string(15) ""
» Blog » Rozprawa z mitem o wiedźminie czyli
30-04-2012 10:35

Rozprawa z mitem o wiedźminie czyli

W działach: Wiedźmin, Wiedźmin RPG | Odsłony: 2060

Rozprawa z mitem o wiedźminie czyli
Rozprawa z mitem o wiedźminie czyli "dym w oczy"

"- Ho, ho. - Cykada błysnął zębami. - Strasznie groźnie to zabrzmiało, aż mnie ciarki przeszły. Zawsze mnie ciekawiło, wiedźminie, dlaczego ludzie tak się was boja. I myślę, że już wiem.
- Spieszę się, Cykada. Oddaj miecz, jeśli łaska.
- Dym w oczy, wiedźminie, nic, aby dym w oczy. Straszycie ludzi niby pszczelarz pszczoły dymem i smrodem, tymi waszymi kamiennymi twarzami, tym gadaniem, plotkami, które pewnie sami o sobie rozpuszczacie. A pszczoły uciekają przed dymem, durne one, miast wbić żądło w wiedźmińska rzyć, która spuchnie naonczas jak każda inna. Mówią o was, że nie czujecie jak ludzie. Leż to. Gdyby którego z was dobrze dźgnąć, poczułby."

"Miecz Przeznaczenia"

Zadając pytanie "Kim jest wiedźmin?" usłyszymy najczęściej, że jest to mistrz miecza, zimny i wyrachowany zabójca potworów, bezuczuciowa maszyna do zabijania, pozbawiony ludzkich odruchów mutant o nadludzkich zmysłach, szybkości i umiejętnościach. W stosunku do powyższego, stereotypowego opisu wiedźmina mogę powiedzieć tyko tyle, że prawdą jest jedynie drobna jego część i postaram się to udowodnić.

Nie jednemu wiedźminowi Geralt

Zanim zacznę obalać mit o wiedźminie jako o bezuczuciowym mutancie jestem zmuszony wspomnieć o tym, o czym wspomniałem już we wstępie. Duża część osób wiedzących co nieco o fantastyce utożsamia profesję wiedźmina z białowłosym Geraltem. Nie było by w tym nic złego, wszak słynny Biały Wilk jest rzeczywiście wiedźminem, gdyby nie to, iż książki A. Sapkowskiego pokazują wyraźnie, iż przedstawiciele tej profesji to nie klony odlane z jednej formy i powtarzalne niczym seryjny wyrób z krasnoludzkiej faktorii. W tomie "Krew Elfów" mamy kilku wiedźminów, którzy zimując w Kaer Morhen uwidaczniają czytelnikowi różnice pomiędzy nimi. Mówiąc wprost, każdy z nich ma swój odrębny charakter. Jest stary Vesemir, który nadal lubi złapać za tyłek rudowłosą czarodziejkę, jest Lambert wrogo lub przynajmniej "nie-przyjacielsko" nastawiony do Triss Merigold, jest łagodny Coën z Povis i Wreszcie Eskel, który być może, tak jak Geralt nie tylko, nie pozbawiony był uczuć, a może nawet zdolny do miłości. ("Ponownie widziano Triss Merigold i wiedźmina Eskela z Kaer Morhen, czule objętych, przemykających chyłkiem do altany w parku" - "Coś się kończy, coś się zaczyna"). Widać więc, że każdy z wiedźminów jest nieco inny. Różnią się tak jak różnią się między sobą normalni ludzie. Ponadto A. Sapkowski ukazuje też wyraźne różnice fizyczne pomiędzy poszczególnymi wiedźminami. Coën miał ślady po ospie oraz żółte tęczówki pocięte czerwonymi żyłkami (pozostałość po ciężko przebytej mutacji), Eskel szkaradną szramę na twarzy, a Geralt białe włosy.
Rozszerzając swoje dywagacje o grę "Wiedźmin" dodać muszę, iż pierwszy akt dziejący się w Kaer Morhen pozwala nam poznać bytujących tam wiedźminów jako kompanię osobliwości. Lambert jest osobą cyniczną, Vesemir dobroduszną, Eskel najbardziej pasuje do stereotypowego "zimnego profesjonalisty", a Leo to wygadany i energiczny szczeniak.
Wniosek z pewnością nie zaskoczy nikogo, kto od dawna zna sagę A. Sapkowskiego, a także Wiedźmina: Grę Wyobraźni ale warto go czasem sobie odświeżyć i pamiętać, iż Geralt zawsze będzie wiedźminem ale nie każdy wiedźmin będzie Geraltem.

