większych problemów pozwala zrobić fightera ze zręcznością o wartości 13, 14 lub nawet 15 (zwykły ludzik ma 10) dodając do tego np. broń jednoręczną tnącą na 2 + specjalizacja Miecz Półtoraręczny na 1 mamy 18 na trafienie. Rzucając k20 daje nam to 90% szansy. (oczywiście pomijam teraz mechanikę walki i modyfikatory) Dopakowując to miksturami i technikami wiedźmin bez problemu przebije 20 czyli 100%.
Oczywiście mechanika przewiduje taką sytuację i są zasady, mówiące, ze nawet mając ponad 20 szansy na trafienie może się nie udać ale ja się zastanawiam czy gracz prowadzący wiedźmina miał by jakąkolwiek zabawę ze zbierania PD wiedząc, że startuje z poziomu mega przepaka.
03-05-2012 00:29

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.