Wiedźmini są pozbawieni emocji.

"Zaprawdę, nie masz nic wstrętniejszego ponad monstra owe, naturze przeciwne, wiedźminami zwane, któreż płodami są plugawego czarostwa i diabelstwa. Oto łotry bez cnoty, sumienia i skrupułów, istne stwory piekielne, do zabierania życia jeno zdatne. Nie masz dla takich między ludźmi poczciwymi miejsca. A owo Kaer Morhen, gdzie bezecne stwory się gnieżdżą, gdzie ohydnych swych praktyk dokonują, starte być musi z powierzchni ziemi, a ślad po nim solą i saletrą posypać należy."
"Monstrum, albo wiedźmina opisanie"

Na pierwszy ogień idzie pogląd jakoby wiedźmini nie odczuwali emocji, byli zimni, bezuczuciowi, a wręcz bezduszni. Takie panuje przekonanie wśród ludzi kontynentu. My jednak, czytelnicy i gracze, wiemy więcej niż mieszkańcy wykreowanego przez autora Wiedźminlandu. Dokładając do tego fakty pojawiające się w grze komputerowej rysuje się nam obraz wiedźminów różny od utartego stereotypu. Wiedźmin Coën śmiejący się podczas gry z Ciri w łapki nie tylko okazuje emocja ale przyłącza się nawet do armii północy i ginie w Bitwie pod Brenną. Vesemir, dobroduszny, starej daty wiedźmin, wielokrotnie zdradza emocje, choćby w stosunku do Triss, Lambert, który nie lubi wspomnianej czarodziejki jak by na to nie patrzeć nie odnosi się do niej bez emocji, wręcz przeciwnie - wyraźnie "ma coś do niej". W grze komputerowej natomiast, mimo cynizmu i pozornej niechęci opiekuje się czarodziejką, gdy ta leży bez przytomności w Kaer Morhen. I znów tylko Eskel wydaje się być najbardziej "wiedźmiński" w odróżnieniu od swego rówieśnika i przyjaciela z lat treningu Geralta, który robi co może aby uchodzić za bezdusznego mutanta ale mu jakoś to nie bardzo wychodzi ;).
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta domniemana zimnokrwistość wiedźminów wynika z dwóch czynników. Po pierwsze jest to poza, jaką przyjmują sami wiedźmini. Chcą uchodzić za nie odczuwających strachu, nieludzko opanowanych i skupionych zawodowców. Taka maska sprawia, iż budzą respekt i nie są stawiani w trudnych dla nich sytuacjach. Jako osoby wychowane na odludziu, w zamkniętych, odciętych od świata enklawach mają z pewnością mocno ograniczone umiejętności interpersonalne. Problemy może sprawiać im przebywanie, rozmawianie i funkcjonowanie w dużych skupiskach ludzkich. Jako wieczni samotnicy, zdający sobie sprawę z tego, iż śmierć może nadejść każdego dnia wolą egzystować na uboczu społeczeństwa, a mit o mutantach pozbawionych emocji bardzo im to ułatwia.
Drugim elementem kształtującym taki, a nie inny pogląd o wiedźminach jest zapewne propaganda czarodziejów. Ta sama, która wiele lat temu doprowadziła do ataku na Kaer Morhen i do zniszczenia siedliszcza i ta sama, która wydała na świat "dzieło" o tytule "Monstrum, albo wiedźmina opisanie". Strach przed ich odmiennością, przed ich talentem i umiejętnościami i zwykły rasizm sprawiły, iż taki a nie inny obraz wiedźmina utrwalił się w świadomości społecznej mieszkańców kontynentu. Nie wiem czy kiedykolwiek się on zmieni ale może, kiedyś świat się zmieni...

" Dogoniła ich piegowata dziewczynka z warkoczykami. Była zdyszana, w ręku dzierżyła zaś spory bukiecik polnych kwiatów.
- Dziękuję wam - zapiszczała - żeście się opiekowali mną i braciszkiem, i mamą. Że byliście dla nas dobrzy i w ogóle. Nazrywałam dla was kwiatków.
- Dziękujemy - powiedział Zoltan Chyvay.
- Jesteście dobrzy - dodała dziewuszka, wkładając do buzi koniec warkocza. - Ja wcale nie wierzę w to, co mówiła stryjna. Wy wcale a wcale nie jesteście plugawe podziemne karzełki. Ty nie jesteś siwy odmieniec z piekła rodem, a ty, wujku Jaskrze, wcale nie jesteś wrzaskliwy indor. Nieprawdę mówiła stryjna. A ty, ciociu Mario, nie jesteś żadna gamratka z łukiem, tylko Ciocia Maria, i ja ciebie lubię. Dla ciebie nazrywałam najładniejszych kwiatków."

"Chrzest Ognia"

Wiedźmini są niepokonanymi mistrzami miecza.

Tego mitu nie mogę obalić. Ba, nie chce nawet tego robić ale i tutaj w beczce miodu odnajduję łyżeczkę dziegciu.
Wiedźmini są mistrzami miecza, szkolonymi tylko do walki zawodowcami, których całe życie to taniec w ciemności i błysk ostrza. Są szybsi od zwykłych ludzi, bardziej zwinni, a ich zmysłów nie sposób porównywać ze zmysłami zwykłych ludzi. To wszystko prawda lecz nie są oni tak nadludzcy jak zwykło się twierdzić. Przede wszystkim człowiek jest zdolny do pokonania wiedźmina na miecze. najlepszym przykładem jest tu Bonhart, który miał na koncie co najmniej trzech zabójców potworów. Lecz nawet sam Geralt miał nie lada kłopoty z naćpanym bandziorem w Toussaint, a w opowiadaniu "Okruch lodu" nie podołał zwykłym, miejskim opryszkom. Co prawda miał mocno w czubie ale jednak. To nasuwa mi na myśl wniosek, do jakiego doszedł na blogosferze niejaki "Przybłęda", iż w znacznej części, skuteczność wiedźminów zależała od przygotowania do walki i wykorzystania przez nich naturalnych przewag. Geralt w sadze kilkakrotnie pokazuje, iż jest zdolny do zabicia kilku uzbrojonych wrogów na raz, a styl w jaki to robi sprawia, że legendy o nim krążą po całym kontynencie. Banda Renfri, bracia Michelet i Profesor ze swymi ludźmi czy grupa dezerterów gwałcąca dziewczynę w leśnej chacie to najlepsze przykłady. Wszystkich ich Geralt rozniósł na mieczu aż miło popatrzeć (poczytać) ale przyjrzyjmy się bliżej tym trzem walkom. Micheletów pokonał w nocy, wykorzystując fakt, iż widzi w ciemności miał wielką przewagę nad najemnikami. Do tego był pod wływem mikstur, które czyniły go jeszcze większym nadczłowiekiem. Do walki z Profesorem wyszedł również pod wpływem mikstur i to tych najsilniejszych, a co czynią one z wiedźmina wszyscy wiemy. Dezerterów zaatakował z zaskoczenia, ginęli nawet ze spuszczonymi gaciami, do tego ich poziom wyszkolenia był tak żałośnie niski, iż poza samą widowiskowością dużej chwały Geraltowi ta walka przynieść nie mogła. Podobnie z zaskoczenia znokautował Cykadę. I tylko do walki z Renfri przystąpił fair play. Jej chłopaki nie stanowiły dla niego większego problemu, sama zaś Dzierzba zmusiła go do sporego wysiłku, a nawet zraniła.
Jaki z tego płynie wniosek? Wiedźmin jako istota ulepszona mutacjami i stworzona do walki jest o niebo lepszym wojownikiem od grupy nędznych wojaków (dezerterzy) czy też bandy najemników (banda Dzierzby) w konfrontacji jednak z prawdziwymi zawodowcami, wyszkolonymi zabójcami, dla których miecz jest przedłużeniem dłoni takimi jak bracia Michelet lub Profesor wiedźmin musi wykorzystywać przewagi jakie posiada. Innymi słowy oszukiwać. Brać mikstury lub korzystać ze zdolności do widzenia w ciemności. W przeciwnym wypadku nawet jemu grozi śmierć z rąk człowieka. Renfri, z którą walczył bez dopalaczy i za dnia zdołała go trafić, a była to walka jeden na jeden.

Wiedźminów jest bardzo mało.

"- (...) A wiedźmini, grododzierzco? Próbowali?
- Było kilku, a jakże. Najczęściej, kiedy usłyszeli, ze strzygę trzeba odczarować, a nie zabić, wzruszali ramionami i odjeżdżali. Dlatego tez znacznie wzrósł mój szacunek dla wiedźminów, Geralt. No a potem przyjechał jeden, młodszy był od ciebie, imienia nie pamiętam, o ile je w ogóle podał. Ten spróbował.
- No i?
- Zębata królewna rozwłóczyła jego flaki na sporej odległości. Z pól strzelenia z luku.
Geralt pokiwał głową.
- To wszyscy?
- Był jeszcze jeden."

"Wiedźmin"

Z takim poglądem zetknąłem się przy okazji fabularnej Gry Wyobraźni. Często grający w nią ludzie, a chyba również i sami autorzy, zaznaczali, iż w opowieściach nie powinno się pojawiać zbyt wielu wiedźminów. Oczywiście "zbyt wielu" to pojęcie względne ale biorąc pod uwagę wszystkie znaki na niebie i ziemi nie ma potrzeby ograniczania liczby witcherów w grach fabularnych jakoś wyjątkowo drastycznie. Oczywiście drużyna samych wiedźminów to przesada lecz jeden wiedźmin w drużynie to nic złego.
Cytowany wyżej fragment obrazuje, że samym zadaniem ze strzygą interesowało się co najmniej pięciu wiedźminów przed Geraltem. W Kaer Morhen zimowało ich, poza Białym Wilkiem, czterech. Bonhart zabił co najmniej trzech co daje już razem trzynastu. Ponadto sześciu wiedźminów z gry komputerowej (Berengar, Leo, Letho, Egan Serrit i bezimienny, niedoszły królobójca z końcowego filmu w pierwszej części gry). W komiksie "Wiedźmin: Zdrada", którego współautorem jest A. Sapkowski pojawia się ich również kilku wiedźminów. Część z nich ginie co prawda w turnieju lecz nie wszyscy, a co ciekawe nie wszyscy noszą tez amulet wilka.
Konkludując, wiedźminów jest mało ale nie aż tak mało jak by się mogło wydawać. Geralt dowiadując się w grze komputerowej, iż niedoszłym królobójcą jest wiedźmin, a potem poznając kim jest Letho i z jakiej jest szkoły nie zdradza cienia zaskoczenia. Dziwi się co prawda, iż wiedźmini zabijają ludzi lecz nie pada ani jedno słowo sugerujące, iż wiedźmin zaskoczony był faktem, że istnieje wiedźmińską szkoła Żmii. Zdaje sobie bowiem, jak mi się wydaje, sprawę z tego, że na kontynencie, a także być może poza nim (Zerrikannia, Nilfgard) było wiele szkół i nie jeden wiedźmin chodzi jeszcze po świecie. Dla graczy i Mistrzów Gry może być to wskazówka, a zarazem przykład, iż można wprowadzać do świata stworzonego przez Sapkowskiego nowe elementy, wątki i postacie związane z profesją wiedźmina bez burzenia spójności świata. A wręcz przeciwnie, mogą one znacznie ów świat wzbogacić zwłaszcza w ujęciu ich w kontekście gier RPG.

No i na koniec...
żeby nie było flejmu. Nie zamierzam burzyć żadnego mitu o wiedźminie. Zwyczajnie wiem, że chwytliwy tytuł i dobra grafika w blogowym wpisie mobilizuje do czytania, zwłaszcza gdy jest on nieco dłuższy ;)

P.S. Tekst powyższy powstał pod wpływem inspiracji czerpanej z trzech notek na blogu 3k10 oraz dyskusji jakie pod nimi się toczyły.
http://3k10.pl/?p=1527

Komentarze


Kastor Krieg
   
Ocena:
0
Super notka, godna polecenia nawet mimo troll-tytułu ;)
30-04-2012 11:52
Indoctrine
   
Ocena:
+6
Z Wiedźminem to jak z Jedi.
Niby mało, niby wielki power, a jak przychodzi co do czego, to ich trupy ścielą się pokotem :)

Przekładając na RPG takie fabularne elementy, często napotyka się problem w postaci braku spójności. Dla celów opowiadania, fabuły, autor nieraz podpakowuje bohatera, albo chwilowo osłabia. W literaturze, jak sprawnie napisane, to nie przeszkadza, gorzej właśnie w grze. Tutaj ponieważ wszystko przekłada się na cyferki i statsy, zaczyna zgrzytać.

30-04-2012 12:24
~Magnes

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
To jedna z przyczyn popularności Martina - dość skutecznie unika podpakowywania bohaterów. Chociaż też mu się zdarza z Aryą. :)
30-04-2012 13:14
Aesandill
   
Ocena:
+3
Fajna notka, choć raziło mnie połączenie realiów c-growych z książkowymi, skoro jeden z drugim ma się do siebie jak... nieważne.
Pozdrawiam
Aes
30-04-2012 14:58
Savarian
   
Ocena:
+2
Widzisz Aes, według mnie po ukazaniu się wiedźmina w wersji PCtowej nie sposób udawać, że ona nie istnieje. Witcher wpisał się na tyle silnie, a moim zdanie i na tyle zgrabnie w Wiedźminland, iż wręcz wskazane jest aby traktować opowiadania, sagę oraz W:cRPG jako całość. Tak jak nad fatalnym filmem należało wręcz przejść obojętnie, to nad grą wręcz przeciwnie.
Jeszcze 5 lat temu myślałem zupełnie inaczej. Należałem do zatwardziałych klimatofobów i jakiekolwiek gmeranie w świecie Geralta zakrawało na poważną herezję. Teraz mi się zmieniło. Może dorosłem do tego, ciężko powiedzieć ale bez żadnego problemu umiejscawiam gry jako kontynuację sagi.
Ponadto, ja zawsze prowadzę Wiedźmina RPG w realiach po wojnie z Nilfgardem.
A cRPG w ciekawy dla mnie sposób odkrywa nowe wątki i rozbudowuje świat. Począwszy od sytuacji geopolitycznej, a skończywszy na takich szczegółach jak choćby mapa, która dla mnie jest o niebo lepsza od tej z W:GW.
30-04-2012 15:09
Aesandill
   
Ocena:
+2
@ Savarian
A ja mam wrażenie że mocno się wiedźmina spłaszczył w kompowej swoje odmianie, niektóre wątki zostały odpieczętowane zupełnie niepotrzebnie (strzyga), bohaterowie stracili wiele ze swojego ja (niby Tris!, niby Szani! ) a nawet sam Geralt stał sie jakiś taki prymitywny (zwykły jebaka).

O ile wiedźminy kompowe powiedzmy w kategorii gry są całkiem fajne, to między nimi a jakością wiedźminów pisanych zionie moim zdaniem przepaść.

Sytuacja geopolityczna mnie nie interesował szczególnie, więc się nie wypowiem na temat który słabo znam.

Pozdrawiam
Aes
30-04-2012 15:16
Vukodlak
   
Ocena:
+1
Wiedźmin cRPG ma kilka fajnych elementów, które naprawdę warto wcisnąć do tabletop RPG. Dwójka jest pod tym względem znacznie bogatsza. Niemniej rzeczywiście dużo rzeczy jest takie sobie. A pierwszą część kupiłem w wersji specjalnej właśnie dla tej mapy, bo moja kopia Gry Wyobraźni jest wybrakowana i jej nie posiada.

Z Wiedźminem to jak z Jedi.
Niby mało, niby wielki power, a jak przychodzi co do czego, to ich trupy ścielą się pokotem :)


Widzisz, bo musi być balans. Co tam opowieści o potężnych Rycerzach Jedi - jeśli ktoś chce takim grać, to musimy wprowadzić równość. Dlatego odrzuciły mnie wszystkie Star Warsy na d20. Dlatego też, odnosząc się do dalszej części Twojego komentarza, lubię w takich momentach zlewać mechanikę i robić tak, jak to z Jedi/wiedźminami/whateva być powinno.
30-04-2012 15:23
Savarian
   
Ocena:
+2
W treści są spoile z gry jak ktoś jeszcze nie grał to ostrzegam
Co do pierwszej części Witchera to faktycznie nie był on zjawiskowy. Prościutka fabuła "Ukradniemy wam mikstury i wyprodukujemy mutki, a potem będziemy rządzić światem." oraz wciskane na siłę elementy, jak choćby zaliczanie panienek i kolekcjonowanie kart, co miało chyba zwabić szesnastoletnich nerdo-prawiczków do gry. Niemniej druga część to już zupełna odmiana. Wieowarstwowa fabuła, odważne popchnięcie realiów świata na przód - np. śmierć Foltesta - rozbudowanie wątków z jedynki (np. wiemy dlaczego Dziki Gon chciał capnąć Geralta, wiemy jak im uciekł etc.), zakończenie gry kolejnym atakiem Cesarstwa, a pod tym wszystkim zapowiedź tego, że elfy z innej sfery (dziki gon) planują prawdopodobnie inwazję na wiedźminland i poszukują do tego starszej krwi, sprawiają, iż dzięki grze świat Wiedźmina znów się rozpędza i otwiera nowe możliwości dla Mistrzów Gry i graczy.
A ponadto te wszystkie małe rzeczy które cieszą: mnogość mikstur, świadomość, że istnieją inne wiedźmińskie szkoły itd. itd. dla mnie wprowadzają nową świeżość do settingu.
30-04-2012 15:37
de99ial
   
Ocena:
+2
Jakoś zawsze odkąd zaczytywałem się w Sapkowskiej prozie irytowałem się na dźwięk słów "pozbawiony emocji". A jak w durnym i słabym serialu w ogóle wymyślono jakiś "test" na "dobrze zmutowanego" wiedźmina to prawie połamałem zęby.

Generalnie - zgadzam się. Wiedźmini nie byli i wcale nie mieli być pozbawieni uczuć. To jedynie poza i PR.

Mutacje - Geralt jest jednak nieco inny niż reszta, a włosy zbielały mu nie po Trawach tylko po pewnych eksperymentalnych mutacjach. Mówi o tym w jednym z pierwszych Głosów Rozsądku (Kiedyś na Wizkonie nieźle tym faktem kopnąłem w jaja organizatorów konkursu wiedzy o Wiedźminie).

Obie gry na PCta uważam za dobre. Z tą różnicą, że jedynka jest wyżej. Główna fabuła owszem dość prosta ale ciekawie zrealizowana. Zaliczanie panienek jako lep na 16 latków? Cóż... Gra ma 18+ na pudełku więc nawet nie polemizuję z tym argumentem bo jest pozbawiony sensu. Ale fakt, rozwiązanie romansów w 2 odsłonie jest lepsze (stają się jeśli doprowadzi do nich odpowiedni ciąg odpowiednich wydarzeń).

W powieści Sapek wspomina o amuletach z kotem, gryfem i wilkiem (kolekcja Bonharta). Komiksy Polcha radzę odpuścić, tam Sapek mało się udzielał (podobnie jak w przypadku serialu i filmu; symbolicznie).

Link do 3k10 nie działa, przynajmniej mi.

A wpis fajny.
30-04-2012 16:09
Senthe
   
Ocena:
0
Zaliczanie panienek jako lep na 16 latków? Cóż... Gra ma 18+ na pudełku więc nawet nie polemizuję z tym argumentem bo jest pozbawiony sensu.

Że niby 18+ na pudełku nie jest lepem na napalonych 16-latków? ;)
Akurat podczas premiery jedynki byłam jeszcze w gimnazjum, chyba zdajesz sobie sprawę, co się tam wtedy działo? ;)

EDIT
Zresztą nie chcę nic mówić, ale również w wersji książkowej zaliczanie panienek zawsze i wszędzie służyło wyłącznie przyciąganiu pryszczatej młodzieży :P Chyba że ktoś chce udowadniać, iż miało to głębokie psychologiczne podłoże i ukryty przekaz ;)
30-04-2012 16:17
de99ial
   
Ocena:
+1
@Senthe
Niekompetencja sprzedawców. A potem dziwią różnego rodzaju nagonki typu "brutalne gry wypaczają psychikę dzieci". No jak materiał dla dorosłych sprzedaje się bez namysłu to jak ma nie wypaczać?
30-04-2012 16:20
Senthe
   
Ocena:
0
Podejrzewam, że te "dzieci" (dzieciaczki? dzieciątka?) już i tak były wystarczająco wypaczone, zresztą sorry, ale sceny erotyczne w Wiedźminie jakoś nie należą do najbardziej szokujących "18+", z jakimi się spotkałam :P
Zwyczajny chłyt martekindody ;)
30-04-2012 16:23
de99ial
   
Ocena:
0
Może tak może nie. Dla mnie te sceny nie miały być szokujące, a miały po prostu pokazać to co się dzieje między kobietą i mężczyzną bez udawania, że "takich rzeczy nie ma". Innymi słowy ukłon w kierunku naturalizmu, ale bez bawienia się w wulgarność.

EDYTA

W książce zbliżenia pełnią taką samą rolę. Nic ponadto.
30-04-2012 16:25
~Enc

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@Savarian: Świetna notka :) Niezależnie od tego, czy się z nią zgadzam wrzuciłeś masę fajnych informacji, które można sobie wrzucić do własnej kampanii w świecie Sapkowskiego. Zamierzałem wrócić do tematu Wiedźmina RPG (jestem w trakcie odświeżania sobie całego cyklu), Twój wpis bardzo mnie zmotywował do działania :)
30-04-2012 16:51
Savarian
   
Ocena:
0
I vice versa Enc ;) Ja również czytam po raz kolejny sagę i klaruje mi się całkiem świeże spojrzenie na świat Wiedźminlandu, a co za tym idzie na Wiedźmina RPG. Z tym, że ja na 95% użyję mechaniki opartej na Q10 ale o tym mam zamiar i nadzieję informować w kolejnych wpisach.

P.S. Link poprawiony.
30-04-2012 17:10
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@Enc

Zaloguj się trollu.
30-04-2012 17:10
~Enc

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+1
@Savarian:

Q10? Jeśli już to Roll & Keep :) Nie wiem, czy to akurat najlepsza mechanika do takiego świata, ale z drugiej strony Saga dość mocno promowała wyćwiczonych, zręcznych fajterów a nie pancerze, więc realia byłyby zachowane.

Daj znać, jeśli rozpiszesz jakąś wersję nadającą się do publikacji, chętnie bym skanibalizował Twoje pomysły :)
30-04-2012 17:24
Savarian
   
Ocena:
0
Fakt Roll & Keep, po prostu ostatnio jestem po lekturze materiałów z www.q10.rpg.pl i przywykłem tak ją nazywać.
Chętnie coś zamieszczę choć teraz nie chce dzielić skóry na niedźwiedziu, a i znając życie nieprędko się to wydarzy. Już bardziej widzę to w formie wrzucanych notek blogowych, feedbacku i potem ewentualnie zebranej w całość mechaniki.
Z doświadczenia wiem, że porywanie się na pisanie systemu od zera to chybiony pomysł. Ani czasu, ani zapału na to nie znajdę i kolejny projekt zostanie odłożony na bliżej niesprecyzowane "kiedy indziej".
Mam kilka różnych opcji i pomysłów. Sam muszę sobie poukładać najpierw koncept ale powiem Ci, że jako osoba zdecydowanie bardziej ceniąca narrację (choć to słowo w RPGach źle mi się kojarzy) od kostkologii więcej czasu poświęcam zagadnieniom związany ze światem niż z mechaniką.
30-04-2012 17:53
~Enc

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
+2
Mnie świat nie bardzo interesował we Wiedźminie - był bardzo mocno pretekstowy, ot takie sobie fantasy, gdzie Jakieś Imperium atakuje Jakieś Państwa. Ważne było to, jak prowadzona jest narracja oraz jakie decyzje podejmą antagoniści.

Niestety, to najlepiej przekłada się na jakieś indiańskie gry - R&K bez modyfikacji (mocnych modyfikacji) będzie może i nieźle symulował świat Sagi, ale niekoniecznie klimat książek. Mnie osobiście bardziej pasuje zmodyfikowany FATE, ale mam skrzywienie na punkcie tej mechaniki :)
30-04-2012 17:57
dzemeuksis
   
Ocena:
+1
@wątek "18+"
Jako że Polsce póki co nie trzeba się legitymować, przy zakupie gry, toteż oznaczenie wieku "18+" na pudełku ma się nijak (w pewnym uproszczeniu, bo sprawa jest bardziej zawiła) do grupy docelowej, jaką sobie upatrzył wydawca i względem jakiej kształtował produkt. Więc oba sposoby postrzegania szurum-burum w "Wiedźminach" - ten de99liala i ten Savariana są uprawnione. Kwestia gustu.

@all
A tak w ogóle, to ten cały książkowy Geralt, to taki protoplasta wszystkich emo. ;)
30-04-2012 18:38

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.